środa, 6 sierpnia 2014

Wiara, Nadzieja, Miłość? Proszę pytać w Berlinie

Kiedy wklejałem tu wczoraj swój tekst na temat owej szczególnej fali patriotyczno-religijnych nawróceń, z jakimi mamy ostatnio z taką intensywnością do czynienia, ani nie miałem wypracowanych jakiś szczególnych ocen odnośnie ich przyczyn, a może przede wszystkim celu tego zjawiska, ani tym bardziej nawet mi w głowie nie powstała myśl, że już następnego dnia życie dopisze do tego, już może nawet nie kolejny rozdział, ale autentyczny epilog. I oto dziś z samego rana trafiłem w sieci na wywiad z Robertem Jansonem, muzycznym producentem, kompozytorem, liderem słynnego zespołu Varius Manx, w którym opowiada on niemal wyłącznie o swojej wierze i zachwycie Bogiem. Sam tytuł tego wywiadu nie pozostawia niedomówień: „Jan Paweł II jest przy mnie blisko”.
Jednak to nie osoba autora tych wyznań jest dziś dla nas najbardziej istotna. Nie jest też istotna informacja, że nawet dawna wokalistka zespołu Anita Lipnicka też jest osobą w najwyższym stopniu religijną, i że w ogóle tak naprawdę dla wszystkich z nich taki choćby Ojciec Pio to prawdziwy wzór i świętość. To, co nas dziś interesuje najbardziej, to fakt, że owe rewelacje przekazuje nam nie kto inny jak Onet. To Onet właśnie przeprowadził wywiad z Jansonem, to Onet nadał mu ten poruszający tytuł i to oczywiście Onet, w poprzedzającym rozmowę z Jansonem lidzie zaznacza, że to będzie rozmowa nie o popowych głupstwach, lecz „o wierze, nadziei i miłości”.
Ja tu stosunkowo niedawno wspominałem o Onecie, i to chyba nie raz i nie dwa. Wszystko zaczęło się od tego, że z okazji zbliżających się Świąt Bożego Narodzenia Onet zamieścił tekst o tym, jak Święta te obchodzono w hitlerowskich Niemczech, ilustrując go nawet zdjęciami śpiewających kolędy żołnierzy w mundurach, i ów niezwykły gest został natychmiast oprotestowany przez środowiska prawicowe, z uwagą taką, że oto widzimy pierwsze oznaki przejęcia Onetu przez niemiecki Axel Springer. Ponieważ jeden z moich bliskich kumpli związany jest zawodową karierą i to bardzo ściśle zarówno z Onetem jak i Springerem, i sprawy dotyczące obu firm zna bardzo dogłębnie, zapytałem go o ten tekst i zdjęcia, na co on mi odpowiedział, że Niemcy nie mają żadnego wpływu na Onet. Onet jest organizacją tak potężną, że Springer, dopóki nie posunie się do rozwiązań ostatecznych i nie wymieni kierownictwa Onetu, oni będą całkowicie autonomiczni. Ale powiedział mi mój przyjaciel coś jeszcze, że on mnie mianowicie zapewnia, że gdyby Niemcy mieli jakikolwiek wpływ na to, co się dzieje w głowach tych krakowskich japiszonów, taki tekst by nigdy nie został opublikowany. I jeszcze, że kiedy on widzi, co ta gówniażeria z Onetu wyprawia, jest pewien, że prędzej czy później tam będzie musiało do rewolucji dojść.
Drugi raz wspomniałem o Onecie, kiedy zauważyłem, że tam faktycznie dochodzi do jakichś ruchów, a z informacji pochodzących wprost od naszego człowieka dowiedziałem się, że moje podejrzenia są jak najbardziej słuszne. Onet przechodzi faktycznie w niemieckie ręce, a sprzątanie trwa w najlepsze. A ja już wtedy wiedziałem, że wystarczy parę miesięcy i wszyscy zobaczymy, jak to Onet może nie staje się od razu „Faktem”, który na odejściu Warzechy i tego jego promotora wyłącznie zyskał – w końcu jakaś równowaga na rynku musi być – ale z pewnością już nigdy „Wyborczej” wyprzedzić się nie da.
I oto dziś wchodzę na onet.pl, a tam od pierwszego spojrzenia widzę tego Jansena, Ojca Świętego, Ojca Pio i tę wiarę, nadzieję i miłość. Nie chce mi się w ogóle opisywać ani tego, co Jansen mówi, ani tonu, w jakim prowadzona jest ta rozmowa – kto chce, może sobie sam poczytać – natomiast pragnę tylko zwrócić uwagę, że ów ton i te słowa mogłyby równie dobrze pochodzić z „Gościa Niedzielnego”, „Frondy”, czy tygodnika „W Sieci”. I tylko na górze ten adres: onet.pl. I powiem to jeszcze raz, to jest to co nas dziś obchodzi najbardziej – fakt, że za naszą religijność biorą się Niemcy. Nasi nie chcieli – a zatem zrobią to Niemcy.
Treść jednak jest też ważna. Oto więc mamy Ojca Pio, Jana Pawła II, miłość, wiarę i nadzieję. To dziś, natomiast wcześniej, jak już sobie mogliśmy na ten temat nawet pogadać, mieliśmy owo Powstanie Warszawskie, tę pamięć, te dzieci z biało-czerwonymi opaskami, tę krew i te łzy wzruszenia. Oto dwie narracje, jakie nam dziś proponuje System: jedna to ta związana z ofiarą roku 1944, a druga z dziedzictwem Jana Pawła II i Ojca Pio. W ten sposób będziemy budować naszą tożsamość tu na miejscu: z jednej strony, zdjęciami tych dzieci w za dużych hełmach, a z drugiej kolejnymi nawróceniami ważnych postaci życia publicznego, którzy będą nam opowiadali, jak to się zmieniło ich życie, kiedy albo rozbili samochód i przy tym kogoś zabili, albo się tak zaćpali, że zobaczyli piekło i ostatnim westchnieniem zawołali na pomoc samego Boga.
Ale, jak mówię, to tu w Polsce. W Niemczech, we Francji, w Szwecji, czy Anglii będziemy mieli to, co dotychczas, a co tak barwnie przedstawił w swoim dzisiejszym tekście Coryllus: mówiące po polsku demony, i bezwzględni zabójcy z wytatuowanymi na plecach orłami w koronie, czyli to co zawsze. Tu zmian nie będzie. A co nam zostanie? No, to właśnie, co wyżej. Kult Powstania Warszawskiego podtrzymywany przez prezydenta Komorowskiego z małżonką, Jerzego Owsiaka, oraz wszelkiej maści celebrytów, przy którym te wygłupy Zychowicza i kolegów pozostaną już tylko próżnym obłąkaniem, no i uderzający wzrost religijności wśród osób znanych z telewizji i kolorowych magazynów. Ponieważ, jak słyszę, między biskupami a księdzem Lemańskim doszło do pięknego, budzącego wiele dobrej nadziei porozumienia, niewykluczone, że to właśnie ksiądz Lemański stanie na czele tego ruchu i przyciągnie do niego już te nieliczne grupki nieprzekonanych. W końcu, nie oszukujmy, się – ksiądz Lemański też jest nasz. Tak naprawdę, on jest nasz. W końcu, to jak by nie było ksiądz, a nie pieprzony ateista, jak, by już pozostać na estradzie, piosenkarz Nergal.
Będziemy już kończyć. Parę więc słów podsumowania. Mieliśmy parę szans i wszystkie je zmarnowaliśmy. Najpierw odebrano nam krzyż, jako coś, czego zwyciężyć z samej zasady nie daliby rady. Następnie już my sami zmarnowaliśmy naszą religijność, oddając ją w ręce tak naprawdę satanistów, podobnie nasz patriotyzm rozpuściliśmy w intelektualnych, hipsterskich bredniach owych resortowych dzieci a rebour. W każdym z tych wypadków zgubiliśmy więc to, co mieliśmy nie wypuszczać z rąk nawet podczas snu, czyli chorągwie i amulety. Chorągwie, które miały nas czynić widzialnymi, i amulety, które miały nam zapewnić nietykalność. Kiedy widzę, że większość z nich trafiła do Niemiec, jest mi zwyczajnie ponuro. I przepraszam najmocniej, ale nie mam tym razem dla nikogo żadnej rady. Tyle wszystkiego, że sam wiem, co mam robić. Będę mówił i miał zawsze nadzieję, że moje słowa dotrą tam, gdzie dotrzeć powinny.

http://muzyka.onet.pl/wywiady/robert-janson-jan-pawel-ii-jest-przy-mnie-blisko/cehcv

Przypominam, że w księgarni Coryllusa dzieją się rzeczy niezwykłe. Proszę spieszyć i kupować, co się da, bo to już naprawdę niedługo: www.coryllus.pl
Proszę jednocześnie bardzo o wspieranie tego bloga pod podanym obok numerem konta. Mam nadzieję, że to jeszcze tylko pół roku.




2 komentarze:

  1. My niczego nie wypuściliśmy z rąk. Przechowujemy chorągwie i pamięć. Tego nie da przewidzieć kiedy będą rzeczywiście potrzebne. Jak nędą potrzebne to same to powiedzą. Zawsze byli tacy co chcieli grać tym co dla nas najważniejsze i dużo nie ugrali. My się tylko z nimi trochę naużeramy, bo to w nas uderza.

    OdpowiedzUsuń
  2. @Jerzy Komorowski
    Poki co, wiele wskazuje na to, że one są już tam. Ale mam nadzieję, że się pomyliłem.

    OdpowiedzUsuń