czwartek, 7 sierpnia 2014

O tym jak transwestyta Rafalala i naukowiec Hartman zabrali nam amulety

Miałem dziś do wyboru dwa tematy, podjęcie których, ze względu na nędzę, która je wypuściła w świat, mogłoby mieć dla mnie skutki, moim zdaniem wręcz kompromitujące. Mam tu na myśli – w kolejności, w jakiej się pojawiały – wspólne występy w reżimowych telewizjach TVN24 i Polsat najpierw polskiego polityka konserwatywnego Jacka Żelka, a następnie patrioty Artura Zawiszy w towarzystwie transwestyty o imieniu Rafalala, oraz list satanisty Jana Hartmana do księdza Lemańskiego.
Mam nadzieję, że już czytelnicy tego bloga wiedzą, dlaczego zajmowanie się tymi tematami niesie groźbę kompromitacji. Ja to oczywiście rozumiem, a mimo to mam wrażenie, że w obu tych wydarzeniach jest coś głęboko ukrytego, co je bardzo ściśle łączy i co, w odróżnieniu od samego tematu, niesie dla nas wiadomość jak najbardziej poważną. I to właśnie sprawia, że nie dość, że muszę tu jednak głos zabrać, to jeszcze przede wszystkim nie w sprawie rozmowy Kusego z Plebanem, ale konfrontacji Rafalali z polską myślą konserwatywną. A więc zaczynajmy.
Sprawa między Hartmanem a Lemańskim, jest w gruncie rzeczy bardzo prosta. Niedawno, podczas parodniowego pobytu w Przemyślu, wpadła mi w ręce lokalna gazeta, a w niej artykuł o pewnym miejscowym księdzu-egzorcyście, który otrzymuje esemesy ewidentnie pisane ręką Złego. Sam artykuł jest oczywiście napisany dość lekko, z pewnym przymrużeniem oka, natomiast sama już treść owych esemesów robi wrażenie jednoznaczne. One wszystkie pisane są przy pomocy takiej poetyki, że dla kogoś takiego przynajmniej jak ja, czy moja córka, z którą się oczywiście odpowiednio skonsultowałem, nie ulega najmniejszej wątpliwości, że za nimi stoi nie człowiek. Przy tym to, co się w nich nieustannie powtarza, to zaimek „my”, głównie w przekazie typu: „ona jest nasza”, „przyjdziemy po ciebie” i takie tam. I oto czytam list Hartmana do Księdza, a tam na samym już końcu, po tych wszystkich retorycznych popisach na temat tego, co jest dobre, a co złe, pada to zdanie: „Niech Pan do nas wraca! Wraca, mówię, bo tak naprawdę należy Pan do nas. Czekamy na Pana!”. Ja oczywiście nie umiem powiedzieć, czy profesor Hartman wypowiadając te słowa postępował zupełnie samodzielnie, częściowo samodzielnie, czy całkowicie niesamodzielnie, to jednak jest bez znaczenia. Wystarczy poczytać fragmenty owych esemesów wysyłanych do wspomnianego wcześniej księdza-egzorcysty, by zobaczyć, że to jest dokładnie ta sama kosmata ręka. Tak jak to już napisałem w jednym z wczorajszych komentarzy, sytuacja jest na tyle jednoznaczna, że na miejscu księdza Lemańskiego już bym pędził do spowiedzi, tyle że, jak się obawiam, on już jest po tamtej stronie i tam zostanie.
Tyle więc o tych dwóch. Popatrzmy teraz zatem na transwestytę Rafalalę i naszych dwóch bohaterów. Poszło o to, że ów Rafalala parę dni temu dał w pysk jakiemuś agentowi nieruchomości, w nagrodę za co trafił – Rafalala, nie agent – do mediów, a przy okazji, by dla Rafalali stworzyć odpowiednie tło, swoją szansę reaktywacji otrzymali dwaj prawicowi politycy Artur Zawisza i Jacek Żelek.
Tak się złożyło, że obejrzałem fragmenty obu występów, a więc konfrontacji z Rafalalą zarówno Żelka, jak i Zawiszy, i to co mnie uderzyło najbardziej to to, że ani jeden ani drugi nie znalazł w sobie dość odwagi, by temu Rafalali spojrzeć w oczy – „odejrzeć mu się”, jakby to określił Norwid. Zarówno jeden, jak i drugi rozmawiali z tym nieszczęśnikiem niemal odwróceni do niego tyłem, tak jakby się bali, że jedno jego spojrzenie sprawi, że oni stracą rezon, albo się co najmniej zarumienią i kamery to pokażą. Scena ta była tym bardziej przejmująca, że Rafalala za każdym razem gapił się w nich bez żadnej litości, bez cienia strachu, czy wstydu, zwracał się do nich bezpośrednio, a kiedy czekał na odpowiedź, której tak naprawdę nie było, jego spojrzenie stawało się tym bardziej intensywne. On ich najzwyczajniej w świecie zaczarował.
Co więcej, ani jeden ani drugi nie znalazł żadnego sposobu, by się do owego Rafalali zwrócić bezpośrednio, bo zwyczajnie nie wiedział, czy ma do niego mówić per pan, czy pani. A więc nie odzywał się w ogóle, jakby się bał, że za pana obrazi się na niego Diabeł, a za panią Bóg. I to jest moment, kiedy wszystko nagle zaczyna się robić naprawdę poważne. Oto Artur Zawisza – o Żelku nie ma co mówić, bo ten już tylko tam siedział i zawstydzony popiskiwał – w pewnym momencie, jakby nie znajdując wyjścia z tej sytuacji, zaczął wymyślać na Rafalalę, że on jest „męską dziwką”, a na prowadzącą program cizię, że to skandal, że ona go zaprosiła do studia i każe mu się konfrontować z „tym czymś”. Rafalala oczywiście natychmiast chlusnął Zawiszy w twarz tą kawą, czy może herbatą, co Zawiszę doprowadziło do takiego szału, że, poza wykrzykiwaniem obelg pod adresem tej „męskiej dziwki”, on już nie potrafił powiedzieć nic… a dalej, przyznaję, już nie oglądałem, bo, szczerze powiedziawszy, miałem dość.
O Arturze Zawiszy mogę powiedzieć wiele, ale jedno chyba jest jasne: jest to człowiek pobożny. Z tego co słyszę, on nawet u siebie w domu, tuż przy drzwiach wejściowych, ma dzban ze święconą wodą. I teraz ja mam rozumieć, że człowiek o takiej wierze tak się przeraził kontaktu z transwestytą Rafalalą, że z tego strachu najpierw go sparaliżowało, a następnie zwariował? Co mu przeszkadzało – skoro już w pierwszej kolejności zgodził się przyjąć to zaproszenie do Polsatu – spojrzeć transwestycie prosto w oczy i powiedzieć, że niech się pan na mnie nie gniewa, ale zwracając się do pana, nie będę używał formy „pani”, bo zwyczajnie mi nie wypada? Co mu przeszkadzało, by temu Rafalali cały czas patrzeć prosto w oczy i dawać świadectwo Prawdzie? Co mu wreszcie przeszkadzało, by – skoro dziś już wszystko musi być tak bardzo medialnie ekscytujące – idąc do studia, zabrać ze sobą do studia buteleczkę z tą swoją wodą święconą, Rafalalę popryskać, wołając „Apage Satanas!” i czekając, aż parę kropel tej wody spadnie na prowadząca program lalunię, a potem już tylko przez chwilę popatrzeć, jak tych dwoje wiruje po studio wrzeszcząc z bólu, by następnie skłonić się do kamery i wyjść rzucając przez ramię staropolskie „z Bogiem”. Ja bym oczywiście tak zrobił. Zawisza zdecydował się sfajdać ze strachu. I mamy to co mamy.
Ktoś mnie spyta, jaka dla nas płynie nauka z tego wydarzenia, co my z tego wszystkiego mamy – z listu Hatmana do Księdza i z owego przerażania, jakie ogarnęło Artura Zawiszę na widok zła? Otóż nauka jest jedna i mam wrażenie, że tak naprawdę wciąż ta sama, co wynikająca z tekstu wczorajszego: nie pozwólmy sobie wyjąć z ręki tego sztandaru, a z szyi zerwać amuletów. Bez jednego i drugiego jesteśmy całkowicie samotni i bezradni. Bez tych znaków wpadamy do Krainy Grzybów i stajemy się dokładnie tacy sami, jak oni. Myślę, że dobrze się stało, że zarówno ksiądz Lemański, jak i Artur Zawisza, ludzie, jak by nie było, tak jak my, Kościoła, nam to właśnie tak skutecznie zademonstrowali.

Przypominam, że w księgarni Coryllusa, pod bardzo adekwatnym adresem www.coryllus.pl trwają niezwykłe promocje. Zapraszam, i ze względu na niego i na siebie. Jedfnocześnie, bardzo gorąco prosze wszystkich o łaskawe wspieranie tego bloga pod podanym obok numerem konta. Dziękuję.

9 komentarzy:

  1. Czy moje komentarze są blokowane?

    OdpowiedzUsuń
  2. @wegil606
    Na blogspocie nie ma możliwości blokowania komentarzy.

    OdpowiedzUsuń
  3. To znaczy, że moja przeglądarka ostatnio nie pozwala ich poprawnie przesłać.
    Też uważałem, że jestem twardy. Ostatnio jednak, miałem możliwość stanięcia twarzą w twarz z dwoma gejami, zaproszonymi do znajomych. Cały wieczór siedziałem z podkulonym ogonem i przysłuchiwałem się tylko rozmowom przy stole. Niby nie były poruszane żadne drażliwe tematy, ale to ich przekonanie, że nie ma nic złego w obnoszeniu się ze swoim związkiem, zupełnie mnie zszokowało.
    Dlatego rozumiem tych polityków. To zło jest bardzo dobrze zakamuflowane i zbija z tropu.

    OdpowiedzUsuń
  4. @wegil606
    Mój syn ma dwóch kolegów gejów i nie ma z nimi żadnych zmartwień. Najwyżej od czasu do czasu się z nich pośmieje. I tyle.

    OdpowiedzUsuń
  5. Może syn Zawiszy nie zna żadnych gejów?

    OdpowiedzUsuń
  6. @wegil606
    Ja byłem kiedyś na grillu z -jak się okazało- narodowcami. Gdybym dziś miał wybór, wolałbym zasiąść do stołu z pedałami...

    OdpowiedzUsuń
  7. @wegil plus zawiślak
    Przepraszam, że z takim opóźnieniem reaguję, ale, jak widzicie, tu ruch - swoją drogą, wbrew pozorom, bardzo gęsty - jest bardzo ukryty, w związku z czym, ja nie widzę potrzeby, by zbyt często zaglądać w pole komentarzy.

    OdpowiedzUsuń
  8. @wegil606
    To jest bardzo prawdopodobne.

    OdpowiedzUsuń
  9. @zawiślak
    Wnioskując z tego, co mi opowiada mój syn, ja też.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.