poniedziałek, 19 maja 2014

Jacek Pałasiński, czyli czas freaków

Przez minione dwa, a właściwie trzy – bo piątkowe popołudnie w to też wchodziło – sprawdzałem matury, a ponieważ mam już taki charakter, że jak już się za coś wezmę, to nie ma takiej ludzkiej siły, która by mnie mogła od tego odciągnąć choćby na chwilę, raczej słabo obserwowałem świat rozciągający się za oknami szkoły, gdzie nas rozmieszczono. Nie zmienia to jednak faktu, że parę rzeczy zauważyłem. Dosłownie parę. Pierwsza z nich, to Donald Tusk maszerujący za rękę z tą idiotką, a obok nich książę Harry, a więc widok, który zrobił na mnie takie wrażenie, że brakuje mi słów, by ten wątek w sensowny sposób ciągnąć dalej. Druga natomiast to – uwaga, uwaga – redaktor Pałasiński, o którym tu już parę razy było, ale wygląda na to, że jak idzie o tego kosmitę, święte słowa Ozziego – „no rest for the wicked” – znajdują zastosowanie każdego dnia. A więc, owszem, dziś będzie o Pałasińskim.
Zanim jednak przejdę do rzeczy, winien jestem czytelnikom tego bloga ważną informację. Otóż okazuje się, że kiedy niedawno informowałem, że Ministerstwo Edukacji nie daję egzaminatorom maturalnym długopisów, ołówków, gumek i temperówek, to kłamałem, jak bura suka. Od zeszłego roku bowiem nastąpiła wyraźna poprawa i, jak się domyślam, dzięki obcięciu stawek za każdy kolejny sprawdzony arkusz, udało się na rzecz pracy egzaminatorów zakupić znaczną ilość wspomnianych ołówków, gumek i czarnych długopisów. Na temperówki akurat nie starczyło, i te akurat musieliśmy mieć własne, co się zresztą bardzo przydało, bo ze względu na fakt, że ołówki były absolutnie najtańsze, wymagały one nieustannego ostrzenia. Ale, cokolwiek by nie mówić, poprawa jest, i ja to bardzo chętnie autorytatywnie tu zaświadczam.
Przechodzimy do Pałasińskiego. A więc o nim akurat wspominałem tu dwa razy. Dość niedawno przy okazji szydzenia z któregoś dziennikarza tygodnika „W Sieci”, który próbował bez sensu popisywać się znajomością języka angielskiego, przypomniało mi się, jak to Pałasiński swego czasu przetłumaczył frazę „late pope”, jako „późny papież”, natomiast jeszcze w roku 2011 napisałem tekst zainspirowany popisami Pałasinskiego na jego blogu, a dokładnie komentarzem na temat spotkania Rodzin Radia Maryja na Jasnej Górze. Pałasiński wówczas odezwał się w taki sposób do premiera Kaczyńskiego:
Nie uwłaczając nikomu, to, Panie Premierze, na Jasnej Górze stała przed Panem Polska na zasiłku, Polska najmniej twórcza, Polska nie umiejąca produkować bogactwa, Polska niewykształcona, Polska zaściankowa, Polska nieprzygotowana do stawienia czoła wyzwaniom współczesności, Polska zabobonna, Polska czerpiąca swą siłę do przetrwania z chorobliwej nienawiści do wszystkiego co czyste, szlachetne i mądre, Polska, która podzieli się wedle własnego życzenia, Polska mentalnie zakorzeniona w komunizmie, Polska, która za Polskę nigdy się nie biła, Polska budująca dla Polaków małe, krzywe i szare domy, Polska nie potrafiąca nawet wybudować gładkiej szosy, Polska rozkradająca własność prywatną i publiczną, Polska z pochodów na 22 lipca, Polska szmalcowników i donosicieli, Polska podła i głupia. To Pan wybrał sobie taką Polskę i chce do niej przynależeć. My nie”.
Chcąc odpowiednio skomentować to wystąpienie, skupiłem się na tym zamykającym ów bluzg słowie „my” i napisałem tak:
Otóż kiedy czytam ten tekst z blogu Jacka Pałasińskiego, nie mogę nie wspomnieć ‘niemieckiego’ skeczu Monty Pythona, kiedy to któryś z nich, przebrany za oficera Gestapo, wyciąga do nas palec w czarnej, skórzanej rękawiczce i mówi: ‘Vee know vot you did. Vee have seen your acts. Vee vill make you suffer and beg for mercy’. Jakoś tak. I teraz czytam to ‘my’ Pałasińskiego I słyszę to prześmiewcze ‘vee’. To jest oczywiście bardzo komiczne, ale pewien dreszcz po plecach, owszem, przechodzi. Trzeba tylko red. Pałasińskiego trochę przylizać, no i nieco inaczej mu przystrzyc ten ruski wąsik”.
No i kiedy wydawało się, że z Pałasińskim mamy raz na zawsze spokój, okazało się, że nic podobnego. Jak na porządnego kosmitę przystało, on się okazał niezniszczalny i nie dość, że wszystko to, czym dysponował dotychczas zachowało się w stanie nienaruszonym, to zdołał w swoim arsenale zgromadzić parę dodatkowych atutów, między innymi własny profil na Facebooku. Oto okazało się, że w Sudanie skazano na śmierć kobietę, za to, że związała się z chrześcijaninem, co Pałasiński uznał za konieczne skomentować w następujący sposób: „Prawo i sprawiedliwość po islamsku. Sudan wymarzonym miejscem na ziemi dla naszych dzikoludów z PiS-u i okolic?”.
Ktoś powie, że to nic takiego. Pałasiński to półprzytomny staruszek, który nie rozróżnia łokcia od dupy, a więc trudno też od niego wymagać, by się kontrolował, gdy idzie o naprawdę silny motywowany politycznie resentyment. Otóż nic z tego. Z informacji dostępnych w Wikipedii wynika, że choć on faktycznie wygląda na mocno posuniętego, to w rzeczywistości ma zaledwie 62 lata, a więc nie tylko odpada starcza demencja, ale choćby i zwykłe starcze zacietrzewienie, z którym mamy do czynienia w przypadku Bartoszewskiego czy Kutza. Tu musi chodzić o coś jednak innego. A więc może mamy do czynienia ze swojego rodzaju reinkarnacją Stefana Niesiołowskiego? Otóż moim zdaniem też nie. Niesiołowski oczywiście, jak wszyscy wiemy, potrafi zaimponować, niemniej musimy przyznać, że on przynajmniej, jeśli go zapytać o owady, potrafi o tych owadach gadać bez żadnych politycznych dygresji; jeśli go poprosić o komentarz na temat aborcji, eutanazji, czy teologii gender, też można się spodziewać, że on nie zacznie nagle gadać o Kaczyńskim; no i przede wszystkim, ja nie mam wątpliwości, że gdyby Niesiołowskiego zachęcić do wygłoszenia komentarza na temat owego strasznego sudańskiego incydentu, on by się trzymał tematu, a więc problemu walki z chrześcijaństwem, a nie bluzgałby na PiS. A więc tu akurat o Niesiołowskim mowy być nie może. Tu przed nami stoi Jacek Pałasiński.
Przed chwilą, już pisząc ten tekst, wpadłem na inną jeszcze dość starą wypowiedź Pałasińskiego, kiedy ten, komentując likwidację przez Amerykanów Osamy Bin Ladena, napisał co następuje:
Rząd pakistański wziął udział w wyśledzeniu i likwidacji fanatyka religijnego Osamy, choć przecież Osama robił to, co robił w imię religii, którą i członkowie owego rządu wyznają. Kiedy zagrożenie ze strony religijnych fanatyków i wspierających ich polityków dotrze także i do rządu polskiego?
Przepraszam bardzo, ale to nie jest ani demencja, ani prosty obłęd, ani nawet zwykła polityczna fiksacja. Ja znam i ludzi starych, i ludzi częściowo obłąkanych, a nawet też zdarzyło mi się trafić na tych z nich, których do szaleństwa doprowadziło ogólne polityczne napięcie. Żaden z nich jednak nawet się nie zbliżył do tego, co się dzieje z Jackiem Pałasińskim. Wygląda na to, że on osiągnął stan, w którym można by go właściwie zacząć zatrudniać w cyrku, jako tak zwanego freaka. Wynosiłoby się go na środek areny w odpowiednio wzmocnionej klatce, publiczności kazałoby się skandować na zmianę słowa „prawo” i „sprawiedliwość”, a on już by dalej wypełniał swoimi popisami tę część programu. W jaki sposób? A skąd ja to mogę wiedzieć? Jedno wiem na pewno: to by było naprawdę coś prawdziwie niezwykłego i on by tak mógł ciągnąć naprawdę długo, co najmniej do czasu aż by nie zszedł na marskość wątroby, czy jak się nazywa to coś, co dopada tych już najbardziej zdegenerowanych alkoholików.
A zatem, jak widzimy, to tak naprawdę nie Pałasiński jest tu naszym największym utrapieniem. To jest człowiek w sposób oczywisty chory, i to chory tak, że gdybyśmy na niego trafili nie w telewizji, czy na jakichś internetowych stronach, ale powiedzmy w szpitalnym korytarzu, uprzejmie byśmy się odsunęli i odeszli, zadumawszy się nad ludzkim losem. O wiele bardziej frapujące natomiast jest to, do czego doszły polskie media, czy, ogólnie bardzo rzecz ujmując, polska scena publiczna. Czy naprawdę osiągnęliśmy już ten etap, gdzie transmituje się na żywo już nie tylko pornografię, zbrodnię, ludzkie tragedie, ludzką śmierć, ale też ludzkie opętanie? Przepraszam bardzo, ale chyba pewnych granic przekraczać naprawdę nie wypada. Nawet w tym naszym nowym, wspaniałym świecie.

W tym tygodniu w Warszawie rozpoczynają się targi książki i plan był taki, że zanim ruszy kolejna sesja sprawdzania matur, a więc w czwartek, przyjadę i będę podpisywał swoje książki. Niestety, na chwilę obecną jestem doszczętnie spłukany i wygląda na to, że fizycznie nie będzie mnie stać, żeby tam dojechać. A zatem, proszę zaglądać na stronę www.coryllus.pl i kupować nasze książki. A na targi w czwartek i tak proszę przyjść. W końcu, kto wie, co dni przyniosą. Windykatorzy z firmy „Jedi” wciąż dzwonią, cholera, ja tracę lekcję za lekcją – również przez te matury – a czerwiec jeszcze za horyzontem. Jeśli ktoś coś ma, na czym mu akurat mniej zależy, a powyższy tekst mu się spodobał, serdecznie proszę o wsparcie naszego bloga. Dziękuję.

7 komentarzy:

  1. Doprawdy strach pomyśleć co tam może być na końcu, jeśli się żyje w takim stałym napięciu. Piszesz, że ma dopiero 62 lata? A przy okazji, ja Cie bynajmniej nie chce zniechęcać, ale uważaj, albo lepiej bądź przygotowany jakby co, bo po typach tego kroju wszystkiego można się spodziewać. Jeśli możesz, zajrzyj na mój blog, dla skrótu możesz zaraz przejść do pogrubienia na końcu staniej notki.

    OdpowiedzUsuń
  2. @JSW
    Swoją drogą, co dziś Sosnowski porabia?

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie mogę przesądzić co porabia Sosnowski, w każdym razie można typować, czy aby nie prowadzi dysputy filozoficzne ze swoim kotem Leokadią. W końcu sam redaktor domniemuje, że się rzekomo podszyłem pod jego kota w celu znieważenia go! O tym kuriozum jeszcze napiszę (poważnie takie coś jest w akcie oskarżenia). Generalnie to ja myślę, że Sosnowski z Pałasiński świetnie by się rozumieli. Nie wiem czy się znają? Jeśli nie to szkoda, myślę, że byli by świetnymi kumplami.

    Ogólnie to przewodniczący redaktor Jerzy Sosnowski chce mnie wsadzić do wiezienia. Więc póki jeszcze jestem na wolności pozwolę sobie skorzystać z okazji.
    Zatem taka przyszła mi do głowy ankieta wz z paragrafem 212 który mnie się stawia.
    Mianowicie:
    Czy redaktor Jerzy Sosnowski narażony został na poniżenie w opinii publicznej lub utratę zaufania potrzebnego w uprawianiu zawodu dziennikarza. Przez swoje wypowiedzi np. odnośnie niewyjaśnionej tragedii z 10.04.2010, że „okoliczności tragedii wydają się boleśnie jasne: polska brawura plus rosyjski bajzel, plus obustronna panika na myśl o tym, jakie reperkusje będzie miało, gdy poniechamy / zakażemy próby lądowania”; jak i inne jego podobne analizy np. „nakręca to właśnie „religia smoleńska”: uznanie zmarłego tragicznie Prezydenta Rzeczpospolitej za postać nieledwie świętą, bliską ofierze Chrystusa – co jest bluźnierstwem” oraz jasnego jego pozycjonowania się : „Dlatego tak często, stykając się z wyznawcami „religii smoleńskiej”, mam ochotę zapytać w liczbie pojedynczej: dlaczego kłamiesz? Dlaczego nienawidzisz? Dlaczego mówisz fałszywe świadectwo przeciw bliźniemu swemu? Nie „wy”, ale „ty”.”
    Czy bardziej, ta cześć i godność reaktora Sosnowskiego została naruszona przez wpis anonimowego, nieznanego internauty, który określił autora przytoczonych tu słów jako „kłamce smoleńskiego”.

    Skoro mi grozi dwuletnia odsiadka, dobrze byłoby ustalić czy poza te granice sam się wpisuje Sosnowski czy tam się niegodziwie go umieszcza.
    Acha zarzutów mam więcej, ale wszystkie równie bezczelne i kuriozalne.

    OdpowiedzUsuń
  4. @JSW
    Musisz go strasznie nie lubić. Prawie tak jak Sowiniec mnie.

    OdpowiedzUsuń
  5. To jest bez znaczenia wobec litery prawa i praw obywatelskich. Oczywiście w państwie bezprawia inne reguły obowiązują. Ja jedynie chciałem zwrócić uwagę, że aparat państwowy nie interesuje się głosem wszelakich „tub moskiewskich”, ale nęka, bądź co najmniej wzywa na wyjaśnienia osoby, które owe „tuby moskiewskie” napiętnują. Co do samego lubienia to Sosnowskiego to osobę, która używa sformułowania „religia smoleńska” i daje do tego wykładnie teologiczną, ze jest to: „uznanie zmarłego tragicznie Prezydenta Rzeczpospolitej za postać nieledwie świętą, bliską ofierze Chrystusa” to ciężko lubić.

    Acha, chce Cię uspokoić, co prawda w aktach sprawy są skany z Twojego bloga, ale chodzi chyba tylko o moje wpisy. Chociaż kto tam wie, w końcu mogą się czepić, że jako administrator strony, rozpowszechniasz tu „chamstwo sieciowe”

    OdpowiedzUsuń
  6. @JSW
    Ja z tym nie mam problemu. Sam się z dumą przedstawiam, jako cham sieciowy.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.