piątek, 4 stycznia 2013

Zatłuc jak wściekłego psa

O ile sobie przypominam, raz chyba się zdarzyło, że po wpływem jakiegoś dłuższego wykładu pani Toyahowej, pomyślałem sobie, że trzeba ją namówić, by może – dokładnie w taki sam sposób, w jaki mówi – spróbowała te swoje refleksje zapisać, a my je tu opublikujemy, i będzie sensacja. Niestety, dalszy przebieg zdarzeń był taki, że ona najpierw mnie parę dni zwodziła, potem coś tam napisała, ale ponieważ tego się nie dało czytać, powiedziała mi, żebym to sam napisał, ja to – w całkowitej już desperacji – zrobiłem… i wszystko skończyło się klapą. Totalną.
Od tego czasu, ile razy ona, albo coś wymyśli, albo zwróci uwagę na coś, czego ja oczywiście nawet nie miałem szans dostrzec, staram się o tym wspomnieć, no i, jeśli tylko znajdę sposób, to opisać. Ale na jej pogłębioną aktywność już oczywiście nie liczę.
Tak się jednak stało, że wczoraj przyszedł do mnie syn mój i, bardzo poruszony, opowiedział o tym, co właśnie przeczytał na Wikipedii, a mianowicie o jednym z najbardziej okrutnych i bezlitosnych morderców w historii współczesnego świata, a mianowicie o pewnym Australijczyku nazwiskiem Martin Bryant, który w kwietniu 1996 roku, z zimną krwią, bez żadnego widocznego powodu, zastrzelił 35 osób, a 23 ranił. Wikipedia relacjonuje tę zbrodnię minuta po minucie, z najdrobniejszymi szczegółami, i z pełną faktograficzną oprawą, i muszę przyznać, że wystarczyło parę minut tej jego opowieści, bym popadł w chwilowy stupor.
Mieliśmy niedawno, w stosunkowo niewielkim odstępie czasu, trzy głośne przypadki tego typu zabójstw, najpierw w Norwegii w wykonaniu tego „pisowca” Breivika, potem w Stanach Zjednoczonych, przy okazji premiery nowego Batmana, a następnie znów w Stanach Zjednoczonych, i każdy z nich przeżyliśmy na swój sposób. Mam jednak wrażenie, że zabójstwa w Norwegii – być może przez to, że ich było tak bardzo dużo – jakoś umknęły naszej wyobraźni. To już znacznie mocniej chyba przeżyliśmy śmierć tych miłośników Batmana, czy raczej Jokera, nie wspominając nawet o tych biednych dzieciach i ich bohaterskich nauczycielkach. No, ale tak to już jest. Nasza wrażliwość ma moc bardzo ograniczoną i musi być nieustannie dodatkowo stymulowana. A i tak, efekt okazuje się zawsze znacznie bardziej mizerny, niż byśmy tego chcieli. Może właśnie tego, czego nam potrzeba, to taki pół-film, klatka po klatce, w którym mamy i samą akcję, i informację o głównych bohaterach, no i ten dyskretnie coraz bardziej odkrywany, komentarz. Warto poczytać sobie to, co nam przedstawia Wikipedia. Myślę, że tam dopiero można zobaczyć to, czego normalnie nie mamy możliwości choćby nawet poczuć. Nawet w wypadku tego ostatniego, najświeższego morderstwa.
Jest jednak coś jeszcze, co owe australijskie zabójstwo odróżnia od tego, co się wydarzyło w Newtown. I tu właśnie pojawia się rola pani Toyahowej. Otóż, jak się okazuje, człowiek, który zamordował te 35 osób, żyje sobie dziś zdrowo, i w jednym z więzień w Australii, odbywa wyrok dożywocia, natomiast australijski wymiar sprawiedliwości – ze względu na to, że on, nie dość, że jest w bardzo dobrej fizycznej i psychicznej formie, to dodatkowo jeszcze jest z siebie bardzo dumny – chyba już tylko w akcie czystej desperacji, postanowił pozbawić go możliwości odbierania jakichkolwiek informacji związanych z tym swoim wyczynem. Żeby przynajmniej nie dać mu tej satysfakcji. Choćby tyle.
A więc, ten chłopak ze Stanów nie żyje, a nasz Australijczyk – owszem, i to jeszcze jak! Proszę więc sobie wyobrazić, że żona moja nagle zwróciła mi uwagę na fakt, że o ile, z tego co nam wiadomo – a okazji do obserwacji parę jednak mieliśmy – w Stanach, owi mordercy na koniec najczęściej popełniają samobójstwo, zarówno Breivik, jak i ów Bryant, chcieli sobie dalej żyć i cieszyć się swoim wyczynem do końca świata. I że to jest bardzo ciekawe, cóż jest takiego szczególnego w owych opętanych duszach norweskich i australijskich, co sprawia, że ich samobójstwo nie satysfakcjonuje?
Otóż pani Toyahowa twierdzi, że wszystkie te dusze są dokładnie takie same, natomiast to, co różni taką Amerykę od Australii, czy Norwegii, to to, że Amerykanie wciąż jakimś cudem trzymają się czegoś, co można nazwać tradycją. Wbrew nowej cywilizacji, wbrew fantastycznym modom, wbrew tak zwanej poprawności politycznej. Ona twierdzi, że w takiej Ameryce, przybyłym na miejsce akcji policjantom ani w głowie czekać na to, by ów opętaniec albo się poddał, albo zastrzelił. Oni go przy pierwszej praktycznej okazji zwyczajnie zabijają, a media – w pełnej zgodzie i zrozumieniu interesu publicznego – informują, że „morderca popełnił samobójstwo”. I jest spokój. I nikt o nic nie pyta, nikt już na nic nie czeka i nie ma żadnych niepotrzebnych dylematów. Skoro nowy porządek postanowił działać w ów zupełnie niezrozumiały dla normalnych ludzi sposób, to owi normalni zwyczajnie postanowili, że sami będą dbać o swoje sprawy. I tak jest dobrze. Bardzo dobrze.

Ja zdaję sobie sprawę z tego, że w tej chwili sprzedajemy książkę. I bardzo się z tego cieszę. Jest jednak tak, że pierwsze zyski i tak pójdą na pokrycie druku, a ewentualne nadwyżki zobaczę dopiero w lutym. A u mnie, jak to u mnie – jak to niegdyś śpiewał ów serdeczny kumpel prezydenta Kwaśniewskiego, Jan Wołek – balansujemy. Zwyczajnie balansujemy. W tej sytuacji, bardzo proszę o pamięć. I dziękuję. A książka jest do kupienia na stronie www.coryllus.pl. On tam podobno nawet stworzył jakiś pakiet. Proszę zajrzeć.

14 komentarzy:

  1. Mam kłopot z USA. Pozostała mi z dzieciństwa fascynacja dokonaniami tego kraju i mityczną wolnością. Z drugiej strony są rozczarowania za każdym razem, gdy ten kraj skręca na lewo. Wydaje się też, że kontrola nad ludźmi staje się tam nadmierna. Tym bardziej dziękuję za to dzisiejsze fantastyczne spostrzeżenie. Od razu przypomniał mi się fakt wprost je potwierdzający. Swego czasu można było obejrzeć w tv scenę, w której jakiś oszalały żołnierz (Shawn Nelson) porwał czołg i udał się na przejażdżkę po mieście a dalej po autostradzie, taranując wszystko co popadło. Końcowa część była filmowana z helikoptera. Szaleniec znudził się chyba tym, że jego kierunek był już zamknięty i pusty, więc postanowił przejechać na drugi kierunek autostrady, na którym cały czas trwał ruch. Jednak nie przemyślał sprawy i utknął po środku z gąsienicami w powietrzu. Na tę okazję czekali policjanci. Jeden z nich po otwarciu włazu od zewnątrz bez żadnej zwłoki i bez patrzenia oddał kilka strzałów do środka, zabijając szaleńca na miejscu.

    Wydaje mi się, że tego typu zdrowe odruchy wynikają tam po trosze z niebezpiecznych warunków, w jakich generalnie pracuje policja. Funkcjonariusze muszą szybko reagować w trosce o własne życie. W każdym razie tak jak jest, jest dobrze i oby choć ten kraj jak najdłużej zachował symptomy normalności.

    OdpowiedzUsuń
  2. @fi.g
    Dziś znowu zastrzelili następnego. To znaczy, następny się zastrzelił.

    OdpowiedzUsuń
  3. Można wiele krytykować USA, być może też za stosunkowo częste tragiczne strzelaniny. Jednak to ostatni kraj w cywilizacji zachodniej, w którym są miliony ludzi gotowych do walki. Można też krytykować amerykańskie wojny, ale dzięki nim mają armię zaprawioną w bojach. Sprzęt, procedury, logistyka - wszytko to jest przetestowane w praktyce a nie tylko na papierze. Ostatnim wyczynem Europy było odbicie Falklandów przez UK, a i to udało się z trudnością i nie bez dyskretnego wsparcia USA. O innych krajach europejskich szkoda gadać. Jak ta "wspaniała" Europa umiałaby sama zabezpieczyć się przed Rosją, Chinami czy choćby Iranem?

    Inna sprawa czy i jak USA będą korzystać ze swojego potencjału.

    OdpowiedzUsuń
  4. @fi.g
    No tak. Falklandy to było coś.

    OdpowiedzUsuń
  5. @redmercedes
    VIII: Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu.

    OdpowiedzUsuń
  6. @redmercedes

    Chyba raczej:

    V: nie morduj.

    Szerokie objaśnienie znajduje się w Katechizmie.


    OdpowiedzUsuń
  7. @orjan
    Szerokie objaśnienie znajduje się w Katechizmie:
    2267 Jeśli środki bezkrwawe wystarczają do obrony życia ludzkiego przed napastnikiem i do ochrony porządku publicznego oraz bezpieczeństwa osób, władza powinna stosować te środki, gdyż są bardziej zgodne z konkretnymi uwarunkowaniami dobra wspólnego i bardziej odpowiadają godności osoby ludzkiej.

    OdpowiedzUsuń
  8. @redmercedes

    Otóż to: jeśli wystarczą, a nie jeśli wystarczyłyby (tryb przypuszczający potencjalny).

    Chyba jednak bardziej chodzi o 2263 - 2265

    Wracając do Toyaha, to "wściekły pies" jest dla mnie pojęciem tego przypadku, kiedy już żadne inne środki nie wystarczą. O to chyba chodzi.



    OdpowiedzUsuń
  9. @orjan
    A dlaczego mniej chodzi o 2267? W moim egzemplarzu Katechizmu nie jest on wydrukowany mniejszą czcionką niż wcześniejsze, ani też po *

    OdpowiedzUsuń
  10. Język Starego Testamentu odróżniał mordowanie od zabijania.
    Mordowanie to było zabijanie dla niecnych celów.
    A zabijanie było karą za grzechy i to czasem o wiele bardziej "błahe" niż morderstwo.
    "Ktokolwiek złorzeczy ojcu albo matce, będzie ukarany śmiercią: złorzeczył ojcu lub matce, ściągnął śmierć na siebie."

    OdpowiedzUsuń
  11. @redmercedes

    Bo 2267 zawiera ten rodzaj obrony, który odbywa się przez dopuszczalną karę główną(śmierci). Zatem następuje po czynie i po rozsądzeniu sprawcy. Jednocześnie, Katechizm zastrzega wręcz nieprawdopodobieństwo, aby już nic innego nie dało się ze sprawcą zrobić. A zwłaszcza, żeby sprawca nie miał możliwości skruchy. W końcu ona już tylko od niego samego zależy. Jako to sumienie.

    Po mojemu, nie ma więc w KKK usuwania ostatecznego (krańcowego) ryzyka kary śmierci, lecz byt tego ryzyka zależy wyłącznie od sprawcy. W porównaniu do takiego postawienia sprawy, świeckie argumenty abolicjonistyczne są niczym jakieś neandertalia, a "darwinowska przyroda" je właśnie weryfikuje np. takimi brejwikami.

    Natomiast "te wcześniejsze" dotyczą sytuacji obrony już w trakcie zbrodni. Niechby taki brejwik miał choć trochę trudniej (a my taniej, licząc w ofiarach), niż ma z tą obecną neandertalią. Istotne jest zwłaszcza to, iż obronę należy widzieć jako obowiązek, a nie jako swego rodzaju komercyjną usługę wyspecjalizowanych służb.




    OdpowiedzUsuń
  12. @orjan
    Dziekuje za wyjasnienie.
    Mnie chodzilo o przypadek opisany przez Autora bloga (Toyaha) z amerykanskim policjantem, ktory po otworzeniu wlazu do czolgu, ktorym szaleniec stratowal jadacych autostrada bez czekania na cokolwoek strzela i go zabija.
    Przeciez w tym przypadku wiadomo bylo, ze skoro czolg utknal miedzy pasami autostrady to juz nie zagraza...

    Okazuje sie, ze tego fragmentu juz na blogu nie ma!
    Widocznie mi sie przysnilo....

    OdpowiedzUsuń
  13. @redmercedes

    Przecież blog jest tworzywem żywym :)

    Użycie większej siły niż potrzeba jest niegodziwe. Ale też potrzebę dobiera się wyłącznie w trakcie akcji. Potem, to każdy jest mądry niczym Anubis - operator wagi spraw już przeszłych.

    Dlatego sprawcy trzeba koniecznie zapewnić ryzyko, że może spotkać się także z "niegodziwością przesadnej obrony". W tym celu trzeba dopuścić obronę możliwą bez granic, bo jej godziwe granice wyznacza nie obrońca, lecz akurat sprawca.

    Nie wiem, jak to było z tym czołgiem. Jak np. sprawca zareagował na wezwanie "rzuć broń!"

    Czołg to broń.

    OdpowiedzUsuń