środa, 30 września 2009

Znów lezą

Nie jest źle! Polityka wciąż istnieje i działa. Wprawdzie jeszcze dziesięć minut temu, zupełnie się nie spodziewałem, że ta sekwencja wpisów o charakterze tak bardzo nie-politycznym może zostać w jakikolwiek sposób zakłócona, ale nagle wpadłem na Krzysztofa Leskiego, który u nas, w Salonie skomentował fakt założenia przez TVN podsłuchów na partyjnym spotkaniu Prawa i Sprawiedliwości http://krzysztofleski.salon24.pl/127980,ad-rem-czy-od-rzeczy . W pierwszej chwili myślałem, że powiem, co myślę o kolejnym przypadku, kiedy to Leski wlazł na płot i usiadł z jedną nogą po jednej stronie, a z dugą po drugiej, samemu Leskiemu, jednak, kiedy zacząłem pisać komentarz, zaobserwowałem, że to co piszę, robi się zdecydowanie za długie i wymaga stanowczo większego forum. Zatem, przełączyłem się na swój blog i – że pozwolę sobie zacytować Wieszcza – „mówię jak czuję, mówię jak muszę” o tym, że, wbrew temu, co uważa Krzysztof Leski, prawda nie leży po środku. I to prawie nigdy.
Gdyby ktoś jeszcze nie wiedział, w czym rzecz, PiS zorganizował sobie kongres, ogłosił, że będzie on zamknięty dla mediów i osób postronnych i poprosił wszystkich, żeby tę decyzję uszanowali. Jak się okazało, apel władz partii został przyjęty pozytywnie, z jednym wyjątkiem. Dziennikarze TVN-u – do czego się zresztą sami z dumą przyznali – jakoś tam na ten kongres wleźli i sobie co chcieli ponagrywali. A żeby nikt nie miał podejrzeń, że oni blefują, puścili niewinny fragmencik w jednym ze swoich programów. Na to PiS, ustami swojego rzecznika, wyraził odpowiednie oburzenie tym postępkiem, skierował skargę do Rady Etyki Mediów, przedstawicielka Rady wyraziła opinię, że TVN zachował się nie na poziomie, rzecznik TVN-u ogłosił, że jego firma ma w nosie opinie jakiejś partii i jakiejś tam rady, no i wtedy już odezwał się Krzysztof Leski, pisząc tak: „Najbardziej jednak dziwi mnie, że ta sprawa w ogóle ma ciąg dalszy. TVN puściła nagranie o randze ciekawostki. Nie ma tam niczego, czego PiS czy Jarosław Kaczyński osobiście mieliby się wstydzić. Rodzi się z tego skarga do REM, szykuje się oświadczenie Rady, strony wznoszą się na poziom powagi godny ujawnienia planu serii morderstw politycznych. W piaskownicy wrze i wrzeć będzie, bo dzieci inaczej się nudzą”.
Z mojego punktu widzenia, sprawa jest tak prosta i tak oczywista, że właściwie nie ma o czym gadać. I pewnie by rzeczywiście tematu nie było, to co się stało, wrzucilibyśmy do przepastnego wora z napisem ‘III RP’, i dalej starali się jakoś sobie radzić w tych przykrych czasach, gdyby nie ten tekst Leskiego. Ja – wbrew dobrym radom wielu moich znajomych – do Leskiego czuję pewien szacunek i choćby z tego względu uważam, że skoro on coś gada, to gada serio. Jednak widząc przy tym, że Leski, człowiek z pewnością inteligentny i obyty w najróżniejszych zawiłościach tego świata, daje się tak fatalnie wypuszczać, to co powiedzieć o innych, mniej zorientowanych obserwatorach naszej politycznej sceny?
Na czym polega jednoznaczność opisywanego zdarzenia? Otóż dziennikarze TVN-u postanowili podsłuchać, co „pisiaki” gadają na swoim kongresie wcale nie dlatego, że wiedzieli, że to co usłyszą będzie wyłącznie – jak pisze Leski – „ciekawostką”. Jestem pewien, że, nawet jeśli oni podejrzewali, że z tych taśm nie uda im się wykroić nic przełomowego, to musieli mieć choć minimalną nadzieję, że a nuż nastąpi cud… i będziemy się wszyscy mogli trochę zabawić. Szli więc z tymi swoimi urządzeniami podsłuchowymi, albo może organizowali tę akcję w jakiś inny sposób – nieistotne – licząc na to, że wydane pieniądze nie pójdą na marne. Dziś Krzysztof Leski, śmiejąc się do rozpuku z tego, że PiS irytuje się bez sensu, jako dowód na swoje racje przytacza fakt, że przecież na tych taśmach „nie ma niczego, czego PiS i Jarosław Kaczyński mieliby się wstydzić”. A ja się pytam, skąd to wiadomo, że na tych taśmach nie ma nic takiego. Wiadomo tylko tyle, że zaprezentowany publicznie fragmencik nie zawiera treści – choćby z punktu widzenia pewnych środowisk – PiS kompromitujących i z całą pewnością wiadomo, że to czym TVN zechciał się pochwalić to z całą pewnością nie wszystko. W ogóle wiadomo dość dużo. Wiadomo nawet i to, że jeśli rzeczywiście fragment ujawniony przez silnorękich, będących na usługach państwa Walterów, zawiera rzeczywiście wszystko i nic więcej już tam nie ma, ani politycy PiS-u, ani Krzysztof Leski, ani tym bardziej opinia publiczna, tego wiedzieć na pewno nigdy nie będą. My wszyscy będziemy już zawsze podejrzewać, że tam może coś było, a może nie było nic. I nawet jeśli ta wersja będzie wersją ostateczną, to środowiska reprezentowane przez TVN, pewną korzyść już z tego, co się stało mają. Czyż nie?
Co jeszcze wiadomo? Wiadomo na przykład i to, że może i na tym kongresie wydarzyło się coś – padły jakieś słowa, albo zostały wykonane pewne gesty – które, według bardzo perfidnych standardów, które TVN-owi akurat są świetnie znane, mogą być dla PiS-u kompromitujące. I może być tak, że dziś politycy tej partii zastanawiają się, czy TVN to coś ma, czy nie. A z kolei, sam TVN ma sytuację bardzo komfortową, bo, bez względu na fakty, może w stosunku do władz nielubianej i zwalczanej przez siebie partii wykonywać najróżniejsze, w tym bardzo nieprzyjemne i wcale nie mieszczące się we współczesnych demokratycznych standardach, gesty.
Nie ma racji Krzysztof Leski, gdy pisze, że nic się nie stało, a to z czym mamy do czynienia, to kolejny rozdział tej samej historii, którą najsprytniejsi komentatorzy określają mianem ‘piaskownicy z kupą nudzących się dzieci’. To nie jest piaskownica. Byłbym bardzo zadowolony, gdyby chociaż Krzysztof Leski wreszcie zrozumiał, że ta walka toczy się o zbyt wysoką stawkę, żeby ci, którzy tej walki ustalają cele i zasady, dopuścili do tego, by ona zamieniła się w zwykła zabawę idiotów. A jeśli akurat tego zrozumieć nie jest w stanie, choćby dlatego, że to co się dzieje widzi wyłącznie w takich, a nie innych kolorach, to żeby chociaż przyjął do wiadomości, że jeśli największy i najbardziej wpływowy politycznie ośrodek medialny w kraju wykonuje w stosunku do jednej z partii politycznych gest, który można porównać wyłącznie do, znanego z opowieści gangsterskich, numeru z obciętym palcem, to z całą pewnością nie ma w tym nic zabawnego. A już na pewno nie dla tych, dla których los demokracji w Polsce nie jest obojętny.
Dwa lata temu, kiedy zbliżały się przyspieszone wybory parlamentarne, środowiska związane z najbardziej ciemnym i moralnie zdegenerowanym fragmentem naszej najnowszej historii, uznały, że w ich najlepiej pojętym interesie, sytuacja, gdy one, po raz trzeci przegrywają wybory (a proszę sobie przypomnieć – jeszcze na miesiąc przed 21 października, zwycięstwo PiS-u było powszechnie uważane za oczywiste i nieuchronne), jest nie do przyjęcia. I w związku z tym przekonaniem, tak zwanym rzutem na taśmę, dla zmiany tej niedobrej sytuacji, zaangażowały takie siły i środki, jakich świat nie widział od czasów najbardziej brutalnej hitlerowskiej czy komunistycznej propagandy. Krzysztof Leski może nie wiadomo z jaką determinacją uważać, że pozycja, jaką uznał za dla siebie najwygodniejszą, czyli ten słynny rozkrok, jest jednocześnie jedynie logiczna i sensowna. Fakty jednak są nieubłagane. Tu – i tym razem zwrócę się już bezpośrednio do Pana, panie Krzysztofie – chodzi o takie pieniądze, których ani ja, ani Pan, ani jakikolwiek normalny człowiek nie jest w stanie sobie wyobrazić. A więc Pańskie ględzenie o piaskownicy i o równie rozłożonych racjach jest niczym innym jak zwykłym pięknoduchostwem.
I to, niestety, wyłącznie w wersji dla Pana najbardziej korzystnej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz