niedziela, 27 września 2009

Wiatr ze Wschodu

Wiem oczywiście, że mogę sobie zapewniać wszystkich o swojej niewinności do końca świata, a i tak fakty będą świadczyć przeciwko mnie. Więc wiem też, że najpierw zostanę oskarżony o obsesyjną niechęć do kobiet, następnie o nienawiść do kobiet pokrzywdzonych przez los, by w końcu wylądować na śmietniku historii tego pięknego portalu, jako kolejne wcielenie Adolfa Hitlera, albo któregoś z jego kompanów. Już dziś, na ułamek chwili pojawił się tu wpis, w którym zostałem ustawiony obok największych niemieckich zbrodniarzy i komentarz sugerujący mi rodzinne powiązania z „ukraińskimi rezunami”, ale – ponieważ wpadliśmy właśnie w fazę miłości i wybaczenia – oba teksty zostały natychmiast przez Administrację usunięte i zesłane w niebyt.
Fakt pozostaje faktem. Od kilku ostatnich wpisów dokuczam kobietom. Najpierw wziąłem się za piosenkarkę Sinead O’Connor, później za ofiarę swojego macierzyństwa, Alicję Tysiąc, a dziś, jakby tego wszystkiego było mało, siadam do tej klawiatury i zabieram się za nie byle kogo, bo za gwiazdkę, za byznysłoman, za symbol i ikonę naszego najbardziej skutecznego feminizmu i wszystkiego co w naszej Polsce najpiękniejsze i najbardziej prawdziwe, czyli za niejaką Weronikę cośtam Pazurę. Mało tego, właśnie szykuję się, by dokonać brutalnego zamachu na coś znacznie większego, niż symbol naszej przynależności do Nowego Wspaniałego Świata, ale – w wymiarze pewnie czysto lokalnym – na przyjazne stosunki Polsko-Ukraińskie. No ale co robić? Natury się nie pokona. Człowiek zły pozostanie zły, choćby kupił sobie plazmowy telewizor o ekranie 52 cale i oglądał wyłącznie, albo pogawędki Jolanty Kwaśniewskiej w TVN Style, albo Taniec z Gwiazdami w TVN TVN.
Czemu postanowiłem się przyczepić do tej Pazury? Jak to zwykle się dzieje w wypadku tekstów na tym blogu, powodów jest kilka, a – co może najważniejsze – one znacznie wyrastają ponad pozory. Sprawa polega na tym, że mnie Weronika cośtam Pazura kompletnie nie obchodzi. Ja do niedawna nie miałem o jej istnieniu zielonego pojęcia i jeśli dziś się dowiaduje o pozycji, jaką ona od lat zajmuje w świecie polskiej rozrywki, polskich mediów i polskiego biznesu i o tym, jak ona do tej pozycji doszła, to uważam, że tu żartów nie ma i że to jest najlepszy moment, by zjawisko, które prawdopodobnie w przyszłości będzie określane nazwiskiem tej damy, należycie opisać. Bo, jeśli wspomniałem o pozorach, to własnie mam na mysli to złudzenie, że tu może chodzić o jakąś tam Weronikę.
Weronika. Swoją drogą, jakież to piękne imię! Nie mogę się tu powstrzymać przed tą dygresją, bo kiedy myślę o tym, co spotkało panią Pazurę, widzę, jak strasznie się świat, na temat którego chciałem dziś kontynuować moją smutną refleksję, posunął od czasów, gdy K.C. Norwid pisał:
„I o to święte proszę, które noszą
Grzebień z promieni, i łzę mają w oku,
I z Weroniką od łkań się zanoszą
Na purpurowym obłoku - -”
No ale dość już tych inteligenckich dąsów. Bierzmy się za zło w najnowszym wydaniu. Dziś czytam najświeższą informację dotyczącą Weroniki cośtam Pazury, że oto mianowicie zostanie ona zwolniona z aresztu, jeśli ktoś za nią zapłaci 60 tysięcy złotych, czy 600 tych tysięcy, obojętne – z mojego punktu widzenia to i tak jest dokładnie wszystko jedno – a ja uważnie studiuję wszystkie informacje dotyczące tej Weroniki, a raczej post-post-post Weroniki (Norwid!) i wygląda mi na to, że już pod tym aresztem stoi kilku umyślnych z walizeczkami pełnymi gotówki, najpewniej wyglądających mniej więcej tak jak te chłopki z paskami na oczach (zdjęcie http://e3.pudelek.pl/p312/f01be8e8000043904aba3e02 dzięki uprzejmości nieocenionego portalu pudelek.pl

Być może ktoś słabo zorientowany zapyta, co to za towarzystwo. Wedle informacji podanych przez wspomniany portal, ta panienka to pani prezes Pazura, a ci obok, to nie wiadomo – albo klienci, albo dyrekcja. A to białe w środku to majtki.
Jak mówię, wszyscy ci, którzy już się zaczynają oblizywać, żądni mojej krwi, mogą na razie zająć się czymś o wiele ciekawszym, bo tematem tego wpisu pani Pazura jest tylko pozornie. Oczywiście, ona istnieje, jej historia jest jak najbardziej prawdziwa, a jeśli nawet ktoś w to nie wierzy, to w celu zapoznania się z faktami może choćby przeczytać sobie tekst w Rzepie http://www.rp.pl/artykul/368876_Wzloty_i_upadki_Weroniki_M_P_.html, w którym wszystko dokładnie jest podane, skąd się Weronika cośtam Pazura wzięła, jak się wspinała po kolejnych szczeblach kariery, jak trafiła tam gdzie jeszcze niedawno, zanim się za nią nie wzięło CBA, przebywała, no a przede wszystkim, cóż ona mogła robić w towarzystwie tych – nie bójmy się tego słowa – goodfellas.
To, jeśli idzie o fakty. Natomiast ja mam kilka materiałów przedstawiających już bardziej emocjonalną i ludzką stronę całego zagadnienia. Weźmy, dla przykładu, wywiad http://www.sukcesmagazyn.pl/art.php?action=view&catID=3&artID=249 , jakiego o sobie i swoim pełnym niezwykłych przypadków życiu, prezes Pazura, jeszcze nie tak dawno, opowiedziała magazynowi zatytułowanym – nomen omen – Sukces. Nie będę tu omawiał ani tych faktów, które podaje Rzepa,ani, tym bardziej, zawartości tego materiału promocyjnego, wykupionego w redakcji magazynu Sukces przez ludzi pani prezes Pazury, a zatytułowanego przez redakcję dowcipnie „wywiad”. Kto chce, niech sam sobie poczyta, a ja tymczasem przejdę do tego tekstu części końcowej i już zupełnie serio. Bo i sprawa akurat jest wyłącznie serio.
Przez wiele lat, szczególnie mam tu na uwadze lata ostatnie, byliśmy przyzwyczajani do opinii takiej mianowicie, że my, tu w Polsce, co by o nas nie mówić, jesteśmy już w strefie wpływów zachodnich. Słuchaliśmy informacji o tym, jak wygląda oficjalna i nieoficjalna sfera życia publicznego w Rosji, na Ukrainie, gdzieś na jakimś Zakaukaziu, oglądaliśmy te reportaże i czytaliśmy relacje z życia oligarchów, ludzi biznesu, mediów i polityki, tego całego półświatka, który stanowi ich naturalne środowisko. Czytaliśmy te nieprawdopodobne historie o dziewczynach, które w każdej rosyjskiej wiosce biorą udział w nieustannie organizowanych konkursach piękności, żyjących tą jedną nadzieją, że jeśli tylko im się uda zdobyć jedno z pierwszych miejsc, to może wyjadą do Moskwy i tam zostaną przygarnięte przez któregoś z mocnych ludzi, czy to mafii, czy organizacji przymafijnych. Przyjmowaliśmy te opowieści z zaciekawieniem i z jednoczesnym poczuciem wyższości, bo to jednak już nie my. Jednocześnie, ale to już bardzo nieoficjalnie, bardziej może w formie plotek, dochodziły do nas najróżniejsze informacje o tym, że to co się dzieje na najwyższych szczeblach politycznej, rozrywkowej, czy biznesowej drabiny u nas w Polsce mogłoby, gdybyśmy tylko poznali całą o tym prawdę, zwyczajnie nas zwalić z nóg. Informacje o tym, kto z kim, za co, gdzie i kiedy i jak. I oczywiście, część z nas, szczególnie ci, którzy zawsze lubią świeże historie byleby były maksymalnie ostro przyprawione, była zawsze skłonna w to wierzyć. Inni, z kolei, między innymi i ja, zachowywaliśmy równą rezerwę. I teraz dowiadujemy się wszyscy, że jedna z najbardziej popularnych gwiazd polskiej rozrywki, a jednocześnie jedna z najbardziej wpływowych osób biznesu, zaczynała swoją karierę od pracy jako emigrantka z Ukrainy, tancerka w klubach erotycznych, prostytutka, a następnie osoba do towarzystwa dla ewidentnych gangsterów. I dowiadujemy się dalej, że prowadząc ten rodzaj działalności, skończyła studia prawnicze, trafiła w sam środek polskiej śmietanki towarzyskiej, by ostatecznie skończyć jako wpływa kobieta biznesu i gwiazda mediów, szykująca swój autorski program dla największej prywatnej stacji telewizyjnej, i ostatecznie aresztowana przez CBA.
I proszę mi teraz powiedzieć, dlaczego ja mam sobie myśleć, że ona to taki niezwykły, jednorazowy przypadek Nikodema Dyzmy, zdarzający się tylko w taniej literaturze i raz na pół wieku w życiu? Dlaczego ja mam sądzić, że ta cała reszta ludzi estrady, polityki, dziennikarstwa, mediów, których elokwencję i szyk codziennie oglądamy w telewizji i których styl i urodę podziwiamy na okładkach kolorowych czasopism, to ludzie którzy są dokładnie tak jak ja zszokowani tym co się przydarzyło Weronice P? Otóż ja już w to nie wierzę. Jestem pełen podejrzeń w stosunku do każdego z nich. Nie będę wymieniał nazwisk, ale proszę bardzo, róbcie to sobie do woli, w zaciszu Waszych domów. Przypominajcie sobie wszystkie dowolne twarze i nazwiska ludzi znanych, ludzi sukcesu, ludzi, których inni ludzie sukcesu przyjęli do swojego grona, i którzy dziś wspólnie w ten czy inny sposób kształtują naszą obywatelską i publiczną świadomość.
I nie zapominajcie. Z Rosji do Polski jest w sumie bardzo niedaleko. Rzut kamieniem. Czasem, kiedy tylko się na chwilę przestanie gadać, można usłyszeć ten wiatr.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz