niedziela, 5 stycznia 2020

Dlaczego Putinowi zależy na kompromitacji totalnej opozycji?


Felieton ten miał się tu ukazać właściwie już w piątek, ale tak się złożyło, że mamy go dopiero dziś. Mimo to, mam nadzieję, że ów zwyczaj bym raz na tydzień zamieszczał tu swoje felietony pisane dla „Warszawskiej Gazety” się utrzyma – dla wspólnej korzyści i dobra wspólnego. Polecam szczerze. 
I jeszcze jedna uwaga techniczna, wszystkich Czytelników, którzy mają życzenie komentować na naszym blogu proszę o przesłanie mi swoich adresów mailowych na tradycyjny adres k.osiejuk@gmail.com. Przepraszam za kłopot, ale tak się musiało stać.   


      Gdy ten felieton trafi do kolejnego wydania „Warszawskiej Gazety”, może już otrzymamy nowe informacje i sprawa, nawet jeśli się nie wyjaśni, to przynajmniej rozjaśni. Dziś jednak wiemy tyle, że prezydent Putin postanowił wypowiedzieć się na temat Polski i jej współodpowiedzialności za wybuch II Wojny Światowej i poinformował świat, że to właśnie polskie przedwojenne władze doprowadziły do tragedii, jaka w  latach 40-tych ubiegłego wieku spadła nie tylko na Europę, ale cały świat. W jaki sposób Polska to zrobiła? Zdaniem Putina, wszystko odbyło się bezpośrednio, kiedy to w roku 1934 polski ambasador w Berlinie, Józef Lipski, według słów Putina, „swołocz” i „antysemicka świnia”, podpisał z Niemcami pakt o nieagresji, by parę lat później przypieczętować ów interes daną Hitlerowi obietnicą, że jeśli ten zgładzi Żydów, Lipski wystawi mu w Polsce pomnik. Tak zatem, zdaniem Putina, przedstawiają się przyczyny wybuchu tamtej wojny, i teraz jedyne co Polsce pozostaje, to przeprosić Żydów za Holocaust, a niezapomniany Związek Sowiecki za resztę zbrodni.
        Ponieważ zarówno Putin jak i inni zainteresowani, włącznie z tymi, którzy z głównie finansowych powodów, potrzebują od czasu do czasu rewidować historię, doskonale wiedzą jak było naprawdę, człowiek zachodzi w głowę, czemu on w ogóle postanowił zabrać głos w sprawie i to w tak oryginalny sposób. Odpowiedzi jest kilka. Pierwsza z nich to ta, że Putin próbuje udzielić owej szczególnej lekcji historii tym wszystkim światowym przywódcom, których jak najbardziej słusznie uważa za wystarczająco głupich, by w nią uwierzyli, i w ten sposób poszczuć ich przeciwko Polsce, która dla Rosji jest dziś pierwszym wrogiem. Inni twierdzą, że on się zachowuje jak wściekły pies, który zamknięty w klatce nie potrafi już nic innego jak gryźć kraty. Inni komentatorzy jeszcze tłumaczą, że pierwszym celem tego wystąpienia, jest podburzenie amerykańskich Żydów, by z jeszcze większym zaangażowaniem naciskali na owe słynne już 300 miliardów dolarów.
       I byłbym skłonny przyjąć którąś z tych opcji, gdyby nie reakcja na słowa Putina ze strony czołowych przedstawicieli polskiej opozycji. Oto najpierw głos zabrał Radosław Sikorski, wspominając, jak to było pięknie za jego czasów, kiedy to Polska żyła z Putinem w słodkiej przyjaźni, po nim odezwał się komunistyczny poseł Gdula, twierdząc, że po tym, co polskie władze ostatnio mówiły na temat Związku Sowieckiego, Putin nie miał innego wyjścia, a po Gduli europoseł Lewandowski i kandydatka Kidawa-Błońska wyjaśnili, że jeśli ktoś jest taką ofiarą losu jak pisowskie władze, nie ma się co dziwić, że wszyscy grają z nimi w dupniaka.
        Otóż moim zdaniem chyba jednak jest coś w plotce, że Rosji w gruncie rzeczy zależy, żeby PiS rządził w Polsce jeszcze przez wiele lat. O Putinie można bowiem myśleć różnie, ale chyba o to, że on jest tak głupi, by nie przewidzieć reakcji tych bałwanów, podejrzewać go nie powinniśmy.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.