niedziela, 26 stycznia 2020

Ale za to niedziela będzie dla nas!


        Jak się właśnie dowiedziałem, na okładce najnowszego wydania „Warszawskiej Gazety” znalazły się zdjęcia 18 polskich posłów do Europarlamentu, którzy w niedawnym głosowaniu opowiedzieli się przeciwko Polsce, a redakcja „Warszawskiej” uznała za stosowne opatrzyć tę prezentację tytułem „Antypolskie polityczne szmaty”. Jak ja się o tym dowiedziałem? Ktoś powie, że odpowiedź jest oczywista. Ponieważ od lat jestem członkiem redakcji owego tygodnika, powinienem wiedzieć, co się tam wyprawia. Otóż tym razem było inaczej. Zanim bowiem zdążyłem się osobiście zapoznać z tym akurat wydaniem, trafiłem na twitterowy komentarz niedawno tu wspominanej Sylwii Spurek, której legitymacyjne zdjęcie znalazło się na wspomnianej wystawie, a w którym to komentarzu Spurek ze zgryźliwą ironią o niej wspomniała i, jakby tego było mało, wrzuciła skan owej okładki.
        Przyznam uczciwie, że w tym momencie zaskoczyły mnie dwie rzeczy. Pierwsza to ta, że przeżywając w Brukseli najpiękniejsze dni swojego życia, Spurek poświęca swój czas, by czytać „Warszawską Gazetę”, a po drugie, że ona w ogóle czuje konieczność komentowania faktu, że redakcja akurat tej gazety, której profil jest powszechnie znany, uznała za stosowne nazwać Spurek szmatą. Gdyby ktoś z mojego otoczenia kiedykolwiek nazwał mnie szmatą, w dodatku antypolską i bez przymiotnika „polityczną”, to ja bym oczywiście się oburzył, natomiast gdyby tym kimś była telewizja TVN24, czy „Gazeta Wyborcza”, albo nawet tygodnik „Sieci”, to ja bym na to coś zwyczajnie splunął, a jeśli nie, to ewentualnie bym się ucieszył, że ci których od lat tępię, o mnie mówią i to w dodatku źle.
      Zapytałem więc Spurek na twitterze, czy ona się tak oburza, bo została nazwana szmatą, czy dlatego, że szmatą nazwała ją „Warszawska Gazeta”. Spurek sie oczywiście nie odezwała, natomiast zareagował nieznany mi internauta, który zwracając się bezpośrednio do Spurek, zaapelował do niej, by mi wytoczyła sprawę o zniesławienie.
     I to jest coś co mnie autentycznie zainteresowało. Co mają w głowie niektórzy z nich, że wpadają na tego typu pomysły? Jak oni muszą być dziś zdesperowani – i już nie mówię o Spurek, która kompletnie bez sensu dostaje cholery na okładkę jednego z tygodników – ostatniego ratunku szukając już tylko w skorumpowanych sądach, licząc na to, że one będą nas wsadzać za kraty już tylko za to, że zechciało nam się odezwać?  Byłoby to straszne, gdyby w gruncie rzeczy nie pocieszające. Nie powinniśmy się bowiem zdziwić, jeśli już niedługo poradnie leczenia nerwic, których i tak jest już coraz więcej, staną się głównym źródłem zarobków owej bezrobotnej masy niedorobionych psychologów.
      A my? Co z nami? My, tak jak dotychczas, będziemy  siedzieć na tej ławeczce, kopać w zamyśleniu jakiś zbłąkany kamień i dzielić się z innymi tym, co nam chodzi po głowie. Oto więc mój najnowszy felieton dla wspomnianej „Warszawskiej Gazety”.

      Mieliśmy tu już w zeszłym tygodniu marszałka Grodzkiego, ale ponieważ nieszczęścia chodzą parami, musimy się znów z nim męczyć. Otóż, kiedy ów dziwny mąż, ogłosił że wedle poważnych zagranicznych ośrodków medialnych, jest on najpotężniejszą osobą w polskiej opozycji, i jemu się należy natychmiastowy awans w strukturach  Platformy Obywatelskiej, znaczna część opinii publicznej uznała, że ów biedny człowiek oszalał i w tej chwili należy już tylko czekać aż on zacznie biegać w kółko po Warszawie, machać rękoma i wrzeszczeć: „Jestem chirurgiem i wiem czym jest skromność i pokora”. Niestety, a może dla nas wszystkich, na szczęście, wspomniany Grodzki postanowił pójść za ciosem i ogłosić kolejną sensację, a mianowicie, że niejaka Nancy Pelosi, przewodnicząca amerykańskich demokratów, w drodze do Jerozolimy na ruski event związany z wyzwoleniem niemieckiego obozu w Auschwitz, postanowiła zahaczyć o Polskę, głównie po to, by jak najbardziej prywatnie spotkać się z Grodzkim i wypytać go o to, co się w tej cholernej Polsce dzieje. Gdyby ktoś miał wątpliwości co do rangi zapowiadanego zdarzenia, marszałek Grodzki poinformował media, że rzeczona Pelosi jest najpotężniejszą kobietą na świecie, tuż za powoli znikającą niemiecką kanclerz Merkel, a więc biorąc pod uwagę fakt, że Grodzki, co już zostało wspomniane, jest najpotężniejszą osobą wśród polskiej opozycji, owo spotkanie stanie się wydarzeniem na skalę światową.
       Przy okazji ostatnich awantur związanych z walką o odzyskanie przez polskie państwo wymiaru sprawiedliwości z rąk skorumpowanych sędziów i półprzytomnych z nienawiści polityków, głos zabrały również moralne autorytety, w tym profesorowie prawa i nie tylko, i wszyscy udowodnili, że gdy chodzi o poziom intelektualnego upadku, skaliste dno nie jest już dłużej zajmowane przez reklamy maści na ból pleców, czy past do zębów, ale polityczne analizy samozwańczych autorytetów. A w tej sytuacji, musimy poważnie rozważyć taką możliwość, że w ostatecznym rozrachunku, marszałek Grodzki, zwłaszcza gdy przewodnicząca Pelosi, faktycznie poda mu rękę, a może nawet szepnie mu do uszka parę czułych słówek, może w rzeczy samej stanąć na czele owego hufca polskich zdrajców.
      Jest jednak pewien całkiem świeży problem. Otóż całkiem niedawno zgłosił się kolejny świadek korupcyjnych zachowań profesora doktora Grodzkiego, tym razem jednak nie poszło już o głupie 500 dolarów, czy równie śmieszne tanie tak zwane koniaki z Pewexu, ale aż o 7 tysięcy złotych, w dodatku wytargowane z początkowych dziesięciu patyków. Co ciekawe, opowieść wspomnianego świadka, jeśli założymy, że mamy całkiem naturalne sposoby rozróżniania zmyśleń od prawdy, stanowi najprawdziwszą prawdę i kiedy już przyjdzie do ostatecznej rozprawy, nie będzie sposobu, by ją zakwestionować. I wówczas marszałkowi Grodzkiemu pozostanie już tylko żyć wspomnieniem tej krótkiej chwili, kiedy to jego rozpoznawalność w polskiej polityce rosła w tempie geometrycznym.
      O ile oczywiście nie okaże się że wpływy tych wszystkich cudacznych profesorów nie są większe niż nam się wydawało. 

        

2 komentarze:

  1. Pośród tych wszystkich kreatur,największy podziw może wzbudzać Adamowicz,co za błyskawiczna kariera,od szmaty do zera..Nie świętej pamięci Adamowicz,byłby z niej dumny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Dariusz
      To prawda. Ona faktycznie robi wrażenie. Najpierw spieprzyła ze swoimi córkami do Stanów, by nie pójść siedzieć, i tu wystarczyło, że go odstrzelili, i już jest z powrotem, robiąc karierę w Brukseli.

      Usuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.