środa, 22 stycznia 2020

Sześć krótkich kawałków w oczekiwaniu na pierwsze śniegi


Kolejny numer "Polski Niepodległej" jeszcze przed nami, my tu jednak jesteśmy mało cierpliwi, a w związku z tym już dziś, specjalnie dla czytelników tego bloga, najnowsze wydanie moich krótkich kawałków do śmiechu. Zapraszam.


Gdy czytelnicy „Polski Niepodległej” dostaną do rąk jej najnowsze wydanie, sprawa od której chciałem zacząć dzisiejszą „tablicę” będzie już zapewne zapomniana przez najbardziej nawet znudzone psy, jednak oto właśnie niesławny marszałek Tomasz Grodzki, z wielkim hukiem i z charakterystycznym dla siebie zadęciem, ogłosił że w tych dniach odbędzie – jak sam się chwali, „półprywatne” – spotkanie z demokratyczną przewodniczącą amerykańskiej Izby Reprezentantów, panią Nancy Pelosi, która w drodze na rusko-żydowski event w Jerozolimie postanowiła zahaczyć o Auschwitz. Proszę się wsłuchać w dźwięk tej trąby:
Żeby było ściśle i jasno: to nie ja chcę się spotkać, tylko pani Nancy Pelosi chce się spotkać ze mną. Jest to dla mnie zaszczyt, że kobieta, która według wielu uchodzi za drugą najpotężniejszą kobietę na świecie po pani kanclerz Merkel, chciałaby porozmawiać z marszałkiem polskiego Senatu”.
No i teraz coś równie dobrego. Gdyby ktoś chciał wiedzieć, czemu Grodzki nie odmówił randkowej propozycji pani Pelosi, mamy równie charakterystyczne co poprzednie wyjaśnienie:
Pomijając już fakt, że pani Nancy Pelosi jest kobietą, ja jestem mężczyzną i dżentelmeneria nakazuje odpowiedzieć na takie zaproszenie”.  
Wczoraj w telewizji wystąpił poprzednik senatora Grodzkiego, Stanisław Karczewski i zauważył, że pod względem intelektualnym, Grodzki ostatnio zaczął się niebezpiecznie zbliżać do Lecha Wałęsy. Otóż ja bym tu chciał pana Bolesława wziąć w obronę. Przy wszystkich bowiem jego słabościach, on akurat nigdy by sobie nie pozwolił na to, by ogłosić, że dla niego spotkanie z szefową amerykańskich demokratów to „zaszczyt”. Inna sprawa, że czegoś takiego nie moglibyśmy się spodziewać nawet po tej cizi, która się ostatnio z Grodzkim prowadza. Ludzie, choćby i najmniej ważni, jednak się szanują.

***

 A przecież nie zapominajmy, że konkurencja w postaci Lecha Wałęsy jest bardzo silna. Oto w reakcji na wiadomość, że prezydent Duda pojawił się w Katowicach na spotkaniu z  miejscowymi działaczami Solidarności, ów dziwny człowiek, na swoim facebookowym profilu, prawdopodobnie bardziej słynnym na całym świecie niż Nancy Pelosi, oświadczył co następuje:
Panie prezydencie Duda. Jako współtwórca i Przewodniczący od zarania do odejścia na urząd Prezydenta zabraniam Panu kategorycznie powoływać się na historyczną Solidarność. Za postawę jaką Pan prezentuję, za burzenie systemu trójpodziału władz o który Solidarność walczyła, za łamanie Konstytucji, za kłamstwa, manipulacje i pomówienia. Jestem przekonany, że Solidarność tamtych czasów by to z hukiem zrobiła, by Pan nie kalał jej szeregów”.
Przyznaję, że powyższy tekst częściowo edytowałem, by stał się bardziej czytelny, natomiast gdy chodzi o ostatnie zdanie, to jestem bezradny i zostawiam je w stanie w jakim ono wyszło spod laptopa pana Bolesława. Muszę jednak przy tym oddać Wałęsie, co mu się należy i przyznać, że on się jednak tym razem postarał. Przecież mógł zacząć ten wpis od słów „Słuchaj no Duda”, no i nie zwracać się do Prezydenta słowami „Pan” i „Panu”, a już z pewnością nie pisanymi wielką literą, a tu – proszę! Pełna dżentelmeneria, że pozwolę sobie ponownie zacytować marszałka Grodzkiego.

***

 No dobra, dość już tych złośliwości. Dziś chciałem pochwalić bardzo dwóch wybitnych prawników, byłych prezesów Trybunału Konstytucyjnego, Andrzeja Rzeplińskiego oraz Jerzego Stępnia za ich wypowiedzi na temat Krajowej Rady Sądownictwa. Najpierw może wielce szanowny pan sędzia Stępień:
KRS w praktyce jest miejscem zaklepywania kandydatów na sędziów. Każdy przychodzi tam ze swoimi kandydatami i dba o to, żeby to oni właśnie przeszli. Dotyczy to także polityków, do których odpowiednie osoby potrafią dotrzeć. To nie jest najlepsze miejsce na decydowanie o tym, kto zostanie sędzią. KRS dba o interesy korporacji sędziowskiej, natomiast nie jest organem, który naprawdę dba o prawdziwą niezawisłość”.
A teraz nauki kolejnego wybitnego prawnika, Andrzeja Rzeplińskiego:
Krajowa Rada Sądownicza to państwowy związek zawodowy konserwujący interesy źle służące polskiemu sądownictwu. Media informują o wcale licznych jak na profesję ludzi o nieskazitelnych charakterach, aferach korupcyjnych, pijanych sędziach w gmachach sądów i pijanych sędziach za kierownicą samochodów. Sędziach, sprawcach przestępstw pospolitych. Co do części tych afer, dotychczasowe mechanizmy ustawowe, korekcyjne, są bezradne wobec siły układu. Dodam, korporacyjnego układu”.
Ktoś mi powie, że ja nie powinienem tak wychwalać obu panów, posługując się aż tak bezczelną manipulacją, bo to co oni gadali lata temu – a są to w rzeczy samej wypowiedzi sprzed wielu lat – nie ma nic wspólnego z tym, co oni głoszą dziś. No dobra, przyznaję, trochę tu pokałamałem, ale miałem w tym prawdziwie szczytny cel. Otóż chciałem zwrócić uwagę na to, że gdy oni w tak bezpośredni i brutalny sposób atakowali niezależne sądownictwo, środowisko, by już nie wspomnieć o głosach ze strony instytucji unijnych, nie reagowało jednym słowem sprzeciwu. Czy to możliwe, że wówczas wszystkie zainteresowane strony wiedziały, że to tylko takie „jaja”, a poważnie się zrobiło dopiero teraz? No, no! To by naprawdę był hit.

***

 Wygląda jednak na to, że faktycznie sytuacja zrobiła się naprawdę poważna. Dziś już sędziowie nie zataczają się po budynkach sądów, ani nie rozjeżdżają na drogach swoich niedoszłych klientów, ale wydają wyroki. Oto, jak się dowiadujemy, pewien toruński sędzia, po rozpatrzeniu sprawy przeciwko dwóm rzezimieszkom, którzy najpierw uwięzili pewną kobietę, następnie ją przez trzy godziny torturowali, między innymi obcinając jej palce, by na końcu wbić jej siekierę w głowę i w ten spektakularny sposób pozbawić ją życia, uznał, że nie mamy tu do czynienia z „zabójstwem ze szczególnym okrucieństwem” i obu wlepił po 25 lat, tak by gdy wreszcie Prawo i Sprawiedliwość utraci władzę, oni mogli znów korzystać z pełnej wolności. W końcu wolność to podstawa, prawda? Wolność, demokracja i niezależne sądownictwo.

***

Swoją drogą, to bardzo interesujące, że, pomijając samych zainteresowanych, oraz grupki zaczadzonych antypisowską propagandą obywateli, najbardziej w obronę odchodzących w ostateczną niesławę sędziów zaangażowali się sami faktyczni i domniemani  przestępcy. Gdy popatrzeć na listy obecności kolportowane przy okazji przeróżnych organizowanych przez korporację i zaprzyjaźnionych z nią polityków, to znajdziemy tam już niemal wyłącznie jakichś cwaniaków walczących o to, by nie trafić za kraty. A więc mamy tam dawnego działacza Solidarności Piniora, obecnego senatora Koalicji Obywatelskiej Gawłowskiego, dziennikarza Najsztuba, i kto wie, kto tam jeszcze robi za ten tłum? Kto wie, ilu z tych, których twarze znamy z telewizji, przychodzi tam, bo wie, że jeśli nie uda się powstrzymać zmian, to i na nich przyjdzie kolej? Kto wreszcie wie, czy tam w tym tłoku nie znajdują się również pospolici złodzieje, oszuści, czy bandyci, którzy po odsiedzeniu swoich wyroków nie mają w sercu nic innego jak tylko pragnienie, by się zemścić i pozbawić władzy tych, którzy tak naprawdę, przez swoją wieloletnią działalność, w pierwszej kolejności doprowadzili do tego, że oni skończyli tak jak skończyli?

***

Swoją drogą, ciekawe co tam słychać u takiej choćby pisarki Marii Nurowskiej. Oto w tych dniach na swoim facebookowym koncie napisała ona coś takiego:
Nie wiem, jak Wy, ale ja już nie wytrzymuję tego,co się dzieje... Z jednej strony mafia, która rujnuje to wszystko, na co pracowaliśmy 30 lat, na szacunek i godne miejsce wśród wolnych narodów Europy, a z drugiej podzielona, bezradna opozycja! W czasie wojny moi rodzice, oboje byli w podziemiu, a ponadto w lesie, w tunelach do przechowywania sadzonek (ojciec był leśnikiem) ukrywało się kilka rodzin żydowskich, aby przetrwać, rano wypijali szklankę samogonu. Może pójdę w ich ślady...”.
To „w podziemiu, a ponadto w lesie” jest dobre samo w sobie, ale mój optymizm szczególnie wzrasta na wiadomość, że pisarka Nurowska przerzuci się na bimber, do tego wciągany szklankami. Może ten zwyczaj się spopularyzuje wśród znajomych pani Marysi i w ten sposób, po krótkim czasie będziemy ich mogli zapakować na taczki i wywieźć poza mury miasta. Nawet nie trzeba będzie marnować publicznych pieniędzy na wyżywienie.





4 komentarze:

  1. "rano wypijali szklankę samogonu" - Tak mi sie zdaje, że to jest powrót do korzeni, może niekonieczne p. Nurowskiej, ale raczej jej środowiska, jeśli przejmie ono to hasło. Bo jakżeby inaczej mogli "przetrwać" enakwudziści w Katyniu i tylu innych miejscach, gdy czekał ich cały długi dzień krwawej roboty. Dlatego plakat jak najbardziej na miejscu.

    OdpowiedzUsuń
  2. W pełni popieram.Pani Nurowska powinna każdy dzień zaczynać i kończyć na totalnej bani,a do podziemia zejdzie bardzo szybko ku swemu i naszemu zadowoleniu.

    OdpowiedzUsuń
  3. Swoją drogą to ciekawe jak Wałęsa był tłumaczony w spotkaniach na żywo. Czy to była ta dżentelmeneria, czy było jeden do jeden? A może jeszcze inaczej?

    OdpowiedzUsuń
  4. Z tych latami udawanych dżentelmenów wychodzi teraz dżentelmenelnia jak ze starej dętki. A gdzie tu jeszcze do końca...

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.