wtorek, 28 stycznia 2020

Kogo niemiectwo bardziej nienawidziło, heteroseksualnych katolików, czy homoseksualnych żydów?


      Moja młodsza córka, mimo tego, że ma już swoje lata, a poza tym też wszystko to, co mieć powinna osoba w najwyższym stopniu czujna, przenikliwa i ciekawa świata, poruszona wczorajszymi uroczystościami w pozostawionym nam tu przez Niemców nadzwyczajnym dziele ich narodowego ducha i umysłu, a mianowicie obozie Auschwitz-Birkenau, opowiedziała mi zasłyszaną właśnie gdzieś historię, że ze wszystkich więźniów Auschwitz najgorzej mieli się homoseksualni Żydzi, których Niemcy tak nienawidzili, że używali ich podczas treningów strzeleckich, gdzie najwięcej punktów zgarniał ten z nich, który za pierwszym razem trafił prosto w ów różowy trójkąt przyczepiony Żydowi na piersi. Starałem się wytłumaczyć mojemu dziecku, że nawet jeśli przyjąć, że pedały naziści z jakiegoś powodu nienawidzili pedałów-Żydów, to w całym tym kontekście jest to informacja kompletnie bez znaczenia, bo niemiectwo miało wówczas na tyle dużo przeróżnych sposobów, by możliwie obrazowo udowodnić sobie i swoim kolegom, że są prawdziwymi nadludźmi, że wśród nich numer ze strzelaniem do różowego trójkąta wcale nie musiał robić największego wrażenia. Ponieważ moja córka w tego typu sytuacjach lubi mi zarzucać, że ja przez swoje antyżydowskie kompleksy bez sensu kwestionuję żywe fakty, pomyślałem, że w dzisiejszym tekście przypomnę historię, którą opowiedziałem tu dwa lata temu, a jestem głęboko przekonany, że to jest taka historia, że nawet gdyby ją powtarzać dzień w dzień, też by nie zaszkodziło. Proszę, posłuchaj więc, Kochanie:
       Zanim jeszcze obejrzeliśmy kościół w Ludomach, udaliśmy się do znajdującej się w pewnej odległości wioski Wieszczyczyn, a tam na miejscowy cmentarz. Odwiedzaliśmy kolejne groby, by w końcu zatrzymać się przy mogile księdza Walentego Marciniaka, proboszcza miejscowego kościoła pod wezwaniem św. Rocha od roku 1945 do samej śmierci w roku 1974.
      I tam opowiedziano mi o księdzu Marciniaku. Otóż ów dobry, jak słyszę, ksiądz z chwilą wybuchu wojny został przez Niemców aresztowany, by po paroletniej tułaczce z miejsca na miejsce, trafić do obozu w Dachau, gdzie został poddany szczególnemu doświadczeniu. Otóż obozowy lekarz zdecydował, że zadaniem księdza Marciniaka będzie to by był on systematycznie wystawiany na ataki obozowych psów, i by następnie odniesione przez niego rany były poddawane eksperymentalnemu leczeniu przy pomocy różnych maści, w taki sposób, by ostatecznie niemiecka medycyna była w stanie opracować skuteczny środek na powstałe skutkiem pogryzienia przez psy rany. Co Niemiec postanowił, to dostał, a ksiądz Marciniak jakimś niezbadanym cudem dotrwał w swoim cierpieniu aż do wyzwolenia i ostatecznie jak najbardziej wyleczony przy pomocy fantastycznych niemieckich maści wrócił do Polski, by, jak już wspomnieliśmy, objąć parafię w Wieszczyczynie niedaleko Poznania i uczyć ludzi miłości i wybaczenia.
      Zmarł ksiądz Marciniak w wieku, o ile dobrze pamiętam 70 lat, w roku 1974, tyle że już bez nóg, które zostały mu chwilę przedtem odjęte skutkiem gangreny, która, jak się okazało, ostatecznie pokonała niemiecką medycynę, a ja już się tylko zastanawiam nad zasługami Niemiec i Niemców dla naszego wspólnego powodzenia, które są nie do zlekceważenia. Czemu tak? Otóż pewien mój przyjaciel, znakomity lekarz, zwrócił moją uwagę na fakt, że wiele chorób i dolegliwości, takie jak choćby Alzheimer, noszą nazwy pochodzące od niemieckich nazwisk i że warto by było się zadumać nad tym, czy przypadkiem to nie Niemcy właśnie w historii świata nie wykazywali szczególnej pasji do tego, by nieść pomoc we wszelkich boleściach. Szukam w Internecie informacji w tym temacie i widzę, że faktycznie coś w tym jest. Ale jest jeszcze coś. Kiedy rozejrzymy się wokół siebie, musimy zauważyć, że w grę nie wchodzi tylko medycyna, ale że niemiecka myśl techniczna opanowała wszelkie inne dziedziny naszego życia. No weźmy na przykład słynną markę odzieżową „Puma”. Jak czytam wszystko się zaczęło, kiedy nadzwyczaj oddany sprawie nazista nazwiskiem Rudolf Dassler krótko po wojnie wymyślił, że do produkowanych przez niego butów można by było wkręcać specjalne kolce, by dało się w nich wygodniej i szybciej biegać. Otóż ja się zastanawiam, czy nie było tak, że jeszcze parę lat wcześniej w Dahau, któryś z miejscowych specjalistów nie sprawdzał na polskich księżach, czy oni nie będą szybciej biegać, gdy im się w stopy coś wkręci. Ksiądz Marciniak niestety nam już tego nie powie, więc musimy pozostać z naszymi podejrzeniami.




Przypominam, że jeśli ktoś ma ochotę komentować na naszym blogu, musi zostać wcześniej przeze mnie zaproszony, a do tego wystarczy, że napisze do mnie na adres k.osiejuk@gmail.com. Zapraszam.


6 komentarzy:

  1. Brakuje słów, żeby coś tu dopisać.

    OdpowiedzUsuń
  2. Po dłuższym zastanowieniu naszła mnie jedna myśl. Otóż sam język kryje w sobie mnóstwo tajemnic natury pozajęzykowej, wystarczy przyjrzeć się słowom i można znaleźć drogi do ich odkrywania.

    OdpowiedzUsuń
  3. Przypominania tego bestialstwa nigdy za wiele. Wyobraźnię też warto uruchomić, jak co rusz słowo faszyzm służy za przecinek. Na Roztoczu rodzinnych stronach mojej mamy jest takie straszne miejsce - Bełżec.

    OdpowiedzUsuń
  4. Szanowni Państwo,nie żyjmy w błogostanie.Terlikowski "santo subito",udowodnił,że jesteśmy tacy sami,a z pewnością bez problemu możemy być.
    https://dorzeczy.pl/kraj/127660/dobrze-sie-pan-zastanowil-co-pan-pisze-burza-po-wpisie-terlikowskiego.html

    OdpowiedzUsuń
  5. W czasach II wojny sprzedawali Niemcy Francuzom nawóz ze skompostowanych prochów ludzkich, a winogrona ponoć pięły się na nim jak oszalałe. Nikt nie pojmował tego fenomenu ale ceniono ów nawóz za to, że tak skuteczny był. Współcześnie jest on już tylko wspomnieniem wśród starych winiarzy. Trzeba więc brać pod uwagę i tę możliwość, że także obecnie ktoś spogląda tym skupionym wzrokiem ze zdjęcia w stronę cudzych cmentarzy.

    OdpowiedzUsuń
  6. @2,718
    Nie wiedziałem o tym, ale jeśli się zastanowić, to jest wręcz oczywiste. Takiego marnotrawstwa niemiecki duch przedsiębiorczości by nie przeżył.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.