poniedziałek, 6 stycznia 2020

Czy podczas Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy zaśpiewa nam Farinelli?


       Jeśli technika nas nie pokona, powinniśmy mieć nadzieję, że po 10 latach z kawałkiem uda się wreszcie uwolnić ten blog od internetowych wariatów, póki co jednak sprawy są w zawieszeniu, a ja wspominam dyskusję pod jedną z poprzednich notek, gdzie w odpowiedzi na moją – przyznaję, że dość prowokacyjną – uwagę, że do opery nie poszedłbym, nawet gdyby mi za to oferowano grube pieniądze, któryś z komentatorów zasugerował, że w kulturowo-cywilizacyjnej sytuacji, w jakiej się znalazłem, jedyna dla mnie nadzieja leży w tym, że porządny smoking będzie dobrze leżał na którymś z moich wnuków.
      Ja tu przez wspomniane dziesięć z górą lat spotkałem się z dosłownie z każdym rodzajem zidiocenia, ale tego, że ktoś mi powie, że kiedy się idzie do opery, należy założyć na siebie smoking, spodziewać się nie mogłem. Z drugiej strony jednak, wydaje mi się, że doskonale rozumiem podejście, jakie zaprezentował tu nieznany mi czytelnik. Ono bowiem w sposób moim zdaniem idealny odzwierciedla stan umysłu wspomnianej w tamtej notce Hanny Lis, która z kolei uznała za stosowne porównać tak zwany „Sylwester Marzeń” do sowieckich oraz niemieckich zbrodni na inteligencji polskiego narodu. Otóż mam na myśli ten rodzaj świadomości, który prowadzi człowieka do przekonania, że nie tylko cywilizacyjnym, ale czysto ludzkim obowiązkiem każdego z nas jest przedkładanie twórczości zespołu Perfect nad tym co prostemu ludowi proponuje taki na przykład zespół Bayer Full. Za tym rodzajem myślenia stoi moim zdaniem przekonanie, że człowiek staje się tak naprawdę człowiekiem dopiero wtedy gdy zrozumie, że żadne szczęście, żadna radość, żadna satysfakcja nie są siebie warte, jeśli noszą jakiekolwiek ślady samodzielnego wyboru. Chodzi mi o ludzi, którzy – tu się odwołam do przykładu wręcz prostackiego – nie są w stanie spojrzeć z szacunkiem na kogoś, kto za pieniądze otrzymane z programu 500+ z całą rodziną postanawia się udać do Władysławowa, bo tam podobno jest tłocznie, głośno i kolorowo.
       No ale ponieważ miało być o muzyce, przejdźmy do muzyki. Otóż było tak, że kiedy jeszcze byłem bardzo młody i pobierałem nauki na uniwersytecie, miałem kilku kolegów, którzy lubili muzyki słuchać. Jednym z nich był mój wielki, dziś już niestety nieżyjący, przyjaciel, Marek Lepiarczyk, z którym słuchaliśmy dokładnie wszystkiego, byle to było można uznać za oryginalne i wartościowe, drugim znany niektórym z nas Tomek Beksiński, który wciąż słuchał tak zwanej muzyki progresywnej i ze wzruszeniem nas zanudzał opowieściami, jak to słuchając zespołu Camel się popłakał, no i pewien Kazik, który nigdy nie wychodził poza Uriah Heep i Judas Priest. Śmialiśmy się z jednego i drugiego z powodu ich kompletnie oszukanego uwielbienia muzyki, która jest muzyką tylko wtedy gdy leczy ich jakieś niepojęte kompleksy. Oni nie lubili muzyki jako takiej; wszystko bowiem, co wykraczało choćby o cal poza to, czego oni potrzebują, by się poczuć częścią świata, który sobie wymarzyli, odrzucali, bo tego już zwyczajnie nie słyszeli.
      Ale był jeszcze ktoś, Grześ mianowicie, którego fascynowała wyłącznie muzyka poważna. I przez to, jak on nam wciąż opowiadał o tych wszystkich opusach i brzmieniu kotłów w kolejnym utworze Mahlera, myśmy z niego szydzili najmocniej. I zapewniam dziś, że to wcale nie dlatego, że on uwielbiał słuchać tak zwanej muzyki poważnej, ale że nie tolerował niczego innego, a nas, włącznie z Beksińskim i Kazikiem uważał za profanów. No więc śmialiśmy się z niego i mu dokuczaliśmy z tymi wszystkimi opusami nie dlatego, że sami uważaliśmy to coś za nudy na pudy, ale przez to, że on, twierdząc, że kocha muzykę, tak naprawdę kochał tylko siebie w pewnym szczególnym otoczeniu.
       No i teraz przyszła pora, bym wrócił do swojej wcześniejszej uwagi, że do opery nie poszedłbym za żadne pieniądze, no i do słów wspomnianego wcześniej czytelnika, który, oburzony, zasugerował mi, że przez ten mój kulturowy właśnie wymiar, w smokingu wyglądałbym głupio. Otóż, jak wiemy, lada chwila rozpocznie się kolejny epizod owego upiornego wręcz oszustwa pod nazwą „Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy” i znów wielu z nas, w kompletnym amoku weźmie w tym czymś udział, nie dopuszczając do siebie choćby jednej nawet myśli, że stali się przedmiotem manipulacji, jakiej świat nie widział. Nie wiem, oczywiście, ilu czytelników tego bloga wrzuci jakieś pieniądze do którejś z napotkanych puszek, ale nie wiem też, ilu z nich uważa, że wszyscy ci, którzy czerpią przyjemność z tańczenia przy piosenkach Wacka Martyniuka, to ludzka nędza, jestem jednak całkowicie przekonany, że za jednymi i drugimi stoi dokładnie ten sam błąd.
        I na sam koniec mamy już tylko tych wszystkich co przyjechali na Sylwestra do Zakopanego, żeby się bawić. Ja wiem, że tam są ludzie bardzo różni, ale nawet jeśli założyć, że oni poza pracą, zakupami i zabawą nie widzą nic, to w moim pojęci są znacznie bardziej godni szacunku niż ci, co uważają, że kiedy się idzie do opery, należy założyć smoking. Dlaczego? Dlatego – i tu już wcale nie chodzi tylko o muzykę – że nie ma nic gorszego niż życie w przekonaniu, że ono jest cokolwiek warte tylko wtedy, gdy jest dokładnie takie, jak nam pokazał ktoś, kogo tak naprawdę nawet nie znamy, natomiast uważamy za autorytet.

Jak już wspomniałem, wczoraj powstał plan, by wszyscy  ci z nas, którzy mają ochotę komentować teksty ukazujące się na tym blogu, zarejestrowali się na specjalnej liście. Do tego jednak potrzebne mi są ich adresy mailowe. Wciąż nie mam pewności, czy ten plan zadziała, ale miejmy nadzieję, że jesteśmy na dobrym kursie. Zgłoszenia proszę przesyłać na adres k.osiejuk@gmail.com.


      

7 komentarzy:

  1. Działa! Tzn. rejestracja. Miejmy nadzieję, że śmietnika już nie będzie

    Moje uboczne refleksje:

    1) na blogu tym bardziej pojawi się niedostatek poważnych komentarzy z przeciwnego punktu widzenia. Coś jak dawał tu nasz od dawna nieobecny tutaj kolega @studentSGH.

    2) Przy okazji komentatorzy formalnie dostępują honoru współtwórców, co jest jak najbardziej zgodne z rzeczywistością każdego komentowanego blogu.

    Anonimowy, czy nie, komentator jest współtwórcą a jego komentarz jest świadectwem o nim, a nie o blogu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @orjan
      Kto chce komentować, może się zgłaszać. Jeśli się pojawi student, będzie komentował. Choć, moim zdaniem, o nim już możemy zapomnieć.

      Usuń
    2. @toyah

      No, ale trzeba w winiecie i w stopce WYRAŹNIE WYODRĘBNIĆ "drogowskaz", gdzie nowy komentator ma się zgłosić na NIEUSTAJĄCE zaproszenie do współtworzenia.

      Usuń
    3. @orjan
      Tu nie ma nic do wyodrębniania. Ma napisać do mnie na k.osiejuk@gmail.com i tyle.

      Usuń
  2. Dziękuję, chyba będzie ok. Na czyjąś chorobę nic nie poradzisz a bloga szkoda na taki paskudny trolling.

    OdpowiedzUsuń
  3. Zgadzam się z moim przedmówcą. Tyle że litościwa petarda:"kolejny epizod owego upiornego wręcz oszustwa pod nazwą „Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy” i znów wielu z nas, w kompletnym amoku weźmie w tym czymś udział,"
    Właśnie chodzi o ten amok. Boś litościwie pominął fakt, iż rozrywka ala modo Pl. Bankowy, ma w sobie ten ukryty amok stadny. Przecież Górniak i Szcześniak i kto tam jeszcze nie, wszyscy popierają i dają kasę Owsiakowi. Inaczej być nie może, bo impresario kazali. I tak to się kręci. Dużo chyba tu zależy od tego maestro impresario. Oni tu są przecież delegowani z Mordoru.
    Natomiast ja, ... moi, poczułem się albowiem wyróżniony, sam nie wiem, chyba niezasłużenie, a może rzeczywiście coś w sobie mam, muszę sprawdzić w moim lusterku następnym razem ... W każdym bądź razie ja spędziłem kilka przedsylwestrowych kwadransów, gdyż albowiem o 23 zażywałem już mego snu piękności, w zaciszu domowym wraz z małżonką w ormiańskim klimacie Chaczaturiana: https://youtu.be/X4x9Cptjbkw?list=RDX4x9Cptjbkw
    a jak nam się znudził to zaszaleliśmy trochę znowu w rytm dyskoteki ormiańskiej: https://youtu.be/5arNPq7fLJA?list=RD5arNPq7fLJA
    i
    https://youtu.be/WCkEMMV6iqA?list=RD5arNPq7fLJA
    Nutki oryginalne ormiańskie, ale nie łudźmy się, aranżancja moskiewska, ale perfekcyjna. Dobrze przynajmniej, że nie pojawił się tam Włodek Sołowiow. A może by go Juras zaprosił do swojej Akademii Sztuk Przepięknych? Jakąś nagrodę mu wręczył? Pasowałby do towarzystwa.
    Byłem jednak niepocieszony, że nie mam takiego ekstrawaganckiego kurbraczka jak tych 10 ormiańskich junaków, takich pantalonów i ekstra bucików. Mogłem sobie pozwolić tylko na te chusteczki. Wyobrażasz sobie? Młody wojownik tańczy z dwoma chusteczkami. "Mam chusteczkę haftowaną wszystkie cztery rogi ..." Za czepcem nie tęskniłem.
    Smoking? Jego cień nawet nie przemknął mi przez myśl. Konfekcja ormiańska poprostu nie do przebicia.
    No i układy choreograficzne kaukazkie czegoś bardzo mi podchodzące. Bo junak zawsze musi obskakiwać dziewicę jak nieprzymierzając plemnik jajo. Co prawda ormiańska choreografia nieco bardziej litościwa wobec młodzieńca niż gruzińska. W Armenii jak widać wszystko wespół-zespół. Zero indywidualizmu. A dziewica tylko ma być nadobna i roztaczać powaby. Mojej żonie bardzo się to podoba. Dziwnym trafem mnie też.
    Na drugi dzień poprawiliśmy kolędami. Jako utrwalacz wieczorowy - Gipsy Kings.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.