sobota, 4 stycznia 2020

Być jak Zenek Rączka, handlarz walutą z Krupówek


      Jak stali czytelnicy tego bloga niechybnie się zorientowali, w dwóch minionych dniach ogarnęła mnie dziwna niemoc, niemoc tym dziwniejsza, że wcale nie było tak, że nie miałem pod ręką żadnych ciekawych tematów; po prostu do tego stopnia nie chciało mi się do nich siąść, że w sposób zupełnie naturalny uznałem, że wcale nie są one aż tak bardzo ciekawe. Doszło nawet do tego, że noworoczne otępienie sprawiło, że nie przyszło mi nawet do głowy, że mógłbym przecież całkiem bezpiecznie wrzucić wcale ciekawy najnowszy felieton z „Warszawskiej Gazety” i w ten sposób uratowałbym choćby ten piątek. No ale stało się jak się stało i dopiero dziś wracam do codziennych zadań. 
      Dzisiejszy temat będzie zupełnie nieoczekiwanie związany z językiem angielskim, a powodem tego jest rzecz wcale nie tak bardzo nowa, a mianowicie wyrok, jaki pewna pani sędzia wydała w sprawie o zniesławienie, jaką sędziemu Piotrowiczowi wytoczyła prezes Sądu Najwyższego Małgorzata Gersdorf, oraz jej kolega ze składu, niejaki Rączka. Jak być może wiemy, poszło o to, że w jednej ze swoich publicznych wypowiedzi sędzia Piotrowicz wyraził opinię, że sędziowie, którzy są złodziejami, nie powinni orzekać, no i państwo Gersdorf i Rączka się obrazili, że Piotrowicz bez dania racji  nazywa ich złodziejami.
       Za chwilę do tego wrócę, natomiast chciałbym teraz wspomnieć lata dawno już na szczęście minione, kiedy to pełnię władzy w Polsce trzymała „Gazeta Wyborcza” i na jej łamach ukazała się informacja zatytułowana „Prymas Polski w więzieniu”. Rzuciłem okiem na ów tytuł i od razu obudziło się we mnie podejrzenie – nie po raz pierwszy zresztą – że język polski bywa gramatycznie zdecydowanie mniej precyzyjny od języka angielskiego. Otóż gdyby redaktorzy „Gazety Wyborczej” musieli tytułować swoje teksty w języku angielskim, w tak cwany sposób skłamać by nie byli w stanie. Gdyby oni mianowicie chcieli, tak jak to zresztą zrobili, zasugerować swoim czytelnikom, że Prymas poszedł siedzieć, tytuł by brzmiał „Primate in prison”, natomiast gdyby z owego tekstu miało wynikać, że Prymas udał się do jednego z więzień z Komunią, tytuł musiałby brzmieć „primate in the prison” i wszystko by było dla każdego od początku jasne. Gdyby jednak oni tekst o tym, że Prymas poszedł odwiedzić osadzonych z Komunią, zatytułowali, porzucając ów przedimek „the”, zrobiłaby się z tego grubsza afera.
       Przypomniał mi się tamten przekręt przy okazji decyzji sądu wobec rzekomej potwarzy, jakiej się dopuścił sędzia Piotrowicz wobec dwojga sędziów, których oskarżył o to, że są złodziejami, podczas gdy to nieprawda. W całej serii komentarzy wyszydzających wspomniany wyrok powraca jeden i ten sam argument, że pani sędzia kompromituje się intelektualnie, ponieważ Piotrowicz w sposób oczywisty nie sugerował, że wszyscy sędziowie, w tym Gersdorf i Rączka kradną, ale że kradną tylko ci, którzy kradną i to oni, a nie Rączka i Gersdorf, nie powinni orzekać, co swoją drogą zresztą jest oczywistością. Rzecz jednak w tym, że sprawa jest znacznie mniej oczywista i nieoczywistość tę łatwo byśmy mogli dojrzeć właśnie w języku angielskim. Otóż polskie zdanie „Sędziowie, którzy są złodziejami, nie powinni orzekać”, w języku angielskim miałoby dwie realizacje, i to zarówno w formie pisanej jak i mówionej. Jedną jak wyżej, drugą natomiast: „Sędziowie którzy są złodziejami nie powinni orzekać”, bez przecinków i konsekwentnie bez odpowiednich przerw. W tej sytuacji, chcąc zasugerować, że jemu chodzi wyłącznie o tych sędziów, którzy są złodziejami, Piotrowicz nie zrobiłby przerwy między „sędziowie” i „którzy” i wypowiedziałby tę sekwencję na jednym oddechu, stawiając sprawę zupełnie jasno. Ponieważ jednak język polski bezwzględnie wymaga, by tam były te przecinki, Piotrowski wypowiadając swoje zdanie, po słowie „sędziowie” zawiesił na moment głos, co sprawiło, że sekwencja „którzy są złodziejami” zabrzmiała jak osobny komentarz, a tym samym oskarżenie, że każdy sędzia, w tym Rączka i Gersdorf, to w istocie rzeczy złodziej, no i w tym momencie zarówno tych dwoje, jak i nieznana nam sędzia, mogą dziś zaklinać się, że oni tak właśnie zrozumieli wypowiedź Piotrowicza i go póki co skutecznie tępić.
        W tej sytuacji czarno widzę perspektywy wobec których stoi dziś sędzia Piotrowicz, którego przyznam, że lubię, a w dodatku nie pierwszy już raz muszę zauważyć, że język polski, który z wielu powodów jest moim ulubionym językiem, czasem się zwyczajnie nie sprawdza i to mnie trochę martwi.
      Żeby jednak nie kończyć tej dzisiejszej notki w nastroju zbyt minorowym, powiem już tylko, że bardzo chętnie bym tu oświadczył, że Rączce który wygląda i się zachowuje jakby w PRL-u na Krupówkach handlował walutą nie podałbym ręki, w obawie że mi ją odgryzie i sprzeda Ruskim na maść tygrysią. Tak oczywiście jednak nie powiem, bo nie mam wątpliwości, że akurat sędziego Rączkę fakt iż nie użyłem tu dwóch przecinków mało obchodzi, i jeszcze nie daj Boże się na mnie pogniewa, nie wiedząc, że to nie jego przecież miałem na myśli, tylko zupełnie innego Rączkę, a zbieżność nazwisk jest tu jak najbardziej przypadkowa.



17 komentarzy:

  1. Jeśli się zgodzimy, że król i królowa stoją nie na swoich miejscach, to sędzia Łączewski trzyma w ręku królową.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Leszek152
      Wtedy trzeba by uznać, że jego zdaniem, wygrywa ten kto zbije królową.

      Usuń
  2. Potrzebna tu chyba pomoc @Ginewry, bo zastosowanie określenia "który" jest w języku polskim szerokie i wielostronne. Zajrzałem do mojego ulubionego słownika i wymiękłem, bo tam znaczenia i zastosowanie owego "który" ma jakieś osiem stron dwuszpaltowego druku, a przecież dzisiaj jest dzień wolny od pracy ...

    W każdym razie, rozstrzygnięcie sądu powinno być tutaj oparte o opinię biegłego z zakresu językoznawstwa języka polskiego. Ze względu na społeczny ciężar sprawy i potrzebę bezstronności (wobec udziału tej Gersdorf) wypadałoby dopuścić nawet dowód z opinii odpowiedniego instytutu naukowego.

    Dowód powinien dotyczyć opinii, co średnio wykształcony Polak powinien by zrozumieć ze zdania wygłoszonego przez Piotrowicza. Także w oparciu o kontekst bieżącego zrozumienia spraw. Czy, mianowicie, dzisiejsze rozumienie języka polskiego może, albo nie może odrzucać ewentualność, że jakiś sędzia jest jednocześnie złodziejem (oksymoron?). Z drugiej strony, czy ktokolwiek przyjąłby jako miarodajne zrozumienie, że wszyscy sędziowie są złodziejami, zatem także ci G. oraz R., itd.

    Dowód z biegłego / instytutu powinien dalej zawierać opinię, w jakim stosunku do powyższego znajduje się zdolność osobistego rozumienia tego zdania przez tą Gersdorf i tego Rączkę. Nie wiadomo bowiem, czy ich świadomość znaczeń języka polskiego jest zbieżna z normalnie przejawianą w języku polskim a ujawnioną w poprzednio wskazanym zakresie potrzebnej opinii.

    Takiego dowodu powinien był żądać Piotrowicz z tym, że jeśli nie żądał, to i tak ma dobry zarzut apelacyjny, iż nie sposób było z góry zakładać, że sędzia sam, tj. bez rozważenia opinii specjalistycznej, wda się w skomplikowane zagadnienia językowe oczywiście wymagające wiadomości specjalnych, których zapewne nie posiada. Nie ma bowiem autorytetu epistemicznego (wiedzy), a tylko władzę oceny dowodów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wg mnie powinno wystarczy tłumaczenie Piotrowicza w sądzie, że nie miał na myśli wszystkich sędziów, bo tylko idiota mógłby tak myśleć.

      Usuń
    2. @Leszek152
      Nie wystarczy. Problemem nie jest to, że im brakuje argumentów.

      Usuń
  3. @orjan
    Pomoc Ginewry potrzebna jest zawsze.

    OdpowiedzUsuń
  4. @Leszek152

    No właśnie do tego, konieczna jest tam opinia biegłego odnośnie istotnego w sprawie zagadnienia FAKTYCZNEGO: czy tylko idiota ...!
    Ponadto odnośnie FAKTU, czy w danym zakresie owi G. i R. mogą być osobiście ustaleni jako idioci. Jeśli tak, to mieli prawo czuć się zniesławieni. Jeśli nie, to wszczęli spór w złej wierze.

    Nie wiemy tutaj (przynajmniej ja nie wiem), na czym sąd oparł przypisanie do wypowiedzi Piotrowicza jednego z naprawdę bardzo wielu wariantów zastosowania owego "który".

    Mnie coś podśmierdywa, że sędzia oparł się na zastosowaniu znanym z: Ojcze Nasz, KTÓRYŚ jest w niebie...

    To by nawet pasowało do coraz wyraźniej ujawniającej się wiedzy, co sędziowie sami myślą o sobie.

    OdpowiedzUsuń
  5. @orjan
    To jest bardzo prawdopodobne. Sędzio, któryś jest złodziejem...

    OdpowiedzUsuń
  6. Na razie robię próbę, czy mój komentarz się w ogóle ukaże.
    Jak się uda, to skomentuję w następnym wejściu.

    OdpowiedzUsuń
  7. Skoro już formalności mamy za sobą, to mała ekspertyza lingwistyczna.
    Jeżeli zdanie wypowiedziane przez Piotrowicza brzmiało tak, jak tu zostało przedstawione, to jest zupełnie jednoznaczne i nie mają tu znaczenia żadne przecinki czy pauzy w mówieniu.
    Sędziowie, którzy... jest dookreśleniem o jakich sędziach mowa. Mamy tutaj do czynienia z zawężeniem grupy sędziów do takich, którzy kradną. A więc jasne jest, że Piotrowicz nie mówił o wszystkich sędziach, ale tylko o tej nielicznej grupce, która została przyłapana na kradzieży (z tego, co pamiętam, było takich w ostatnich czasach kilku). Skoro wszyscy znają kilka przypadków takich sędziów, to znaczy, że oni istnieją. Zdanie Piotrowicza jest zatem nie tylko hipotetyczne, ale odnosi się do faktów.

    Gdybym usłyszała zdanie, że niektórzy pracownicy naukowi to głupki i obiboki, to nie poczułabym się wcale urażona, bo doskonale wiem, że takie jednostki istnieją (sama znam z autopsji, a i w mediach takich nie brakuje).

    Dlatego też nie jestem w stanie zrozumieć, w jaki sposób dobra prof. Gelsdorf i tego drugiego zostały naruszone?
    Moim zdaniem występując z takim pozwem przyznali, że zaliczają się do grupy sędziów, którzy kradną. To jest jedyne logiczne wytłumaczenie.

    Bardzo bym chciała zobaczyć uzasadnienie wyroku. Nie mam pojęcia, jakimi wygibasami posłużył się sędzia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Ginewra
      Z punktu widzenia języka angielskiego zdanie "Sędziowie, którzy są złodziejami, nie powinni orzekać" jest równoznaczne z opinią "Sędziowie, ponieważ są złodziejami, nie powinni orzekać".

      Usuń
  8. Gdybyśmy tak do tego podchodzili, to zdanie:
    Mężczyźni, którzy są niscy, nie powinni grać w koszykówkę
    - znaczyłoby, że mężczyźni w ogóle nie powinni grać w koszykówkę. To jest absurdalne.

    Wszelkie wątpliwości byłyby zażegnane, gdyby przed podmiotem dodać zaimek "ci": Ci sędziowie, którzy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Ginewra
      Anglicy mają przedimki. "Judges, who...", ewentualnie "The judges who...".

      Usuń
  9. @toyah
    Język polski nie jest oczywiście tak precyzyjny jak angielski, a największe różnice widać w składni.
    Polska składnia nie jest tak zgramatykalizowana jak angielska, ponieważ oparta jest na zasadzie logicznej (stąd np. luźny szyk wyrazów w zdaniu - w angielskim nie do pomyślenia). To samo dotyczy zdań podrzędnych; niby są te spójniki i zaimki względne (jak np. który), ale mogą pełnić różne funkcje, dlatego też często znaczenie zdania wynika z logiki wywodu. To stwarza pole do popisu dla różnej maści prawników, którzy nawet treść ustawy czy kodeksu potrafią na swój użytek wyinterpretować. Widzimy to doskonale na przytoczonym przykładzie.
    Ja mam tylko pytanie do sądu, czy analogiczne zdanie:
    Sędziowie, którzy mają 80 lat, nie powinni orzekać
    - oznacza, że wszyscy sędziowie mają 80 lat?
    Przykłady można by mnożyć.

    Wiemy dobrze, że sędziowie zrobią wszystko, aby dowalić Piotrowiczowi i żadna logika im w tym nie przeszkodzi, ani to, że intencje jego wypowiedzi są powszechnie znane.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Ginewra
      Piękny przykład.Ja jeszcze lubię przywoływać zdanie, które kiedyś wymyśliłem: "Kiedy policja weszła do środka, zastrzelili wszystkich". Bardzo podoba mi się ta dwuznaczność.

      Usuń
    2. @Ginewra

      Nie mnie oceniać, ale Twój wykład poraża jasnością i jednoznacznością opinii. Właśnie o to mi chodzi, że jeśli w zebranym materiale procesowym w ogóle NIE MA opinii językoznawcy, to Piotrowicz powinien mieć apelację na pewno wygraną.

      Pewną osobliwością jego sytuacji jest, że w zasadzie to on powinien był żądać opinii biegłego językoznawcy. Jeśli jednak zaniedbał (tu jest ta osobliwość) to i tak może podnieść zarzut apelacyjny, że sędzia nadużył swoją swobodę oceny materiału dowodowego wypowiadając się (konfabulując) bez zgromadzenia wymaganego dowodu z wiadomości specjalnych.

      Natomiast on, tj. Piotrowicz, zwłaszcza zważywszy jego osobiste doświadczenie zawodowe i życiowe nie może ponosić ciężaru zaniedbania procesowego w braku wniosku o dowód z opinii biegłego językoznawcy, bowiem przy dochowaniu choćby aż nadzwyczajnej ostrożności procesowej, i tak nie mógł był przypuścić, że dany sędzia posunie się do tego, do czego się posunął.

      PS. Wybacz poniższą "jędrność", ale coraz częściej rozstrzygnięcia sądowe przypominają znaną dawniej definicję rekordu szybkości: "tak zasuwać wokół słupa, aby z przodu była ...."

      PPS. Ja z taka pewnością OBSTAWIAM, że tam nie było opinii biegłego, bo gdyby była w aż tak kuriozalnym kierunku, to Piotrowicz na pewno do niej ustosunkowałby się.

      Usuń
  10. @orjan
    Większość polskich sędziów jest tak zacietrzewiona w walce z rządem, że nie mają już żadnych granic kompromitacji. Wiedzą, że wszystko ujdzie im na sucho, a do tego zostaną pochwaleni w TVN i w Wyborczej.
    Gdyby sędzia był normalny i trzymał się litery prawa, domagałby się od sędzi Gersdorf, aby udowodniła, że zdanie wypowiedziane przez Piotrowicza odnosi się do niej. Zatem przydałyby się jakieś dowody kradzieży.
    Wiem, pomarzyć można, ale to byłby niezły hit.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.