sobota, 6 kwietnia 2019

Czy nauczyciele mają przyjaciół?

   Szczerze powiedziawszy, ze względu na wyjazd do Warszawy, nie planowałem na ten weekend żadnego tekstu, ponieważ jednak siedzę sobie właśnie spokojnie w pociągu, a od wczoraj dostaje kolejnej już z rzędu cholery na naszą kochaną najlepszą zmianę, pomyślałem, że w sumie nic nie zaszkodzi jeśli skorzystam z technicznych możliwości, jakie daje współczesny świat i napiszę coś na telefonie. Otóż wczoraj właśnie, pani premier Szydło, wydelegowana przez rząd do prowadzenia negocjacji z Broniarzem i jego kliką, ogłosiła że nauczycielom narzekającym na zbyt niskie pensje zaproponowano absolutnie najlepsze rozwiązanie, sprowadzające się do tego, że rząd sfinansuje podwyżki zwiększając nauczycielom liczbę obowiązkowych godzin. A zatem, oni będą więcej pracować, i w ten też sposób będą więcej zarabiać. Znając najnowsze metody traktowania nauczycieli przez rząd, powinienem się właściwie cieszyć. W końcu oni mogli zupełnie spokojnie zaproponować rozwiązanie przeciwne: nauczyciele, owszem, będą pracować dłużej, ale za to im się pensje obniży. "I co? Ciągle niezadowoleni? Dziwne".
      Mimo to się nie cieszę. Dlaczego? Bo z tego co słyszę, wiem już z całą pewnością, że oni doskonale wiedzą co robią. Oni w tych rozmowach zdecydowanie traktują nauczycieli w taki sam sposób, w jaki sami nauczyciele traktują krnąbrnych uczniów, których pragną skutecznie zniszczyć. Metoda jest prymitywnie prosta. Trzeba kłamać w żywe oczy, a na twarzy utrzymywać jeden przekaz: jutro będzie jeszcze gorzej. Chodzi o to, by ucznia - a tu nauczyciela - doprowadzić do takiego stanu, że on najpierw z wściekłości zacznie płakać, a potem już będzie się tylko grzecznie patrzył w książkę.
     Opowiadała mi wczoraj uczennica, jak w piątej klasie podstawówki jej pani od historii któregoś dnia, zupełnie niespodziewanie i bez żadnego widocznego powodu, przy całej klasie, przybliżyła twarz do jej twarzy, spojrzała jej prosto w oczy i zapytała: "Zuzia, czy ty masz jakiś przyjaciół?" Zaszokowana i przestraszona dziewczynka - swoją drogą nadzwyczaj porządne i grzeczne dziecko - odpowiedziała: "No tak". Na co nauczycielka, jeszcze mocniej wlepiając wzrok w jej oczy, powoli podkręciła głową i powiedziała: "Nie. Nie masz".
      Ona do dziś nie ma pojęcia, skąd ta czerń, natomiast ja odnoszę wrażenie, że to w jaki sposób rząd traktuje reprezentowanych przez ZNP nauczycieli, to kropka w kropkę ta sama bezczelna i bezkarna agresja, o jakiej opowiadała mi moja Zuzia. Oni zbliżają swoją szyderczą twarz do twarzy nauczyciela, którego - często zresztą bardzo słusznie - uważają za wroga i pytają publicznie: "Czy ty w ogóle masz przyjaciela?"
      W tej sytuacji uważam że już nic nie stoi na przeszkodzie, by z owym strasznym wręcz uporem najpierw w kółko powtarzać to same kłamstwo o sredniej pensji brutto nauczyciela dyplomowanego w rzekomej wysokości 5,5 tys. zł, a następnie ogłaszać podwyżkę do 8 tys.
     "Czy ty masz w ogóle jakiegoś przyjaciela?"
      Jak wiemy, to co mnie dotychczas irytowało w zachowaniu rządu najbardziej, to właśnie owe 5,5 tys. Ponieważ w żaden sposób nie potrafiłem pojąć, skąd oni te cyferki wzięli, uznałem że ot tak, poszukali jakiejś odpowiednio szokującej wielkości i przypierniczyli nią w ten głupi, nauczycielski leb. I oto okazuje się że nic podobnego. To jest suma jak najbardziej realna, w którą się wlicza pensje dyrektorów oraz różnego rodzaju roczne nagrody dla "wyróżniających się" nauczycieli: nagroda dyrektora, nagroda ministra, nagroda kuratora, nagroda prezydenta miasta. I to stąd właśnie owe 5,5 tys. I to stąd też, jak już zaproponowała minister Zalewska, owe dodatkowe pięć stów miesięcznie dla każdego z nich.
      Czemu oni to robią? To już sobie wyjaśniliśmy. Chodzi o to by wdepnąć to zgnuśniałe środowisko w ziemię i przykryć brudną szmatą. No ale czemu im tak bardzo na tym zależy? No więc to też sobie wyjaśniliśmy. To jest prawdziwa wojna, gdzie się nie bierze jeńców. Rząd prawdopodobnie się już zorientował, że jeśli się tego całego ZNP nie weźmie za twarz, oni będą wracać regularnie, za każdym razem z coraz wyżej podniesioną głową.
     No i dobrze. Niech tak będzie. Ja się jednak obawiam, że obok tego wystąpi inne zjawisko. Uczniowie i ich rodzice jeszcze bardziej będą traktować nauczyciela jak taniego lenia i złodzieja, a ten, gdziekolwiek się pojawi i zostanie zapytany co robi, ostatnią rzeczą jaką zrobi, będzie przyznanie się, że uczy w szkole. To już bezpieczniej będzie powiedzieć: "Normalnie, pracuję w burdelu".

Jeszcze raz zapraszam dziś i jutro na Targi Wydawców Katolickich w Warszawie w Arkadach Kubickiego. Jak już tam będę, napiszę jaki numer ma nasze stoisko, bo póki co, sam nie wiem.
   

32 komentarze:

  1. @toyah

    P: Czy nauczyciele mają przyjaciół?
    O: Coraz mniej.

    P: Z kim przyjaźnią się nauczyciele?
    O: Dobre pytanie!

    Zważywszy, że edukacja szkolna i akademicka są najpoważniejszym obszarem indoktrynacji (i propagandy), ilu nauczycieli w ich pracy z młodzieżą skłonnych jest okazywać prostą lojalność, a przynajmniej neutralność wobec legalnego rządu PiS, a ilu tego w pracy odmawia i legalność rządu kontestuje?

    Dlaczego więc akurat PiS miałby starać się o przyjaźń nauczycieli wyróżniając ich potrzeby płacowe ponad resztę społeczeństwa? Niech głosują na opozycję. Ona o nauczycieli najlepiej zadba.

    Zauważ, że wszystkie dotychczasowe programy PiS podnoszące dochody obywateli dotyczyły ogółu, bez kryterium branżowego. Nauczyciele są pierwszą grupą, która żąda od PiS według kryterium branżowego. Od dołu napierają więc na wieko puszki Pandory. W dzisiejszych realiach animatorzy nauczycielskich żądań to są podpalacze.

    =====
    PS. Nie mając własnych możliwości weryfikacji, już wyrażałem tutaj zastępcze rozpoznanie iż, gdyby te podawane kwoty wynagrodzeń były rażąco zawyżone, to przecież wytrawni ekonomiści od PO razem z wytężonymi broniarzami już dawno by PiS za te kwoty publicznie rozstrzelali w ichnich tefałenach i na ulicy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @orjan
      Morawiecki bierze przykład z Margaret Thatcher.

      Usuń
    2. @Magazynier

      Myślę, że nie. Co jest dopasowane do mentalności angielskiej w Polsce słabo przechodzi. Poza tym nie widać tutaj zamiaru zredukowania grupy zawodowej (por. brytyjscy górnicy), ani wojny rządu o likwidację związku zawodowego, choć temu ZNP przydałoby się.

      W wyspiarskiej tradycji politycznej jest zgoda na nietrwałość stosunków społecznych. Co jakiś czas potrafią je bezceremonialnie wywracać do góry nogami. W zamian uważają, że mają prawo ciągłe w wielowiekowej tradycji prawnej. W Polsce jest odwrotnie i uważam, że tak lepiej. To stosunki społeczne powinny kształtować prawo, a nie odwrotnie.

      Usuń
    3. @orjan
      I właśnie owa zmowa milczenia wobec tego kłamstwa mnie zadziwia. Jedno z rozwiązań jest takie że może oni wszyscy - włącznie z Broniarzem - nie mają bladego pojęcia, ile zarabia nauczyciel i na dodatek tę wiedzę mają w dupie

      Usuń
    4. @toyah

      Czy Broniarz ma, albo nie ma pojęcia? Oto jest pytanie!

      Na moje wyczucie to pojęcie jest mu niepotrzebne. Jeśli bowiem rzeczywiście są nauczyciele pompujący ubogą średnią w górę, to Broniarz powinien najpierw pochylić się nad zagadnieniami sprawiedliwości podziału (nad siatką płac).

      Bardziej jest prawdopodobne, że działaczy ZNP interesuje polityka antypisowska a tych słabo wynagradzanych nauczycieli mają za frajerów.
      Warto bowiem zauważyć, że PiS wcale się nie czepiał tego Broniarza i ZNP. Mogli sobie siedzieć i spokojnie pobierać te kominowe pensje tak, jak za poprzedniego reżymu i tak samo jak wtedy nauczyciele siedzieliby cicho.

      Usuń
  2. Mnie się to kojarzy ze strajkiem brytyjskich górników i Thatcher, z tym jako ona rozpracowała ten strajk i związki zawodowe.

    OdpowiedzUsuń
  3. Masz rację z tymi wyliczeniami, dodano wszystkie nagrody i dodatki a dane chyba wzięto z Warszawy. Nauczyciele mają przyjaciół i są nimi inni nauczyciele. To środowisko hermetyczne i wsobne. Chyba że ktoś ma czas na jakieś pozadomowe hobby i rozrywki. Jeśli jeszcze gdzieś dorabia to czasu niema i pozostaje własne środowisko i rodziny. Poprzednia władza miała taką taktykę że ogłosili brak piniendzy na cokolwiek i wszyscy byli zadowoleni. PiS idąc drogą dotacji punktowych będzie miał teraz kolejkę środowisk walczących o podwyżki. Ma to polityczne plusy i minusy bo to klasyczne dzieł i rządź, Tusk nic innego nie robił. Na pewno nie zabraknie nam emocji ale opozycja jest mentalnie też już na krawędzi wybuchu. Jak obecną władzą wygra wybory jedne i drugie to nastąpi zmiana nastrojów bo z opozycji zostanie funt kłaków.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @crimsonking

      "PiS idąc drogą dotacji punktowych będzie miał teraz kolejkę środowisk walczących o podwyżki."

      I o to animatorom Broniarza et cons. chodzi. Jeszcze raz zwrócę uwagę na istotną różnicę, że PiS dotychczas nie rozdawał pieniędzy wg kryterium branżowego, a według kryteriów likwidacji społecznych obszarów niedostatku zwłaszcza w celu stymulowania demografii. Jest to więc program społeczno państwowy istotny dla przyszłości Polski.

      Na tej zasadzie, brutalnie tu redukując wyjaśnienie dla celu porównania istoty polityki PiS, to także nauczycielce z trójką dzieci "dał" PiS 3 x 500, wyprawki szkolne, jej rodzice - których mam nadzieję wspiera - zaraz dostaną 13-tkę, itd. Natomiast ona teraz chce zabroniarzyć więcej, ale "branżowo", czyli z pominięciem innych branżowców. Ci inni oczywiście też zażądają i w ten sposób wreszcie opozycji uda się rozpieprzyć gospodarkę "z winy PiS".

      B.Szydło zrobiła wczoraj istotny test. Okazało się, że nauczyciele nie chcą więcej zarobić. Chcą więcej dostać. I ja mam to popierać?

      Usuń
    2. @crimsonking
      To nie są żadne dodatki. Dodatki to nic. Chodzi wyłącznie o ciężkie nagrody jakie regularnie otrzymują dyrekcję i zaprzyjaźnieni nauczyciele.

      Usuń
    3. @orjan
      Oni oczywiście chcą więcej zarobić. Problem w tym, że nikt z nich nie prosił o więcej godzin. Oni prosili o wyższą płacę. Jeśli ja dajmy na to mam robotę płaconą 20 za godzinę, proszę by mi płacić 30, a pracodawca mi mówi żebym pracował więcej godzin, to będzie prawie tak samo jak bym dostawał 30, to mamy do czynienia z bezczelnym przekrętem.

      Usuń
    4. @toyah

      Ja nie potrafię tego rozsądzić, bo przekręt, czy nie przekręt, to jest kwestia emocjonalna (nie Twoich emocji, ale w ogóle!).

      Przecież nie będę w błędzie, gdy wskażę, że nauczyciel potrzebujący więcej zarobić zwykle daje korepetycje, czy bierze jakąś cząstkę etatu jeszcze gdzie indziej. Wtedy bierze więcej pracy, aby więcej zarobić.

      Propozycja B.Szydło byłaby w mojej opinii przekrętem dopiero wtedy, gdyby oferowała pracę ponad wytrzymałość, tj. taki wzrost pracy, na który zwykły nauczyciel już nie ma sił, ani rezerw, lub musiałby obniżyć jakość pracy dotychczasowej.

      W ten sposób wchodzimy zresztą w dyskusję, czy nauczyciele istotnie są przepracowani. Może oni tak uważają, ale - nie wnikając tu słusznie, czy niesłusznie uważają - wątpię, czy to odczucie ktokolwiek spoza nauczycielstwa podziela. Raczej budzi ono pusty śmiech. Zwłaszcza u tych młodych dziewcząt też po studiach pracujących za znacznie mniej, za to do 22:00 w eleganckich galeryjnych butikach (na szczęście coraz już rzadziej w niedzielę), bo co to za życie.

      Natomiast w Twoim komentarzu zaniepokoiła mnie kwestia tych ciężkich nagród, bo to oznaczałoby, że istotną przyczyną nauczycielskiej mizerii płacowej jest feudalny wyzysk wewnątrzśrodowiskowy najwyraźniej chroniony przez związki zawodowe. No, jeśli w takiej sytuacji na wezwanie Broniarza pójdą pojutrze strajkować, to ja już nie mam dla nich żadnej sympatii.


      Usuń
    5. @orjan
      Praca porządnego nauczyciela już dziś jest ponad wytrzymałość. Moja żona nie udziela korków, bo jest zbyt zmęczona by pracować dodatkowo, a poza tym nie miałaby kiedy.

      Usuń
  4. Ale nagrody to są raz do roku i nie jest tego dużo. Nie wiem czy zaprzyjaźnieni nauczyciele, w dwóch szkołach w których z grubsza wiem co się dzieje dostają ci co faktycznie mają jakieś wyniki albo są animatorami zajęć pozaszkolnych itp. Jasne że jacyś przyjaciele króliczka też są ale na tym nie da się za dużo ustawić. Poważniejsza jest nagroda prezydenta miasta ale tu znów dostają 1-2 osoby na placówkę albo wcale. Nie wiem jak jest z różnymi grantami ale i tu za ładne oczy się ich nie dostanie. Trzeba zorganizować jakieś dodatkowe zajęcia albo konferencję itp. Co do podwyższenia pensji z równoległym powiększeniem pensum to jest tak samo jak ze słynną podwyżką emerytury za PO/PSL, emerytury miały wzrosnąć bo ludzie będą kilka lat dłużej pracować. Trochę lipa lekko mówiąc. No i podwyższając pensum braknie godzin dla wszystkich i część kadry straci robotę. W skali kraju to może być sporo ludzi. Mamy trzech pracowników, zwalniamy jednego a jego kasę i godziny rozdzielamy na tych co zostali. Zgoda co do tego co napisał orjan w sprawie dotacji branżowych ale jak wysłuchałem wielu różnych opinii to nikt tak nie podchodzi do tematu. Zupełnie nikt nie rozumuje takimi kategoriami. PiS dał na dzieci to czemu ma nie dać na nauczycieli? Dzieci są potraktowane jako jakaś quasi osobna branża. A teraz jeszcze Prezes dowalił że będą płacić stówkę za świnię i pięćset za krowę. Nawet nie chce myśleć co z tego wykręci mentalna opozycja od rozumu i jakie narracje zaczną śmigać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @crimsonking
      Żebyś dostał nagrodę, szkoła musi wystąpić z uzasadnionym odpowiednio wnioskiem. Kumasz?

      Usuń
    2. Kumam i wiem jak to wygląda w 2 szkołach. Nagrody nie dostanie się za ładne oczy. Wszystko jest w gestii człowieków, pisałem że to furtka do nadużyć ale bywa że jest normalnie. Najlepszy wniosek wygrywa.

      Usuń
    3. @crimsonking
      Ja też wiem, jak to wygląda w dwóch szkołach.

      Usuń
  5. Myślę, że oni uważają nauczycieli w całej swej masie za durniów i chyba się nie mylą. Większość tych, których poznałem, najpierw jako uczeń, potem rodzic, a wreszcie dziadek, to ludzie, których nikt by do żadnej sensownej roboty nie wziął, a ci, którzy mają coś w głowie, szybko z tej "kariery" rezygnują. Oczywiście są wyjątki, ale jak to w demokracji, nie mają żadnego znaczenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odpowiadając na tytułowe pytanie: oczywiście, że nie mają przyjaciół, bo niby jak? Zgromadzono w tym zawodzie taki ludzki odpad, jak ta pani od Zuzi, nie ma w tej grupie zawodowej ani solidarności, ani żadnego rodzaju wspólnoty, każdy każdemu wykopałby stołek spod nóg. Można z taką bandą przegrywów teraz robić wszystko i oczywiście się robi, a oni to całe zło przekazują naszym dzieciom. Czy jest to właśnie taki plan? A niby dlaczego nie?

      Usuń
  6. Proszę nie porównywać strajków nauczycieli i górników w UK. To są całkowicie inne sytuacje. No chyba że "dobra" zmiana chce zlikwidować całą gałąź przemysłu państwowego, szkolnictwo. To samo z porównaniem Pani Thatcher z premierem naszego państwa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @BoaPL
      A czemu nie? Jeśli przyjąć że rząd idzie na pełną konfrontację, mając pewność zwycięstwa, a taka jest moja teza, porównanie jest pierwsza klasa.

      Usuń
  7. Sprawa jest prosta. Gdyby policzyć realne godziny pracy w ciągu roku i 13 pensji to okazałoby się że mają średnią, niezłą korpo pensję ...

    OdpowiedzUsuń
  8. @Przemyślenia
    Realne godziny pracy" Bardzo proszę. Moja żona pracuje do późnego wieczora, aż zaśnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @toyah

      Po pierwsze, w miarę, jak się wciągam w tę dyskusję, to czuje się zobowiązany określić moją postawę i interesy w tej sprawie.

      Otóż interesu bezpośredniego nie mam. Moje dzieci już pokończyły studia, więc mój kontakt ze szkołą jest od lat żaden. Prawdę mówiąc, oprócz Ciebie nie przyjaźnię się też z żadnym nauczycielem. To nie jest stan umyślny, a zaznaczam to, aby podkreślić przyczynę braku dopływu do mnie bezpośrednich informacji co w szkołach i co w duszach nauczycieli gra.

      Czasem jednak spojrzenie "z księżyca" ma sens. Poza tym podlegam temu wszystkiemu pośrednio, bo każdy demontaż społeczny i tak się na mnie odbije; lubię, czy nie lubię.

      Stąd moje stanowisko ogólne jest przeciwne tym strajkom, gdy bez wątpienia ich motyw jest polityczny, nauczyciele są wykorzystywani, dzieci są zakładnikami, a stawką jest gospodarka całego kraju. W razie bowiem rozszerzenia się podobnych "ambicji branżowych" na inne branże, inflacja zeżre nauczycielom wszystko co Broniarz dla nauczycieli ewentualnie dziś wyszantażuje. Zeżre też cały program PiS dotyczący wyciągania z nędzy (500+ itd.).

      Gdy jednak wskazujesz przykład przepracowania swojej Żony nauczycielki, to według mojego ogólnego, "księżycowego" doświadczenia należałoby wskazać palcem na złą organizację pracy nauczycieli i dopiero stamtąd na sprawy płacowe.

      Po pierwsze, pani Toyahowa jest anglistką z wieloletnim doświadczeniem nauczycielskim, z kierunkowym wyższym wykształceniem i z przygotowaniem pedagogicznym. Można więc z góry odrzucić założenie, że to ona nie potrafi swojej pracy zorganizować. W takim razie, nadal na moje wyczucie, widocznie praca anglisty, polonisty, itd. pochłania więcej czasu i energii, niż - powiedzmy - praca WF-isty, czy nauczyciela matematyki. W konsekwencji siatka płac dla anglisty, germanisty, polonisty, itd. powinna być inna (inna cena za godzinę pensum).

      Jeśli zaś mam rację w tej instynktownej hipotezie z księżyca, to za dane przepracowanie pani Toyahowej odpowiadają Broniarze, którzy petryfikują dotychczasowy system wynagrodzeń a dla picu walczą z PiSem o kwoty wynagrodzeń po rusku: wsiem pa rowna, gdy praca nie jest równa. Co więcej petryfikują oni także system dodatków i premiowania, o czym sam wcześniej wspomniałeś.

      W tej sytuacji, jeśli przypadkiem trafiłem z powyższym rozpoznaniem, to strajkujący dziś nauczyciele o ich specjalnościach podobnie absorbujących ilość pracy po lekcjach wychodziliby po prostu na idiotów.

      Usuń
    2. @orjan
      Zgoda W 100%. Moja żona dziś siedzi od 8 do 15.30 samotnie w klasie, natomiast w pokoju nauczycielskim trwa impreza.

      Usuń
    3. @orjan
      Co do różnic w ramach specjalizacji, zapomniałeś wspomnieć o wuefistach. Oni zarabiają tyle samo co poloniści, angliści, czy matematycy.

      Usuń
    4. @toyah

      Możliwe, że wuefiści w domu sprawdzają i poprawiają pompki uczniowskie. Wtedy powinni zarabiać jeszcze więcej, niż poloniści.

      Potrzeba pracy poza godzinami ścisłego pensum jest - na zdrowy rozum - ściśle związana z przedmiotem nauczania i dlatego w zależności od przedmiotu nauczania odpowiednio zróżnicowane powinno być pensum, lub stawki. Taki handicap.

      Nadal niepokoi mnie kwestia nagród. Jaki jest oczekiwany wpływ OSOBISTEJ odmowy dzisiejszego strajku na rozdział nagród? Czy pani Toyahowa dzisiaj pogrzebała swoją nadzieję na przyszłą nagrodę?

      Usuń
    5. No to może wyjaśnię...
      1. 18h w tygodniu to 2,5x mniej niż w korpo. Ale ok dopiszmy 4h na sprawdziany. Czyli 2x mniej
      2. 13 pensji vs 12 pensji w korpo
      3. 75 dni urlopu vs 26 dni korpo
      Po przeliczeniu najniższa stawka nauczyciela to ok 6000 pln miesiecznie...

      Nie potrafię się wypowiedzieć dlaczego Pana Małżonka pracuje do wieczora i czy zarabia godnie z za swoją pracę...

      Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  9. Szkoła to nie fabryka gdzie tyle wyprodukowano, tyle sprzedano i taki jest zysk. Wszędzie tam gdzie jest budżetówka to życie nie wymusiło zmian i to są tego efekty.
    Gorzej bo te kasty uważają się za uprzywilejowane.
    Trzy firmy w któtych pracowałem zniknęły z rynku. W pewnym momenicie byłem rok bez pracy z trójką dzieci na karku. Miałem się oflagować? Godzin pracy nauczycieli nie chcę komentować bo w tym zawodzie są tacy co wkładają w to całe serce i tacy co nigdy nie powinni mieć do czynienia z dziećmi. I niekoniecznie piszę tu o nauce.

    OdpowiedzUsuń
  10. @Chudy Cienki
    Z tego co wiem, zdecydowana większość to parszywe lenie.

    OdpowiedzUsuń
  11. Sądząc po poziomie nauczania pełna zgoda. Ale oni nie mają skąd czerpać satysfakcji. Im większe lewusy tym większa frustracja i większe pretensje.

    OdpowiedzUsuń
  12. @Chudy Cienki
    Moim zdaniem ci co strajkują nie są ani sfrustowani, ani też nie mają powodu do pretensji. Sfrustowani nie strajkują, ale zapierniczają.

    OdpowiedzUsuń