piątek, 28 grudnia 2018

Jak żyć na trzeźwo w czarno-czarnej ektoplazmie?


       Tego co nasza europejska inteligencja nazwała „Jankowski Gate” nie komentowałem, bo raz, że byłem zajęty czymś zupełnie inym, a poza tym, pomijając głosy ludzi do których mam jeszcze mniejsze zaufanie niż do chandlerowskiej tarantuli na porcji biszkopta, na temat tego co zmarły przed laty ksiądz Henryk Jankowski wyprawiał poza godzinami pracy nie wiem zgoła nic. Wiem, owszem, że nie stronił on od blasku świateł oraz związanego z nim naturalnego przepychu, wiem też, że on ten blask cenił sobie nie mniej niż setki powszechnie znanych i szanowanych osób, poczynając od Jerzego Urbana, przez Jerzego Owsiaka, a kończąc na Ryszardzie Kaliszu, Lechu Wałęsie, czy Kubie Wojewódzkim, poza tym, jak mówię, nie mam tu jakichkolwiek kompetencji. Tym bardziej zresztą czuje się niekompetentny, kiedy słyszę, jak to dziś wielcy działacze Solidarności lat 80, z Bogdanem Borusewiczem na czele, zaświadczają własnym słowem i honorem, że oni od początku wiedzieli, że Jankowski to gwałciciel i pedofil, a jako dowod na swoją prawdomówność przytaczają argument, że oni tam byli i widzieli.
        Nie zajmowałem się zatem osobą oraz sprawą księdza Jankowskiego, co nie znaczy, że mnie w ogóle sprawy naszego Kościoła i jego pasterzy nie ruszają. Jest wręcz przeciwnie. Oto w ostatnich dniach odeszli od nas dwaj biskupi, katowicki biskup pomocniczy Gerard Bernacki, oraz - ledwie wczoraj - słynny biskup Pieronek, a ja w tej sprawie, jak najbardziej mam ochotę mówić.
        Proszę sobie wyobrazić, że z biskupem Bernackim miałem okazję spotkać się osobiście raz w życiu jeszcze zanim otrzymał swoje stanowisko. Były lata 80-te, moi rodzice już od kilku lat nie żyli, a ja większość czasu spędzałem z moją dziś żoną, a wówczas ledwie ukochaną, siedzieliśmy sobie u mnie czekając na odwiedziny kolędowe i niespodziewanie pojawił się u nas nie kto inny jak ksiądz Bernacki. Pamiętam, że był bardzo grzeczny, wręcz ujmujący, księżowski jak z obrazka, no a ja mu powiedziałem, żeby on sobie nie myślał, że my tu żyjemy na kocią łapę, po prostu moja dziewczyna postanowiła razem ze mną przyjąć kolędę i tyle. Ksiądz Bernacki bardzo się na to oburzył i powiedział, że jemu by coś takiego nawet przez głowę nie przeszło, bo on zawsze zakłada, że ludzie są porządni i takie tam. Bardzo miły był dla nas ksiądz Bernacki. Pamiętamy tamtą kolędę do dziś.
        Minęło parę lat, ksiądz został przez Jana Pawła II ustanowiony biskupem pomocniczym przy arcybiskupie Zimoniu, no i był sobie tym naszym biskupem aż do roku 2012, kiedy to choroba alkoholowa ostatecznie go pokonała, i to, jak się zdaje, z tak wielkim hukiem, że papież Benedykt XVI nie miał innego wyjścia jak przyjąć jego rezygnację z duszpasterskich obowiązków i nakazać opuszczenie diecezji. Biskup Bernacki wyjechał więc do Zakopanego, gdzie zamieszkał w miejscowym klasztorze ojców Bonifratrów, by po latach wrócić do rodzinnego Prudnika, i tam ostatecznie dokończyć żywota.
        A wiec to tyle gdy chodzi o pierwszego z dwóch zmarłych biskupów. Mimo że biskup Pieronek był nie dość, że o wiele bardziej znany od biskupa Bernackiego, by nie powiedzieć, że jego sława jako przedstawiciela Kościoła dorównywała sławie największych polskich duszpasterzy, na temat jego życia osobistego wiem równie niewiele, jak na temat księdza prałata Jankowskiego. A więc nie mam pojecia, czy biskup Pieronek chlał, puszczał się, współpracował z bezpieką, gwałcił niewinne dzieci i pobożne panny, kradł i uwielbiał drogie gadżety. Dwie natomiast rzeczy wiem z całą pewnością. Otóż biskup Pieronek, gdy chodzi o naukę Kościoła, zachowywał pozycję jednoznacznie wierną, by nie powiedzieć konserwatywną, natomiast w kwestii życia publicznego, z jednej strony głosił poglądy bardzo antykomunistyczne, a z drugiej całym sercem, całą dusza i całym rozumem nienawidził PiS-u. Gdybym miał streścić jego poglądy polityczne, najchętniej sprowadziłbym je do dwóch wypowiedzi: pierwsza z nich to ta, że lewicowe feministki należy spalić kwasem siarkowym, a druga że czasy wobec których stoi dziś Polska to dyktatura bezprawia i niesprawiedliwości.
      Zmarł więc biskup Tadeusz Pieronek i żałobę jaka ogarnęła cały nowoczesny świat można porównać tylko do tej, jaką obserwaliśmy w przypadku odejścia tak wybitnych autorytetów, jak Wisława Szmborska, Władysław Bartoszewski, czy Kazimierz Kutz. Biorąc pod uwagę fakt, że Biskup nie miał jakichś nadzwyczajnych zasług dla Kościoła i jego popularność związana była wyłącznie z tym, że lubił się udzielać medialnie, zastanawiam, skąd ta atmosfera utraty? Czy bardziej poszło o ten kwas siarkowy, czy może o owo bezprawie i niesprawiedliwość. Kiedy tak sobie na ten temat dumałem, odpowiedzi na tę zagadkę udzielił nam sam ksiądz profesor Alfred Wierzbicki - gdyby ktoś nie pamiętał, to ten sam, który swego czasu publicznie powiedział, że popierając PiS, Kościół „zrobił z siebie głupka”, za co został równie publicznie upomniany przez swojego biskupa. Oto ów komentarz: „Były sytuacje, w których biskup Pieronek potrafił zmieniać swoje poglądy, wymieniając jako przykład jego wcześniejsze wypowiedzi dotyczące feministek. Był człowiekiem refleksyjnym, a człowiek, który myśli, nie widzi rzeczywistości czarno-białej i się waha”.
       Już w momencie gdy piszę ten tekst, słucham wypowiedzi wiecznie niezastąpionego ministra Jarosława Gowina, który najpierw opowiada o swojej wielkiej przyjaźni z biskupem Pieronkiem, jak oni się niemal co dziennie spierali o to, czy rząd Prawa i Sprawiedliwości to dpobro, czy zło, a następnie, by nam pokazać, jakim to fantastycznym czlowiekiem był śp. Tadeusz Pieronek, opowiada sensacyjną wręcz anegdotę, o tym, jak to biskup Pieronek swego czasu faktycznie i stale spotykał się z oficerem Służby Bezpieczeństwa, prowadząc z nim wyczerpujące rozmowy, jednak po każdym z takich spotkań, udawał się do Kurii, gdzie równie szczerze z wszystkiego zdawał sprawozdanie Arcybiskupowi. Taki był. Taki właśnie był ów niezłomny ksiądz.
       Biedny biskup Pieronek, biedny minister Gowin. Ciężko naprawdę poruszać się w tej strasznej, czarno-czarnej mazi. Może faktycznie powinni obaj w pewnym momencie pójść śladami biskupa Bernackiego i zacząć zwyczajnie chlać.






8 komentarzy:

  1. Środek farmazoński za Pieronkiem i Gowinem się ciągnie http://dakowski.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=24541&Itemid=46

    OdpowiedzUsuń
  2. @z boku widać lepiej
    Ja Dakowskiemu wierzę z bardzo mocnym umiarkowaniem. A tę Drogę Krzyżową widziałem i jeśli mam byc szczery, to bardziej bym się czuł przekonany, gdyby oni mi wrzucili zdjęcie tego domu bp Pieronka z numerem 666.

    OdpowiedzUsuń
  3. O zmarłych dobrze albo wcale. No to wcale.

    OdpowiedzUsuń
  4. @Dariusz
    No to będzie dobrze. Jutro.

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam wrażenie, że oni wcześniej doszli do tego wniosku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ... do wniosku rzecz jasna odnośnie picia z gwinta.

      Usuń