poniedziałek, 26 listopada 2018

Parę krótkich kawałków na koniec jesieni


Wiem, że jest trochę jeszcze wcześnie, ale wydarzenia przyspieszają tak, że moje komentarze z „Polski Niepodległej” są już często zdezaktualizowane w momencie, gdy ów fantastyczny twutygodnik trafia do kiosków, a co dopiero przy dodatkowym tygodniowym przesunięciu.W tej sytuacji zacznę ten tydzień od kolejnego odcinka „Wezwanych do tablicy” i mam nadzieję, że będzie dobrze.



Zwykle jest tak, że te nasze wesołe refleksje na tematy różne staram się rozpoczynać zgodnie z zaleceniem mistrza Hitchcocka, by każda akcja zaczynała się od wielkiego wybuchu, po czym atmosfera ma się stopniowo zagęszczać i w związku z tym na pierwszy plan niezmiennie wysuwa się ktoś co najmniej tak zanczący jak Donald Tusk, Krystyna Janda, Daniel Olbrychski, czy sam przewodniczący Wałęsa. Tym razem jednak nie mogę się powstrzymać, by już na samym początku przedstawić Czytelnikom osobę praktycznie anonimową, która w poświątecznym zamieszaniu wrzuciła na Facebooka rysunek wykonany rzekomo przez siedmioletnią córeczkę polskich faszystów, o imieniu Zosia, na którym widać mamę, tatę, Zosię, oraz jej braciszka w wózeczku, z białoczerwonymi flagami, jak wśród petard demonstrują umiłowanie Ojczyzny pod takimi hasłami, jak: „Śmierć wrogom Ojczyzny”, czy „Jebać Żyda”. Ponieważ mimo starań autorki, by obrazek wyglądał jak najbardziej naturalnie, internauci nie dosyć, że natychmiast zorientowali się, że to jest prowokacja, to jeszcze pojawiły się głosy, że tego typu fejk być może podpada pod kodeks karny. W tym momencie nasza wesoła artystka wpadła w popłoch i najpierw błyskawicznie uruchomiła na Facebooku stronę pod tytułem „Rysunki Zosi”, gdzie szybciutko zamieściła całą serię podobnych obrazków, tym razem już podpisanych swoim nazwiskiem, a potem, czując że to nic nie da, wszystko skasowała i dzis pewnie siedzi przerażona wśród swoich przyjaciół z Komitetu Obrony Demokracji i wszyscy się zastanawiają, co to teraz będzie.
A ja sobie myślę, że cokolwiek byśmy powiedzieli o naszej prawicy, to nie wyobrażam sobie, by ktoś z nas okazał się aż tak głupi, by zrobić coś podobnego, tyle że z hasłami w rodzaju: „Śmierć Kaczyńskiemu”, „Przyłączyć Polskę do Niemiec”, „Wystrzelać księży-pedofilów” i udawać, że to jest świat widziany oczami dziecka nowoczesnych Europejczyków.
Czy to możliwe, że w skrajnej desperacji zanikają czynności mózgu?

***

A nie ulega wątpliwości, że wielu z nich, po pierwszej fali radości z powodu rzekomej klęski Prawa i Sprawiedliwości w wyborach samorządowych, desperacja zdecydowanie złapała za gardło i nie chce puścić. Weźmy choćby wspomnianego już wcześniej Donalda Tuska, który zamiast ze swoimi brukselskimi mentorami świętować w Paryżu zakończenie I Wojny Światowej, przyjechał do Łodzi, gdzie podczas tak zwanych Igrzysk Wolności popisał się swoją wiedzą hiistoryczną i poinformował świat, że kiedy marszałek Piłsudski w roku 1920 ruszył na Moskala, robił to „de facto bronił wspólnoty Zachodu, wspólnoty wolności”. Nie wolnej Polski, ale europejskiej wspólnoty. Ja wiem, że o Piłsudskim można różnie mówić i często bardzo słusznie, ale to, że on był europejskim kosmopolitą mogło się wyrodzić tylko pod tą rudą, wyłysiałą kępką i to właśnie w stanie już najwyższej desperacji. Przepraszam bardzo, ale odnoszę wrażenie, że już nawet Lech Wałęsa bardziej się kontroluje.

***

A jemu też przecież łatwo nie jest. Otóż korzystając z tego, że Polacy uroczyście świętowali odzyskanie niepodległości, wystąpił pan Bolesław na swoim facebookowym profilu i wyjaśnił zainteresowanym powody swojej nieobecności podczas Marszu: „Nie mogłem brać udziału w większym zgromadzeniu z okazji 100 letniej rocznicy. Widząc co się dzieje w Ojczyźnie musiałbym zachęcić do natychmiastowych działań przeciw. Propozycja ta na pewno byłby zwycięska ale kosztowałaby za dużo”. No, no! Jakiż to dobry człowiek z pana Bolka. Wyobrźmy sobie, czegośmy dzieki jego opanowaniu uniknęli. Idzie ten trzystutysięczny tłum, nagle przed nimi staje On i wzywa do „natychmiastowych działań” przeciwko faszystowskiej władzy. Przecież to byłaby istna rzeź podczas której ariegarda marszu splynęłaby krwią. On nie mógł do tego dopuścić. A przecież powodów do działań jest wystarczająco dużo. Weźmy chocby świeżo postawiony na Placu Piłsudskiego pomnik prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Znów mówi On: „Nie można się zgodzić na to by bezcześcić plac stawiając takiej miernocie pomnik. Człowiekowi skazanemu prawomocnym wyrokiem sądu za pomówienia i kłamstwa”.
Teraz już naprawdę nie wiem, czy słusznie oceniłem Donalda Tuska, stawiając go niżej Lecha Wałęsy, noa le sami Państwo widzą, że iskrzy nadzwyczaj mocno.

***

Wiem natomiast doskonale, jakie to pomówienia i kłamstwa miał na myśli nasz bohater, a objasnił nam to znakomicie jak zwykle na swoim Facebooku:
Wyznaczam 250 000zł nagrody ( które zamierzam wypłacić przy pomocy moich sympatyków) dla świadka który brał udział w perfidnej prowokacji wrabiającej mnie w agenturalną działalność i dostarczy niepodważalnych dowodów wykazujących kto za tym stoi. Moim zdaniem to bracia Kaczyńscy wykorzystując panią Kiszczak i podrobione przez SB dokumenty, przy pomocy takich ludzi jak Gwiazda, Cenckiewicz i Wyszkowski próbują na siłę zrobić ze mnie agenta i wmówić Polakom kłamstwa na mój temat. Prawdę o moich działaniach w latach 70 tych znajdziecie w książce ‘Wałęsa"’ wydanej bez mojej wiedzy i zgody przez Wydawnictwo Morskie w 1981r. zanim bracia Kaczyńscy, Wyszkowski, Gwiazda i Cenckiewicz dla swoich egoistycznych korzyści politycznych zaczęli zakłamywać fakty i niszczyć fenomen zwycięskiej walki jaką wtedy stoczyliśmy”.
Kiedy przeczytałem te słowa, w pierwszej chwili pomyślałem, że pójdę śladem jednego z organizatorów Marszu Niepodległości, który w reakcji na wyznaczoną przez policję pieniężną nagrodę za wskazanie osoby puszczające podczas Marszu race, zgłosił swojego kumpla z ONR-u i natychmiast poprosił o pieniądze, zgloszę się do Lecha Wałęsy z przyznaniem, że to ja brałem udział w owej „perfidnej prowokacji” i dostarczę niepodważalnych dowodów na to, że za tym stoi Sławomir Cenckiewicz, a 250 tys. przydadzą mi się zdecydowanie. Wciąż się jednak waham, bo nie bardzo rozumiem, o co chodzi z tym „wypłacaniem przy pomocy sympatyków”. Jakoś nie potrafię sobie wyobrazić, by Donald Tusk dał mi choćby jedno euro.

***

Widzę nagle, że obiecałem, ze atmosfera się będzie zagęszczać, a tu tymczasem wciąż, jeśli nie Tusk, to Bolek. Już się poprawiam. Otóż proszę sobie wyobrazić, że polscy europejscy parlamentarzyści zwrócili się do władz w Brukseli z projektem rezolucji, wzywającej „Komisję Europejską do zapewnienia dokładnych kontroli procedur i praktyk stosowanych przez Niemiecki Urząd ds. Dzieci i Młodzieży (Jugendamt) pod kątem ich niedyskryminacyjnego charakteru w zakresie sporów dotyczących rodzin międzynarodowych”. I oto w momencie, gdy wszystko rozwijało się w miarę pomyślnie, do akcji wkroczyła poslanka Platformy Obywatelskiej Julia Pitera i jak najbardziej skutecznie zgłosiła poprawkę, z jednej strony wykreślającą ów apel, a z drugiej stwierdzającą, że „w 2011 roku, gdy Komisja Petycji przeprowadziła wizytę rozpoznawczą w Niemczech, nie znaleziono wówczas przesłanek do stwierdzenia, że niebędący Niemcami rodzice w małżeństwach międzynarodowych są przedmiotem jakiejkolwiek dyskryminacji ze strony niemieckiego Urzędu ds. Dzieci i Młodzieży (Jugendamt)”.
Jako że wielokrotnie mieliśmy okazję odbierać informacje na temat tego, w jaki sposób działają owe Jugendamty i były to zawsze informacje autentycznie porażające, powstaje pytanie, czy za gestem Pitery stoi szaleństwo czy metoda. Otóż przy moim wyjątkowym braku zaufania do intelektualnej sprawności pani posłanki, tym razem mam silne podejrzenie, że tu ona wiedziała dokładnie, co robi. I tylko mam nadzieję, ze przyjdzie czas, gdy uda się znaleźć sposób, by z niej pewne informacje wydusić.

***

No i masz. Miało być jedynie gęściej, a zrobiło się zwyczajnie straszno. W tej sytuacji dla odzyskania oddechu i być może nawet lekkiego uśmiechu, informacja naprawdę zabawna. Otóż, jak doniosły media, dziennikarze tefauenowskiego Superwizjera, Bertold Kittel, Anna Sobolewska i Piotr Wacowski, autorzy niesławnego reportażu "Polscy neonaziści", w którym zaprezentowali całemu światu, jak polscy naziści świętują gdzieś w lesie urodziny Adolfa Hitlera, zostali laureatami nagrody Radia ZET. Rzecz w tym, że jak się ostatnio wysypało, ów reportaż od początku do końca był zamówioną przez wspomniany Superwizjer ustawką. Sprawa jest aktualnie sprawdzana przez prokuraturę, pętla wokół tych cwanych karków się zaciska, a Radio ZET przyznaję im nagrodę za reportaż roku. No, no! To dopiero będzie zabawa, jak w tej sprawie zapadną wyroki i trzeba będzie wszystko odszczekiwać. Szkoda tylko, że wtedy już prawdopodobnie tego strasznego TVN-u już dawno nie będzie.

Jak zawsze namawiam wszystkich do kupowania moich książek. Adresy każdy kto będzie chciał z pewnością znajdzie. Dziękuję za uwagę.


  

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.