czwartek, 15 listopada 2018

#MeToo, czyli świat kontra kler


      O Peggy Noonan wspominałem tu już parokrotnie, na wszelki wypadek jednak przedstawią tę niezwykłą postać króciutko. Otóż jest to amerykańska konserwatystka, katoliczka, felietonistka, a przede wszystkim może swego czasu osobista asystentka prezydenta Reagana, autorka jego przemówień. Co tu może dla nas szczególnie interesujące, kilka lat temu Noonan wydała zbiór swoich felietonów zatytułowany „John Paul The Great: Remembering a Spiritual Father”, poświęcony pamięci papieża Jana Pawła II.
      Ponieważ Peggy Noonan wciąż regularnie publikuje swoje felietony w „Wall Street Journal”, udostępniając je bezpłatnie i na bieżąco w Internecie, zaglądam tam regularnie, czytam i przeżywam, bo jest to pisarstwo wyjątkowe. Ostatnio jednak trafiłem na coś, co napisała ona jeszcze w listopadzie 2017 roku na fali do sziś żywej akcji #MeToo, a czego treść zawarta jest już w samym - co ciekawe, nadzwyczaj skromnym jak na uznaną felietnoonistkę - tytule owego felietonu: „Proroczy list Jana Pawła II do kobiet z roku 1995”.
      Przeczytałem tekst Noonan, który, co moim zdaniem zupełnie naturalne, w tamtych czasach interesował nas na tyle mało, że pewnie nie tylko ja o nim szybko zapomniałem, i pomyślałem sobie, że odnajdę ów papieski list, zapoznam się z nim i zobaczę, jak on się ma w relacji do tego co pisze Noonan. Siedzę wciąż dziś nad nim, czytam po raz kolejny i myślę sobie, że jakkolwiek bym nie uważał, że w swoim felietonie Peggy Noonan zachowała się nad wyraz ostrożnie komentując słowa Papieża wyłącznie w przestrzeni, którą ona sama nazywa „nowoczesnym feministycznym manifestem w najlepszym sensie tego słowa”, uważam że tekst Noonan stanowi nadzwyczaj celną refleksję na temat tego, jak świat odwrócony plecami do chrześcijańskiej cywilizacji głoszonej w nauce Koscioła, musiał się ostatecznie skorumpować. A przykładem owej korupcji jest wspomniany skandal związany z mającym miejsce na najwyższych poziomach władzy seksualnym wykorzystywaniem kobiet.
       Kto będzie chciał, znajdzie sobie bez trudu tekst Jana Pawła II, a ja tu tylko dla zachęty przytoczę kilka z niego fragmentów - w istocie rzeczy, jak pisze Noonan - proroczych:


     Podziękowanie Panu Bogu za Jego zamysł określający powołanie i posłannictwo kobiety w świecie, staje się także konkretnym i bezpośrednim podziękowaniem składanym kobietom, każdej kobiecie za to, co przedstawia sobą w życiu ludzkości.
Dziękujemy ci, kobieto-matko, która w swym łonie nosisz istotę ludzką w radości i trudzie jedynego doświadczenia, które sprawia, że stajesz się Bożym uśmiechem dla przychodzącego na świat dziecka, przewodniczką dla jego pierwszych kroków, oparciem w okresie dorastania i punktem odniesienia na dalszej drodze życia.
Dziękujemy ci, kobieto-małżonko, która nierozerwalnie łączysz swój los z losem męża, aby poprzez wzajemne obdarowywanie się służyć komunii i życiu.
Dziękujemy ci, kobieto-córko i kobieto-siostro, która wnosisz w dom rodzinny, a następnie w całe życie społeczne bogactwo twej wrażliwości, intuicji, ofiarności i stałości.

      Dziękujemy ci, kobieto pracująca zawodowo, zaangażowana we wszystkich dziedzinach życia społecznego, gospodarczego, kulturalnego, artystycznego, politycznego, za niezastąpiony wkład, jaki wnosisz w kształtowanie kultury zdolnej połączyć rozum i uczucie, w życie zawsze otwarte na zmysł „tajemnicy”, w budowanie bardziej ludzkich struktur ekonomicznych i politycznych.
      
[…]
      
      Dziękujemy ci, kobieto, za to, że jesteś kobietą! Zdolnością postrzegania cechującą twą kobiecość wzbogacasz właściwe zrozumienie świata i dajesz wkład w pełną prawdę o związkach między ludźmi.

      Ale - jak wiemy - samo podziękowanie nie wystarczy. Jesteśmy, niestety, spadkobiercami dziejów pełnych uwarunkowań, które we wszystkich czasach i na każdej szerokości geograficznej utrudniały życiową drogę kobiety, zapoznanej w swej godności, pomijanej i niedocenianej, nierzadko spychanej na margines, a wreszcie sprowadzanej do roli niewolnicy. Nie pozwalało jej to być w pełni sobą i pozbawiało całą ludzkość prawdziwych bogactw duchowych. Z pewnością niełatwo ustalić dokładnie odpowiedzialność za ten stan rzeczy, z uwagi na głęboki wpływ wzorców kulturowych, które w ciągu wieków kształtowały mentalność i instytucje. Ale jeśli, zwłaszcza w określonych kontekstach historycznych, obiektywną odpowiedzialność ponieśli również liczni synowie Kościoła, szczerze nad tym ubolewam. Niech to ubolewanie stanie się w całym Kościele bodźcem do odnowy wierności wobec ducha Ewangelii, która właśnie w odniesieniu do kwestii wyzwolenia kobiet spod wszelkich form ucisku i dominacji, głosi zawsze aktualne orędzie płynące z postawy samego Chrystusa.      

      Chociaż czas zatarł wiele materialnych świadectw działania [kobiet], nie sposób nie dostrzec ich błogosławionego wpływu na życie kolejnych pokoleń aż do naszych czasów. Ludzkość zaciągnęła ogromny dług wobec tej „tradycji” kobiecej. Jakże często oceniano kobietę w przeszłości i ocenia się jeszcze dzisiaj bardziej według wyglądu zewnętrznego niż jej zdolności, profesjonalizmu, inteligencji, bogactwa wrażliwości, czyli ostatecznie według jej godności!

      A cóż powiedzieć można o przeszkodach, które w tylu częściach świata nadal nie pozwalają kobietom włączyć się w pełni w życie społeczne, polityczne i gospodarcze? Wystarczy pomyśleć, w jak trudnej sytuacji stawia często kobiety dar macierzyństwa, któremu ludzkość zawdzięcza swoje przetrwanie i który powinien być odpowiednio doceniany. Z pewnością pozostaje wciąż jeszcze wiele do zrobienia, aby kobieta i matka nie była dyskryminowana. Sprawą naglącą jest uzyskanie we wszystkich krajach rzeczywistej równości praw osób, a więc równej płacy za tę samą pracę, opieki nad pracującą matką, możliwości awansu zawodowego, równości małżonków z punktu widzenia prawa rodzinnego, oraz uznania tego wszystkiego, co wiąże się z prawami i obowiązkami obywateli w ustroju demokratycznym.

      Rozpatrując następnie jeden z bardziej delikatnych aspektów w sytuacji kobiety w świecie, jakże nie przypomnieć długiej i pełnej upokorzeń - choć tak często „niewidocznej” - historii nadużyć popełnianych wobec kobiet w dziedzinie seksualnej? Na progu trzeciego milenium nie możemy pozostać w obliczu tego zjawiska bierni i niewrażliwi. Nadszedł czas, by z całą mocą potępić - stwarzając odpowiednie środki obrony prawnej - różne formy przemocy seksualnej, której ofiarą padają często kobiety. W imię poszanowania osoby ludzkiej musimy również demaskować rozpowszechnianie kultury hedonistycznej i komercyjnej, która skłania do nadużyć w dziedzinie seksualnej, wciągając nawet bardzo młode dziewczęta w kręgi moralnego zepsucia i prostytucji.

      W obliczu takich wypaczeń, na jakież uznanie zasługują natomiast kobiety, które z heroiczną miłością wobec swych dzieci akceptują ciążę będącą następstwem niesprawiedliwości, jaką stanowią akty gwałtu, i to nie tylko wtedy, gdy należą one do okrucieństw, popełnianych podczas wojen, tak częstych jeszcze na świecie, ale także w warunkach dobrobytu i pokoju, przez kulturę permisywizmu hedonistycznego, w której łatwo rodzą się tendencje do agresywnego maskulinizmu. W takich warunkach zanim odpowiedzialnością za decyzję o przerwaniu ciąży - zawsze pozostającą grzechem ciężkim - obarczy się kobiety, trzeba uznać, że winę ponosi tutaj również mężczyzna i współdziałające z nim otoczenie”.


      To jest zaledwie niewielki fragment owego listu, jest on jednak wystarczająco pełny, byśmy potrafili dostrzec problem, który się tu nam ukazuje. Jan Paweł II wypowiedział swoje słowa w roku 1995, a więc wtedy, gdy, jak pisze Noonan, nowoczesny świat ograniczał się zaledwie do „papugowania” zawsze modnych haseł. Rzućmy może okiem na nieco dłuższy fragment owej refleksji:

      „Kiedy znajoma wysłała mi tekst Papieża, przeczytałam go i oto co sobie pomyślałam: Gdyby wszyscy ci dziś tak sławni gwałciciele kiedykolwiek szczerze rozaważyli te myśli (zamiast papugować je w swoich filmach po to, by następnie zamknąć się na klucz w swoich gabinetach) I zastanowili się nad tym, czym jest prawdziwa równość, nigdy nie zrobili by tego, co w rzeczywistości zrobili. Nie potrafiliby myśleć o kobiecie jak o przedmiocie, czy ledwie towarze zdobytym po to, by zaspokajać swoje imperialne przyjemności. Musieliby wziąć pod uwagę jej godność. W samym bowiem centrum obecnego skandalu jest brak zwykły brak szacunku do kobiety i brak zdolności, by ją kochać”.  
      
      Jak już zaznaczyłem, od czasu gdy Jan Paweł II opublikował swój list minęło ponad 20 lat. Od niemal już 15 lat już go z nami nie ma. I, co też już powiedziałem, obawiam się, że nie tylko ja o jego słowach zapomniałem. I myślą sobie, że przed nami, z jednej strony, kolejne fajerwerki, a za nami świadectwo dane nam przez nawet nie kolejnych papieży, ale przez Kościół, tak dziś pogardzany i dręczony przez - nie bójmy się gwałtownych słów - „szpiclów, katów i tchórzy”.
      Wierzę głęboko, że jednak nie wygrają.

Serdecznie zachęcam do kupowania moich książek. Są one dostępne w księgarni pod adresem www.basnjakniedzwiedz.pl, w sklepie Foto-Mag w Warszawie, oraz ewentualnie tu u mnie. Zapinteresownaych poroszę o kontakt mailowy: k.osiejuk@gmail.com.

   
      






4 komentarze:

  1. Bo tylko w Kościele i w jego nauce godność ludzka jest uznawana.

    "Wierzę głęboko, że jednak nie wygrają."

    Ja też.

    OdpowiedzUsuń
  2. @Mateusz G.
    I szacunek do człowieka w jego pełni.

    OdpowiedzUsuń
  3. Kolejny mądry i ważny tekst, dziękuję.

    OdpowiedzUsuń