poniedziałek, 14 maja 2018

Sticky fingers, czyli o miłości do literatury


      Myślę, że większość z nas przynajmniej słyszała o tym, że tej jesienie Akademia Szwedzka nie przyzna nie przyznawać literackiej Nagrody Nobla, a to z powodu czegoś co ostatnio przyjęło się nazywać „skandalem seksualnym”, a jeśli tą wiadomością się nie przejęła, to z oczywistego powodu, że ta akurat kategoria budzi jeszcze mniejsze emocje niż wydawałoby się lider powszechnego zidiocenia, za jakiego uchodził dotychczas tak zwany Nobel pokojowy. Gdyby jednak ktoś potrzebował choćby pobieżnego wyjaśnienia, przypomnę, że wszystko zaczęło się jeszcze w listopadzie zeszłego roku, kiedy to szwedzki dziennik „Dagens Nyheter” opublikował artykuł oskarżający „powiązanego z Akademią Szwedzką mężczyznę”, dyrektora artystycznego klubu w centrum Sztokholmu – „legendarnej sceny dla literackich odczytów, wykładów, jazzu i muzyki klasycznej, goszczącej wielu laureatów Nobla oraz najsłynniejszych szwedzkich aktorów, artystów i profesorów, męża mającej związki z Akademią poetki”. Nazwisk dziennik oczywiście obłudnie nie ujawnił, delegując to zadanie na ulicę, i już tego samego dnia okazało się, że chodzi o francuskiego fotografa nazwiskiem Jean Claude Arnault (swoją drogą, to jest bardzo ciekawe, że jak dotychczas nie słychać, by Bernard Arnault wydał w tej sprawie jakiekolwiek oświadczenie), oraz o członkinię Akademi, Katarinę Frostenson… no i od tej chwili zaczął się upadek tego, co przez dziesięciolecia zajmowało się organizowaniem wspomnianej komedii.
      Jak już zaznaczyłem wcześniej, każdy z nas, kto choćby pobieżnie rejestrował działalność owej Akademii, zwłaszcza w dziedzinie literatury, nie mógł na tę informację zareagować inaczej jak wzruszeniem ramion, jest jednak coś, co moim zdaniem zasługuje na najwyższą uwagę. Otóż, jak pamiętamy, to co nas zawsze najbardziej u tych komediantów irytowało, to zawziętość, z jaką oni zawsze dbali o to, by każdym kolejnym laureatem był autor, przy którym nawet ktoś taki jak Szymborska będzie robił za artystę pióra, i wciąż zastanawialiśmy się, czemu oni to ciągną i jakie interesy nimi powodują. Proszę sobie zatem wyobrazić, że w całym tym wypełnionym seksualnym molestowaniem zgiełku ukryła się taka oto, moim zdaniem fascynująca wręcz, informacja, że owa Frostenson mianowicie, jeszcze przed ogłoszeniem Szymborskiej jako zwyciężczyni, ujawniła Arnaultowi jej nazwisko, dzięki czemu zarówno on, jak i jego kumple, mogli wygrać ciężkie pieniądze w zakładach bukmacherskich. Oooops!
      Ktoś zapyta, skąd to oooops. Już wyjaśniam. Wszyscy otóż zdajemy sobie doskonale sprawę, że każdy kto zdecydował się postawić załóżmy milion dolarów na to, że literackiego Nobla w roku 1996 otrzyma ta śmieszna pani z Krakowa, z tytułu swojego głęboko przenikliwego gestu zarobił tych milionów paręnaście. Obstawienie Szymborskiej bowiem jako kolejnego laureta Nobla było wówczas czymś porównywalnym być może tylko z prognozą, że piłkarski sezon Premiere League 1995/1996 zakończy się zwycięstwem katowickiego GKS-u. A ja, myśląc bardzo logicznie, zgaduję, że Szymborska to jedynie tak zwany wierzchołek góry lodowej. Nie ulega bowiem dla mnie najmniejszych wątpliwości, że tu właśnie leży odpowiedź na wcześniejsze pytanie, czemu oni te nagrody dawali niemal wyłącznie bandzie jakichś prowincjonalnych autorów, których jedynym autentycznym sukcesem było to, że ich nie znał nikt poza najbliższą rodziną, znajomymi i wynajętymi mediami. Jestem na sto procent pewien, że tak właśnie przez wszystkie te lata działał ten biznes, a to co jest w tym wszystkim już naprawdę zabawne, to fakt, że to wszystko w jednej chwili jasny szlag trafił przez ten cyrk pod nazwą #MeToo.
      Na sam koniec wyjaśnię, skąd się o tym przekręcie dowiedziałem. Otóż proszę sobie wyobrazić, że z artykułu znalezionego na portalu tvn24.pl. Co warte odnotowania, im nawet przez tę ich tępe łby nie przeszła myśl, że numer z Szymborską mógł oznaczać coś więcej, niż tylko to, że skoro ważni ludzie obstawiali jej kandydaturę w zakładach, ona musiała być naprawdę wybitną poetką. To zgłupienie idzie tak daleko, że oni się zupełnie poważnie zastanawiają, czy teraz, kiedy wybuchł ten skandal i musi nastąpić oczyszczenie, wreszcie przestaną otrzymywać nagrody tacy amatorzy jak Henryk Sienkiewicz, „którego ‘Quo Vadis’ czytają dziś wyłącznie siódmoklasiści, i to najczęściej z bryków i wreszcie to wyróżnienie przypadnie Adamowi Zagajewskiemu.
      Otóż mam dla nich przykrą wiadomość. Zagajewski nie ma już najmniejszych szans, choćby przez to, że za nim już od kilku dobrych lat agituje środowisko „Gazety Wyborczej” i on zwyczajnie nie gwarantuje odpowiednich zysków. To ja już, jeśli już mamy pozostać w nastroju patriotycznym, bardziej bym obstawiał Maleńczuka, albo reżysera Pawła Pawlikowskiego, jeśli oczywiście okaże się, że on jest też pisarzem.


           

Zachęcam oczywiście jak zawsze wszystkich do kupowania moich książek. Ponieważ one są do kupienia głównie w księgarni pod adresem www.basnjakniedzwiedz.pl, nie ma szans, bym się miał kiedykolwiek skompromitować uczestnictwem w przekręcie organizowanym przez paru ponurych cwaniaków. 

1 komentarz:

  1. Przekret z tymi nagrodami z literatury trwal od lat. I ta dla Dylana tez byla wedlug tego samego klucza. Nikt nie wierzyl ze dadza komus kto zasluguje. Chodzilo o to Zeby zaskoczyc a paru wtajemniczonych zgarnia kase u bukmacherow.

    OdpowiedzUsuń