czwartek, 10 maja 2018

Dominika, dziewczyna ratownika, czyli gdy szaleństwo zaczyna bulgotać

Powiem zupełnie szczerze, że, wbrew pozorom, zamieszczając tu swój tekst o sprawie A-Tema, liczyłem przede wszystkim nie na wywołanie sensacji, lecz na to, że widząc co się dzieje, ów A-Tem we wszystkich swoich osobach się zamknie i się ode mnie raz na zawsze odpieprzy. Jak widać, choroba jest znacznie bardziej rozwinięta, niż można było podejrzewać, a jemu samemu zajęło pełne dwa dni, by sformułować jakąś w miarę, w jego rozumieniu, sensowną odpowiedź na to, co się stało. Oto ona:
      „I na koniec, jeszcze coś, domyślasz się już, co. Zdanie Dominiki (pani L.) o Tobie, chociaż emocjonalne, okazało się trafne. Piszę to z prawdziwą przykrością.
      Dokładnie pamiętam, co napisała o Tobie, na blogu, gdy wytrząsałeś się nad walczącym o posadę na rzeszowskiej uczelni Pawłem.
      Wolałbym, aby Dominika tu nie miała słuszności, zwłaszcza że już sama jest stąd daleko, z własnego wyboru. Wolałbym mieć przyjaciela. Stało się inaczej.
      Trudno, zerwałeś z tą miłą dziewczyną, uwielbiającą Ciebie, tak samo jak tym szaleństwem mieszania ‘wszystkiego ze wszystkim’, zerwałeś ze mną
”.
      Daję słowo, że w życiu bym nie wyciągał tu sprawy, którą w swoim szaleństwie poruszył A-Tem, ale ponieważ pojawiła się tu owa „miła, uwielbiająca mnie dziewczyna, z którą ja zerwałem” i część z nas może się poczuć skonfudowana, uważam, że przynajmniej im należy się bardziej bezpośrednie wyjaśnienie, z czym mamy do czynienia i nie mam już innego wyjścia, jak przejść do sedna.
      Otóż w pierwszej chwili, wbrew zapowiedziom A-Tem-a, kompletnie nie miałem pojęcia, o co chodzi ze wspomnianą Dominiką, ale po tym jak przeszukałem wszystkie zakamarki swojej pamięci, przypomniałem sobie jedyną Dominikę, o którą tu może chodzić – podkreślam, „może”, bo pewności wciąż mieć nie mogę. Otóż proszę sobie wyobrazić, że ja z A-Tem-em – a niech już będzie, że z Leszkiem Kensbokiem – rozmawiałem w życiu trzy razy. Pierwszy raz, kiedy najwidoczniej oszalał wspomniany Paweł, znany nam jako FYM, i Leszek zadzwonił do mnie, pytając, czy nie wiem, co z nim, a ja mu odpowiedziałem, że nie wiem. Trzeci raz, ostatnio, podczas wspomnianego spotkania w Bytomiu, ale dla nas dziś najciekawsze pozostaje spotkanie środkowe, kiedy to zadzwonił on do mnie i poprosił o radę. Sprawa polegała na tym, że on się zakochał w pewnej dziewczynie imieniem Dominika i chciałby się z nią ożenić, jednak ona, mimo pierwszych przyjaznych gestów kierowanych wobec Leszka, zerwała z nim wszelkie kontakty. Nie odpowiada na maile, nie reaguje na sms-y, nie odbiera telefonów, i Leszek jest rozbity. On jednak wciąż jest zdeterminowany, by nadal walczyć i ma taki plan, by bez ostrzeżenia przyjechać do niej do Polski, zapukać do jej drzwi i zapytać: „Is you is or is you ain’t my baby?” W tej sytuacji Leszek prosi mnie, bym mu doradził, co ma robić. Powiedziałem mu, że skoro ona nie chce z nim mieć nic wspólnego, powinien jej dać spokój. Trochę pogadaliśmy, w końcu on  mi podziękował, a w zamian za pomoc przysłał butelkę Laphroiga plus otwieracz do konserw, za który, tak na marginesie, jestem mu wdzięczny znacznie mniej niż za Laphroiga, i na tym sprawa się zakończyła.
      Dziś jak widzimy, w odpowiedzi na moją prośbę, by przestał mnie molestować, pisze Leszek Kensbok o… Dominice, która rzekomo mnie uwielbiała, a ja z nią zerwałem.
      Pisząc ten tekst, zajrzałem na blog wybitnego polskiego reżysera filmowego, Tomasza Gwińcińskiego, który zamykając dyskusję pod swoim tekstem dotyczącym moich podłości napisał co następuje:
      „Sorry, że nie komentuję, ale temat wydaje mi się wyczerpałem, wpisy Leszka obok chyba też stawiają kropkę nad i”.
      Oczywiście  już sam w sobie „Leszek” robi mocne wrażenie, ale nie w tym rzecz. Rzecz w tym, że nie, nie stawiają. Kropka nad i została postawiona właśnie teraz.

Jak zawsze, zachęcam wszystkich do kupowania moich książek. To jest naprawdę lektura obowiązkowa. Tu: www.basnjakniedzwiedz.pl.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz