środa, 30 maja 2018

Czytajcie Stefana, Dziewczęta!


      Wczoraj jedna ze znajomych pań na Facebuku, ogromnie przejęta celnością owych spostrzeżeń, zamieściła następujący fragment tekstu opublikowanego na portalu o nazwie forumemjot
     Tak jak Kaczyński nie ukradł żadnego księżyca, tak nigdy nie stworzył żadnego Porozumienia Centrum ani PIS. Cały byt polityczny obecnej Polski został skomponowany przez służby jak i agentury, a to podobnie do bytu innych ugrupowań: Unia Wolności, ZChN, kukizy, petru czy palikoty. Mechanizm jest prosty: W takie sztucznie stworzone monstra polityczne wsadza się później lub wcześniej fizyczne postacie, które mają się tam jakoś rządzić jako polityczni figuranci.
     Tak było faktycznie przez cały okres PRL i po Okrągłym Stole. Do Solidarności – sztucznie stworzonej z polecenia KGB – wsadzono Bolka Wałęsę, do Unii Wolności nieudacznika Mazowieckiego, do ZChN – po pertulbacjach – Chrzanowskiego, który był mętem żydowskim podającym się za endeka”.
      Ponieważ portale takie jak wspomniane forumemjot powstają ostatnio jak grzyby po przysłowiowym deszczu, próbowałem owej pani tłumaczyć, że nie ma takiej prowokacji, jak to co ona właśnie z takim zapałem linkuje, no i po dość długiej wymianie udało mi się przynajmniej uzyskać tyle, że znajoma moja przyznała, że ona tak naprawdę wcale nie jest w tak pesymistycznym nastroju, a zaledwie przedstawia tak zwane „worst scenario”.
      Faktem jednak pozostaje, że – wiem, że pisałem tu o tym już wcześniej – mamy naprawdę duży problem zarówno z owymi prowokatorami, ale co gorsza, z ludźmi, którzy czują się dopiero wtedy dobrze, gdy strach przed tym, co nam robią Żydzi, łapie ich za gardło tak, że tracą oddech.
      W tej sytuacji pomyślałem sobie, że naprawde nie byłoby źle, gdyby udało nam się choć na chwilę odkleić od tych czarnych i zdecydowanie podsycanych przez złych ludzi emocji. I stąd właśnie proponuję dziś mały fragment jednej z moich ukochanych jeszcze w pięknym peerelowskim dziciństwie książeczek. A co to za książeczka, niech pozostanie zagadką, zwłaszcza dla tych młodszych, a jednocześnie, jak się domyślam najbardziej politycznie rozedrganych, czytelników.

      Lekko fiołkowy koniec nosa świadczył o żywym interesowaniu się swego właściciela produkcją wszelkiego typu zakładów rektyfikacyjnych.
      Gościnny był pan Konstatnty również bardzo. Kiedyś, korzystając z nieobecności żony, która wybrała się do Gdyni na Święto Morza, sympatyczny restaurator, wypiwszy jako środek zapobiegawczy przeciwko tęsknocie litr czystej wyborowej, wprowadził w barze ciekawą innowację w postaci bezpłatnej konsumpcji dla wszystkich chętnych.
      Cafe ‘Pod minogą’ przeżyła wówczas okres najwspanialszego swego rozkwitu. Dzień i noc wszystkie stoliki były zajęte, Za oblężonym bufetem królował rozpromieniony pan Aniołek, rozdając na wszystkie strony potrawy i napoje.
      Niestety okres ten trwał bardzo krótko. Gdy po trzech dniach pani Stefania wróciła do baru, nie zastała ani jednej pełnej butelki, ani cienia zakąski.
      Na środku sklepu w srebrzystej trumnie, obstawiony u wezgłowia zdjętymi z bufetu sztucznymi palmami, spoczywał jej małżonek. Obok w trumnie znacznie skromniejszej chrapał pan Celestyn Konfiteor, właściciel sąsiadującego z barem zakładu pogrzebowego.
      Jak się odbyyło przebudzenie, nie lubi pan Aniołek mówić, faktem jest, że od tej pory pani Serafina nigdzie już nigdy nie wyjeżdżała ku żalowi uczestnikow pamiętnego dnia Święta Morza ‘Pod minogą’.
      Pan Konstanty nie lubił mówić o owym przebudzeniu, tym niemniej wspomnienie tego święta hołubił w duszy jako jeden z najbardziej świetlanych obrazów przeszłości”.

1 komentarz:

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.