sobota, 5 maja 2018

Od lenistwa do rozwiązłości, czyli krótka rozprawa między Diabłem, Artystą, a Plebanem


     No więc się doczekaliśmy. Oto nie minęły jeszcze trzy lata od czasu gdy opublikowałem tekst zatytułowany „Czemu Diabeł chodzi do kościoła?”, tym samym wyrzucając z dwóch krakowskich świątyń bandę satanistów, i w konsekwencji prowokując autentycznie międzynarodową awanturę, jak historia się powtarza, tym razem jednak niestety nie w formie zapowiadanej przez starego Marksa farsy, lecz właśnie autentycznej tragedii. Kto wie, czy nie większej jeszcze niż tamta profanacja. Zanim jednak przejdę do właściwego komentarza, bardzo proszę rzucić okiem na ów plakat – bo, jak sądzę, mamy do czynienia z plakatem, który zapewne już jest do obejrzenia na ulicach Warszawy.


      
      Jak widzimy, zaczynając 20 maja i aż do końca września, Muzeum Archidiecezji Warszawskiej będzie prezentowało wystawę prac nieżyjącego już malarza, Zdzisława Beksińskiego, pod znamiennym tytułem „In hoc signo vinces”. Ja doskonale wiem, kim był Zdzisław Beksiński, jak wyglądała jego sztuka, znałem też osobiście jego syna, Tomka, a więc wystarczająco dobrze też orientuję się, jaki wpływ na życiową postawę i ostateczny los tego biednego chłopca, miały obrazy ojca, a to z kolei prowadzi mnie do takiego oto przekonania, że kardynał Nycz do zarządzanego przez siebie muzeum właśnie wpuścił satanizm w jego najbardziej podłej twarzy. Ale powiedzmy to sobie szczerze, cała moja wiedza na temat obsesji starego Beksińskiego i opętania jego dziecka traci jakiekolwiek znaczenie w obliczu tego, co kardynał Nycz uznał za stosowne umieścić na plakacie reklamującym wspomnianą imprezę. I ja, chociaż chętnie bym to opowiedział własnymi słowami, skromnie usunę się na bok, w przekonaniu, że to co nam jest tu dziś potrzebne to właśnie ów głos Szatana, niczym nie zakłócony, niczym nie skażony.
      Chętnie bardzo natomiast przedstawię swój krótki komentarz. Otóż zakładam, że kardynał Nycz nie jest człowiekiem złym. Przymuję z pełnym zaufaniem, że on nigdy by w swojej homilii nie porównał litery alfa do cyrkla, jak to się zdarzyło jednemu z jego kolegów biskupów. Zakładam, że akurat kardynał Nycz to ktoś tak bardzo skupiony na swojej bezpośredniej posłudze, że kiedy widzi powyższy obraz, widzi tylko Krzyż i ów cytat, który pamięta jeszcze z seminarium, i pozostaje w nomen omen świętym przekonaniu, że ten Beksiński to musiał być jednak bardzo pobożny człowiek. Nie zmienia to jednak faktu, że oto znaleźlismy się w sytuacji, kiedy trzeba kardynałowi Nyczowi powiedzieć, że od niego wymaga się znacznie więcej niż tego, by od czasu do czasu wygłosił kazanie na pogrzebie jakiegoś starego ubeka i raz do roku wysłał życzenia urodzinowe do swojego kumpla Bronisława Komorowskiego.
      Jak już zasugerowałem wcześniej, wiem, co oznacza ów szyderczy tekst, którym Beksiński sygnował swój obraz, a który został wykorzystany, jako tytuł całej wystawy. Przyznaję jednak, że jako człowiek słabo oczytany i w sumie marnie wykształcony, aby się tym pochwalić, musiałem zajrzeć do słownika. Ponieważ zakładam, że osób podobnie do mnie niedouczonych może być więcej, pozwolę sobie wyjaśnić. Otóż Beksiński, umierającego na Krzyżu Jezusa przedstawił jako jakąś cudaczną kukiełkę, której oczy wydziobują wrony, a pod Krzyżem postawił Śmierć, kołyszącą do snu Władcę, który się właśnie narodził, całość postanowił zatytułować zdaniem: „Pod tym znakiem zwyciężysz”, a ci od których wymagaliśmy tylko jednego właściwie, by nas chronili przed Złym, weszli w to jak w masło.
     Rozmawiałem wczoraj trochę na ten temat z moim kolega Coryllusem i opowiedział mi on, jak to właśnie u niego w kościele ksiądz modlił się o to, by naszą biedną Ojczyznę zechciał Dobry Bóg uwolnić od grzechu lenistwa, pijaństwa i rozwiązłości. Dokładnie tak. Lenistwa, pijaństwa i rozwiązłości. Niech się zatem modlą dalej, a jak już skończą, niech pójdą sobie obejrzeć obrazy Beksińskiego i się odchamią.  
      Przed nami ponad cztery miesiące owego diabelskiego festiwalu. Pozostało jeszcze trochę czasu, aby Go zatrzymać.

Nasze książki są do kupienia na stronie www.basnjakniedzwiedz.pl, no i częściowo też u mnie pod mailowym adresem k.osiejuk@gmail.com.


9 komentarzy:

  1. Zakłada Pan, że kardynał Nycz jest dobrym człowiekiem. OK. Czy jednak kardynał Nycz nie jest człowiekiem głupim? No może nie. Jednak, czy wiadomo ilu najbliższych, "zaufanych" współpracowników Jego Eminencji to księża tacy jak Sowa, Lemański czy Charamsa?
    I proszę nie pisać diabeł z wielkiej litery, to go nobilituje i stawia na równi z Panem Bogiem.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Anonimowy
      Skoro Sowę piszemy z dużej litery, to i Diabłowi też się to należy.
      Na przyszłość proszę się podpisywać. Zwłaszcza gdy mnie Pan pozdrawia.

      Usuń
    2. Jeśli chce Pan egzorcyzmować Diabła małą literą, to życzę miłych wrażeń... Pozdrawiam Pana oraz Toyah'a.

      Usuń
    3. @toyah Sowa z wielkiej litery to nazwisko tego księdza, z małej to nazwa ptaka. Z diabłem jest podobnie, lecz nie do końca :)
      Jestem (jak mówił Dymsza) "lejek" komputerowy i nie wiem jak podpisać się anonimowo.
      @Ivy Od egzorcyzmów są egzorcyści, ja się tym nie zajmuję.
      Pozdrawiam

      Usuń
    4. @Anonimowy
      Zamiast klikać w opcję "anonimowy", wybierz to co jest schodek wyżej, czyli "nazwa/adres URL" i wpisz tam cokolwiek, na przykład "Wojtek". I już. Tak jak ja właśnie wpisałem "Osiejuk".

      Usuń
  2. Podejrzewam, że kardynał Nycz nie wie zbyt wiele o Beksińskim, a na obrazach widzi to co widzi i nie zastanawia się nad ich znaczeniem. Jeśli coś jest namalowane w sposób poprawny, to z góry traktowane jest jak sztuka. A skoro tak, ocenia się talent, ginie gdzieś przekaz. Powierzchowność oceny tego czy innego dzieła jest bardzo częsta u laików.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Lucas Beer
      Ja podejrzewam, że on nawet nie zastanawia się nad poprawnością. Dowodem są na to obrazy Czapskiego, które tam wiszą. Ktoś tam został przez niego wyznaczony, a on faktycznie głównie działa jako duszpasterz VIP-ów.

      Usuń
  3. Obrazy Beksińskiego są licznie reprezentowane w zbiorach MWA (chwala się, że to ich najcenniejsze eksponaty). Nei wiem, od jak dawna i kto podął decyzję o zakupie. Ze względu na bardzo szczupłą powierzchnię wystawienniczą zbiory sa prezentowane rotacyjnie. Wczoraj Czapski, dziś Beksiński, jutro Lebenstein. Także problem jest głębszy, niż sama wystawa...

    OdpowiedzUsuń
  4. @Iza
    Widocznie ta paryska galeria ma jakiś układ z dyrektorem Muzeum.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.