niedziela, 8 kwietnia 2018

Czy redaktor Klarenbach wie, że w Afryce nie mówi się po murzyńsku?


      Jakiś czas temu, jak może niektórzy z nas jeszcze pamiętają, wspomnieliśmy tu telewizyjny występ jednego z prominentnych posłów Prawa i Sprawiedliwości, Łukasza Schreibera, który w pewnym momencie, ni mniej ni więcej, jak tylko poinformował telewidzów, że „my nie uważamy, że postradaliśmy wszelkie rozumy”, i roniąc łzy nad upadkiem polskiego – a prawdopodobnie nie tylko polskiego –  szkolnictwa, powyrywaliśmy sobie nieco siwych włosów z naszych głów. Przy okazji Schreibera, dostało się również jednej z wschodzących gwiazd TVP Info, człowieka wciąż jeszcze bez nazwiska, ale również potrafiącego pokazać lwi pazur, który z kolei, omawiając expose premiera Morawieckiego, poinformował, że „wiedzieliśmy, że punkt nacisku będzie położony na politykę rodzinną [jednak] poruszone zostały wszystkie płaszczyzny i dziedziny”.
     Dziennikarza nie żałowałem, z tego choćby względu, że do tej grupy zawodowej szacunek mam znacznie ograniczony, natomiast Schreibera zrobiło mi się, owszem, żal, zwłaszcza gdy syn mój zwrócił mi uwagę na to, że Schreiber to jest „w porządku gość” i poprosił mnie, żebym się od niego odczepił. I oto, proszę sobie wyobrazić, że kiedy już zakończyło się derby Manchesteru i po raz kolejny okazało się, że rację ma pewien nasz kolega komentator, kiedy twierdzi, że ilość pieniędzy uzyskiwany z piłkarskich zakładów bukmacherskich znacznie przewyższa wartość całej Premier League, przełączyłem kanał na TVP Info, a tam akurat odbywał się wspólny występ wspomnianego Łukasza Schreibera, oraz red. Adriana Klarenbacha, wraz ze statystującymi im innymi politykami, i doszło do nieszczęścia, które zmusiło mnie do ponownego zabrania głosu w sprawie wspomnianego szkolnego kryzysu.
        Jak sprawdziłem w Googlu, poseł Schreiber urodził się w roku 1988, co daje nam powody do tego, by przypuszczać, że swoją edukację rozpoczął już w czasie gdy III RP aż furczała z ekscytacji świeżo odzyskaną wolnością, a zatem faktycznie mamy podstawy, by go przynajmniej próbować zrozumieć, jednak gdy chodzi o Klarenbacha, jest znacznie ciekawiej, bo ten jest na tyle stary, by go już naprawdę nic nie usprawiedliwiało. W końcu ani narodziny przywództwa Lecha Wałęsy, ani nawet późniejszy stan wojenny, nie mogą sugerować, że w latach 80-tych poziom nauczania ogólnego znacząco się obniżył. A więc nie będziemy się dziś znęcać nad Łukaszem Schreiberem, który tym razem zwrócił uwagę posłowi Platformy Święcickiemu, że jeśli on wmawia nam, że w Niemczech czy Belgii żyje się bezpieczniej niż w Polsce, to jest to „jak grochem o ścianę”, lecz zobaczymy, co słychać u Klarenbacha.
      Oto podczas dyskusji na temat nowej fali islamskiego terroryzmu w Europie, poseł Schreiber, prawdopodobnie zapoznawszy się wcześniej z notką Eski na temat tego co się aktualnie dzieje w Republice Południowej Afryki, zwrócił uwagę na nowy rodzaj apartheidu, jaki zapanował na tamtym terenie i wyraził oburzenie, że ta akurat kwestia światowej opinii publicznej w żaden sposób nie interesuje, Klarenbach zrobił mądrą minę i powiedział, że to jest dokładnie to samo co kiedyś, tyle że w druga stronę. Biedny Schreiber oczywiście nie zrozumiał i wówczas Klarenbach mu wyjaśnił, że on pamięta jeszcze z lekcji geografii, bo lekcji historii tak naprawdę w PRL-u nie było, że „kiedy Biali mordowali Czarnych, światowa opinia publiczna też milczała”. Tu dały się we znaki braki w wykształceniu Schreibera, który natychmiast położył uszy po sobie i zaczął się tłumaczyć, że może kiedyś tak faktycznie było, ale potem to się zmieniło i dziś biali farmerzy, którzy zamieszkują Afrykę Południową „od wielu pokoleń”, są zwyczajnie mordowani. I tu Klarenbach wybuchnął szyderczym śmiechem i wyjaśnił Schreiberowi, że te „wiele pokoleń” to chyba jakiś żart, bo „póki co, Afryka ma jeszcze takie piękne miano ‘Czarnego Lądu’, więc jeśli Schreiber chce mówić o białych Czarnych mieszkających od pokoleń w Afryce”, to on protestuje.
     No i tu biedny Schreiber znów stracił rezon i cała rozmowa na temat RPA i tego, co się tam każdego dnia wyprawia, dobiegła smutnego końca.
      A ja się już tylko zastanawiam, dlaczego w tym momencie nie zareagował, choćby jednym słowem, choćby jednym pogardliwym uśmiechem, obecny tam cały czas poseł Platformy Marcin Święcicki, który przecież ma swoje lata i powinien pamiętać naprawdę wiele. Czy to możliwe, że otaczają nas już wyłącznie idioci? Skoro tak, to ja naprawdę się nie dziwię, że Jarosław Kaczyński postanowił się skryć w swojej wiecznej już samotności.

Przypominam, że już w najbliższą środę, czyli 11 kwietnia, będę w Kielcach opowiadał o nauce języka angielskiego i nie tylko. Wzgórze Zamkowe godzina 17.30. Zapraszam każdego, kto ma te Kielce bardziej pod ręką. Będę ja, będą książki, a jeśli ktoś nie da rady, to może już 14 i 15 uda nam się spotkać w Warszawie na Targach Wydawców Katolickich.
     


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz