wtorek, 7 listopada 2017

Dlaczego Diabeł tak bardzo ukochał sobie księży?

      Czas, kiedy zwykle zamieszczam tu swoje kolejne felietony z „Warszawskiej Gazety” niepostrzeżenie minął i pewnie ten akurat tydzień musielibyśmy przeżyć bez jednego z nich, gdyby nie pewne szczególne wydarzenie, które w połączeniu ze zdarzeniem nieco wcześniejszym stworzyło mieszankę prawdziwie wybuchową i kazało mi, mam szczerą nadzieję, że po raz ostatni, do tematu wrócić. Otóż w telewziji TVN24 wystąpił biskup Tadeusz Pieronek i poproszony o komentarz na temat niedawnego samospalenia się Piotra Szczęsnego powiedział co następuje:
        „Po raz trzeci spotykam się z takim wypadkiem. Pierwszy był na Stadionie Dziesięciolecia w Warszawie, drugi na Rynku krakowskim, trzeci – ten najbardziej wyrazisty, dlatego że zostawił po sobie przesłanie, które jest bardzo logiczne i bardzo mocne. Z tego tekstu, co zostawił po sobie, wynika, że umysł był zupełnie świeży i pełen mądrości. Trudno podważyć jakiekolwiek słowo w tym tekście. Jest to moim zdaniem desperacki akt odwagi tego, kto oddaje życie za tego typu sprawy. On wiedział, co robi. Był bardzo świadomy tego co czyni. Desperacki, ale bardzo bohateski czyn. Ja bym tego nie zrobił, bo brakuje mi odwagi, ale człowiek, który decyduje się na taki czyn, jest dla mnie bohaterem. Człowiek, który upomina się w imieniu całego narodu”. 
      I ta część wypowiedzi biskupa Pieronka jest na tyle mocna, że właściwie można by było temat zamknąć bez komentarza, gdyby nie jeden maleńki jej fragment, w której pada jasna i prosta deklaracja, że ksiądz biskup byłby gotów dokonać aktu samospalenia w proteście przeciwko rządom Prawa i Sprawiedlwiosci, gdyby nie to, że brakuje mu odwagi. A stąd już bardzo blisko do czegoś może jeszcze bardziej poruszającego. Oto Monika Olejnik pyta księdza biskupa, czy on poleca tego typu „bohaterstwo” tym, którzy mieliby ochotę naśladować Piotra Szczęsnego i proszę sobie wyobrazić, że biskup Pieronek odpowiada na to pytanie w sposób następujący:
      „To są te rzeczy, których nie można wytłumaczyć właściwie nigdy. To co za tą decyzją stało, on wypowiedział publicznie. A co się stało w ostatnich momentach, kiedy już wiedział, że traci życie, to jest już zupełnie inna sprawa”.
      I to jest właśnie to coś, co każe mi jednak zapisać tu tekst mojego ostatniego felietonu z „Warszawskiej Gazety”, jako tak naprawdę komentarz do czegoś, co miało dopiero nastąpić. No i nastąpiło.

       Kiedy parę tygodni temu, w proteście przeciwko rządom Prawa i Sprawiedliwości, pod Pałacem Kultury podpalił się niejaki  Piotr S. i w stanie krytycznym został przewieziony do szpitala, Jan Hartman, profesor, filozof, a przede wszystkim polityczny celebryta, ogłosił, że jego emocje związane z sytuacją S. krążą między naturalnym pragnieniem życia, a trudnym w obecnej sytuacji politycznej do powstrzymania, życzeniem śmierci. Konkretnie, problem Hartmana sprowadzał się do tego, że on, jeśli tylko uwolni swoje emocje, bardzo pragnie tego, by S. umarł, bo tylko w ten sposób jego ofiara będzie miała pełny sens.
     Dziś Piotr S. już nie żyje, a ja jestem głęboko przekonany, że ta śmierć raduje dziś już nie tylko Hartmana, ale bardzo dużą grupę ludzi, podobnie jak on, zaangażowanych w to, co się aktualnie dzieje w Polsce. Jedyna różnica między nim, a resztą, jest taka, że on jest bardziej od nich szczery. Czemu tak się dzieje? Ktoś powie, że za tym stoi tak zwany hejt, czyli nienawiść. Podobnie jak nienawiść stała za tak dramatycznym gestem wspomnianego Piotra S., czy za tym, co kilka lat temu w Łodzi uczynił niesławny Ryszard Cyba. Istnieje teoria, że owe akty destrukcji wynikają bezpośrednio z nienawiści. Cyba zamordował działacza Prawa i Sprawiedliwości, Piotr S. odebrał sobie życie, a Jan Hartman oba te zdarzenia szczerze świętuje, kierując się wyłącznie nienawiścią.
       I pewnie moglibyśmy to rozwiązanie przyjąć jako słuszne, gdyby nie ostatnie wystąpienie znanego ojca jezuity, Grzegorza Kramera, który w swoim komentarzu na Twitterze w taki oto sposób zareagował na śmierć S.:
       „Panie Piotrze S. mam nadzieję, że w Nim znalazłeś to, o co tak walczyłeś. Dziękuję za odwagę. R. i P.
       Otóż, moim zdaniem, mimo że on w sposób jak najbardziej oczywisty stoi dziś po tej samej stronie, po której stoją Ryszard Cyba, Piotr S., oraz Jan Hartman, ojcem Kramerem nie kieruje  nienawiść. On, podobnie, jak spędzający swoje dni w więzieniu Cyba, prowadzący kolejny wykład Hartman, czy być może nawet cierpiący w szpitalu Piotr S., bardzo czekał na tę śmierć, nawet jeśli tylko po to, by móc opublikować ów tak poruszający komentarz, jednak w nim nigdy nie było i jestem pewien, że i teraz nie ma, cienia nienawiści, natomiast, owszem, jest obłęd, przechodzący w klasyczne opętanie. To są wszystko ludzie – niestety nie oni jedni – którzy w pewnym momencie uwierzyli, że to, w jaki sposób potoczy się polska polityka, stanowi kwestię życia i śmierci. Wielu z nich poradziło sobie z Gierkiem, Jaruzelskim, w pewnym momencie nawet z Wałęsą i nagle pokonali ich Kaczyński z Błaszczakiem. I to tak, że oni przez nieustanne myślenie o jednym i o drugim oszaleli i znaleźli się w miejscu, gdzie pozostaje tylko albo zabić kogoś, albo zabić siebie, albo modlić się o to, by się udało.


Przypominam, ze moje książki są do kupienia w księgarni na stronie www.basnjakniedzwiedz.pl. Serdecznie zachęcam.

9 komentarzy:

  1. A tymczasem GazWyb podaje, że znowu się ktoś podpalił: http://tinyurl.com/y7fjq47p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @piter
      Episkopat wspomniał coś na temat dawania przykładu.

      Usuń
  2. I że miał 40 lat. Nic więcej w wersji www.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @adorin
      Widocznie czekają na informacje, o co mu konkretnie chodziło. W tym jego szansa na sławę.

      Usuń
  3. @adorin założę się, że jak się okaże, że ten co się podpalił to z przeciwnego obozu, bo go cholera na KRS wzięła, to gazownia szybko zwinie ten art.

    OdpowiedzUsuń
  4. I w taki to sposób, opisany powyzej, zło probuje uwiarygodnic sie przez zło. Biskup -ulubieniec masonerii malopolskiej, ksiadz proboszcz - jezuita -ulubieniec gazowni. A my znowu jestesmy madrzejsi. Dziekuje za czujnosc i pozdrawiam autora.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ksiądz mówi o samobójstwie, że to było bohaterstwo... i że też by tak chciał. Ehh coraz trudniej to wszystko komentować, nie wiadomo nawet co o tym myśleć. I czy na głos coś mówić.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.