poniedziałek, 14 marca 2016

Frasyniuk, czyli nic

W telewizji zobaczyliśmy Władysława Frasyniuka, jak siedzi i gada, i córka moja zapytała, kim tak naprawdę jest ten Frasyniuk. Wyjaśniłem więc, że to jest słynny bojownik o wolność z czasów PRL-u. Na to on usłyszałem, że owszem, ona to rozumie, ale chodzi o to, kim Frasyniuk jest dziś, no i wtedy uświadomiłem sobie, że w publicznej przestrzeni nie ma nikogo, kto by aż tak był pozbawiony znaczenia, jak właśnie on, Władysław Frasyniuk. No bo popatrzmy, z czym mamy do czynienia, gdy chodzi o tamtą stronę. Od czasu do czasu pokazują nam Zbigniewa Hołdysa. Owszem, bydlę i idiota, nikt jednak nie zaprzeczy, że był czas, kiedy grupa muzyczna Perfect dowodziła polską sceną rockową, ich piosenki ludzie lubią do dziś, a na jej czele stał nikt inny jak właśnie on. Popatrzmy na Kazimierza Kutza. Bywało różnie, ale jednak, gdybyśmy chcieli wymienić pięciu najwybitniejszych polskich reżyserów filmowych, czy teatralnych, Kutz się tam znajdzie. Inny Kazimierz, Marcinkiewicz – premier. Z przypadku, przez pomyłkę, dziś też obłąkany, to fakt, jednak prawdziwy premier, a to, jak wiemy, nie jest to samo, co prosty kierownik w sklepie ze sprzętem sportowym.
Pojawiają się w telewizjach najróżniejsi gwiazdorzy i każdy z nich może się pochwalić czymś szczególnym. Olechowski był ministrem, Olbrychski wybitnym aktorem, Wałęsa, choć nie wolno zapominać, że dawniej kapuś, a dziś człowiek psychicznie chory, co by o nim nie powiedzieć, to był jednak związkowym przywódcą, a potem został nawet prezydentem. Co ja mówię, Wałęsa? Nawet Kijowski stanął na czele wielkiego ruchu, któremu, w gorszy lub lepszy sposób, ale jednak przewodzi. Co ja mówię Kijowski? Nawet aktor Kondrat, w odpowiednim czasie zorientował się, że te wygłupy nie mają sensu i został za ciężkie pieniądze twarzą wielkiego banku.
A tu mamy Frasyniuka. Ktoś powie, że to co ja robię jest nieuczciwe, bo wielu dawnych działaczy Solidarności jest dziś nikim i nikt nie robi z tego problemu. Weźmy choćby dawnego kumpla Frasyniuka, Zbigniewa Bujaka. I to jest oczywiście prawda. Bujak dziś praktycznie nie istnieje. Tylko o to właśnie chodzi. Bujak jest nikim, Frasyniuk jest gwiazdą, a jeden i drugi mogą się tak naprawdę pochwalić tylko tym, że kiedyś działali w Solidarności. Frasyniuk bardziej już przypomina Celińskiego, który również wszystko co miał, kompletnie zmarnował i gdyby nie to dzisiejsze medialne pompowanie, pies z kulawą nogą nie wiedziałby, że ktoś o tym nazwisku w ogóle istnieje. Tyle że i tu Celiński jednak zawsze się kręcił jako polityk czwartego szeregu, nosząc teczki za Geremkiem, czy Kuroniem i trudno od niego czegokolwiek wymagać. Frasyniuk natomiast to jednak historia, więc można by się było spodziewać, że, skoro on już się zdecydował odzywać, to jednak przynajmniej spróbuje udowodnić, że poza owymi wspomnieniami sprzed 30 lat i dzisiejszymi kontaktami w mediach on coś tam chowa. Mógłby zostać senatorem, albo sprzedać jakieś wspomnienia, stanąć na czele jakiegoś ruchu i zdobyć tych parę procent w wyborach, albo chociaż otworzyć sieć popularnych sklepów z winem. A tu nic. Frasyniuk zmarnował wszystko co miał, i dziś, poza kasowaniem udziałów w jakiejś lokalnej firmie transportowej, już tylko czeka aż do niego zadzwonią z TVN24 i poproszą o to by powiedział, że Duda to dupa.
Przepraszam. Jest jeszcze coś, co by świadczyło, że on kiedyś jednak miał jakieś osobiste ambicje. Otóż, jak podaje Wikipedia, Frasyniuk w roku 1993 został prezesem Stowarzyszenia Na Rzecz Dzieci. Pozostaje tylko ustalić, jakim oni wówczas dysponowali budżetem. Jeśli to były jakieś grosze, to przykro mi, ale i tu nie ma o czym mówić.

Zapraszam wszystkich do księgarni pod adresem www.coryllus.pl, gdzie są do nabycia moje książki. Polecam szczerze.

1 komentarz:

  1. Tak sobie poguglałem i wyszło mi, że w 2014 roku "lokalna firma transportowa" W. Frasyniuka wypracowała prawie 2,5 mln. zysku netto. A że wypadł z polityki - bywają większe nieszczęścia. Przykład premiera Marcinkiewicza dobitnie świadczy, że czasami lepiej w politykę nie wchodzić (albo wiedzieć, kiedy z niej wyjść). Ale jak rozumiem, każdy, nawet najsłabszy argument jest dobry, byle tylko dopiec osobom o innych poglądach.

    OdpowiedzUsuń