piątek, 18 marca 2016

Czy Tomasz Lis to alien?

Pewnie wielu z nas wciąż sobie przypomina, jak to jeszcze w latach 2005-2007, w ramach czegoś, co Platforma Obywatelska wyobrażała sobie jako bardzo przebiegłą politykę antyrządową, w którymś momencie, przewodniczący Donald Tusk wezwał do niepłacenia abonamentu telewizyjnego, pod pretekstem, że wolni obywatele nie mają żadnego powodu, by finansować „pisowską telewizję”. Nie wiem, ile osób już wtedy zdecydowało się posłuchać tego wezwania, ale ponieważ pamiętam, że poziom antypisowskiej histerii był wówczas naprawdę wysoki, sądzę, że parę osób z owej rady skorzystało.
Kiedy Platforma Obywatelska wygrała wybory w roku 2007, a dzięki determinacji prezydenta Lecha Kaczyńskiego przejmowanie radia i telewizji przez nową władzę szło dość opornie, atak na abonament przybrał na sile i tym już razem premier Tusk nie dość, że wciąż wzywał do niepłacenia abonamentu, to dodatkowo jeszcze zaczął czynić zapowiedzi, że ów niesprawiedliwy podatek – słowo „podatek” było powtarzane niemal codziennie – zostanie przez rząd zlikwidowany. No i wtedy wpływy z tytułu abonamentu RTV spadły już naprawdę radykalnie.
Skąd wiem, że obywatele gremialnie przestali płacić za radia i telewizory? Otóż mamy wśród naszych znajomych pewnego pana, dla którego wywiązywanie się ze wszelkich obowiązków wobec państwa, jest kwestią życia i śmierci. On nie dość że nigdy w życiu nie miał jakichkolwiek długów, to jeszcze wszystkie należne opłaty realizował ze znacznym wyprzedzeniem i o tym, by czy to elektrownia, czy gazownia, spółdzielnia mieszkaniowa, czy też Tepsa, czy wreszcie operator kablówki mieli mu choćby raz w historii wysłać jedno ponaglenie, nie było mowy. I oto ten sam pan, na wezwanie premiera Tuska, przestał płacić abonament telewizyjny. A ja już w tej chwili nie mam najmniejszego problemu z bardzo logicznym wnioskiem, że skoro on temu uległ, to z całą pewnością ulegli tu też wszyscy ci, dla których Donald Tusk swego czasu był choćby niewielkim, ale jednak autorytetem. A przecież nie tylko. Nawet po stronie politycznie obojętnej musieli się znaleźć i tacy, co uznali, że skoro sam premier wzywa do niepłacenia abonamentu, to trzeba być durniem, by się jakoś szczególnie napinać.
Jak mówię, mam nadzieję, że to wszystko pamiętamy. Ale zapewne pamiętamy też, jak parę lat temu każdy z nas, który zalegał z opłatami z tytułu podatku RTV, otrzymał wezwanie z Urzędu Skarbowego do zapłacenia ok. 1500 zł. Gdy chodzi o naszego znajomego – co ciekawe, człowieka już mocno starszego – on akurat bez mrugnięcia okiem wziął te 1,5 tys. w zęby i popędził na pocztę. Z tego co wiem, Państwo Polskie ostatecznie wyegzekwowało te pieniądze od wszystkich, a każdemu kto się zaparł, że nie będzie płacił, wszedł na konto bankowe i w ten sposób doprowadził sprawę do końca.
Pamiętamy jednak jeszcze coś. Państwo Donalda Tuska wyegzekwowało te pieniądze od każdego, który dał się zwieść tej propagandzie… a oni wszyscy, którzy zostali tak fatalnie tu wykorzystani, nawet nie pisnęli. Należy przypuszczać, że nawet jeśli część z nich po latach ostatecznie straciła serce do Platformy Obywatelskiej, czy zwyczajnie do polityki, to wcale niekoniecznie przez to, że każdego z nich Platforma oszukała na 1,5 tys. zł. Podobnie nie pamiętam, żeby którekolwiek z mediów choćby zająknęło się na temat owego przekrętu. Przez Polskę przetoczyła się być może największa w historii fala zbiorowej egzekucji skarbowej, do której doprowadził premier rządu, a z każdej strony towarzyszyła jej kompletna cisza i pełne posłuszeństwo. Czy sam Donald Tusk też musiał zapłacić? Tu też odpowiedź nie padła. Inna sprawa, że nikt też go o to nie zapytał.
I oto proszę sobie wyobrazić, że parę dni temu na swoim Twitterze, znany nam aż nazbyt dobrze redaktor Tomasz Lis zamieścił komunikat, w którym ogłosił, że przestaje płacić na „pisowską telewizję” i jednocześnie wezwał wszystkich, byśmy w proteście przeciwko rządom prawa i Sprawiedliwość również przestali płacić abonament radiowo-telewizyjny. Ktoś mi na to powiedział, że Lis to głupek. Nie świnia, ale głupek. I ja oczywiście biorę tę opcję mocno pod uwagę. Może być faktycznie tak, że on jest po prostu głupi, że on w ostatnim czasie osiągnął stan umysłu, na który przez całe lata wyrzeczeń pracują na przykład aktorzy teatralni, tacy jak Daniel Olbrychski, czy Andrzej Seweryn, i cokolwiek pomyśli, powie, lub zrobi, jest jest z samej zasady całkowicie nieistotne, z tego prostego powodu, że on już nie jest już człowiekiem, lecz alienem. Nie to jednak jest moim zmartwieniem. To co mnie w związku z owym apelem najbardziej ciekawi, to kwestia, ilu z nich i tym razem uzna za stosowne zrobić z siebie durnia, jedynie po to, by przyłączyć się do rzekomej kulturalnej większości i poczuć tę słodycz uczestnictwa. Tym razem mam szczerą nadzieję, że będzie ich naprawdę dużo. Najlepiej wszyscy. Może za drugim razem coś im jednak we łbach zaświta.

Przypominam, że w księgarni na stronie www.coryllus.pl są do kupienia moje książki. Zapraszam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz