sobota, 19 marca 2016

O Żydach, Polakach i Januszach spod Rzeszowa

Do mojej żony podeszła niedawno w pokoju nauczycielskim koleżanka i ostrożnie, rozglądając się dookoła, spytała ją szeptem: „Słuchaj, czy myślisz, że tu w szkole jest jakiś pisowiec?” Żona moja, jak to ona, natychmiast się nastroszyła i odpowiedziała pytaniem: „A jest ktoś, kto nie jest?” Koleżanka, uznając zapewne, że ten akurat żart jest zbyt trudny do ogarnięcia, odeszła bez słowa.
Jakiś czas temu spotkałem się z kolegą, z którym przez to, że on mieszka w Warszawie, ja w Katowicach i siłą rzeczy żyjemy w osobnych środowiskach, widzę się jedynie od czasu do czasu. Siedzieliśmy sobie tu obok u Hindusa na obiedzie, wspominaliśmy czas, który minął od ostatniego spotkania, w końcu rozmowa zeszła na politykę i w pewnym momencie zrobiło się tak dziwnie, że nie mogłem go nie zapytać, ile on zna osób, które głosują na Prawo i Sprawiedliwość. Odpowiedź mnie nie zaskoczyła: „Poza tobą, ani jednej”.
Mieliśmy niedawno bardzo poważne polityczne spięcie blisko bardzo, bo w najbliższej rodzinie, i kiedy sytuacja zrobiła się naprawdę dramatyczna padło pytanie, którego mogliśmy się wszyscy spodziewać: „Jak wy w ogóle jesteście w stanie znosić sytuację, gdzie jesteście w rodzinie jedynymi, którzy popierają PiS?” Rzecz w tym, że w naszej bliższej i dalszej rodzinie, zdecydowana większość to PiS. Rzecz jednak w tym, że z jakiegoś powodu tu nastąpiła jakaś niezwykła awaria.
Opowiedziałem te trzy historie, żeby zwrócić uwagę na to, co pewnie każdy z nas w ten czy inny sposób w którymś momencie doświadczył, ale czego część z nas być może sobie nie do końca uświadamia. Chodzi mi o to, że tak się jakoś stało, że podczas gdy Polska – a od ostatnich wyborów wiemy już, że cała Polska i to niezależnie od wieku, wykształcenia, czy miejsca zamieszkania – w ogromnej większości, jeśli tylko interesuje się polityką, popiera Prawo i Sprawiedliwość, dla pewnej niewielkiej, ale niezwykle aktywnej grupy obywateli, głosem narodu jest Ryszard Petru, oraz Mateusz Kijowski i jego KOD-y. Z jakiegoś niezbadanego przeze mnie dotychczas powodu, pewna część obywateli – i to osób z mojego najbliższego otoczenia – spotykając kogoś, kto popiera Prawo i Sprawiedliwość zachowuje się, jakby zobaczyła ducha. My ich wszystkich znamy, wiemy jak najbardziej, że są i radzą sobie znakomicie, wielu z nich bardzo szanujemy i lubimy, natomiast my dla nich pozostajemy niewyjaśnioną do śmierci zagadką. My ich znamy, wiemy, że oni nienawidzą PiS-u, że chodzą na demonstracje KOD-ów, że wieszają w swoich mieszkaniach portrety Lecha Wałęsy, że życzą prezydentowi Dudzie śmierci, a jednocześnie wiemy na pewno, że to są poza tym ludzie tacy jak my – uczciwi, porządni, współczujący, niekiedy bardzo pobożni, często nie mniej inteligentni od nas, i od rana do wieczora zachodzimy w głowę, jak to możliwe, że akurat tutaj oni wpadli w otchłań aż tak… kosmiczną.
Byliśmy wczoraj na Drodze Krzyżowej, szliśmy w tym tłumie tak pięknych ludzi i w pewnym momencie mój syn zapytał mnie, ilu z nich moim zdaniem to ludzie, którzy nienawidzą PiS-u. No a ja mu odpowiedziałem szczerze bardzo, że, moim zdaniem, znacznie więcej, niż byśmy chcieli; że moim zdaniem, wielu z tych cudownych ludzi, ze zniczami i różańcami w dłoniach, to osoby, które są głęboko przekonane, że największym wrogiem Polski jest Jarosław Kaczyński. O czym myśleli sobie oni, oczywiście nie wiem, natomiast nie zdziwiłbym się, gdyby wielu z nich zastanawiało się, czy tam w tej procesji są jacyś pisowcy. I wiem też, że ile razu któreś z nich w ten sposób sobie pomyślało, to za tym stała myśl kolejna, że ów pisowiec, to musi być ktoś absolutnie najgorszy, najpewniej przyjezdny. I że tym bardziej trzeba się modlić o śmierć dla Jarosława Kaczyńskiego. Dla dobra Polski i Polaków.
Bo jak ja widzę nasz problem? Otóż wcale nie chodzi o to, że część z nas uważa, że dla dobra kraju należy wybić wszystkich pisowców, a pozostali, że wystarczy cały ten KOD wysłać na Madagaskar i będzie spokój. Zmartwienie polega na tym, że wielu z nas dało sobie wmówić, że podział polityczny, jaki nas dręczy to tak naprawdę podział kulturowy, że druga strona to nie są ludzie tacy jak my, lecz jakieś dziwadła, o których można usłyszeć tylko w telewizji, a które podobno zamieszkują nasz kraj i podobno jest ich dużo za dużo.
Nie muszę tu oczywiście powtarzać, że ja akurat doskonale wiem, w która stronę to szaleństwo jest skierowane. Kiedy zapytałem mojego kolegę z Warszawy, czy poza mną on zna choć jedną osobę, która popiera PiS, znałem odpowiedź zanim on otworzył usta. Ja doskonale wiedziałem, że tu akurat jestem jedyny, a to musi dowodzić tego, że on na temat tego, co się tak naprawdę w Polsce dzieje nie ma najmniejszego pojęcia. Ja z kolei tę sytuację mam pod pełną kontrolą, z tej prostej przyczyny, że wśród moich znajomych są ludzie, którzy PiS-u nienawidzą i wiem, że problem, przed jakim stoimy, to coś znacznie większego, niż starcie Żyd – Polak, lub Janusz spod Rzeszowa kontra Europa.
I im dłużej trwa ten klincz, jestem coraz bardziej przekonany, że tak naprawdę najważniejsze jest teraz byśmy wszyscy zrozumieli, że z tamtej strony przysłowiowego płota są ludzie dokładnie tacy sami jak my – biedni i bogaci, mądrzy i głupi, młodzi i starzy, no i wreszcie święci i grzeszni. Bez tego bowiem ani rusz.
Nie muszę jednak przy tym też dodawać, że wiem doskonale, kto jako pierwszy powinien się opamiętać.

Zapraszam wszystkich do księgarni pod adresem www.coryllus.pl, gdzie są do kupienia moje książki. Szczerze polecam.

3 komentarze:

  1. Wydaje mi się, że "uczciwy, porządny i współczujący" człowiek z definicji nie życzy innemu człowiekowi śmierci...

    OdpowiedzUsuń
  2. "Cala Polska...w ogromnej wiekszosci" - wedle jakiego rachunku tak wychodzi? Na wyborach bylo 37% przy 50% frekwencji.

    OdpowiedzUsuń
  3. @zebek "... jeśli tylko interesuje się polityką". Prosze nie manipulować cytatami.

    OdpowiedzUsuń