wtorek, 10 listopada 2015

Wolny rynek, czyli o wykorzystywaniu okazji

Muszę się przyznać do pewnej słabości. Słabości nie, że tak to ujmę, globalnej, ale drobnej, dotyczącej tylko tego dzisiejszego poranka, która jednak zmusza mnie do tego, by nie napisać kolejnej, codziennej refleksji na tematy bieżące, ale próbować wyjść z tej pułapki bocznym korytarzem. Otóż od wczoraj jestem tak okropnie zajęty, a przede mną tyle naprawdę ciężkich zajęć, które nie mogą czekać, że zwyczajnie nie jestem w stanie siąść i napisać coś bardziej oryginalnego. Kiedyś było oczywiście łatwiej, jednak lata lecą i wygląda na to, że lepiej już nie będzie. To, co wcześniej trwało minutę, dziś trwa minut pięć, a za rok to pewnie będzie minut piętnaście i tak dalej. A zatem opowiem o pewnym filmie, który tak naprawdę widziałem już wiele lat temu, ale ostatnio mi się przypomniał i mam go wciąż w głowie. Mam na myśli „8 mm” Joela Schumachera z Nicolasem Cage’em. Opowiem go i sobie pójdę.
Oto Nicolas Cage jest prywatnym detektywem, który pewnego dnia otrzymuje finansowo bardzo interesujące zlecenie od pewnej starszej pani, której mąż właśnie zmarł, a ona po jego śmierci otworzyła jego sejf, w którym znalazła pornograficzny film nakręcony na tytułowej ośmiomilimetrowej taśmie, gdzie można obejrzeć coś, co wygląda na prawdziwe morderstwo. Jakiś człowiek w skórzanej masce najpierw gwałci dziewczynę, a potem podrzyna jej gardło, a wszystko wygląda na tyle realistycznie, że starsza pani zwyczajnie się niepokoi. Zlecenie natomiast polega na tym, że Cage ma pójść tropem owej taśmy i sprawdzić, czy to morderstwo jest autentyczne, czy to jest zaledwie jeszcze jeden fake dla zboczeńców.
Cage oczywiście bierze tę robotę i wyrusza w świat. Najpierw wchodzi w świat prostej pornografii, gdzie oczywiście nic nie znajduje, z niego przechodzi w klimaty bardziej dosłowne, wreszcie trafia do miejsca, gdzie faktycznie otrzymuje ofertę rzekomo prawdziwego morderstwa. Za ciężkie pieniądze (wdowa płaci) kupuje ten film, jednak po niezbyt długim czasie musi uznać, że to „morderstwo” nie jest jednak morderstwem autentycznym. Oczywiście, w tym momencie on już operuje w miejscach, gdzie można kupić nie tylko brutalną pornografię, ale dużo, dużo więcej, jednak wciąż pieniądze, jakimi się tam obraca, nie gwarantują morderstwa. No i w końcu ktoś biednego Cage’a kieruje o szczebel wyżej i tam okazuje się, że za naprawdę duże pieniądze można dostać morderstwo prawdziwe, bez jakiegokolwiek retuszu. Tym razem prawdziwe. Wystarczy mieć pieniądze, być odpowiednio nakręconym, no i oczywiście posiadać właściwe dojścia. Tak jak oferta kreuje popyt, tak też popyt tworzy ofertę, a wolny rynek to rynek jak najbardziej wolny. I tego my akurat nie zmienimy.
I jeśli ktoś sądzi, że tu będzie jakaś pointa, albo chociaż skromny link do czegoś bardziej aktualnego, żałuję, ale nic z tego. Chciałem polecić pewien film i to wszystko. No i może jeszcze zachęcę wszystkich do kupowania mojej książki zatytułowanej „Palimy licho, czyli o TymKtóryNiePrzepuszczaŻadnejOkazji”, do nabycia w księgarni na stronie www.coryllus.pl. I tak naprawdę tylko tam. Bo tak naprawdę wszystko od zawsze sprowadza się albo do marnowania, albo do wykorzystywania okazji.

2 komentarze:

  1. A moim zdaniem ten link pasuje prawie jak ulał:
    http://bobry7.mobile.salon24.pl/678159,bill-clinton-jeffrey-epstein-prof-dershowitz-i-zle-dziewczynki

    OdpowiedzUsuń
  2. To jest ten film, którego ja po prostu nie dałem rady obejrzeć ze względu na tą atmosferę, która tam panuje. On jest po prostu ponad moje siły. Drugi film, który jednak obejrzałem cały, ale którego nie jestem w stanie obejrzeć drugi raz to "Requiem for a dream".

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.