piątek, 24 lipca 2015

Czy Bronisław Komorowski i Czesław Kiszczak zostaną zbawieni?

O zamówionej przez diabli wiedzą kogo mszy dziękczynnej za pięć lat prezydentury Bronisława Komorowskiego nie miałem ochoty pisać z dwóch powodów. Pierwszy to taki, że ja już na najbliższe dni mam parę tematów oczekujących, do których jestem bardzo przywiązany i nie mogę się doczekać aż je będę mógł tu przedstawić, drugi natomiast związany jest z moją bardzo silną niechęcią do komentowania decyzji mojego Kościoła, zwłaszcza gdy chodzi o jego relacje z ludźmi, których osobiście uważam za bezbożników większych od siebie. Pamiętam zarówno pojawiające się wokół komentarze, ale również swoje własne emocje, kiedy po do dziś nie do końca wyjaśnionej śmierci Bronisława Geremka, w warszawskiej katedrze, przy najbardziej uroczystej koncelebrze, została odprawiona Msza Święta za jego duszę. I to wtedy napisałem zdanie, z którego do dziś jestem bardzo dumny, a w którym wyraziłem przekonanie, że oni wszyscy tak naprawdę nic poza tym nie mają: „Jakiż to miałby pogrzeb wspomniany już profesor Bronisław Geremek, czy, jeszcze wiele lat jeszcze przed nim, Jacek Kuroń, gdyby zamiast w warszawskiej archikatedrze, został pożegnany w Pałacu Kultury, albo w budynku Sejmu, albo choćby i na brukselskich salonach, a mistrzami ceremonii byłby były premier Bielecki, red. Michnik i ewentualnie - jako osoba pobożna - Lech Wałęsa?
I oto dziś, na wiadomość, że 6 sierpnia, w dniu zaprzysiężenia Andrzeja Dudy, w jednym z warszawskich kościołów odbędzie się msza dziękczynna za prezydenturę Bronisława Komorowskiego, wielu moich przyjaciół wyraża pełne rozpaczy oburzenie, że oto stajemy wobec ciężkiej profanacji. Doszło nawet do tego, że któryś z nich zasugerował, że jeśli Kościół nie wycofa się z tego rzekomo bluźnierczego projektu, będziemy mieli do czynienia z jego ostatecznym końcem.
Otóż proszę sobie wyobrazić, że nic podobnego ani nam, a ni naszemu Kościołowi nie grozi. Ja dziś mogę zajść do swojego księdza proboszcza i zamówić u niego mszę za swojego brata, który nie dość że nie wierzy w Boga, to jeszcze jest bardzo agresywnym antyklerykałem, w podziękowaniu za jego długie, dobre i uczciwe życie, a ksiądz nie będzie miał żadnego wyjścia, jak ową intencje ode mnie przyjąć i mszę odprawić. Bo w ten sposób działa nasz Kościół. Jest otwarty na wszystkich, a niewykluczone że na nich najbardziej. Powiem więcej. Jeśli mój brat zdecyduje się wziąć udział w tej mszy i z pragnienia czystej psoty przystąpi do Komunii Świętej, ksiądz tej Komunię ma obowiązek mu udzielić, bo jeśli tego nie zrobi, wyjawni coś, czego publicznie wyjawnić mu nie wolno.
Tak – powtórzę to raz jeszcze – zorganizowany jest nasz Kościół. I tak właśnie jest bardzo dobrze. Nie mają bowiem znaczenia intencje, jakimi kierowali się ci, którzy postanowili, że to będzie bardzo zabawny figiel, jeśli w dniu zaprzysiężenia Andrzeja Dudy, warszawscy biskupi odprawią uroczystą Mszę w intencji Bronisława Komorowskiego za jego lata służby Bogu i Ojczyźnie. Nie będzie też miało żadnego znaczenia to, jeśli podczas tej Mszy, obok samego prezydenta i jego żony, do Komunii przystąpią Ewa Kopacz razem z Michałem Kamińskim, a oboje wspólnie jeszcze tam wciągną ledwo żywego Czesława Kiszczaka. Oczywiście, ja biorę pod uwagę, że ktoś się tym widokiem zgorszy, jednak, przepraszam bardzo, ale to jest już problem tylko tych zgorszonych.
I dla nich właśnie mam moim zdaniem bardzo dobrą radę: jeśli tak bardzo sobie cenicie własne zgorszenie, to postarajcie się je inwestować, myśląc bardziej o sobie, a nie o jakichś czarownikach.

Przypominam że pierwsza książka z felietonami z tego bloga jest jeszcze dostępna pod adresem toyah@toyah.pl. Dedykacja w cenie.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.