piątek, 22 maja 2015

O niszczeniu nadziei i pożytecznych durniach

Powiem szczerze, że kiedy pisałem poniższy felieton w miniony wtorek, nawet w najsłodszych snach nie spodziewałem się, że moje prognozy się aż tak sprawdzą. Wiedziałem bowiem, że Duda Komorowskiego podczas debaty rozłoży na łopatki, wiedziałem, że powszechnie sączona opinia będzie taka, że Komorowski Dudę „zmasakrował”, jednak nie spodziewałem się, że Duda będzie aż tak lepszy i że oficjalnie podawana wyniki tego starcia będą dla niego aż tak złe. Tyle dobrego, że, jak się zdaje, po zeszłotygodniowym szaleństwie, znaczna część naszych się opamiętała i owej propagandzie nie uległa. Stoimy więc mimo wszystko stoimy na jednej nodze, z podniesioną głową… gotowi do skoku.

Kiedy felieton ten ukaże się w „Warszawskiej”, będziemy już w ostatnim dniu kampanii i po ostatniej z zapowiadanych wyborczych debat, a ja już dziś mogę zapowiedzieć, że jeśli podczas owej debaty Bronisław Komorowski nie zwariuje i nie zacznie mówić językami, albo zwyczajnie nie dostanie zawału serca z tego napięcia, prawicowa opinia publiczna ogłosi, że Duda niestety przegrał i że to jest już koniec. Dlaczego tak myślę? Już wyjaśniam.
Otóż, jak tylko sięgnę pamięcią, niemal wszystkie dotychczasowe debaty prezydenckie przez propagandę reżimową obsługiwane były w identyczny sposób. Jeszcze zanim się kandydaci rozeszli do domów, media związane ze sztabem popieranego przez siebie kandydata ogłaszały, że ten odniósł bezapelacyjne zwycięstwo, po czym przekaz ów wysyłany był tak długo aż cała Polska go powtarzała bez zająknięcia, i to niezależnie od tego, czy mówimy o tak zwanej Polsce „naszej”, czy Polsce „ich”. I proszę zwrócić uwagę, jak silny bywa ten atak. Nawet dziś większość z nas informację o tym, że pamiętną debatę Kaczyński - Tusk wygrał Tusk, powtarza jak mantrę. Jak on to zrobił, że ją wygrał? A bo zapytał o ceny tej marchewki, a bo zaapelował o poparcie nawet do tych, co Platformy nie lubią, a to wreszcie dzięki sprytnemu zagraniu Nowaka, który wysłał na tę imprezę wrzeszczące bojówki. I tak to działa od lat. Jedyne co trzeba, to pozbawić wrogi obóz nadziei, wiary i ducha walki.
Dokładnie to samo mamy dziś. Od minionej niedzieli, kiedy w telewizyjnym studio spotkali się Duda z Komorowskim, obóz Komorowskiego, przy aktywnym udziale mediów, ogłasza nie oglądając się na najbardziej oczywiste fakty, porażkę Dudy, a my na to, zamiast robić dokładnie to samo i głosić zwycięstwo kandydata, w najlepszym wypadku, łaskawie prosimy o zgodę na remis. Efekt jest taki, że w popularnym obiegu coraz bardziej narasta przekonanie, że jak zwykle System jest górą, że nasze nadzieje jak zwykle wzięły w łeb i że jak zawsze jedyne co nam pozostaje, to zapracowywać się na śmierć tylko po to, by raz na tydzień zajść sobie do lokalnego supermarketu i popatrzyć na to światło.
I ja bym to wszystko z chęcią znosił, gdyby nie fakt, że w tym strasznym procederze biorą udział również ci, którzy życzą Polsce jak najlepiej. Jak mówię, dziś, kiedy piszę ten felieton, mamy jeszcze dwa dni do tej debaty i związanych z nią komentarzy, ale ja już słyszę, jak z jednej strony Jarosław Gowin, z drugiej redaktor Skwieciński, a za nimi cała rzesza prawicowych internetowych komentatorów wyrażają swój zawód z tego powodu, że jednak Komorowski finiszuje jak złoto, natomiast my… no, my, jak to my. A wszystko to wbrew faktom i wbrew prostej pięknej prawdzie. Mam tylko nadzieję, że większość wyborców Andrzeja Dudy o ich istnieniu nawet nie ma pojęcia.

Mimo dni pełnych napięcia, zapraszam do księgarni na stronie www.coryllus.pl, gdzie można kupić każdą z moich sześciu książek. I daję słowo, że nie umiem powiedzieć, którą bardziej polecam.

1 komentarz:

  1. A może jeszcze raz zdjęcie śpiącej pary. Jak raz się sprawdziło..

    OdpowiedzUsuń