sobota, 30 maja 2015

Kto się boi o Andrzeja Dudę?

Wbrew temu, co z całą pewnością uważa wielu czytelników tego bloga, w tym nawet ci najbardziej życzliwie do niego nastawieni, ja wcale nie sądzę, że w tym co głoszę, mam z całą pewnością jakąkolwiek rację. Oczywiście – i moim zdaniem, jest to jak najbardziej naturalnie – jestem do swoich ocen serdecznie przywiązany i wierzę, że mój nos mnie nie zawodzi, ale tak naprawdę, zawsze pozostawiam sobie tę furtkę w postaci zdania: „Diabli wiedzą, jak to jest”. Dalej jednak jestem już jak najbardziej sobą.
Mogę się więc oczywiście mylić, ale mam bardzo poważne podejrzenie, że zwycięstwo, jakie właśnie odniósł Andrzej Duda, i które, jak wszystko na to wskazuje, prowadzi nas do następnego, być może jeszcze większego i jeszcze bardziej spektakularnego, nie jest wyłącznie, a może i nawet nie przede wszystkim, wynikiem tego, że Pan Bóg łaskawym okiem spojrzał na naszą pobożność, że System, widząc naszą nieustępliwość i determinację, uznał, że tym razem jest wobec nas bezradny, czy nawet tego, że Jarosław Kaczyński wskazał kandydata, który stanowi jakość w skali światowej i historycznej. Moim zdaniem – i znów podkreślam, że biorę tu pod uwagę jakiś źle o mnie świadczący błąd – to, co sprawiło, że Duda wygrał i że jego zwycięstwo niesie Polskę ku lepszym czasom, to fakt, że przede wszystkim rządy Platformy Obywatelskiej i samego Bronisława Komorowskiego okazały się tak dramatycznie beznadziejne, że nawet gangi uznały, że tak dalej być nie może, no ale też i to, że zupełnie niezależnie od naszych polskich spraw, na świecie dochodzi do przetasowań, w ramach których ktoś taki jak Donald Tusk, Ewa Kopacz, czy państwo Komorowscy nie dostają nawet roli statysty.
Oczywiście, to prawda, że Andrzej Duda i jego rodzina są absolutnie niezwykli i że owa niezwykłość urzekła wielu Polaków, że nasze modlitwy były miłe Panu, czy że wreszcie wielu z nas nagle się autentycznie przebudziło i poczuło, że tak naprawdę nie ma się czego bać, niemniej jednak powtarzam – gdyby System na to nie pozwolił, Duda dziś by wracał do Brukseli.
A zatem, uważam też, że to co się dziś dzieje, stanowi wynik swego rodzaju umowy między Narodem a Systemem. Umowy wymuszonej, w dużym stopniu przez nas nieuświadomionej, ale jednak umowy. Dlatego też chciałbym bardzo wyraźnie powiedzieć tym wszystkim, którzy lubią tu przychodzić i mają z tego powodu odpowiednią satysfakcję, że ja sobie nie życzę wysłuchiwać owych, dla mnie nudnych do przysłowiowego porzygania, uwag na temat tego, jak to teraz Duda powinien uważać, żeby go źli ludzie nie zabili. Albo, że teraz dopiero zobaczymy, jak wygląda prawdziwa nienawiść. Czy że wreszcie po twarzach dziennikarzy TVN-u widać wyraźnie, jak oni są nieszczęśliwi, że ich faworyt przegrał, no ale my mamy swój dzień triumfu. Ale też nie życzę sobie słuchać Grzegorza Brauna, jak przyjmując pozycję zwycięzcy ogłasza jesienną publikację aneksu do ustawy o WSI i jego sympatyków skandujących słowo "strzelnica".
Otóż nic z tego. Moje zdanie jest takie, że Dudzie nic nie grozi, a rewolucji nie będzie, choćby z tego względu, że w bardzo znacznej mierze Duda jest prezydentem tych, którzy ostatnie o czym marzą, to rewolucja. Będzie lepiej i uczciwiej, źli ludzie być może poniosą karę, ale nikt nie będzie do nikogo strzelał. Oni mają inne rzeczy na głowie, natomiast Dudy dziś nie chce zabić nawet najgłupszy sympatyk Platformy Obywatelskiej i wróg Antoniego Macierewicza, z tego prostego powodu, że w głębi serca wie, że Duda to jest też jego prezydent. I to prezydent najlepszy. Świetny prezydent i fajny facet. Co do Służb natomiast, to już w ogóle nie ma o czym mówić. Służby doskonale wiedzą, że Duda jest dziś nietykalny, bo takie właśnie jest życzenie Systemu. W tej rozgrywce nawet samo WSI wie, że ma siedzieć cicho i czekać na gwizdek. Duda jest wartością wspólną. Nie po to dano po łbie Komorowskiemu, by teraz wprowadzać chaos w świecie, który ma swoje plany i to plany znacznie większe od tego, co się dzieje w jakiejś Polsce.
Jak już pisałem tu na blogu, ja bardzo źle odebrałem ów przedziwny łańcuszek, jaki otrzymywałem od przyjaciół w wieczór wyborczy, w którym informowano mnie, że władza chce sfałszować wynik wyborów, więc trzeba się modlić, podczas gdy to, że Bronisław Komorowski z małżonką są na wylocie od dłuższego już czasu, wiedział każdy w miarę przytomny obserwator. Podobnie teraz, wystarczy rzucić okiem choćby w telewizor, i to wcale niekoniecznie ozdobiony twarzą Katarzyny Hejke, by wiedzieć, że dziś Polska to jest tylko Duda i nikt więcej. Ale też, co ciekawsze, że nikomu to nie przeszkadza, być może z wyjątkiem Pawła Kukiza, który, co by o nim nie mówić, prawdopodobnie jest jednak na tyle przytomny, by czuć, że ten jeden jedyny raz, kiedy mógł coś zrobić ze swoim parszywym życiem, zwyczajnie przekombinował.

Niezmiennie zachęcam do odwiedzania księgarni pod adresem www.coryllus.pl, gdzie można kupić ostatnie egzemplarze pierwszego zbioru felietonów z tego bloga pod tytułem „O siedmiokilogramowym liściu i inne historie”. Jak nigdy wcześniej czuję, jak bardzo to wszystko, co tam napisałem jest dla nas dziś ważne.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz