piątek, 15 maja 2015

Andrzej Duda, czyli jak wygrać w ramach Systemu

Kończy się pierwszy tydzień kampanii przed drugą turą wyborów, a ja bym chciał przedstawić swój najnowszy felieton dla „Warszawskiej Gazety”. Mam nadzieję, że uda się w ten sposób wyjaśnić parę rzeczy, które wyjaśnienia, jak się okazuje, wciąż wymagają.

Jak wiemy, równolegle z naszą pierwszą turą wyborów prezydenckich odbyły się wybory parlamentarne w Wielkiej Brytanii i, jeśli spojrzeć na oba te zdarzenia pod kątem podziału sceny politycznej, zauważymy natychmiast, że nawet przy zachowaniu różnic systemowych, ta jedna kwestia pozostaje bez zmian: tu i tam wygrywa system. I kiedy używam słowa „system”, nie mam na myśli owego Systemu, którego kształtu i natury, do końca nie znamy, a który tak ładnie opisywał Herbert, ale ten nasz malutki, oswojony system, przeciwko któremu wielu z nas protestuje, wierząc, że jeśli on się trochę posunie, każdy z nas pokaże, jakie skrywał możliwości.
W wyborach brytyjskich przygniatające zwycięstwo odniosły sprawdzone partie władzy, czyli Torysi i Labourzyści, reszcie zostawiając parę drobnych złudzeń i satysfakcję z udziału w zabawie, no a u nas oczywiście walka się rozstrzygnie między urzędującym prezydentem, a Andrzejem Dudą, a wszystkim, którzy uważają, że czas na zmiany, pozostanie liczyć na to, że już jesienią Paweł Kukiz odniesie od dawna wyczekiwane zwycięstwo i cały ten układ rozniesie w pył.
Dla nas bardziej ciekawa oczywiście jest sytuacja polska. Proszę więc zwrócić uwagę na uczestników tej potyczki. Mieliśmy 11 zawodników, z czego dwóch (przynajmniej oficjalnie) reprezentowało władzę, a dziewięciu tak zwany głos protestu. I co? I nic. Okazało się, że mimo wszystkich słów, które padły w trakcie kampanii, chociaż wśród kandydatów było parę naprawdę przekonujących osób, wszystko odbyło się tak jak zawsze. A więc do drugiej rundy przeszedł system, w osobach Andrzeja Dudy i najgorszego z nich wszystkich Bronisława Komorowskiego. Paweł Kukiz – jak wcześniej Lepper, Tymiński, Palikot, czy Korwin-Mike – odegrał napisaną dla niego rolę głosu zdeptanego ludu i na tym się ów festiwal tak zwanej demokracji zakończył.
Powtórzę raz jeszcze. Proszę zwrócić uwagę na to, że wśród kandydatów było parę osób naprawdę dobrych: Wilk, Braun, Kowalski, czy Korwin. I co z tego? Nawet Braun, który w niektórych środowiskach był traktowany jak autentyczna nadzieja Polski patriotycznej, narodowej, katolickiej, na finiszu uzyskał niewiele powyżej 120 tysięcy głosów. Czy to znaczy, że my zostaliśmy już tak stłamszeni i zniewoleni przez antypolski reżim, że nie wyobrażamy sobie życia poza tą klatką? Oczywiście, że nie. Zwycięstwo Dudy i porażka Brauna świadczy tylko o tym, że jeśli ktokolwiek z nas pragnie autentycznej zmiany, zmiany dobrej, sprawiedliwej, a przede wszystkim skutecznej, nie będzie obstawiał sąsiada z góry, choćby i najmądrzejszego i najbardziej fantastycznego człowieka, jednak takiego, któremu brakuje tak zwanego „systemowego zaczepienia”.
A zatem, mamy dziś, z jednej strony, Pawła Kukiza, po którym możliwe, że za parę miesięcy pozostanie tylko wspomnienie, z drugiej Brauna z jego strzelnicą i 120 tysiącami głosów, a z trzeciej Andrzeja Dudę z realną obietnicą zwycięstwa. Przepraszam bardzo, ale trzeba mieć naprawdę pomieszane w głowie, żeby nie umieć z tego wyciągnąć dla siebie wniosków.

Jutro jadę do Warszawy na targi. Mam nadzieję, że jeszcze coś przed wyjazdem napiszę, ale jeśli mi się nie uda, proszę mi wybaczyć. Zapraszam do odwiedzania naszego stoiska, a jeśli ktoś nie może, zapraszam do księgarni na stronie www.coryllus.pl.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz