piątek, 23 stycznia 2015

Jedziemy do Doniecka, czyli o epidemii zarazy sztokholmskiej

Nie ulega dla mnie najmniejszej wątpliwości, że gdyby zapytać dziesięciu z nas, co naszym zdaniem Jarosław Kaczyński sądzi na temat Internetu, dziewięciu, odpowiedziałaby, że dla Kaczyńskiego Internet to piwo i gołe baby. Gdyby z kolei zapytać tych dziewięciu, skąd oni to wiedzą, wszyscy z całą pewnością odpowiedzieliby, że stąd, że on sam tak powiedział: Internet to piwo i gołe baby. Co więc może zrobić ta jedna osoba, która wie, że to jest nieprawda? Ta jedna osoba, która wie, że Jarosław Kaczyński tego nigdy nie powiedział i że każde słowo z tej przedziwnej opinii to czysty propagandowy wymysł, dokładnie taki sam, jak ów pamiętny „Borubar”? Tak naprawdę, nie można już zrobić nic, bo to już zaszło już zbyt daleko i tego kłamstwa nie rozbije już nic.
Wywiad z Jarosławem Kaczyńskim, opublikowany wiele lat temu przez portal Prawa i Sprawiedliwości, to była długa, pięciostronicowa rozmowa na przeróżne tematy, a kwestia Internetu pojawiła się dopiero pod sam koniec i przez Jarosława Kaczynskiego została skwitowana jednym zdaniem. Na pytanie mianowicie o to, jaka jest opinia Kaczyńskiego na temat akurat mocno dyskutowanej propozycji umożliwienia obywatelom głosowania przez Internet, Prezes odpowiedział, że jego zdaniem wybory to gest zbyt poważny, by można było ryzykować sytuację, kiedy to ktoś, między paroma piwami, a jednym pornograficznym filmikiem, zagłosuje sobie w wyborach. I tyle. Nic ponad to. Kropka. I od tego czasu do końca już świata o tym piwie i gołych babach nie zapomnimy.
Jak pewnie zauważyli czytelnicy tego bloga, już od bardzo długiego czasu nie pojawiają się tu tematy dotyczące kłamstw i manipulacji na poziomie reżimowej propagandy. Raz że ja już od wielu miesięcy staram się czerpać informacje na bieżące tematy tylko z Internetu własnie i taka telewizja TVN24 na przykład jest dziś dla mnie czymś równie obcym, jak „Gazeta Wyborcza”, dwa, że autentycznie mam wrażenie, że wszystko już było i nie ma naprawdę co tego w kółko wałkować, no a po trzecie wydaje mi się, że jest tyle rzeczy, które trzeba powiedzieć, że na analizowanie tego, co powiedziano w „Szkle Kontaktowym” zwyczajnie brakuje tu miejsca.
No i stało się. Z tego co czytam w relacjach w Internecie, odnoszę wrażenie, że od czasu owej pornografii przy flaszce piwa nie było w polskiej przestrzeni publicznej eksplozji tak brutalnego i bezczelnego kłamstwa. To kłamstwo jest tak porażające, że ja się przełamałem i rzuciłem okiem do telewizora. I oczywiście się nie zawiodłem. Wygląda na to, że temat Andrzeja Dudy, który wezwał polski rząd, prezydenta, Unię Europejską i NATO do wysłania polskich żołnierzy na Ukrainę, by tam walczyli z Rosją, będzie nam towarzyszył jeszcze kilka dobrych dni.
Wszyscy pewnie wiemy, o co poszło. Andrzej Duda udzielił wywiadu radiu RMF i poproszony o skomentowanie wcześniejszej wypowiedzi Zbigniewa Bujaka, odnośnie konieczności polskiego zaangażowania w wojnie na Ukrainie, powiedział co następuje:
To zależy od pewnych relacji międzynarodowych. Jesteśmy członkiem NATO i uważam, że powinniśmy to respektować. Jeżeli to zostanie uzgodnione w obrębie NATO i jakieś siły NATO zostaną wysłane [tu już Duda zdania nie skończył]…”
I dalej:
Wie pan, pamiętajmy o tym, że jeżeli już, to Polska mogłaby udzielić wsparcia, należałoby to rozważyć, to jest bardzo poważna decyzja. Trzeba by się było nad nią dobrze zastanowić”.
To jest długa rozmowa na różne tematy, kwestia Ukrainy pojawia się już na sam koniec, zresztą z zapowiedzią dziennikarza, że to jest już ostatnie pytanie, Duda mówi to co mówi, a portal rmf24.pl tytułuje całą rozmowę: „Polscy żołnierze w Doniecku? Polska mogłaby udzielić wsparcia”.
Ponieważ przede wszystkim ów przekręt zrobił na mnie naprawdę duże wrażenie, ale również przez to, że niemal natychmiast głos zabrał Prezydent, Premier, Roman Giertych i pozostali politycy i dziennikarze związani z władzą, a za nimi komentarzy tak zwani niezależni, i wszyscy jak jeden mąż ogłosili co ogłosili, pomyślałem, że skomentuję to co się stało pewną drobną przypowiastką. W dość komentarzu na blogu niejakiego Roberta Bogdańskiego, który zarzucił Dudzie, że ten „nie do końca jasnymi wypowiedziami” prowokuje swoich przeciwników, napisałem co następuje:
To niech Pan sobie wyobrazi, że Pańska żona pyta Pana, czy może sobie kupić samochód, na co Pan jej odpowiada‘To jest bardzo poważna decyzja. Trzeba by się było nad nią dobrze zastanowić’, i wtedy ona pędzi do dealera i kupuje sobie to auto, przekonana, że Pan się zgodził. Wtedy też Pan ją usprawiedliwi, przyznając, że Pański komunikat był‘nie do końca jasny’?”
I proszę sobie wyobrazić, że ów Bogdański, którego ani nie znam, ani tym bardziej nic do niego nie mam, udzielił mi odpowiedzi tak typowej, że aż się zakrztusiłem:
Ładne :) Ale jednak nie przystaje do tej sytuacji”.
A więc tak to działa? To porównanie jest, owszem, ładne, ale do sytuacji nie przystaje? Problem w tym, że w mojej opowiastce, żona miała wiedzieć, że mąż na ten samochód zgody nie wyraził, natomiast prezydent Komorowski, premier Kopacz i cała reszta tych zakłamanych cwaniaków mogli zostać przez Dudę wprowadzeni w błąd i pretensje powinniśmy jednak kierować do Dudy?
Ponieważ pojawiły się głosy, że ten Bogdański to szef jakiejś ruskiej agencji prasowej, sprawdziłem go i otóż nie. On faktycznie był szefem agencji prasowej, tyle że nie ruskiej, ale założonej przez wolny świat dla niesienia prawdy rosyjskiemu społeczeństwu, natomiast faktycznie media ową informację podały w taki sposób, byśmy myśleli, że Bogdański to ruski agent. Magazyn „Press” zatytułował informację o awansie Bogdańskiego w następujący sposób: „Bogdański dyrektorem rosyjskiej agencji prasowej” i tam dopiero trzeba się przedrzeć przez całą już informacje, by się połapać, kto jest kim i gdzie.
Nie wiem, czemu oni to Bogdańskiemu zrobili. Zakładam jednak, że Bogdański to wie, no ale też wydawać by się mogło, że skoro wie, to powinien być bardziej wrażliwy na ten rodzaj agresji. Jak się okazuje, wrażliwy nie jest.
Czyżby tak zwany „syndrom sztokholmski”. Czyżby jakaś plaga?

Zapraszam wszystkich – może być i Bogdański – do zajrzenia do naszej księgarni pod adresem www.coryllus.pl. To jest coś, co Anglicy określają ładnym słowem „ultimate”. Dalej już szukać nie trzeba. Szczerze polecam.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.