piątek, 2 stycznia 2015

Czy w tym roku WOŚP będzie licytował maski gazowe z lateksu?

Ponieważ w naszej rodzinie trzy osoby na pięć to dziewczyny, znaczna część miesięcznego budżetu zostawiana jest w sklepie o nazwie Rossmann. Oczywiście, gdyby nas było tylko dwoje, a więc ja, mój syn, a do tego nawet jeszcze pies, w Rossmannie byśmy od czasu do czasu też kupowali, choćby po to, by się zaopatrzyć w krem do golenia, tanie wino i puszki z psim żarciem, no ale to by pewnie było wszystko, no a przede wszystkim nie walały by się nam po mieszkaniu kolejne wydania magazynu „Skarb”, który Rossmann rozdaje za darmo.
Co to za pismo ten cały „Skarb”? Otóż jest to zwykły kolorowy magazyn, taki jakich wiele, a więc z prawdziwym redaktorem naczelnym, którym w tym wypadku jest Agata Młynarska, szeregiem dziennikarzy, którzy głównie przeprowadzają wywiady z takimi celebrytami, jak piosenkarka Wyszkoni, aktor Linda, „trenerka i motywatorka” Chodakowska, działacz charytatywny Owsiak, gwiazdor telewizyjny Prokop, „certyfikowany psychoterapeuta i coach” Benedykt Krzysztof Peczko, czy seksuolog Dulko, no i oczywiście odpowiednio spreparowanymi listami do redakcji, z tą tylko może różnicą, że połowa numeru to reklamy i to reklamy wyłącznie jednej oferty, no i że pismo jest ułożone w taki sposób, że tam dosłownie wszystko jest naprawdę interesujące. Naprawdę. Ów „Skarb” czyta się od deski do deski, bez jednej chwili oddechu. Tam nie ma żadnego filozofowania, żadnego mądrzenia się, słowa są najprostsze, zdania krótkie, zdjęcia duże i kolorowe, a tytuły nie pozostawiają miejsca na domysły: „Wróżbici – dlaczego tak im ufamy?”, „Marzenia się spełniają”, „Płaczę na osobności”, „Prawdziwe życie jest gdzie indziej”, „Nie cierpię haseł typu schudnij”, „Nie jestem filantropem ani Judymem”, czy wreszcie „Homo? Skąd to wiadomo?”.
Nie czytam magazynu „Skarb”, a to że dziś tak dużo mam na jego temat do powiedzenia, jest zasługa mojej starszej córki, która przeczytała ostatni tekst z przedstawionej wyżej listy i była tak oburzona, że musiała się swoimi refleksjami ze mną podzielić. O co chodzi ogólnie? Otóż w tekście o „homo”, seksuolog Dulko wyjaśnia, że nie ma dwóch płci, męskiej i żeńskiej, lecz aż siedem, czyli, poza tymi dwiema, jeszcze nieokreślona, transwestyczna, czyli „kiedy człowiek przez kilkadziesiąt sekund, na przykład podczas przeżywania orgazmu, doznaje wrażenia, że należy do innej płci chwilę ma wrażenie, że należy do innej płci, niż jego metrykana”, transgenderyczna, kiedy człowiek jednego dnia jest mężczyzną, a drugiego kobietą, transseksualna (z opisu wynika, że może chodzić o posłankę Annę Grodzką), lub wreszcie androgyniczna, czyli „i męska i kobieca jednocześnie”. Ale to nie wszystko, bo zdaniem Dulki, obok płci jest też jeszcze tak zwana „tożsamość seksualna”, a tych jest pięć, a mianowicie heteroseksualna, homoseksualna, biseksualna, autoerotyczna i aseksualna.
Siedem tożsamości płciowych i pięć orientacji daje w sumie 35 możliwości kombinacji, a nie tylko dwie, a w porywach trzy”, zauważa sprytnie dziennikarka Rossmanna, na co Dulko odpowiada: „To cała paleta barw, powiedziałbym, że wręcz Niagara erotyki. Moja refleksja na ten temat jest taka: natura, ewolucja czy Stwórca w swoim zamyśle kreacyjnym dopuścili istnienie tej różnorodności. Tylko my, ludzie, w myśleniu o tym mamy problemy”.
W tym momencie nie dziwimy się już, kiedy Dulko wygłasza kolejną naukę: „Specjaliści uważają, że orientacja seksualna nie może być przedmiotem świadomego wyboru i nie podlega zmianie, a homoseksualizm nie jest chorobą, zaburzeniem psychicznym, czy problemem emocjonalnym. Tzw. terapia reparatywna (konwersyjna) to technika mająca na celu zmianę orientacji na heteroseksualną. W Polsce można się jej poddać, jest długa i kosztowna. W dodatku część pacjentów trafia później do seksuologów. Polscy specjaliści (m.in. prof. Zbigniew Lew-Starowicz, prof. Zbigniewi Izdebski oraz dr Andrzej Depko) wielokrotnie wyrażali się bardzo krytycznie wobec działalności takich ośrodków w naszym kraju”. A nam nie pozostaje więc nic innego, jak zwrócić uwagę na owego Depko i zajrzeć do „Gazety Wyborczej”, a dokładniej do jej dodatku o nazwie „Duży Format”, gdzie znajdujemy fantastyczny wręcz reportaż autorstwa człowieka o nazwisku Tomasz Kwaśniewski, na temat pewnej warszawskiej sado-masochistycznej rodziny w składzie mama, tata i dwunastoletni syn. Wprawdzie z tego co czytamy wynika, że choć mama i tata swoją pasję traktują jak najbardziej poważnie, do tego stopnia poważnie, że całe mieszkanie urządzone jest tak, by oni mieli stały i odpowiednio wygodny dostęp do różnego rodzaju narzędzi tortur, a więc wszędzie wiszą te haki, łańcuchy, pejcze i diabli wiedzą co jeszcze, na ścianach są zdjęcia mamy i taty podczas kolejnych sesji, to ich dziecko póki co nie wykazuje zainteresowania ofertą i nie bierze udziału w erotycznych zabawach rodziców. Oni nawet go przywiązywali do tych haków i pokazywali mu, na czym to wszystko polega. Jemu jednak się nie spodobało to że go bolało, a oni nie naciskali. A więc dziś dziecko się skupia wyłącznie na kolekcjonowaniu masek gazowych, których z tytułu zaoszczędzonych pieniędzy, ma już wcale duża kolekcję.
Reportaż w „Dużym Formacie” jest bardzo długi i pozbawiony jakichkolwiek ambicji cenzorskich, a więc tam jest wszystko w full kolorze, pełnym zbliżeniu i w maksymalnie realistycznym opisie. Jak kto chce, proszę bardzo:http://wyborcza.pl/duzyformat/1,142473,17194082,Z_mama_bawimy_sie_w_sado_maso.html, ale jeśli mam coś polecać, to wyłącznie ten adres, a zwłaszcza jego początek: wyborcza.pl. Inteligentnemu czytelnikowi to w pełni wystarczy. Kasia i Marcin, bo tak ci państwo są przedstawieni, opowiadają, jak to się wszystko zaczęło, jak rozwijało i w jaki sposób oni sobie to sado-masochistyczne gniazdko organizują, Tomasz Kwaśniewski bez skrępowania pyta, a oni najbardziej wyczerpująco i bez najmniejszego skrepowania na wszystkie pytania odpowiadają. No i co ważne, nie ma miejsca na jakiekolwiek oceny. Czyste, obiektywne dziennikarstwo.
No i dopiero wtedy, gdy usłyszeliśmy wszystko co chcieliśmy, czego nie chcieliśmy, a mogliśmy usłyszeć, na scenę wchodzi zaproszony przez red. Kwasniewskiego, a przeze mnie wcześniej zapowiadany, doktor Depko i najpierw wyjaśnia, że czerpanie przyjemności z bólu jest czymś jak najbardziej naturalnym ze względu na fakt, że „cytoarchitektonika mózgu u niektórych osób lokuje ośrodek przyjemności seksualnej blisko ośrodka bólu”, w związku z czym dochodzi do „czegoś w rodzaju iskrzenia na synapsach”, by dalej już stwierdzić, co następuje:
Jeżeli mamy dwoje albo więcej ludzi, którzy podejmują dowolne zachowania seksualne, ale robią to dobrowolnie, z potrzeby szukania przyjemności i obopólnej satysfakcji, nie szkodząc innym, i nie podejmują tych zachowań pod wpływem emocjonalnego szantażu, lęku, że mnie ktoś zostawi, to wszystko jest w porządku […]. To fajnie, że oni robią to, co robią, że są szczęśliwi”.
A zatem, oto ściana, a na niej obraz, wobec którego stoimy u progu roku 2015: Dulko i Depko, siedem tożsamości płciowych, pięć tożsamości seksualnych, 35 możliwości kombinacji, Niagara erotyki, Agata Młynarska, Bogusław Linda. Anna Chodakowska, Marcin Prokop, Anna Wyszkoni, Jerzy Owsiak, Kasia, Marcin, ich dwunastoletni synek Wiktor i ich mieszkanie na warszawskim osiedlu, Tomasz Kwaśniewski, sieć Rossmann, bezpłatny magazyn „Skarb”, Agora, „Duży Format”… no i to wciąż tak strasznie palące nas wspomnienie o 16-letnim Sebastianie, który niemal równo rok temu powiesił się na oczach pracowników Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Suwałkach, po tym, jak jego matkę pozbawiono praw do opieki nad dziećmi.

Przypominam, że w księgarni pod adresem www.coryllus.pl można kupic moją nową książkę o TymKtóryNiePrzepuszczaŻadnejOkazji. Jeśli ktoś powie, że jej można używać jak amuletu, nie będę protestował.

2 komentarze:

  1. Mocne zakończenie Panie Krzysztofie. Co za kontrast. Cały ten bełkot, sodoma gomora VS samobójstwo Sebastiana :(

    OdpowiedzUsuń
  2. @Przemysław Alot
    Jeśli mocne, to bardzo dobrze. Ten temat zasługuje na mocne akcenty.

    OdpowiedzUsuń