sobota, 15 czerwca 2013

Ziemkiewicz ściągnął kaptur

Tradycyjnie, jak w kazdy weekend, zapraszam do mojego stałego felietonu, który w swojej "Warszawskiej Gazecie" zamieszcza Piotr Bachurski. No i polecam samą "Warszawską". Ona jest coraz lepsza.

Powiem uczciwie, że pojawienie się czegoś, co się nazywa Ruch Narodowy zwyczajnie przegapiłem. I to przegapiłem w pewnym sensie z premedytacją. Niestety, tak jak to często bywa, przed propagandową agresją, w dodatku tak zmasowaną, uciec się nie da, no i w końcu dotarło do mnie, że zgodnie ze stałą, obserwowaną od lat, tradycją, ile razy Prawo i Sprawiedliwość zaczyna osiągać polityczne sukcesy i mierzyć w wyborcze zwycięstwo, aktywizować się zaczynają tak zwani „faszyści”, najczęściej pod przewodnictwem Artura Zawiszy, ale też zawsze z jakimiś nowymi, powyciąganymi z różnych zakamarków, twarzami.
Jak mówię, ja jestem do tego typu demonstracji ubeckiej przebiegłości przyzwyczajony, i tego rodzaju zamierzenia mnie nie niepokoją. Wiem bowiem doskonale, że za tym stoi coś, co ja osobiście, za dobrym wojakiem Szwejkiem, nazywam zbałwanieniem do kwadratu, a czego postpeerelowska agentura, choćby nie wiem, jak się starała, wyzbyć się nie jest w stanie, a mianowicie przekonania, że Polacy to faszystowskie ścierwo, które w końcu nie wytrzyma i zagłosuje na coś odpowiednio głupiego. Ja wiem doskonale, że oni już nigdy nie przestaną stosować tej swojej nędznej prowokacji, bo ona jest wynikiem czegoś, bez czego oni równie dobrze mogą sobie po kolei, jeden po drugim, zacząć strzelać w łeb.
A więc nawet gdyby od jutra System zaczął nam wciskać po cztery nowe ugrupowania narodowe dziennie, z których liderzy będą nam w najbardziej wzruszających słowach tłumaczyć, jak to skrwawiona Ojczyzna błaga nas o to, byśmy stanęli przeciwko żydowsko-ukraińskiej sotni, i tak nic z tego nie będzie, a jak przyjdą wybory, to my znów najpierw pójdziemy na mszę, a potem zagłosujemy na Jarosława Kaczyńskiego.
Tym razem jednak stało się coś, co nawet mnie zaskoczyło. Otóż w ten czarno-czerwony geszeft dał się wciągnąć sam Rafał A. Ziemkiewicz i ogłosił, że „[Jarosław Kaczyński] to jest człowiek z tego samego salonu, co Bronisław Geremek czy Adam Michnik”.
Deklaracja ta, z jednej strony, jak mówię, mnie zaskakuje, bo nawet ja, który o Ziemkiewiczu zdanie miałem od długiego już czasu najniższe, nie spodziewałem się, że on jest aż tak beznadziejnie głupi, żeby się tak wystawić, a z drugiej, naprawdę bardzo cieszy. Ziemkiewicz już od dłuższego czasu wykonywał gesty, które powinny były nas zaniepokoić, a jednak jakimś cudem nie niepokoiły. On wciąż odstawiał ten swój niepojęty cyrk, śmiejąc się nam bezczelnie w twarz, i kiedy wydawało się, że nie ma takiej siły, by ktoś na którymś z jego licznych spotkań, dał mu kopniaka w ten tłusty tyłek, on zrobił coś tak niebywałego.
Biorę pod uwagę, że on coś tam jeszcze ukrywa, jakąś nieznaną nam chorobę, czy równie nieznane interesy. Jednak nie będę dopraszał się wyjaśnienia. Jeśli dalej mam wspinać nazwisko Ziemkiewicz, to tylko a konto owego kopniaka, na który będę czekał z radością w sercu.

Nie wiem, jak jest z kredytami u Ziemkiewicza, Rokity, Wiplera, Libickiego i całej reszty, natomiast, jak idzie o mnie, muszę wytrzymać jeszcze dokładnie półtora roku, i wówczas będę wolny jak wiejski ptak. Bardzo więc proszę o wsparcie do tego czasu, a potem już Wam dam święty spokój.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.