czwartek, 30 sierpnia 2012

O tryumfie liberalizmu i nadchodzącej katastrofie

Kto jeszcze pamięta, jak zorganizowaliśmy tu akcję na rzecz sfinansowania miesięcznego szkolenia starszej Toyahówny w jednej z krakowskich firm biotechnologicznych, może się zastanawiać jak owo szkolenie wypadło i co z niego dziś mamy.
Zanim przejdę do rzeczy, króciutko przedstawię tło. Otóż moje dziecko w zeszłym roku skończyło studia magisterskie na Wydziale Biotechnologii Śląskiego Uniwersytetu Medycznego, i od tego czasu podjęło bardzo intensywne próby na rzecz znalezienia odpowiedniej dla siebie pracy. Efekt tego przez miniony rok był taki, że w końcu udało jej się wreszcie trafić pewną rodzinę z trojgiem małych dziewczynek, którymi podczas nieobecności rodziców nie miał się kto zajmować, no i została wynajęta jako au pair.
Od samego początku jednak, Toyahówna miała oko na pewną bardzo, co wynikało z informacji na stronie internetowej, poważną krakowską firmę biotechnologiczną, której oferta była nieustannie obecna w różnych właściwych temu miejscach. Wysyłała więc tam raz za razem swoje CV, jednak bez jakiejkolwiek reakcji. No i przyszedł ten lipiec, kiedy to nagle ci państwo – czy może raczej ten pan – nawiązali kontakt i zaproponowali jej, by się zgłosiła na miesięczne szkolenie. Pomysł szkolenia był taki, że ona będzie zwyczajnie przez miesiąc dla nich pracowała, oni będą obserwować jej pracę, na końcu zorganizują jej egzamin, i jeśli przejdzie pomyślnie całą procedurę, zostanie zatrudniona. Wtedy to właśnie zarządziłem pamiętną zbiórkę.
Pojechała więc starsza Toyahówna do Krakowa, i pierwsze, co ją zdziwiło, to to, że firma znajduje się w zwykłym mieszkaniu. Wyżej jacyś ludzie, niżej podobnie, a miedzy nimi te badania. Drugie, że mimo iż owa firma działa na rynku już siedem lat i jest jedną z dwóch największych w Polsce firm trudniących się ustalaniem ojcostwa, pracują tam wyłącznie dziewczyny takie jak ona – tuż po studiach. Trzecie, że tak naprawdę, jedynymi zatrudnionymi tam osobami są dwie dziewczyny w biurze plus laborantka – opiekunka tego szkolenia, z tym że ona akurat wyłącznie na umowę o dzieło za jakieś marne tysiąc złotych z hakiem. Natomiast już każdy następny do tej roboty, to wyłącznie na szkolenie. W cyklu miesięcznym.
Jedyne co tam było w standardzie, to praca. Prawdziwa praca, wykonywana na zlecenia napływające z całej Polski, od osób prywatnych i jak najbardziej poważnych instytucji.
Jeździła więc Toyahówna dzień w dzień do Krakowa, bez żadnej umowy, żadnego zaświadczenia, żadnego ubezpieczenia, żadnych gwarancji, no i żadnej zapłaty, siedziała tam od rana do wieczora, i robiła wszystko co trzeba było robić, najsolidniej jak potrafiła – jak najbardziej na konto właściciela firmy. Minął miesiąc i proszę sobie wyobrazić, że kiedy spytała, co dalej, szef powiedział jej, że niech sobie robi co chce, bo co dalej, to już nie jego biznes. On ma całe stosy mniej lub bardziej świeżych aplikacji, i sobie z pewnością poradzi. Dosłownie. Wyszła stamtąd i nikt nawet na pożegnanie nie podniósł głowy.
No a dziś wreszcie, po wielodniowym dobijaniu się, otrzymała ów certyfikat, że pracowała sumiennie i odbyła szkolenie. Aby odebrać owo zaświadczenie, przyjechała tam na miejsce, no i zobaczyła, że tam już się szkoli ktoś nowy.
Jak mówię, firma, której nazwy i nazwiska właściciela tu nie wymieniam, bo moje lękliwe dziecko mi zakazało, jest jedną z dwóch głównych tego typu firm w Polsce. Jak się też dowiaduję, w kraju znajduje się około 60 firm biotechnologicznych, mniej więcej tyle co w Estonii. Jeśli ktoś nie wie, o co chodzi, niech sobie sprawdzi, ile to w owej Estonii mieszka ludzi. Ale jest jeszcze coś. Opowiadam tę historię pewnemu znajomemu, z Warszawy i on mi mówi, że opisany przeze mnie system szkoleń, to bardzo popularna w dzisiejszej Polsce praktyka. W takiej Warszawie to podobno wręcz moda. Kiedy się okazało, że zatrudnianie na umowy śmieciowe choć jest okay, to jednak ma swoje wady, ktoś wymyślił ów system szkoleń.
Skoro już jesteśmy w temacie, a nie chcę, by mi zarzucono, że załatwiam tu wyłącznie swoje sprawy, opowiem pewną historię. Otóż w firmie, gdzie uczę troszkę angielskiego, są dyrektorzy, i owi dyrektorzy mają tak zwane asystentki. Ostatnio okazało się, że firma potrzebowała jednej więcej, więc ogłoszono publiczny nabór. No i przyjęto dziewczynę. Standard. Blondynka. Wysoka. Szczupła. Ani mądra, ani głupia. Jak mówię, standard. Pytam więc mojego dyrektora – trochę z myślą o mojej córce – co trzeba mieć, żeby dostać tego typu pracę. On mi na to, że nic. Wystarczy umieć robić kawę, dobrze by było też znać trochę język, no i lepiej żeby nie była zbyt głupia. I ledwo co sobie pomyślałem, że nie jest najgorzej, on mi dorzucił coś jeszcze. Na to ogłoszenie, nadesłanych zostało ponad 200 zgłoszeń.
I już na sam koniec, jeszcze jedna refleksja. Kiedy zdawałem na anglistykę, informacja była taka, że nie jest łatwo, bo na jedno miejsce jest aż siedmiu kandydatów. Bardzo dużo. Wygląda na to, że dziś, jak idzie o uczelnie, proporcje w wielu wypadkach się odwróciły. Tu na przykład, jak widzimy, na jedno miejsce mamy aż 200 chętnych. Ostro, czyż nie?Wszystkich ewentualnie chętnych do komentowania liberałów, proszę bardzo, aby dziś się jednak powstrzymali. Będę niegrzeczny.

Tradycyjnie już natomiast, proszę wszystkich, którym być może akurat zbywa, o finansowe wsparcie tego bloga. Wygląda na to, że to jest właśnie przyszłość. Tak zwana samopomoc. Dziękuję.

34 komentarze:

  1. Fantastycznie. Połączenie niewolnictwa z koczownictwem. To już nawet nie jesteśmy sto lat za Murzynami. To jakiś cholerny neolit.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam konto w banku, jednym z pięciu największych w Kanadzie. Chodzę tam mniej więcej raz na dwa tygodnie by wpłacić czeki. Zastanowiło mnie jedno zjawisko - mniej więcej raz na sześć miesięcy znikają pracownicy obsługujący klientów, a w ich miejsce pojawiają się nowi. Nie ukrywam, że zwróciłem na to uwagę dopiero wtedy, gdy zniknęła szczególnie piękna, urocza i miła dziewczyna :)
    Po jej zniknięciu zainteresowałem się sprawą - i co się okazało. Ci ludzie zatrudniani są na okres próbny za najmniejszą dozwoloną w Ontario stawkę i po tym okresie, gdy należałoby ich zatrudnić i podpisać jakąś umowę o dłuższą pracę, wymieniani są na nowych.
    Teoretycznie wszyscy są zadowoleni - bank, bo ma tanich pracowników od najcięższej roboty
    - pracownicy, bo zdobywają konieczny "experience" potrzebny przy szukaniu pracy.
    Popytałem różnych znajomych i okazało się, że to praktyka w wielu firmach dość częsta. I aby znaleźć dobrą pracę, trzeba po prostu mieć kogoś, kto takiego młodego człowieka zarekomenduje. Innymi słowy, trzeba mieć plecy.
    Na pocieszenie powiem, że po latach takiego różnego dobijania się o pracę, najczęściej jednak tę pracę się dostaje (wcześniej lub później) ale jest to droga przez mękę.

    OdpowiedzUsuń
  3. I jeszcze jedna opowieść. Też o córce, tyle, że mojej. Skończyła studia i zrobiła doktorat (handel międzynarodowy) na najlepszej kanadyjskiej uczelni. Mimo perfekcyjnej znajomości sześciu języków, świetnego dyplomu przez dwa lata nie mogła znaleźć żadnej pracy w zawodzie i pracowała jako kelnerka w restauracji. W końcu bardzo się zdenerwowała i napisała list do fundatora budynku - siedziby jej uniwersyteckiego wydziału, kanadyjskiego miliardera z takim oto mniej więcej przesłaniem, że po cholerę on sponsoruje ten budynek i tych profesorów, po cholerę ona wydała w sumie na studia 80 tysięcy dolarów (w Kanadzie studia są płatne), skoro ona nie może dostać pracy.
    No i dostała odpowiedź, by przyszła do firmy tego miliardera na interview. No i dostała pracę. W Polsce! Okazało się, że facet ma firmę operującą na terenie Europy i tam znalazł dla niej zajęcie.
    I tu ciekawostka - na początek dostała w Polsce pensję 9 tysięcy złotych, służbowe mieszkanie i samochód. W tej chwili zarabia prawie 20 tysięcy.
    Ciekawostka polega na tym, że zatrudnieni na podobnych jak ona stanowiskach młodzi ludzie po polskich studiach zarabiają nie więcej niż 4 tysiące.
    Oczywiście cieszę się, że córka dobrze w Kraju funkcjonuje, ale z drugiej strony nie mogę się oprzeć wrażeniu, że jest w tym coś z kolonialnego wyzysku. Przyjezdni z "metropolii" pracownicy zarabiają pięciokrotnie więcej od "tubylców", mając przy tym utrudnioną drogę awansu.
    A może ja przesadzam? W końcu zdaje się żaden z jej kolegów po polskich uczelniach nie zna biegle sześciu języków.

    OdpowiedzUsuń
  4. @Jan
    Z tym kelnerowaniem Twojej córki to też nie do końca taka oczywista sprawa. Podobnie jak zresztą z tymi dziewczynami w kanadyjskich bankach. Nie każdy bowiem musi być od razu milionerem. Chodzi o to, by się móc utrzymać. A z tym mamy w Polsce problem.
    No ale okay. Z tego co piszesz, widzę, że jakoś tam doganiamy świat.

    OdpowiedzUsuń
  5. @amersand
    No wiesz, z tego co nam pisze Jan wynika, że to co mamy w Polsce to jednak standard światowy. A więc chyba jednak niepotrzebnie panikowałem.

    OdpowiedzUsuń
  6. Można napisać list (z opisem tej historii) do PIP.
    Ciekawe jakby System zareagował.

    A idąc obowiązującą w sprawie Amba Gold wykładnią, można zawsze powiedzieć że twoja córka jest wolną osobą i nie musiała iść tam do pracy.

    Kraje typu Kanada to jest trochę inna rzeczywistość.
    Tam, pracując nawet na kasie w supermarkecie jest człowiek się w stanie utrzymać czyli zapłacić za mieszkanie i kupić jedzenie. (i jeszcze może coś zostanie na zbytki)

    OdpowiedzUsuń
  7. @Remo
    Mniej więcej to miałem na myśli, kiedy wspominałem Janowi o moich wątpliwościach.

    OdpowiedzUsuń
  8. @Autor:"Wszystkich ewentualnie chętnych do komentowania liberałów, proszę bardzo, aby dziś się jednak powstrzymali."

    To ja z pewną dozą nieśmiałości zapytam co opisywane przypadki mają wspólnego z liberalizmem ("http://pl.wikipedia.org/wiki/Liberalizm")? Czy chodzi o to, że powinien być wprowadzony zakaz okresów próbnych dla kandydatów do pracy, czy może chodzi o to, żeby był nakaz zatrudnienia po okresie próbnym. Czemu takie postępowanie firm to wina liberalizmu? Fakt, że w niewolnictwie, feudaliźmie, ... nie byłoby takich problemów:)

    OdpowiedzUsuń
  9. @Toyah
    A co powiesz o takim przypadku:

    Zarejestrowany bezrobotny otrzymuje z Urzędu Pracy skierowanie na szkolenie, które jest niezbędne do podjęcia pracy w firmie ochroniarskiej.
    Udaje się do tejże firmy i po złożeniu odpowiedniej dokumentacji, niezbędnej do podjęcia pracy, otrzymuje do podpisu pisemko potwierdzające że odbył szkolenie.
    Po czym informują go, ze niestety pracy nie otrzyma.
    Oczywiście żadnego przeszkolenia nie odbywał.
    Ponieważ podpisał potwierdzenie odbycia szkolenia otrzymuje zaświadczenia dla Urzędu Pracy o odbyciu szkolenia.
    Wraca do Urzędu Pracy gdzie zachowywany jest jego status i prawo do zasiłku.
    Jeżeli nie podpisze potwierdzenia o odbyciu szkolenia nie otrzymuje zaświadczenia i tym samym nie spełnia warunków skierowania otrzymanego z Urzędu Pracy.
    W konsekwencji traci uprawnienie do zasiłku.

    Jak to nazwać?

    OdpowiedzUsuń
  10. @hes2
    Nie zrozumiałeś historii.
    To nie jest tekst o okresach próbnych, tylko o tym jak zrobić aby ludzie pracowali za darmo.

    OdpowiedzUsuń
  11. @hes2
    Ach, rozumiem! Ona była na okresie próbnym. W tej sytuacji, nie pozostaje mi nic innego, jak Cię przestrzec, że zatwardziałość serca, to brzydka rzecz.

    OdpowiedzUsuń
  12. @Autor, @remo:"Nie zrozumiałeś historii.
    To nie jest tekst o okresach próbnych, tylko o tym jak zrobić aby ludzie pracowali za darmo. "

    Nie dam się zbyć komentarzem nie na temat. Ponawiam pytanie. Co mają opisywane przypadki wspólnego z liberalizmem?? Może one raczej mają coś wspólnego z nazizmem (albo innym ..izmem:)

    OdpowiedzUsuń
  13. @Autor:"Ach, rozumiem! Ona była na okresie próbnym. "

    Dlatego napisałem o okresie próbnym, bo identyczny mechanizm jest z tzw. stażem, z którym zetknęła się moja córka (zbieg okoliczności). Otóż dostała propozycję pracy przez 3 miesiące ZA DARMO jako staż pracy. Chciała się zgodzić w identycznej nadziei, że "coś się nauczy". Wybiliśmy jej to z głowy prostym argumentem, że nic się nie nauczy. Przejdzie godzinne szkolenie w zakresie obsługi kserokopiarki i przez 3 miesiące będzie hakować przy tej kserokopiarce za friko. Odrzuciła propozycję i 2 tygodnie później spotkała koleżankę ze szkoły, która była pracownicą w tej firmie, która potwierdziła, że dobrze zrobiła. Piszę o tym, dlatego że znam problem ale nie przyszłoby mi do głowy winic za to liberalizm. Raczej ludzką chciwość i posiadania za darmo niewolnika.

    OdpowiedzUsuń
  14. @hes2
    W takim razie, skoro jesteś taki wrażliwy, i wszystko tak świetnie rozumiesz, skąd się wzięło Twoje pytanie: "Czy chodzi o to, że powinien być wprowadzony zakaz okresów próbnych dla kandydatów do pracy, czy może chodzi o to, żeby był nakaz zatrudnienia po okresie próbnym"?

    OdpowiedzUsuń
  15. @Autor:"skąd się wzięło Twoje pytanie"

    A stąd, że przeciwieństwem liberalizmu są nakazy i zakazy wprowadzane w prawie, czyli regulacja. Zadałem proste pytanie "co robić żeby tak się nie działo?". Gdybyś przedstawił powyższe przypadki bez użycia słowa liberalizm to nie byłoby problemu, ale w/g mnie na siłę łączysz patologiczne przypadki z liberalizmem. Obawiam się że kiedyś zrobisz wpis na temat jakiegoś zabójstwa i też zwalisz istnienie takich przestępstw na liberalizm. Dalej czekam na odpowiedź, która wskaże jakiś związek tych przypadków z liberalizmem.

    OdpowiedzUsuń
  16. Nic nie można zrobić. Każde zrobienie czegoś byłoby zamachem na wolność właściciela firmy biotechnologicznej (oraz na wolność córki Toyaha) czyli zaprzeczeniem liberalizmu.
    Jest jak jest czyli liberalizm wygrywa.
    Tak naprawdę z liberalizmem jest jak z komunizmem - to działa tylko w książkach, utopia to jest.
    Ale mówimy że w Polsce był komunizm, tak jak dziś mówimy że liberalizm doprowadził do tego co mamy.
    Już sama proweniencja liberalizmu jako idei, sięgająca czasów tzw oświecenia powinna budzić najdalsze podejrzenia i ostrożność.
    ROAD->UD->KLD->UW->PO - oni wszyscy mienili się liberałami.

    OdpowiedzUsuń
  17. @hes2
    Przeciwieństwem liberalizmu nie są nakazy i zakazy. Liberalizm to jest zespół zakazów i nakazów, tyle że starannie ukrytych. Tak starannie, że Ty na przykład o nich nie masz pojęcia.

    OdpowiedzUsuń
  18. @Remo
    Osobiście twierdzę, że liberalizm to robota Złego.

    OdpowiedzUsuń
  19. @Autor:"Osobiście twierdzę, że liberalizm to robota Złego"

    Rozumiem, ale w takim razie proszę o konkretny zestaw recept na walkę z liberalizmem (tym opisanym w Wikipedii). Jak zniszczyć liberalizm?

    OdpowiedzUsuń
  20. @hes2

    Jeżeli liberał przedsiębiorca może zawłaszczać (wyzyskiwać) pracę ludzką, to dlaczego mamy państwu nie pozwolić jego samego wywłaszczać?

    NB.: ciekawe, czy ci przedsiębiorcy korzystający z nieodpłatnej pracy pod pretekstem "praktyk", czy "szkoleń" odprowadzają swój podatek dochodowy także od swojego przychodu z rzeczywistej wartości tej pracy?

    Bo jakąś tam wartość ma, inaczej liberałów nie interesowałaby.




    OdpowiedzUsuń
  21. Ktoś kto zatrudnia ludzi bez wynagrodzenia łamie prawo, w Polsce nawet więźniowie muszą otrzymywać zapłatę za pracę.

    OdpowiedzUsuń
  22. @Remo:"Ktoś kto zatrudnia ludzi bez wynagrodzenia łamie prawo, w Polsce"

    To może zadaj sobie pytanie dlaczego władza pozwala na łamanie prawa?
    Bo to jest właściwe pytanie o przyczyny tego burdelu panującego w Polsce.

    @Autor:"Zacznij od siebie"

    Nie pytałem od kogo zacząć. Pytam JAK, bo tego nie wiem? Dalej czekam na konkretne propozycje dotyczące w/w przypadków. Jak widać mój apetyt na znalezienia rozwiązania ograniczającego szalejący w Polsce liberalizm znacznie się zmniejszył.

    Tak na marginesie jeżeli w Polsce szaleje liberalizm to co powiedzieć o Wielkiej Brytanii. Tam to chyba jakaś anarchia panuje.

    OdpowiedzUsuń
  23. @hes2
    Władza pozwala na łamanie prawa, bo uznała, ze jakiekolwiek zakazy, nakazy i regulacje są złe. Wszystko reguluje rynek.
    Pytałeś, jak zniszczyć liberalizm. Odpowiedziałem Ci - najpierw zniszcz go w sobie. To będzie pierwszy kamyk, który uruchomi lawinę.

    OdpowiedzUsuń
  24. @Autor:"najpierw zniszcz go w sobie. "

    A więc wierzysz, że libaralizm można wyplenić poprzez "odnowę moralną". Czy podobne podejście masz do problemów zwykłych przestępstw? Czy powinniśmy (jako społeczeństwo) przeciwdziałać przestępczości aktywnie, utrzymywać sądy, policję, prokuraturę, czy raczej też zwalczać wyłacznie poprzez "odnowę moralną"?

    Z tą moją "odnową" to się chyba nie uda. Potrzebuje wskazówek, które pokażą, że moje przekonania, że ludzie ze swojej natury powinni być wolni i mieć swobodę działania w zakresie w jakim nie szkodzą innym (fundamenty liberalizmu) są błędne i że te przekonania powinny być zastąpione przez ........(lista wskazówek)

    OdpowiedzUsuń
  25. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  26. @hes2

    Szczegółowe wskazówki znajdziesz w Starym Testamencie. Np. w tych fragmentach związanych ze Złotym Cielcem.

    32. rozdział Księgi Wyjścia, a jeśli wolisz: w surze Al-Bakarah Koranu.

    Możesz też znaleźć w bardziej swojskiej rozmowie hrabiego Skrzyńskiego z Piłsudskim:
    – Panie Marszałku, a jaki program tej partii?
    – Najprostszy z możliwych. Bić kurwy i złodziei, mości hrabio.

    Obawiam się, że Marszałek zauważyłby rekombinację obu tych bytów w dzisiejszych liberałach. Przynajmniej w tych, którzy tak "zatrudniają".

    Poza tym, mam natrętne odczucie, że zaczynasz trolować. Nic nie wnosisz do tematu poza mnożeniem zastrzeżeń formalnych.

    OdpowiedzUsuń
  27. @ojran:"Trolowanie"

    Wręcz przeciwnie. Staram się o konstruktywne wytyczne jak wyobraża sobie Autor (i inni) walkę z liberalizmem. Tak dmucham na zimne, bo taki np. Stalin całkiem skutecznie walczył z liberalizmem i swoją walkę wygrał. Stworzył taki zamordyzm, że z miasta do miasta nie można było wyjechać bez przepustki władz.

    @:"Bić kurwy i złodziei, mości hrabio."

    Hmm, problem w tym, że liberałowie chyba też podpisują się pod takim hasłem (może nawet obiema rękami:)

    OdpowiedzUsuń
  28. @hes2

    Skoro nalegasz ...

    To, co należy zwalczyć, polega na utrzymywaniu się zabobonu, iż liberalizm zwalnia także od przyzwoitości w stosunkach między ludzkich.

    Że poradzi sobie bez niej, albo, że przyzwoitość może być światem osobno równoległym.

    On (liberalizm) sam zły nie jest, natomiast sam nie potrafi się obronić przed używaniem go za parawan dla niegodziwości.

    W istocie nie chodzi więc o naprawę liberalizmu, tylko o odtrącenie małp od brzytwy. Dlatego wspomniałem o tej wypowiedzi Piłsudskiego.

    Powinno wystarczyć.

    OdpowiedzUsuń
  29. @hes 2

    Powinienem dodać, że wśród wyznawców liberalizmu jest sporo porządnych ludzi. Natomiast nie potrafię rozwikłać zagadki, że właściwie nie przeszkadza im towarzystwo ewidentnie niegodziwych.

    Porządni a głupi, czy też skutkiem zaakceptowania poglądów liberalnych jest po prostu społeczna alienacja?

    OdpowiedzUsuń
  30. Czytając komentarze hesa przypomniało mi się, że immanentną cechą komunizmu, było to - że go nie było! Komunizm miał się pojawić po kolejnej pięciolatce, wraz z Nowym Radzieckim Człowiekiem, za dziesięć lat, za piętnaście. Tymczasem trzeba o niego walczyć i przetrzymać tymczasowe problemy. Drobne nierówności.
    Kiedy słyszę, że w Polsce nie ma liberalizmu; albo że jest go za mało i stąd się biorą wszelkie patologie - przypomina mi się dążenie do komunizmu.

    OdpowiedzUsuń
  31. @rain

    Rozważania wartości liberalizmu są najczęściej chybione i jałowe z przyczyny, za którą odpowiadają.
    jego zwolennicy.

    Ci są skłonni traktować liberalizm jako cel, gdy tymczasem to jest tylko metoda, zaś cel jej stosowania (gospodarczy, społeczny, itd.) ulokowany jest poza liberalizmem. Tak samo jak czas ulokowany jest poza - niech będzie - szwajcarskim zegarkiem.

    Do jakiego celu (osiągania) liberalizm się zatrudni powinno być zagadnieniem zewnętrznym: nic liberalizmowi do tego, czemu służy, bo jest tylko mechanizmem.
    Jednak wielu zwolenników liberalizmu uważa, że jego cel również jest poddany liberalizmowi. W ten sposób wyzbywają się wymagań, a sam liberalizm dehumanizują. Jednocześnie ten manewr uniemożliwia z nimi jakąkolwiek racjonalną dyskusję, bo na najzwyklejsze pytanie:
    - po co liberalizm?
    Odpowiadają: dla liberalizmu!

    OdpowiedzUsuń
  32. Jestem tu pierwszy raz. Zwabiła mnie owa biotechnologia, którą ukończyła Pańską córka. I jestem przerażona tym, co Pan pisze. Właśnie moi znajomi wysłali dziecko na ten kierunek, bo jakaś wielka, świetlana i bogata przyszłość ma czekać absolwentów tej biotechnologii. A tu taka wiadomość... Muszę ostrzec tych ludzi. Ja nie wiem nawet, co to biotechnologia, bom humanistka, ale kojarzy mi się z jakimiś strasznymi rzeczami typu matematyka, fizyka i chemia. BRRR... Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  33. Alicja: niech dziewczyna zwiewa stamtąd jak najszybciej chyba że ma solidne plecy w branży i zaklepaną robotę zaraz po studiach, inaczej ma wybór: doktorat-emigracja-doktorat na emigracji. Pozdrawiam, student po 4 roku bt.

    OdpowiedzUsuń