poniedziałek, 6 sierpnia 2012

Jeszcze o znakach

Zwróciłem już na ten fakt pewną uwagę, czy to w jednym z niedawnych komentarzy, czy może i w samej notce, niemniej uczony doświadczeniem, które informuje, że wrzucone na marginesie głównej dyskusji informacje zazwyczaj przestają istnieć zanim ktokolwiek na nie zwróci uwagę, chciałbym poświęcić tej kwestii osobny tekst. Zapewniam że będzie bardzo krótko. Zresztą inaczej być nie może. Rzeczy naprawdę ważne nie mogą zaginać w gęstwinie niepotrzebnej zupełnie retoryki.
Otóż przeczytałem dziś na Solidarnych2010 informację, że obrońcy życia poczętego zorganizowali gdzieś antyaborcyjną wystawę, no i wtedy, zgodnie ze starym, bardzo świeckim zwyczajem, pojawili się jacyś ludzie i tę wystawę zniszczyli. Redakcja Solidarnych oburza się, że znów doszło do zarówno zamachu na demokrację, jak i na życie poczęte. Oto wiadomość. Oto kolejny temat do smutnych refleksji.
Jak już pisałem, niedawno bardzo spędziłem upojny weekend na wsi u siebie nad Bugiem, i tak jak to zwykle ma miejsce, czas ów w znacznym stopniu wypełniły mi rozmowy z moim kuzynem, który, tak się składa jest bardzo doświadczonym lekarzem-ginekologiem, a przy okazji niezwykle szanowanym obrońcą zycia poczętego. I proszę sobie wyobrazić, że nagle on właśnie oznajmił mi, że walka o prawny zakaz aborcji pozbawiona jest jakiegokolwiek sensu, ponieważ aborcja jako taka – w formie znanej nam dotychczas – praktycznie nie jest już więcej stosowana. Rozmawiałem z nim sobie o różnych bardzo przykrych dla życia i zdrowia kobiety cywilizacyjnych rozwiązaniach, które akurat z aborcją nie mają wiele wspólnego, i które dziś są praktycznie nie do powstrzymania, no i w pewnym momencie pojawiła się owa kwestia aborcji, walce z którą kuzyn mój poświęcił znaczną część swojego nie tylko zawodowego życia, no i powiedział mi on, że każdy kto wywołuje dziś temat aborcji i każdy kto ten temat podejmuje, chcąc nie chcąc, omija najprawdziwszy problem. Aborcja bowiem jest dziś wyłącznie hasłem służącym do podgrzewania emocji na zupełnie innym poziomie.
Jak się okazuje, dziś kobietom, które nie życzą sobie donosić ciąży, ginekolodzy powszechnie przepisują tabletki zwykle stosowane na, o ile dobrze zapamiętałem, chorobę wrzodową. Ponieważ metoda ta nie wymaga specjalnych zabiegów, koszt jej jest minimalny, a jej skuteczność niemal stuprocentowa – jeśli dwie tabletki nie wystarczą, należy tylko zażyć kolejne dwie – lekarze i pacjentki bardzo chętnie z niej korzystają. Kuzyn mój twierdzi, że jeśli się ją stosuje, wywołanie sztucznego poronienia w okresie do trzeciego miesiąca ciąży nie sprawia jakichkolwiek kłopotów, a ponieważ zabiegi po tym terminie należą do rzadkości, aborcja w klasycznym sensie już się nie zdarza. A więc, nie ma o czym gadać. A jak mówię, ze względu na postęp cywilizacyjny, jakiego świadkami jesteśmy w ostatnich latach, to i tak nie jest jedyny kłopot z jakim lekarze-ginekolodzy mają do czynienia.
I to właściwie wszystko. Jeśli wierzyć mojemu kuzynowi, jak mówię bardzo doświadczonemu, mającemu swoje lata lekarzowi, a powodów by mu nie wierzyć nie mam, problem aborcji umarł śmiercią naturalną. Naturalną w tym sensie, że świat zwyczajnie go przegonił. Przemysł farmaceutyczny okazał się bardziej sprawny niż cały ów przeklęty System. Myślę, że jest to równie dobry moment jak każdy inny, by zaobserwować, że kierunek jest zachowany.
Ponieważ bardzo lubię słuchać muzyki, dzięki uprzejmości mojej najmłodszej córki, która w jakimś radiowym konkursie wygrała dla mnie odpowiedni karnet, przez ostatnie trzy dni znaczną część swojego czasu spędzałem na organizowanym zawsze w sierpniu w Katowicach festiwalu o nazwie „Off”. Ja ich osobiście nie miałem okazji spotkać, ale córka moja właśnie powiedziała mi, że wśród uczestników festiwalu po stronie publiczności, furorę robiła rodzina – mama, ojciec i dwoje małych bardzo dzieci – gdzie mama i dzieci były wystrojone w najbardziej klasyczny strój satanistyczny, a więc przede wszystkim czerń, odpowiednie tatuaże i takie tam. Chodzili więc oni w czwórkę po terenie festiwalu i robili wrażenie. Często ludzi prosili ich, by im zapozowali do zdjęć – szczególnie że dzieci były autentycznie śliczne – wówczas dzieci grzecznie wyciągały do kamery mały i wskazujący palec obu dłoni… no i było – jak to lubi mówić choćby Donald Tusk – fajnie.
I na tym już skończę, bo – jak już powiedziałem na początku – nie ma nic gorszego, jak utopienie ważnego przekazu w pustej retoryce.

Bardzo proszę każdego kto ma możliwość o wsparcie finansowe tego bloga. Miesiące wakacyjne – niestety nie tylko dla mnie – to prawdziwa tragedia.

13 komentarzy:

  1. @toyah
    Czytałem gdzieś artykuł na temat faktycznego zaniku "problemu" mordowania dzieci nienarodzonych za pomocą interwencji ginekologa zwanego eufemistycznie "zabiegiem przerwania ciąży".
    Potwierdza to słowa Twojego kuzyna lekarza.
    Widać, że przeciwnicy życia wspięli się na kolejny wyższy poziom.
    Przemysł farmaceutyczny to ciekawy problem, niby ma służyć dostarczaniu lekarstw czyli "specyfików do leczenia" a tymczasem "odziedziczył" doświadczenie producentów cyklonu-b.
    Poszli tylko dalej niż ci, którzy używali go do mordowania ludzi już narodzonych.
    Pigułki do mordowania (zwane poronnymi - prawda jak pięknie nazwane, to tylko poronienie, "przypadek") są wstępem do zapobiegania narodzinom w ogóle.
    Wyeliminuje się w ten sposób niepotrzebne nikomu narodziny wśród ludzi niepożądanych i nieprzydatnych.
    Jeżeli dodamy do tego dodawanie różnego specyfików do pożywienia i powietrza...
    Dzięki temu wreszcie świat zaludniać będą ludzie właściwi, np. tacy jak ta czarcia rodzinka.

    OdpowiedzUsuń
  2. No proszę. Praktyka pozwala szafować odbieraniem prawa do opieki nad dziećmi z byle powodu, po urzędniczemu rozstrzygając, jakie warunki dają jeszcze dziecku prawo do życia z mamą i tatą, a jakie powodują odebranie tego prawa. Do tego zakaz klapsów połączony z zachętami do donosów na rodziców. Tymczasem - jak się okazuje - z wciąganiem dzieci w satanistyczną symbolikę można spokojnie się obnosić.

    Widzę tu związek z tą dostępnością aborcji. Szatan działa bardzo sprytnie - nie namawia do grzechu, a tylko bardzo ułatwia jego popełnienie. Ta łatwość nie uchroni jednak przed konsekwencjami duchowymi. Do tego dochodzi słabość współczesnych ludzi - podatność na depresję, ucieczkę w uzależnienia, autodestrukcję. Dlatego tak ważny jest Kościół jako drogowskaz we współczesnym świecie.

    OdpowiedzUsuń
  3. @Toyah
    A więc to wszystko teatr, z jednej i drugiej strony? Te statki aborcyjne i te wystawy?
    O pastylkach słyszałam już dobrych parę lat temu, że za granicą są powszechnie reklamowane w pismach dla nastolatek.

    OdpowiedzUsuń
  4. @Filozof Grecki
    Na dziś Kościół w osobie abp. Michalika skierował drogowskaz miłości w stronę patriarchy Cyryla i dobrego rosyjskiego człowieka.

    OdpowiedzUsuń
  5. @Marylka
    Pigułka wczesnoporonna to żadna nowość. RU-486 jest popularna od lat 90., wtedy było o niej głośno w mediach. Pamiętam, bo kodowa nazwa popularnego wówczas procesora to 486 i tak mi się to wówczas kojarzyło. Ciekawa jest historia tej pigułki, zwłaszcza na terenie USA, jest w Wikipedii. Statki aborcyjne to nie był teatr o tyle, że w Polsce ta pigułka jest niedopuszczona do użycia, więc można było łyknąć na takim statku. Oczywiście sprawa leku opisanego przez Toyaha wszystko zmienia.

    Warto może dodać, że w Polsce od dobrych kilku lat (jakieś 7-8) są za to dostępne pigułki "antykoncepcyjne", które kobieta bierze po stosunku - jeśli przypuśćmy w zapomnieniu zrobiła to bez zabezpieczenia. Nazwy nie pamiętam. Podobno ginekolog wypisuje na życzenie pacjentki, tak by mogła nosić przy sobie na wszelki wypadek - jeśli z jakiegoś powodu (np. brak stałego partnera) nie chce brać zwykłych pigułek. Przepraszam za dosłowność, ale tak to wygląda. Jeden mój kolega załatwiał te pigułki sobie w czasie, gdy prowadził bujne życie towarzyskie, i w momencie gdy doszło do sytuacji, która mogła skończyć się "wpadką" podsuwał danej dziewczynie.

    OdpowiedzUsuń
  6. @all
    Za Wikipedią przytoczę jeszcze drastyczny fragment opisujący postępowanie przy stosowaniu RU-486: "Po wydaleniu szczątków sprawdzana jest całkowitość zabiegu. (...) Kolejny raz pacjentka przychodzi 1–2 tygodnie później. Wówczas następuje kolejne badanie fizykalne, ewentualnie razem z USG. Przy stwierdzeniu niepowodzenia oferowana jest aborcja chirurgiczna." Sztuczka z lekiem na wrzody jest może i sprytna, ale jest to cały ciąg kłamstwa. Od wypisania leku na wrzody przez późniejsze badania. A jeśli wtajemniczony ginekolog jest nagle niedostępny, to pacjentka musi ryzykować wtajemniczenie innego ginekologa albo ryzykować kłamstwo o samoistnym poronieniu.

    OdpowiedzUsuń
  7. @Filozof Grecki
    Jak wiać, jestem opóźniona.

    OdpowiedzUsuń
  8. @raven59
    Ja się wręcz zastanawiam, dlaczego oni nie wpadli na to wcześniej. W końcu jestem pewien, że jest cała masa leków sprzedawanych z zastrzeżeniem, by ich nie stosować w czasie ciąży.

    OdpowiedzUsuń
  9. @fi.g
    Ja, jak mówię, widziałem ich tylko na zdjęciu, ale z tego co wiem, oni wszyscy bardzo zadbani i weseli. Tatuaże jakie miała ona i dzieci były porządnie zrobione, a stroje też nie były kupione za jakieś marne grosze. To była prawdziwa wystawa. Tak że nie ma powodu, by państwo miało jakoś interweniować.

    OdpowiedzUsuń
  10. @Marylka
    Nie znam się, więc nie wiem, jak to było z tymi pastylkami poronnymi. Ale one chyba były stosunkowo drogie. A poza tym, jako tabletki ściśle poronne, gdzieniegdzie były zakazane. Tu w tej chwili sprawa jest czysta.

    OdpowiedzUsuń
  11. @fi.g
    On twierdzi, że tu nie ma ani komplikacji ani tak zwanego pudła. Jak co to najwyżej trzeba wziąć te tabletki jeszcze raz.

    OdpowiedzUsuń
  12. Nasza, chrześcijańska(?) cywilizacja ulega coraz głębszej degeneracji. Symbolem tego może być ta opisana przez Ciebie satanistyczna rodzinka. Jeżeli się nic nie zmieni ulegnie takiemu samemu rozpadowi, jakiemu uległa cywilizacja rzymska i parę innych mniej znanych z historii.
    Chyba, że nasza cywilizacja wykaże się zdolnością do samoodrodzenia, o co warto się modlić.
    Jeżeli to nie nastąpi - nie widzę ratunku.
    Na pocieszenie powiem, że na padlinie naszej cywilizacji (bo trudno w tym wypadku mówić o gruzach) powstanie coś nowego. Nie wiem co, ale - jeżeli nie będzie globalnego i całkowitego kataklizmu - na pewno powstanie.
    Stawiam na muzułmanów. Turcja nie ma problemów z przyrostem naturalnym. Nie mają tych problemów inne kraje muzułmańskie. Nie mają satanistów, a swojego Boga traktują poważnie i są gotowi aktywnie swojej wiary bronić.

    OdpowiedzUsuń
  13. toyah pisze...

    @raven59
    Ja się wręcz zastanawiam, dlaczego oni nie wpadli na to wcześniej. W końcu jestem pewien, że jest cała masa leków sprzedawanych z zastrzeżeniem, by ich nie stosować w czasie ciąży
    .

    Wpadli wcześniej, to jest oczywiste, a za chwilę powiem jak. Najpierw jednak co do sedna sprawy, czyli wprowadzenia Ru-486 (mifepristonu) na rynek przez koncern Russel-Uclaf. Otóż długo nie mieli zgody na masowe badania - próby statystyczne wymagane prawem przed wprowadzeniem leku do sprzedaży - aż nagle taką zgodę wydali Francuzi, i od tego miejsca było już dla sprzedających pigułki z górki.

    Pigularze i fabryki chemiczne sprzedawały je już wcześniej, bez żenady, a owych substancji farmakologicznych wywołujących aborcję ciąży było lekarzom znanych kilkadziesiąt. Z pewnością były stosowane, jak powiedział mi kolega ze studiów około 1990 roku. Na ile masowo to trudno mi powiedzieć bo lekarzem nie jestem, niemniej jak to powiedział mój kumpel "co z tego, że w farmakopei nie było - i tak wszyscy wiedzieli, jak to się robi".

    Silny cytostatyk + lek skurczowy.

    I gotowe. Podobno dokładnie wiadoma część produkcji leków przeciwrakowych (niekoniecznie, jak piszesz, przeciwwrzodowych - to jest taki eufemizm) szła wcale nie na leczenie zmian rakowych - szybko narastających komórek - lecz na spędzanie płodów - szybko narastających komórek.

    Mechanizm działania cytostatyków jest tak oczywisty że PODOBNO ich historia jest odwrotna - na długo przed ich zastosowaniem do leczenia raka pierwsze cytostatyki były testowane na kobietach którym nie wolno było, lub które same nie chciały donosić dziecka na świat, rozpoczętej ciąży.

    Znam daty i miejsca; wymienianie ich rozsadziłoby ramy komentarza. Kiedyś, przy okazji opowiem.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.