czwartek, 16 sierpnia 2012

I żeby już tu nie wracali...

Przy okazji ostatnich wydarzeń związanych z udziałem syna premiera w przekręcie popularnie znanym jako Amber Gold, pojawiło się kilka bardzo poważnych refleksji, jednak chyba od żadnej z nich nie wiało tak niemal trupim chłodem, jak od tej związanej w najmniejszym stopniu z tym wypasionym byczkiem, z jego rodziną, czy politycznym biznesem, jaki jego rodzinie zapewnił pozycję i powodzenie, a nam coraz bardziej tylko nędzę i rozpacz. Nie o nich myślę. Mam tu na myśli Prawo i Sprawiedliwość, a więc życiowy projekt Jarosława Kaczyńskiego i jego zamordowanego już ponad dwa lata temu przez złych ludzi brata.
Ja oczywiście znam owe półszydercze analizy, które nas uprzedzają, że jeśli Prawo i Sprawiedliwość chce jeszcze kiedykolwiek przejąć władzę w Polsce, powinno wszystkich swoich polityków pochować w bardzo ciemnym zaułku, a i sam Jarosław Kaczyński powinien jak najmniej pokazywać się publicznie i wygłaszać jakiekolwiek opinie. Znam ten żart, doceniam jego przebiegłość, natomiast jestem pewien, że nawet jeśli za nim stoją jakiekolwiek rzeczywiste racje, uważam go za kompletnie pusty i pozbawiony jakiejkolwiek perspektywy, dokładnie tak samo, jak pusta i pozbawiona perspektywy jest dziennikarska kariera Roberta Mazurka, bodajże twórcy tego grepsu.
Bo o co chodzi? Przypadek Michała Tuska i jego polityczno-biznesowych protektorów pokazuje nam chyba już najwyraźniej, że Polska znalazła się w tym miejscu, gdzie trzeba być albo osobą naznaczoną osobiście przez Boga, albo kompletnym idiotą, żeby w obecnej sytuacji planować przejęcie jakiejkolwiek odpowiedzialności za tę ruinę. I pisząc to, wcale nie sugeruję, że jedyne co nam się opłaca, to pozwolić tej bandzie złodziei – a terminu tego używam, jak się można domyślić, wyłącznie umownie – dalej prowadzić nasz kraj do ruiny, by kiedy ich wreszcie piekło pochłonie, stanąć na tych gruzach i wziąć wszystko jak swoje. O nie! Tak dobrze wcale nie jest. Już w tej chwili kondycja naszego kraju jest taka, że, jak mówię, trzeba być albo posłańcem Niebios, albo ostatnim bałwanem, by choćby próbować dotknąć czegokolwiek, co ta banda porzuciła.
Donald Tusk zorganizował swoją konferencję prasową w sprawie afery Amber Gold, media jego wystąpienie odpowiednio skomentowały, natomiast jak idzie o opozycję, to – o ile czegoś nie przegapiłem – głównie wypowiedzieli się Ryszard Kalisz i Jacek Kurski, no i jakiś posel z PiS-u, którego nazwiska akurat nie udało mi się zapamiętać. Reszta, w tym przede wszystkim Jarosław Kaczyński, zapewne w oczekiwaniu na ostateczny wybuch, pozostała w schronach. A ja, po raz pierwszy w życiu chyba, nawet się nie zastanawiam, czy tam istnieje jeszcze jakiś plan. Bo – chyba po raz pierwszy w życiu – mam bardzo głęboką obawę, że trzeba być osobą albo posłaną przez samego Pana, albo kompletnym durniem, żeby cokolwiek planować. Bo o jakim planie możemy w ogóle mówić, skoro nie jesteśmy nawet w stanie wytyczyć sobie choćby bardzo ogólnego celu.
Na zakończenie swojego poprzedniego wpisu opowiedziałem jak to pewien komentator, odnosząc się do moich refleksji na temat całych zastępów pozbawionych jakichkolwiek perspektyw, bardzo ambitnych młodych ludzi, gotowych pracować za pół-darmo, lub wręcz za darmo, by przynajmniej nie wyjść z wprawy, zapytał: „A to źle, że chcą pracować?” I ja sobie dziś myślę, że oto materia z którą przyjdzie się zmagać tym, którzy, być może już bardzo niedługo, wejdą na ten porzucony teren. Z jednej strony ci biedni, czy to zbankrutowani, czy to na progu bankructwa ludzie, wypełnieni albo niczym nieskażoną obojętnością, albo nienawiścią do wszystkiego i wszystkich, a z drugiej kompletnie rozgrabiony kraj, zapomniany już nawet przez samego Boga.
Trochę ten wpis jest niepoukładany, a więc niech już taki zostanie do końca. I niech przyjmie jeszcze te dwie historie. Uczę trochę angielskiego w pewnej bardzo poważnej korporacji. Niedawno okazało się, że oni potrzebują nieco odciążyć pewną asystentkę dyrektora i zorganizowali nabór na to stanowisko. Przyjęli dziewczynę. Nic specjalnego. Standard. Wysoka, zgrabna, ładna, zamiast „dzień dobry”, mówi „witam”. Pytam mojego ucznia-dyrektora, trochę ze względu na zmartwienia mojej córki, co trzeba umieć, żeby dostać tego typu pracę. Odpowiada mi on, że nic. Ma umieć robić kawę, znać trochę język, no i dobrze, żeby nie była głupia. I kiedy już sobie pomyślałem, że właściwie nie jest źle, dowiedziałem się jeszcze czegoś: po opublikowaniu oferty, oni otrzymali ponad dwieście CV. Wygrała ta jedna. A ja już się tylko zastanawiam, czego zabrakło tym pozostałym? Miały kolczyki w nosie i tatuaże na policzku?
No i jeszcze coś. Też już o tym wspominałem. Starszy Toyah przebywa aktualnie w Coventry, gdzie pracuje za siedem funtów na godzinę, i jeśli tylko zechce, może tam pracować przez kolejne lata. Ponieważ zna gładko trzy języki, jest ciekawy świata, oczytany, grzeczny i inteligentny, może też spróbować podjąć tam jakieś studia. Pewna bardzo nam bliska osoba, wręcz histerycznie popierająca obecnie rządzący Polską układ, na sama myśl o tym, że Jaroslaw Kaczyński mógłby wrócić do władzy reagująca wściekłością, nieustannie nas namawia, by on nie wracał. By w żadnym wypadku nie wracał. Żeby nie wracał do Polski, nie wracał na uniwersytet, nie robił sobie nadziei. Niech tam zostaje i stara się żyć.
Módl się za nami grzesznymi.

Bardzo proszę o dalsze wspieranie tego bloga. Numer konta podany jest tuż obok. Każdy gest jest prawdziwie bezcenny. Jednocześnie przypominam, ze w najbliższą niedzielę na krakowskim Przedmieściu w Warszawie odbędzie się organizowane przez Solidarnych 2010 spotkanie z blogerami Coryllusem i Toyahem. Zapraszam gorąco. Jeśli nam pozwolą, będzie można kupić książki z osobistą dedykacją autorów.

8 komentarzy:

  1. Przed ostatnimi wyborami parlamentarnymi zastanawialiśmy się z kolegą, czy PiS przejmie władzę i jaki wpływ na ich politykę będzie miała sytuacja, w jakiej znalazła się Polska pod rządami PO. Sugerowałem, że lepiej byłoby nie podejmować się próby rządzenia w tym trudnym czasie. Na co mój kolega stwierdził, że po kolejnej kadencji PO nie będzie już czym rządzić. I rzeczywiście, tak się dzieje. A lepszych czasów nie widać.
    Jest w Polsce osoba "naznaczona osobiście przez Boga" i mam nadzieję, że ma plan "przejęcia odpowiedzialności za tę ruinę". Bo na pewno odpowiedzialności tej nie wezmą osoby, które doprowadziły nasz kraj do takiego stanu.

    OdpowiedzUsuń
  2. Prawo i Sprawiedliwość już dawno powinno zabierać głos jedynie bardzo poważnie i tylko na tematy podstawowe. Powinni opisać obawy i nadzieje części społeczeństwa, którą reprezentują i nawiązać z nią w ten sposób trwałą więź. Stworzyć wspólnotę ludzi, którzy widzą upadek Polski i chcą nasz kraj z tego upadku podnieść. Dotkliwym ciosem dla PiS były szopki w stylu Migalskiego w prezydenckiej kampanii wyborczej. Czas żartów skończył się już wtedy a nawet trochę wcześniej, gdy Tusk storpedował amerykańską tarczę antyrakietową w Polsce. Może teraz politycy PiS zmądrzeli. Lepiej późno niż wcale. Plan mimo wszystko powinien być. Tamci bez wątpienia mają wszystko zaplanowane. Widać, że Tuska wykończą politycznie chyba jeszcze w tym roku. Ekipa Tuska ze strachu przed "samobójcą" zrobi wszystko, co im każą. Strach się bać, co nam szykują po Tusku.

    OdpowiedzUsuń
  3. @Jacek Dydyński
    Katastrofy i tak już chyba nie unikniemy.

    OdpowiedzUsuń
  4. @fi.g
    Obawiam się, że Prawo i Sprawiedliwość w chwili obecnej praktycznie już nie istnieje. Mówiąc "praktycznie" mam na myśli istnienie, które komukolwiek do czegokolwiek jeszcze służy. Mam nadzieje, że się mylę.

    OdpowiedzUsuń
  5. Mój znajomy, do tej pory zagorzały zwolennik PO mówi mi:
    - Najlepiej by Polska była niemieckim landem. To jedyne wyjście.

    Oni już nie chcą być Polakami. Ich satysfakcjonuje w zupełności bycie niemiecką kolonią.
    Zdziwią się, jak to będzie kolonia rosyjska.

    OdpowiedzUsuń
  6. Napisałem już to gdzieś. Przeczytałem w Rzeczpospolitej notatkę, że w ostanich latach z Polski wyemigrowało na stałe dwa i pół miliona osób. Najczęściej są to ludzie lepiej wykształceni, bardziej zdeterminowani, bardziej pracowici.
    Ci ludzie do Polski nie wrócą. Wróci najwyżej 10% nie więcej. Dlaczego? To już temat na oddzielny długi tekst.
    Przyszło mi do głowy głupie porównanie:
    Taki sam efekt dałoby zrzucenie na Polskę 40 bomb atomowych o sile tej, zrzuconej na Hiroszimę, na skutek czego wyparowali wszyscy mieszkańcy Warszawy, Poznania i kilku mniejszych miast jak Częstochowa czy Kielce.
    Czy to nie jest nasz Polski Amargedon?

    OdpowiedzUsuń
  7. @Jan
    Ja myślę, że na rosyjską kolonię oni się też chętnie zgodzą. Byleby nie PiS.
    Zobacz to: www.rosja.salon24.pl

    OdpowiedzUsuń
  8. Zajrzałem na tę Rosję w Salonie.

    Powtórzę za Tobą:
    Módl się za nami grzesznymi.

    OdpowiedzUsuń