piątek, 10 sierpnia 2012

Uwaga! Będą się bronić

Wszystko się zaczęło od tego, że w Salonie24 znalazłem bardzo ironiczny tekst, w którym autor postanowił wykpić coś co wcześniej znalazł w którymś z blogów na newsweek.pl, a co z kolei wyszydzało znak krzyża, jaki przed swoją słynną obroną rzutu karnego na Euro2012 wykonał polski bramkarz Przemysław Tytoń. Ponieważ przedmiot tych kpin robił wrażenie naprawdę niezwykłe, udałem się za tym tropem i trafiłem na ów krąg wyznaczony przez blogi Newseeka i trafiłem na najpierw na bardzo ciemne zdjęcie jakiegoś łysego człowieka z flaszką piwa, a podpisującego się jako Erwin Wencel, a później już na jego teksty.
Muszę przyznać, ze mimo swojej wieloletniej kariery jako blogera i w końcu człowieka, który wiele widział, ów Erwin Wencel zrobił na mnie wrażenie. Faktem jest, że czegoś takiego, co znalazłem w tekstach jakie ów człowiek publikuje w portalu newsweek.pl dotychczas nie miałem okazji czytać. Jest to bowiem autentycznie ekstremalny wybuch najbardziej wulgarnej pogardy, gdzie wydaje się, że żadne granice już nie istnieją. Nie będę ani do tego bloga likował, tym bardziej oczywiście nie będę dawał żadnych cytatów, wystarczy że wszystkich ciekawych, o czym mówię, zachęcę, by użyli swojej najbardziej chorej wyobraźni, a znajdą się właśnie tam, gdzie ja miałem okazje zajrzeć. No, może aż tak, ale z pewnością skutecznie się do twego miejsca zbliża.
Dyskutowaliśmy tu trochę ostatnio o chamstwie, i wydaje mi się, że to wszystko co ów Erwin chce nam powiedzieć, z całą pewnością pomogłoby nam ustalić pewne fakty, jednak nie o niego najbardziej mi tu chodzi. To co mnie akurat najbardziej w tym wybuchu najbardziej prymitywnego prostactwa uderzyło, to to, w jaki sposób jego autor tłumaczy swoje prawo, a nawet swój obowiązek, do tego, by tego typu retorykę, a przy okazji rozwiązania, proponować. Otóż on robi dwie rzeczy. Przede wszystkim, on bardzo chytrze zastrzega, że za to co on na tym swoim newsweekowym pisze, odpowiada w takim samym stopniu jak on – administrator portalu i sam właściciel tytułu. Więc to po pierwsze. Po drugie natomiast wyjaśnia ów człek, że jego agresja jest aktem samoobrony, zarówno w sensie czysto ludzkim jak i prawnym. W tym swoim przekonaniu o słuszności swoich działań, posuwa się bowiem do tego, że cytuje odpowiedni ustęp kodeksu karnego, który mówi, że „nie popełnia przestępstwa, kto w obronie koniecznej…” i tak dalej…
I to jest właśnie to, co mnie tak zainteresowało. Ten własnie argument. Że tu chodzi wyłącznie o obronę konieczną. Uważam bowiem, że w ten sposób otrzymaliśmy odpowiedź na nasze wszystkie dotychczasowe pytania, a jednocześnie zapowiedź tego, co nas czeka, jeśli się w jednej chwili nie uspokoimy. Oni się zwyczajnie będą musieli bronić. A jak bronić? No to już wiemy. Wszystko zależy na ile poczują się zagrożeni. Proszę zwrócić uwagę na to, co nam sugeruje Erwin Wencel, bloger portalu newsweek.pl. On zdaje sobie sprawę, że tam gdzie się znalazł może zainterweniować prawo, i chyba jednak nie chodzi o to, że on używa słów powszechnie uważanych za obelżywe – w końcu bez przesady, za to że ktoś o kimś powiedział, że jest „chujem”, jak nas uczy przypadek Zbigniewa Hołdysa, póki co nie wsadzają. Jemu z całą pewnością musi chodzić o coś więcej. Gdyby to tylko był ten „chuj” i parę jeszcze innych brzydkich słów, które tam się tak gęsto pojawiają, on ani by nie wspominał o ewentualnej współodpowiedzialności Piotra Bratkowskiego, który ma za zadanie moderować treści na portalu, ani też właścicieli tytułu. Nie cytowałby in extenso zapisu kodeksu o obronie koniecznej, zwracając taką uwagę na fragment o przekraczaniu granic owej obrony, gdzie jak byk stoi, że „w razie przekroczenia granic obrony koniecznej, w szczególności gdy sprawca zastosował sposób obrony niewspółmierny do niebezpieczeństwa zamachu, sąd może zastosować nadzwyczajne złagodzenie kary, a nawet odstąpić od jej wymierzenia”.
Zastanawiam się więc, co ten Wencel kombinuje takiego, że aż mu się chciało sięgać do kodeksu karnego? Możliwe że nic. Może być tak, że to jest jakiś biedak coś tam dłubiący na klawiaturze swojego peceta, bo to i nie ma z kim pogadać o swojej niechęci do Kaczorów, i też do „Szkła kontaktowego”, dodzwonić się nie sposób, i ostatecznie mu zostaje ten blog. Może być tak, że tu, jak ona nas wielokrotnie uspokaja, chodzi wyłącznie o to, by sobie trochę poświntuszyć. Ja bym jednak brał pod wagę, że jemu po głowie już wkrótce zaczną chodzić rozwiązania bardziej interesujące, niż bezkarne rzucanie bluzgów. Zwłaszcza że przy okazji tekstów, jakie on już napisał, można znaleźć parę prawdziwych konkretów, jak choćby ten o „przypierdalaniu w ryj”, czy o „gonieniu z kijami i widłami”.
Jednak to wszystko jest nieistotne. I tak do niczego mądrego tu nie dojdziemy. Rzecz w tym, ze jest mowa o przekraczaniu granic obrony koniecznej, za co się należy albo nadzwyczajne złagodzenie kary, albo wręcz od niej odstąpienie. I ja bym proponował się nad tym elementem skupić. I nam – bo w końcu, jak już mówiłem tu parę razy, na nich należy mieć bardzo uważne oko – ale też tym, których ten dziwny bardzo człowiek określa jako „nolens volens” biorących udział w jego szczególnym przedsięwzięciu. Bo jak przyjdzie co do czego, to jego się potraktuje, jako osobę obłąkaną, a nas nie uratuje nic.

Ledwo ciągnę. Jeśli ktoś ma jakiś luźny grosz, a ma ochotę wesprzeć ten blog, będę bardzo zobowiązany. Numer konta obok. Dziękuję.

9 komentarzy:

  1. Mam pytanie do osób znających się na prawie karnym. Czy "buczenie" i wygwizdywanie jest nielegalną metodą politycznej ekspresji, czy dozwolonym (i uczciwym) okazywaniem stosunku do obecnej polityki pewnych osób?

    OdpowiedzUsuń
  2. @Jacek Dydyński

    To nie ma nic wspólnego z legalnością. Przynajmniej dopóki nie powróci nam do przepisów prawa crimen laesae maiestatis (zbrodnia obrazy majestatu).

    Natomiast, zanim to nastąpi, gdyż pragnienia lumpen-majestatu są widoczne, z pewnością, na razie nielegalne byłoby otwarte stosowanie represji "na te buczące i gwiżdżące".

    To się w "państwie prawa" załatwia inaczej: represjami zastępczymi. Tj. za cokolwiek innego, a gdyby były trudności, to się takie "cokolwiek innego" wyprodukuje.

    Wcześniej następuje potępienie w mediach w trybie wywoływania nienawiści do takich buczących przerabianiem ich na Emmanuela Goldsteina (por.: Orwell 1984 - Two Minutes Hate).

    Totalitaryzm poznaje się m.in. po tym, że nie pyta, o co chodzi takim buczącym, lecz z marszu przechodzi do ich potępienia. Wszak chodzi o stłumienie wszelkiej krytyki.

    Po gorliwości potępień poznaje się osobową gotowość totalniacką.

    OdpowiedzUsuń
  3. @orjan

    Rok 1984 - jak to określił Toyah "podstawowe źródło inspiracji zarówno dla wyższych funkcjonariuszy reżimu, jak i dla pracowników niższego szczebla" (Twój pierwszy elementarz)
    W "tiwien 24 hours hate" pomysły Orwell'a trenują do perfekcji...

    Całe szczęście, że żyjemy w "państwie prawa", gdzie nie stosuje się standardów ze wschodu.

    OdpowiedzUsuń
  4. W dyskusji, którą prowadzimy tu o obchodach rocznicy Powstania wielu a może wszyscy piszą o "buczeniu". Mnie nie było na miejscu ale z telewizora wyraźnie słyszałem, kiedy przy Kopcu Powstania skandowano przyśpiewki "a na drzewach zamiast liści..." oraz "raz sierpem, raz młotem...". Więc nie chodzi tylko o buczenie. Teoretycznie możliwe jest, że ktoś od nich mógły złożyć doniesienie o stosowaniu gróźb karalnych:) W mojej ocenie do przestępstwa nie doszło, chociaż znając publicystykę występujacą w orzecznictwie cywilnym (sprawy Wałęsa vs. Wyszkowski, Miodek vs. Braun, A. Tysiąc vs. red. nacz. Tyg. Niedziela) i gorliwość sądu wydziału karnego(pokrzywdzony/świadek prof. Wolniewicz) spodziewać się można jeszcze wiele.
    Możemy jeszcze deliberować o znieważeniu funkcjonariusza publicznego lub o zakłócaniu porządku publicznego, także raczej czysto teoretyzując.
    Ale jeżeli oni mówia już o obronie koniecznej...

    OdpowiedzUsuń
  5. Oczywiście, może być różnie, jednak bardzo prawdopodobnym rozwiązaniem jest to, że oni nam zaczną podrzynać gardła. W ramach usprawiedliwionego przekroczenia granic obrony koniecznej.

    OdpowiedzUsuń
  6. @Jacek Dydyński
    Nie musiała rozdawać. W każdym kiosku ruchu jest ich zatrzęsienie. Po głupie 15 zł.

    OdpowiedzUsuń
  7. Toyah,

    poza tematem.Czy ogladales ceremonie zakonczenia Olimpiady?
    Mysle ze obie ceremonie,zarowno rozpoczecia jak i zakonczenia moglyby posluzyc za temat do niejednej pracy naukowej traktujacej o stanie ducha Brytanii.Nie pokusilbys sie napisac czegos na ten temat?
    Ostatniej nocy organizatorzy Show nie pozwalali mi zapomniec o moim ulubionym miejscu w Sieci:)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  8. @tobiasz11
    Tu nie chodzi o stan ucha Brytanii. Taki jest stan ducha świata. Ile ludzi na całym świecie oglądało obie te imprezy? Miliard? Dwa? Jestem pewien, że wszyscy byli zachwyceni.
    Coś napisać wypada, tylko nie umiem znaleźć odpowiedniego środka.

    OdpowiedzUsuń