środa, 5 maja 2010

Wykopywanie taboretu



Przeczytałem dziś wpis posła Marka Migalskiego, w którym ten rozpacza nad tym, co zechciał zademonstrować w swojej najnowszej wypowiedzi Stefan Niesiołowski. Kto chce się zapoznać z fragmentami, zapraszam na blog Migalskiego. Kto pragnie poczytać więcej, niech sobie czyta w Polsce. Osobiście nie polecam. Nie ma tam nic ani szczególnie zaskakującego, ani nawet ciekawego, pomijając może fakt, że Stefan Niesiołowski, podobnie jak wielu innych żałobników z 10 kwietnia, doszedł już do siebie i nie grozi mu szaleństwo. Pozostaje zwykłe opętanie. Nie polecam też ze względu na komentarze, jakie pojawiły się pod tą notką, a które świadczą wyłącznie o tym, że Młodzi Demokraci naprawdę walczą o to, by już po 20 czerwca móc spokojnie wyjechać na wakacje. Walczą z taką determinacją, że każdy kto umie myśleć logicznie, musi dojść do wniosku, że to ich marzenie musi się spełnić. Tyle że nie koniecznie w tym kierunku, w jakim sobie to zamyślili.
A więc lepiej tam nie zaglądać. Jedyne co mogę polecić, to by powtarzać sobie – jak mantrę – to nazwisko: Stefan Niesiołowski, Stefan Niesiołowski, Stefan Niesiołowski…Po co? Po nic. Żeby wiedzieć i żeby je zapamiętać. I żeby wiedzieć, po co się chce pamiętać. Bo jestem pewien, że ono się nam jeszcze kiedyś przyda. I tyle. Reszta jest stara jak to wszystko, co nas otacza i oblepia tą gęstą, śmierdzącą mazią nienawiści. Nienawiści niezwykłej, o której kiedyś będziemy czytali w podręcznikach, a z którą dziś musimy sobie jakoś radzić. I liczyć, że stanie się w końcu coś, jakiś cud, który spadnie na te zaczadzone łby i zrobi z nimi odpowiedni porządek. Bo jeśli to się nie uda, to – jak już tu zostało tu niedawno wspomniane – trzeba będzie próbować inaczej. I niech Bóg nas wszystkich przed tym broni.
Reszta jest, jak mówię, stara. Pragnę dziś – właśnie w związku z tym co się dzieje dookoła nas – przypomnieć wpis, jeden z pierwszych na tym blogu, jeszcze z marca 2008 roku, kiedy można było liczyć na to, że są rzeczy, tak po ludzku, po prostu niemożliwe.
Może zabrzmi to jak fikcja, niestety jest najczystszą prawdą. Otóż rozmawiałem wczoraj z osobą mi bardzo bliską, w pewnym sensie najbliższą. Pełny standard: wyższe wykształcenie, rodzina, samochód, porządna praca, bardzo miła powierzchowność, niewymuszona uprzejmość. Plus jeszcze coś. To jest zwyczajnie bardzo dobry człowiek. W pewnym momencie człowiek ów poskarżył mi się, że od pewnego czasu Onet nie chce umieszczać jego postów i że jego zdaniem robi to ze względu na słowo “ścierwo”. Pisze on bowiem tekst zaczynający od słów “Wy piso-bolszewickie ścierwo” i Onet tego nie puszcza. Chodzi teraz o to, żeby “ścierwo” zastąpić czymś innym, tylko czym?
Rozmawialiśmy dłużej i ów dobry człowiek powiedział, że jemu osobiście jest wszystko jedno, kto będzie rządził i w ogóle jest mu ogólnie wszystko jedno, ale ma jedno marzenie. Chce zobaczyć Kaczyńskich, Ziobrę, Gosiewskiego, Girzyńskiego, Szczygłę w kajdankach, a potem już z radością przeżywać każdy dzień, wiedząc, że wszyscy oni gniją w więzieniu. Kiedy mu powiedziałem, że jak już PiS przestanie istnieć, to trzeba będzie się pozytywnie za czymś opowiedzieć, odpowiedział spokojnie i bez śladu emocji, że od czasu rządów Mazowieckiego on osobiście nie obstawia nikogo szczególnie, ale chce, żebym zrozumiał, że to wszystko jest nieistotne, wobec tej jednej jedynej emocji. "Zrozum. Jak już będą wreszcie wieszać Kaczyńskiego, to ja będę pierwszy, który z radością wykopie spod niego ten taboret. Bo ja nie mówię o polityce, o rządzeniu, o tym czy oni coś tam zrobili dobrze, czy źle. Ja ich po prostu nienawidzę”.
Mój rozmówca ani się nie denerwował, ani nie używał brzydkich słów, ani nie miał szczególnie złej miny. Po prostu chciał mi wytłumaczyć swój stosunek do, jak to określał “piso-bolszewii”. Nie dyskutował, nie przekonywał, nie był ciekawy moich opinii – po prostu najuczciwiej na świecie tłumaczył swoją polityczną postawę.
Przyznam, że osobiście nie sądzę, żeby onet.pl specjalnie go ignorował, urażony słowem “ścierwo”. Jeśli się czyta codzienne komentarze internautów, trudno się słowem “ścierwo” poczuć szczególnie zaszokowanym. Nienawiść - czysta, żywa, najszczersza nienawiść do wszystkiego, co reprezentują bracia Kaczyńscy ubierana jest na forum Onetu w tak fantazyjną retorykę, że tu nie może chodzić o kolejne słowo. I nie o słowach chcę pisać. Chodzi mi mianowicie o ogólne podejście.
Wszyscy jesteśmy okropnie rozdyskutowani, wielu z nas uważa, że ma rację i że ta nasza racja jest tak szczera, że wystarczy krok, a uda się osiągnąć choć minimalne zbliżenie. Jest jednak przy tym tak – i część z nas zdążyła tego boleśnie doświadczyć – że niekiedy po przeciwnej stronie zamiast argumentu spotykamy jedynie prostą, czystą niechęć. Niechęć ta manifestuje się różnie; czasem jest to zdanie typu “A wam tam w PiSie ile płacą za te komentarze?”, a czasem jasne i proste: “Pisiory, zamknąć dzioby”.
Po wspomnianej wyżej rozmowie nagle uzmysłowiłem sobie, że oto po raz pierwszy z taką uczciwością i szczerością zostałem skonfrontowany z całym sednem obecnego sporu. Mój rozmówca nie obrażał mnie, nie złościł się na mnie, nie lekceważył mnie kąśliwymi docinkami. Zwyczajnie przedstawiał stan rzeczy. Chodzi mianowicie o nic innego, jak o najzwyklejszą, najdoskonalszą nienawiść i tyle. Reszta to już tylko tak zwany pijar, czy jak mu tam. Gdzie więc miejsce na rozmowę? Gdzie czas na szukanie porozumienia i zgody? Wszędzie może, ale nie w tym temacie.
Mądrzy komentatorzy, znawcy przedmiotu, analitycy bardziej i mniej obiektywni starają się rozpoznać scenę polityczną i społeczną w kraju. Ośrodki badania opinii publicznej mierzą stosunek społeczeństwa do tego czy innego polityka, tego czy innego zdarzenia, a doświadczeni eksperci przedstawiają swoje analizy i proponują rozwiązania. Ostatnio wszyscy zajmujemy się niską oceną społeczną pana Prezydenta. Okazuje się bowiem, że 50% społeczeństwa uważa, że Prezydent powoduje konflikty, 21%, że nie wpływa na nic, 46%, że jest gorszy od prezydenta Kwaśniewskiego, 21%, że zdecydowanie źle wpływa na wizerunek Polski, 58%, że nie reprezentuje godnie Polski, etc. etc. I wszyscy zastanawiamy się, dlaczego, oraz co można i trzeba zrobić, żeby nie było tak źle.
Mnie natomiast wśród pytań sondażowych brakuje jednego, podstawowego: jaki procent z osób badanych i badających żyje od rana do nocy jednym, pięknym marzeniem: by być w końcu tym pierwszym, który wykopie taboret?

16 komentarzy:

  1. Toyahu
    Chciałoby się skomentować, ale nie dajesz szansy. Napisanie "tak, tak właśnie myślę" jest bezsensu.
    Dzisiaj rano zobaczyłam sondę na TVN24. Może niedokładnie zacytuję intencję: "czy Kaczyński powinien włączyć się do kampanii?". I satysfakcja jakiegoś mówiącego na wizji (nie przechodzi mi przez palce "dziennikarz"), że 70% tego pragnie. Brakuje chyba paliwa do nienawiści.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nienawisc czesto towarzyszy prawdzie. Podaza za nia jak cien. Jaka prawde o Niesiolowskim zna Jaroslaw Kaczynski?

    OdpowiedzUsuń
  3. Przepraszam za "bez sensu" :)

    OdpowiedzUsuń
  4. ... fakt, wprost porażająca jest dla mnie ta beznamiętność, zupełny brak emocji w wyrażaniu czystej "żywej" nienawiści u wielu ludzi z którymi ostanio, przy okazji zbierania podpisów popierających Jarosława Kaczyńskiego, miałem okazję zamienić kilka słów. Takie rzucane jakby od niechcenia, np. "co tego?! jakbym mógł to bym go spalił" dobitnie, jak dla mnie pokazują, że udało się w Polsce wyhodować udoskonalony, czysty typ czegoś w rodzaju "nowego hitlerowca-bolszewika" który już nie przejmuje się, tak jak ci z dwudziestego wieku, jakimiś tam nazwę to przewrotnie "zasadami" w rodzju zamykania przeciwników bądź ośmielających się myśleć inaczej w koncłagrach na ten przykład. No bo przecież w koncłagrze trzeba postawić baraki, zasieki, wykarmić więźniów i strażników. Koszty!!
    Po co? Natychmiastowa eksterminacja to jest to co jest potrzebne. Najlepiej żeby była też bolesna.
    I zero kontaktu z tymi, nie bardzo wiem jak ich nazwać? Ludzie to są jeszcze, czy już bestie w ludzkiej skórze?

    OdpowiedzUsuń
  5. Anonimowy,
    Wie. Z pewnością wie. I nie tylko o nim.

    OdpowiedzUsuń
  6. Niestety, to nie są potwory. Tak by było łatwiej. Ale nic z tego.

    OdpowiedzUsuń
  7. No właśnie. No, cholera, właśnie. Mam wiele doświadczeń podobnych do tego, które opisałeś. Spotkałem się nieraz z taką właśnie postawą. Z tą nienawiścią. I nienawiścią tą nie dyszą potwory. Ten syk płynie z ust, umówmy się, porządnych ludzi. Rodzina, praca, zmaganie się z życiem nie odbiegające od Twojego czy mojego.

    Ja się polityką nie interesuję, wszystko to kłamstwa, stek bzdur i tylko walka o stołki, żeby nachapać się możliwie dużo. A Kaczora z całą pisobolszewią zesłałbym na Madagaskar.

    Taka postawa. Próbowałem, zresztą wciąż próbuję dyskutować, argumentować. Czytam, ryję w internecie w poszukiwaniu informacji. Na nic, szkoda czasu. Ta postawa nie ma nic wspólnego z racjonalnością. To jakiś ersatz. Za wszystko.

    Więc spokojnie liczmy na siebie. Damy radę.

    OdpowiedzUsuń
  8. ... Nie? pisze Pan "Niestety, to nie są potwory" - a czym byli ci esesmani, gestapowcy, enkawudziści jak nie bestiami w ludzkiej skórze wyhodowanymi na pożywce nienawiści odbierającej rozum? Ile czasu potrzebowali "hodowcy" aby porządny, kulturalny zdawałoby się Niemiec po "zaaplikowaniu" odpowiedniej dawki nienawiści z człowieka tylko mówiącego np. "te parchate Żydy, coś trzeba z nimi zrobić" zamienił się w projektanta i budowniczego komór gazowych i pieców krematoryjnych. I selekcjował ten porządny i kultralny Niemiec ludzi do gazu i do spalenia. O cytujących Majakowskiego enkawudzistach już nie wspomnę.
    No ile czasu to trwało?
    To co nasi rodzimi "hodowcy" wsączyli do umysłów dużej części polskiego społeczeństwa jest tym samym co już było w historii "przetrenowane" przez różne gebbelsy, gauleitery czy inne politruki. Taki skrót myślowy.
    I bardzo proszę nie mówić że współczesny człowiek to brzmi dumnie, że cywilizacja współczesna, że Europa, że bla bla bla.
    Historia pokazuje, wystarczyło tylko mając "materiał ludzki" przygotowany, zachowując pozory demokracji zmienić prawo - przykład ustawy norymberskie w Niemczech hitlerowskich - i już. Efekt końcowy - do gazu i przez komin. Albo strzał w potylicę jak w Katyniu lub Wyspy Sołowiejskie czy inna Kołyma, gdzie nawet ślad po ludziach nie został.
    To szybko idzie.
    Niestety ta nienawiść o której mówimy a która zasiana została w dużej części polskiego społeczeństwa jest niebezpieczna, odbiera rozum.
    Jak to idzie? Gdy rozum śpi ...

    OdpowiedzUsuń
  9. Dla Polaków 10 kwietnia był dniem tragicznym. Dla tych, o których piszesz, był to dzień triumfu.
    Oto spełniły się ich sny i marzenia. Tylko Bóg spełnił je za bardzo. Gdyby zginął tylko Kaczyński, Kurtyka, Wasserman i paru innych mogliby być szczęśliwi. A tak to za dużo tego dobrego. I jeszcze ta żałoba, Wawel, widok ludzi na ulicach i flag z kirem - to ich przerosło.
    Jedyne co mogli wyartykułować to bełkot W i F w radu S oraz kuriozalną opinię tzw. Rady Etyki Mediów. I próba sprowadzenia wszystkiego w stare koleiny. Ale już się nie da. I oni o tym wiedzą.
    Nadchodzi godzina próby - albo Polacy zdołają zrzucić medialne kajdany, albo zwyciężą oni. A wtedy czeka nas triumf zła i nienawiści.

    OdpowiedzUsuń
  10. Koziku!
    Świetny jest ten cytat, który przedstawiłeś. Tak mnie zainspirował, że nawet miałem nadzieję coś w związku z tym napisać. Ale, jak to zwykle bywa, wpadło mi do głowy coś innego.
    Ale zapraszm Cię tu jutro. Mam nadzieję, że Ci się spodoba.

    OdpowiedzUsuń
  11. Tomasz!
    Może i masz rację. Może jest tak jak mówisz. Jedna jednak uwaga: Ja nigdy tu nie napisałem, że bla, bla, bla.

    OdpowiedzUsuń
  12. Właśnie się nie spełniły. Niedosyt bywa bardzo bolesny.

    OdpowiedzUsuń
  13. Proszę Pana, jeśli w jakikolwiek sposób poczuł się Pan dotknięty - Może inaczej, jeśli uważa Pan że te trzy słowa są niestosowne w tym miejscu, a mogę przypuszczać że tak jest, to bardzo Pana przepraszam.
    Może chciałem zbyt szybko i skrótowo przekazać myśl, że cywilizacja, kultura to jest tak delikatna i cienka otoczka na współczesnym człowieku i wystarczy w zasadzie tylko "jedno ukłucie" aby wszystkie te ochy i ahy ludzi "kulturalnych i wykształconych" może i z wiekich miast, w rodzaju, kocham Mozarta, och! Bach to geniusz, Musorgski och ... uleciały bez śladu, a zostało tylko zwierzę i jego pierwotne instynkty członka dzikiego stada.
    Żeby daleko nie szukać w latach, wystarczy wspomnieć Jugosławię z przed lat raptem nastu ...

    Postaram się być, hmm, jeśli można tak napisać, "ostrożniejszy" na przyszłość

    OdpowiedzUsuń
  14. Tomasz!
    Ja świetnie rozumiem stan w jakim znalazła się nasza cywilizacja. Nie trzeba mi tego tłumaczyć. Stąd bowiem między innymi sukces tego bloga.

    OdpowiedzUsuń
  15. Toyahu,
    dobry tytuł.

    Uczestniczyłem wczoraj w podobnej rozmowie w pracy, a raczej przysłuchiwałem się i przyglądałem występom moich trzech kolegów: 1. młodziak - na co dzień do rany przyłóż, 2. sympatyczny antyklerykał 3. katolik - stare chłopisko. Można byłoby zanucić: było ich trzech w każdym z nich inna krew, ale jeden przyświecał im cel: Dokopać Kaczyńskiemu. Użyte środki artystyczne: pełen zestaw min, drwin, kpin, gestów i... "argumentów" od wersji light: "rodziny ofiar katastrofy dostały wsparcie finansowe! Przecież to skandal!!! A tylu ludzi ginie na drogach i nic nie dostają!" do wersji hard: "jaką trzeba być debilką z wyżartą połową mózgu, żeby się po tylu już dniach nie zorientować, że syn nie żyje."

    No nie wytrzymałem, obdarzyłem epitetami. Otrzymałem w zamian wykład o tym, iż można powiedzieć, że ktoś gada głupio, ale nie można powiedzieć, że ktoś jest głupi. Ot, wyczucie subtelności.

    Seansik trwał długo. Wszystkich obrzydliwości nie byłbym w stanie wymienić. W końcu padło ostateczne wyznanie i uzasadnienie z usta katolika - "ja po prostu go nienawidzę". I bardzo spokojna deklaracja, wraz z uzasadnieniem: "będę głosował na Komorowskiego, bo nie wiem dlaczego, ale Tusk Kaczyńskiego się boi!"
    Zacząłem się śmiać. Choć powodów do śmiechu nie ma. Absurd czasami wywołuje taką reakcję.

    Bardzo dobry tytuł, Toyahu. Gdyby był taboret w moim biurze, koledzy, na pewno użyliby go jako rekwizytu do odegrania sceny finałowej swego przedstawienia. I jeszcze byliby dumni, gdyby wpadli na taki świetny pomysł. Ta kilkugodzinna rozmowa było obezwładniającym doświadczeniem. I jeszcze muszę zarywać noc, żeby odrobić udział w tym biurowym horrorokabarecie.

    Tak, jak niedawno napisałeś: Niech ktoś mi powie, że tu chodzi o politykę.

    Ech. Z kim ja muszę pracować.

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja tylko mam nadzieję, że ta skala jest trochę inna nim się może wydawać.

    OdpowiedzUsuń