wtorek, 11 maja 2010

Kolagen - z podziękowaniem i z dedykacją



Prywatną stronę toyah.pl uruchomiłem z dwóch względów. Po pierwsze chciałem, żeby te wszystkie wpisy, jakie udało mi się napisać przez minione dwa lata z kawałkiem, a które – co wiem na pewno – tylu osobom sprawiły radość, były bezpieczne. Nie chodzi o to, że mam jakiekolwiek podejrzenia w stosunku do Salonu24, bo nie mam i jestem pewien, że im ze mną jest równie dobrze jak mnie z nimi. Ale pomyślałem sobie, że tak będzie lepiej.
Drugi powód był już – jak wielu wie – bardzo osobisty. Od początku roku szkolnego systematycznie traciłem pracę i w pewnym momencie, właśnie tak w okolicach kwietnia, znalazłem się w sytuacji, że skończyły nam się pieniądze i zostaliśmy wyłącznie z niezapłaconymi rachunkami. Pomyślałem więc sobie, że zacznę może traktować ten blog trochę tak, jak ludzie którym się nie wiedzie, a coś tam potrafią robić, i prosić o pomoc właśnie a konto tych paru smutnych talentów. Pomyślałem sobie, że gdybym potrafił grać pięknie na gitarze lub na skrzypcach, to pewnie bym poszedł pod dworzec, wystawił czapkę i zaczął grać. I w ten sposób bym się podratował.
Powiem szczerze, że ta sytuacja nie pasuje mi ani trochę. Prowadziłem tego bloga, pisząc tu czasem codziennie, robiąc to najlepiej jak potrafiłem, i nawet do głowy mi nie przyszło, że mógłbym brać za to pieniądze. I byłem z tego bardzo dumny. Liczyłem już bardziej na to, że – szczególnie po tym, jak ten blog został wyróżniony nagrodą – uda się może te teksty gdzieś drukować, lub wręcz wydrukować. Na nic. Dziś jest tak, że to co pojawia się od miesiąca na moim koncie zdecydowanie pomaga przeżyć. Zdecydowanie. I nie ma takiego sposobu, żebym mógł wyrazić z tego powodu swoją wdzięczność. Jednak wciąż liczę, że od nowego roku, kiedy zacznie się nowy rok szkolny, będę miał już przygotowanych tyle zajęć, że z czystym sumieniem numer mojego konta z tego blogu usunę i dalej – tak jak kiedyś – będziemy się tu spotykać dla czystej radości dzielenia się prawdą. Bo dla mnie, jako starego punka, nie ma większej satysfakcji, jak popatrzeć na te 601 już wpisów i poczuć, że w tym nie ma za grosz komercji. Wciąż jeszcze niestety nie dziś.
Dziś jeszcze raz dziękuję wszystkim. Pozwolę sobie, najdyskretniej jak to tylko możliwe, bez żadnych szczegółów, wymienić tu wszystkich, którzy mi przez ostatni miesiąc tak bardzo pomogli, a jednocześnie pokazali, że naprawdę lubią to co robię. Niektórzy z nich to moi dobrzy już znajomi. Większości jednak nie jestem w stanie nawet zidentyfikować. Wiem, że każdy pomagał jak mógł. To jest absolutnie porażające.
A więc Dorocie z Rzeszowa. Kozikowi. LEMMINGOWI. Witoldowi z Warszawy. Wojtkowi z Gliwic. Ani z Olsztyna. Krystynie z Gdańska. Edwardowi z bardzo niedaleka. Latinitas – mojej pięknej przyjaciółce z Lublina. Łukaszowi z Jeleniej Góry. Radkowi ze Szczecina. Pawłowi z Warszawy (jesteś niesamowity!), Piotrowi z Krakowa. Przemkowi z Warszawy. Renacie stąd. Tobie, Michale. Elżbiecie ze Szczecina. Rafałowi z Krakowa. Jerzemu z Warszawy. Państwu Wieczorkom z niedaleka. Józkowi ze Szwecji. Sławkowi z Warszawy i jeszcze drugiemu Sławkowi Bóg raczy wiedzieć skąd. Leszkowi z Krakowa. Joli spod stoku. Krzysztofowi ze Szczecina. Radkowi też ze Szczecina. Naszemu Człowiekowi w Zakrzówku. Przemkowi znad morza. Tomkowi z Krakowa. Sławkowi z Warszawy. I Tobie, mój drogi Traube. Pawłowi z Poznań (niech żyje Lech!) Mitkom z Niemiec. Juliuszowi z Łomży. I Tobie Ginewro. Joli z Warszawy. Mojemu imiennikowi ze Szczecina. Piotrowi z Warszawy. Elżbiecie z Warszawy. Tomkowi z Wrocławia.
Również dziękuję człowiekowi, który mi wysłał złotówkę, żeby – jak sam zapowiedział w Salonie i w tytule wpłaty – mnie upokorzyć. Za doświadczenie.
Dziękuję również wszystkim moim kolegom zza granicy, którzy wpłacali pieniądze przez PayPala. A więc – Andrzejowi z Waszyngtonu. Również za niezwykły plakat. Jakubowi chyba z GB. Jackowi nie mam pojęcia skąd. Last but not least Arturowi i za kasę i – przede wszystkim – za danie mi roboty. Jankowi z Kanady za dobre słowa (mam nadzieję, że wyszedł Pan z choroby).
Również dziękuję wszystkim tym, którzy pomagają mi szukać pracy. To jest bezcenne.
Dla Was wszystkich wklejam tu pewien stary tekst, który jest tak trochę tu bez okazji. Ale podobał mi się on zawsze i myślę, że zasługujecie na tę specjalną dedykację. To dla Was. Cóż mogę dziś więcej? Nazwałem go KOLAGEN.
Moja starsza córka, jak może niektórzy wiedzą, studiuje biotechnologię, a jest to nauka, z mojego punktu widzenia, tak kosmicznie obca i abstrakcyjna, że nie mam sposobu, żeby choć w przybliżeniu nawiązać z nią kontakt na poziomie ściśle zawodowym. Na szczęście, jak wszystkie moje dzieci, jest ona bardzo mądra i wyrozumiała, więc ile razy porusza wobec mnie tematy związane z chemią białek, lub z genetyką molekularną bakterii, stara się przemawiać do mnie jak do dziecka, żebyś, tatusiu, wszystko zrozumiał. W ten sposób, rozmowy z moją córką są dla mnie zawsze bardzo pożywne i wzbogacające. Przychodzi ona do mnie i pyta, na przykład: „Czy ty wiesz, dlaczego oczy…?”, albo „Czy zauważyłeś, że kiedy człowiek…?” i tak dalej w tym kierunku. A ja wiem, że wszystko co ona mi powie, będzie bardzo ciekawe.
Dziś, moja córka opowiedziała mi o kolagenie. Mam nadzieję, że większość z nas mniej więcej wie, co to jest ten kolagen i do czego on ma służyć, ale na wszelki wypadek, bardzo ogólna informacja. Kolagen jest to białko, które znajduje się w ludzkiej skórze i sprawia, że ta skóra nie jest pomarszczona, lecz gładka. Niestety, jest też tak, że, najczęściej z wiekiem, tego kolagenu ubywa i starsi ludzie dostają na przykład zmarszczek. Takie życie.
W tej sytuacji, przemysł kosmetyczny wymyślił, że będzie produkował kremy z dodatkiem kolagenu i sprzedawał je kobietom za ciężkie pieniądze, żeby one sobie owe kremy wcierały i przez to ich skóra stawała się piękna, czyli gładka. Otóż moja córka powiedziała mi, że problem z kolagenem jest taki, że on złożony jest z trzech łańcuchów, a więc przez to jest zbyt duży, żeby przeniknąć w głąb skóry. W tej sytuacji, zdając sobie sprawę z utrudnień, przemysł farmaceutyczny wymyślił, że należy te łańcuchy jakoś pociąć i rozdrobnić, i tym sposobem umożliwić penetrację. Ogłosił też przy tym, że kiedy już ten pocięty kolagen zostanie wchłonięty przez pomarszczoną skórę, już tam w środku ulegnie reaktywacji i zacznie skutecznie działać.
Córka moja twierdzi, a ja nie mam powodu, żeby jej nie wierzyć, że do tej reaktywacji nie ma prawa dojść. Zniszczony kolagen w tych warunkach nie jest w stanie się odbudować, a więc to całe nacieranie, smarowanie i wklepywanie tej mazi jest absolutnie nieskuteczne. Z kolagenem, czy bez, krem który sobie pomarszczone panie kupują, daje tylko taki efekt, że te ich zmarszczki nawilża i przez to sprawia, że kiedy sobie po nich przejadą równie pomarszczoną dłonią, to poczują ten aksamit, który – już zaglądając do innej beczki – mogą skutecznie skosztować, pijąc któryś z jogurtów, czy smarując chleb masłem. Ot i cała filozofia.
Któryś z bardziej intelektualnie posuniętych i cynicznych czytelników tego bloga powie mi, że się zajmuję głupstwami, bo każde dziecko wie, że reklamy kłamią. Oczywiście, samo już takie podejście bardzo mi się nie podoba, bo uważam, że nie ma nic bardziej wstrętnego, niż popisywanie się swoją przenikliwością w stosunku do człowieka, który chce sobie zwyczajnie ponarzekać. Ale w tym akurat wypadku, sprawa jest znacznie bardziej skomplikowana. Ja bowiem doskonale wiem, że reklamy kłamią i że to jest fakt aż nudny w swej oczywistości. Wiem jeszcze coś więcej. Że to nieludzkie namawianie ludzi zagrożonych rakiem, lub zawałem serca, do tego, by sobie poszli do apteki i kupili pastylki, lub ewentualnie do spożywczego i nabyli któryś ze wspomniany tu już aksamitnych jogurtów, cuchnie ewidentnym kryminałem. I to, że ten świat, który wielu z nas tak bardzo imponuje, postanowił ten proceder autoryzować, jest strasznym grzechem. I że, prędzej czy później, natura ludziom odpowiedzialnym za to kłamstwo, jeszcze zdąży zademonstrować, jak można się naprawdę bać.
Ale dziś chodzi mi po głowie tylko ten kolagen. Kiedy widzę te gładkie fryzury i te pięknie skrojone garnitury. Gdy słucham tych słów, tak pięknie sklejonych zwykłym kłamstwem. Kiedy przyglądam się tym twarzom wykrzywionym w tryumfalnym poczuciu przynależności. Kiedy oglądam te rzędy równych, białych zębów, sączących wiadomość o tym, że oto udało się zrobić następny krok. Gdy widzę tych zdrajców, puchnących z dumy, że wyczuli odpowiedni moment, żeby być tam, gdzie podejmowane są decyzje, myślę sobie, że zbliża się coś niezwykle spektakularnego. Parę razy ostatnio zastanawiałem się, jak to się dzieje, że niektórzy z nas podejmują wybory absolutnie wbrew nie tylko zdrowemu rozsądkowi, ale – o zgrozo – naturze. Że akceptują zło i w jednej chwili w nim toną tak głęboko, że nie mają już stamtąd możliwości wyjścia. Jak to jest?
Dziś już wiem. To jest dokładnie ten sam mechanizm, który każe niektórym wierzyć, że można zatrzymać czas. Że, jeśli tylko się człowiek postara, to – zapewniając sobie tę odrobinę codziennej satysfakcji – przy okazji i powstrzyma naturę. To jest ten kolagen. I proszę mi wierzyć. Jeśli dziś myślę o przemyśle, to z całą pewnością nie o przemyśle farmaceutycznym.

7 komentarzy:

  1. Gdybym wiedział, jakie masz kłopoty przesłałbym więcej. Może w przyszłości będę mógł wykorzystać Twoją znajomość angielskiego.

    Nie usuwaj konta bankowego. Nigdy.

    Otrzymaliśmy dar, więc trzeba go wykorzystywać. Nie wolno go odrzucać.

    /wiem, że chodzi Ci o komfort psychiczny/

    pozdr.
    ag0062

    OdpowiedzUsuń
  2. Moja znajomość angielskiego służy do wykorzystywania.

    OdpowiedzUsuń
  3. toyah,

    Głowa do góry. Bardzo źle to świadczy o RP ze nie chce, czy nie umie wykorzystać Twojego potencjału intelektualnego i Twego wykształcenia.
    Bardzo dobrze, że zwróciłes się w potrzebie do ludzi dobrej woli. Każdy pomaga, bo chce i jest to normalny, solidarny odruch ludzki.
    Dziękuję Panu Bogu, że mogę pomóc i dane mi było pomagać wielu ludziom i wiem, że dobro zawsze wraca. To ja odczuwam potrzebę pomagania innym i cieszę się, że mogłam wspomóc także Twój talent.
    Dzięki za Twoją ufność w ludzi, a zwłaszcza w nas, czytelnikow Twego bloga.

    Żartem napiszę,że lepiej w życiu dawać niż pożyczać, bo efekt ten sam, a przyjemność większa.

    OdpowiedzUsuń
  4. Toyah,
    Mogę tylko podpisać się oboma rękami pod tymi dwoma wpisami!
    Pozdrawiam!
    Bydło

    OdpowiedzUsuń
  5. Krzysztof.

    Popieram wyżej piszących. Numeru konta nie usuwaj. Są ludzie, którzy w naturalny sposób chcą się odwdzięczyć, za to co piszesz. Zrozum, że pomagając Ci, czują się lepiej.

    Maciek

    OdpowiedzUsuń
  6. Ależ proszę bardzo Toyahu, cała przyjemność
    po mojej stronie.....Atlantyku.

    Pozdrawiam Cię serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  7. polecam się;-)

    OdpowiedzUsuń