piątek, 28 maja 2010

O czarnych klubowiczach, byśmy nie zapomnieli



Pewnie większość z nas zauwazyła wzmożone ostatnio działania czarnej propagandy, które dodatkowo jeszcze zostały wypełnione agresją, jakiej dawno nie widzieliśmy. Ponieważ zawsze jest dobrze wiedzieć, kto to do nas puka, proszę poczytać sobie następujący tekst. Oryginalnie został on opublikowany już rok temu w zaprzyjaźnionym Mieście Pana Cogito - banerek z linkiem tuż obok. Polecam.
Znów ktoś powiedział, że Wałęsa to głupek, a na dodatek agent i dziwkarz i pan Bolesław nie wytrzymał. On oczywiście nie wytrzymał już dużo wcześniej, ale tym razem nie wytrzymał na dobre. A przynajmniej tak mówi. Skąd taka reakcja? Ja w Salonie przeczytałem wczoraj, że Jarosław Kaczyński uprawia seks doodbytniczy z Ludwikiem Dornem, a informacja ta została ubarwiona bardzo szczegółowymi i niemniej realistycznym opisami tego pożycia, a mimo to nie słyszałem, żeby którykolwiek z panów przy tej okazji ogłosił, że zrzeka się wszelkich dotychczas uzyskanych honorów i wyjeżdża z Kraju. Ktoś mi powie, że te plwociny na temat Dorna i Kaczora to rojenia chorego umysłu, podczas gdy pan Bolesław, nawet jeśli nie jest dziwkarzem, to z pewnością jest głupkiem i agentem. No ale przecież cała cywilizowana opinia publiczna gotowa jest zaświadczyć własnym życiem, że to wszystko są oszczercze brednie, a sam były prezydent może na to nawet dać słowo honoru. Więc o co chodzi?
Dobrze. Wiem. To wciąż niczego nie wyjaśnia. W końcu obraza to obraza. Tu, na mnie na przykład, wciąż tabuny czerwonych pająków mówią, że jestem komunistą i mimo że to nieprawda, to ja bardzo jestem z tego powodu załamany. Ale czy ja grożę, że jak oni nie przestaną, to ja wyemigruję? Komunista zresztą to pikuś. Inni bowiem opowiadają, że ja jestem do bani nauczycielem. I też jest mi przykro, bo jakże tak! Ale nawet tu nie grożę, że w tej sytuacji się pogniewam, oddam wszystkie swoje dyplomy, ordery, puchary i cholera wie co jeszcze, zamknę się w sobie i przestanę chodzić do knajpy z moimi byłymi uczniami. Pozdrowienia!
A więc może chodzi o to, że na Wałęsę gadają w książkach i w telewizji, a na mnie tylko w Salonie? Może i tak. Kto wie? No ale w czym Salon, lub Polis gorszy od mainstreamu? Przecież już dawno mądrzejsi ode mnie wyjaśnili, że w zinformatyzowanym i oplecionym medialną siecią świecie nie ma już właściwie podziału na media ważniejsze i mniej ważne. Internet w dzisiejszej dobie wygrywa wybory. Telefony komórkowe obalają rządy. Niedawno w telewizji widziałem, że prawdziwa sztuka filmowa już nie jest tworzona w Hollywoodzie, ani nawet w Nowym Jorku, nie mówiąc już o Indiach, lecz w youtubie i wspominanych już kamerkach firmy Samsung. Więc jak to jest? Jak ja tu napiszę, że Wałęsa to komunistyczny szpicel i pospolity złodziej, to pies z kulawą nogą się tym nie zainteresuje dopóki nie wydrukuje tego IPN albo Arcany? A niby dlaczego? Panie Prezydencie, moim zdaniem jest Pan ruskim bucem i kapusiem! Halo? Słyszy mnie Pan? Chce Pan na bilet?
Cała Polska, od jakichś 15 lat, wie na sto procent, że Lech Wałęsa był tajnym, świadomym i bardzo chętnym do pracy współpracownikiem tajnych służb komunistycznej represji. Każdy Polak, jeśli tylko jest minimalnie zainteresowany życiem publicznym, doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że Lech Wałęsa, będąc wiceprezydentem u Mieczysława Wachowskiego, ukradł, a zapewne także zniszczył, całą kupę bardzo tajnych i cennych dokumentów świadczących o jego uwikłaniu we współpracę agenturalną. I nie ma tu żadnych wyjątków. Powyższy stan rzeczy jest znany każdemu, a jeśli ktoś nie chce o tym rozmawiać, albo wręcz te fakty kwestionuje, to wyłącznie ze względów politycznych i z uwagi na bieżące interesy. Nie ma ludzi w Polsce - za wyjątkiem osób kompletnie nieprzytomnych - którzy wierzą w to, że Lech Wałęsa jest autentycznym bohaterem polskiej walki o niepodległość. Ostatni tacy wymarli doszczętnie wspomniane już15 lat temu.
Ale jest jeszcze coś co każdy - nie koniecznie nawet zdrowo - myślący Polak doskonale wie. To mianowicie, że Lech Wałęsa jest najzwyklejszym, najbardziej przeciętnym durniem. Kiedy oglądamy Lecha Wałęsę w telewizji, czytamy jakąś jego prasową wypowiedź, albo idziemy na jakieś z nim spotkanie i słuchamy jak plecie, wiemy znakomicie, ze mamy do czynienia ze zjawiskiem w publicznej przestrzeni absolutnie wyjątkowym. I - podkreślam to raz jeszcze - wie to każdy. Ja, Wy, Monika Olejnik, a nawet Bronisław Komorowski i Donald Tusk, nie mówiąc już o Palikocie. Każdy człowiek, który ma oczy które widzą i uszy które słyszą, wie że tu nawet nie ma o czym gadać. Pozostaje czysta polityka i bezczelne kłamstwo.
A więc w tej sytuacji, kiedy głosy wyrażające w stosunku do Lecha Wałęsy czystą pogardę nie chcą zamilknąć, Wałęsa wybucha i mówi, że on już ma dość. Ja oczywiście do pewnego stopnia go rozumiem. On wprawdzie zaprzecza wszelkim pomówieniom, twierdzi, że nie dość, że jest czysty jak złoto, to jest człowiekiem mądrym, sprytnym i bardzo przenikliwym, ale osobiście jestem przekonany, że zna swoje intelektualne i moralne ograniczenia bardzo dobrze, czuje je, męczy się z nimi i w gruncie rzeczy ich nienawidzi. I to jest sytuacja bardzo niekomfortowa. On, dzięki tej swojej historii i tym przedziwnym zakrętom losu, znalazł się tu gdzie się znalazł, z tą całą swoją sławą i nadmuchaną wielkością, z tymi doktoratami, z tymi pieniędzmi, z tą rozpoznawalnością i absolutnie nie jest w stanie sobie z tym poradzić. I gdyby jeszcze świat mu dał na chwilę odetchnąć, to może by sobie znalazł jakieś spokojne miejsce i żył jak zwykły człowiek - owszem, kiedyś bardzo znany, a nawet przez wielu uwielbiany - ale teraz już tylko jako ten właśnie zwykły człowiek. Myślę, że można by nawet było się tak umówić, że prawo by mu dało dożywotnią absolucję.
Tymczasem, niestety, całe bandy bezwzględnych kombinatorów, z szczerze powiem, że nie do końca dla mnie pojętych powodów, postanowiły grać tym biednym człowiekiem tak długo, aż go prawda i zwykłe, ludzkie pragnienie sprawiedliwości, dopadnie i zetrze w pył. Cóż za brak litości! Cóż za wyrachowanie! I po co? Jaka będzie z tego bezpośrednia korzyść? Załóżmy nawet to, że Donald Tusk, razem ze swoim nowym kumplem Napieralskim zlikwidują IPN? Załóżmy nawet takie rozwiązanie, że instrukcja, którą w tak mocny sposób na swoim blogu przedstawił Aleksander Ścios http://cogito62.salon24.pl/394624.html, zostanie zrealizowana i jakimś cudem uda się doprowadzić do tego, że wprowadzi się ustawowy zakaz mówienia źle o Lechu Wałęsie. Wszędzie. W książkach, gazetach, telewizji, a nawet w rozmowach prywatnych. Załóżmy nawet, że Parlament uchwali w budżecie specjalny fundusz na rozwój prac badawczych nad historyczną wielkością Lecha Wałęsy. Mało tego - niech nawet Parlament uchwali likwidacje z polskiego słownika imienia Bolesław. I co to zmieni? Prawo i Sprawiedliwość nie wygra następnych wyborów parlamentarnych? Nie żartujmy. Andrzej Olechowski zostanie przyszłym prezydentem Polski? Andrzej Olechowski. Oto dopiero nadchodzi ciekawy kawałek tej historii. Bo tak naprawdę tu wcale nie chodzi o Wałęsę. On już jest ostatecznie skończony. Z niego już nic nie będzie. Ta przygoda jest już dawno zamknięta. Tu nawet nie chodzi o Donalda Tuska i te wszystkie nadzieje, jakie z nim wiążą całe grupy naiwnych komentatorów w rodzaju Krzysztofa Leskiego. Powiem więcej. Tu nawet nie jest problemem Janusz Palikot i jego nieuchronnie zbliżające się przywództwo w Platformie. Skoro już zdecydowaliśmy się na tę demokrację, to nawet dziesięć stadionów dla Legii Warszawa, kolejne 15 kanałów tematycznych telewizji TVN i sześć orderów uśmiechu dla pani Bożeny, nie zmienią faktu, że do następnych wyborów pójdą wyłącznie osoby zaangażowane całym sercem. Sercem prawdziwym, a nie okrwawionym mięśniem. Tu może chodzić najwyżej o kogoś takiego jak Andrzej Olechowski.
Kiedy Lech Wałęsa już był Bolkiem, ale jeszcze nie wszyscy sobie z tego zdawali sprawę, Olechowski przez wszystkich dobrych ludzi nazywany był nie inaczej jak TW Must. Co ciekawe, ta jego ubecka przeszłość nigdy nie wydawała się robić wrażenia ani na nim, ani na osobach z zewnątrz. Tak się jakoś zawsze składało, że Olechowski był powszechnie rozpoznawany jako były kapuś, a jedyna znana mi reakcja na tę wiedzę ograniczała się do wzruszenia ramionami. Ale co tam ubek? Przez całe długie lata Olechowski funkcjonował na peryferiach polskiego zycia politycznego i gospodarczego, zawsze w sytuacjach najbardziej podejrzanych z możliwych, i też nigdy to nikogo nie obchodziło. Doszło do tego, że Olechowski osiągnął taki stan, gdzie każdy wiedział, że ktoś taki jak Olechowski istnieje, że jest osobą niezwykle ważną i wpływową, ale przy tym wszyscyśmy się zachowywali, jakby to kim on jest, czym się zajmuje i z jakiej to w ogóle okazji jest wciąż osobą publiczną, nas w ogóle nie interesowało. Dziś już, między innymi właśnie dlatego, że żyjemy w świecie otwartym i demokratycznym, wiemy o istnieniu tworu o nazwie Bilderberg. Dla przybliżenia, cytat z wikipedii http://pl.wikipedia.org/wiki/Grupa_Bilderberg:
„Grupa Bilderberg albo Klub Bilderberg - nieformalne międzynarodowe stowarzyszenie wpływowych osób ze świata polityki, biznesu i przemysłu. Spotkania grupy odbywają się raz do roku. Podczas nich omawiane są najważniejsze w danym czasie dla świata sprawy dotyczące polityki i ekonomii. Pierwsze spotkanie tego typu miało mieć miejsce w holenderskim Hotelu de Bilderberg (stąd pochodzi nazwa grupy) w Osterbeek w maju 1954, a odbyło się z inicjatywy wpływowego polskiego polityka i emigranta Józefa Retingera, który był stałym sekretarzem grupy aż do śmierci w 1960. Konferencje Grupy Bilderberg odbywają się przy obecności wyselekcjonowanych dziennikarzy, lecz zgodnie z obietnicą dyskrecji, nie zdają oni relacji z przebiegu ani treści rozmów. Tym też należy tłumaczyć brak zainteresowania mediów spotkaniami, w których uczestniczą m.in. takie osobistości jak prezes Banku Światowego James Wolfensohn, żona byłego prezydenta Stanów Zjednoczonych Hillary Rodham Clinton, były premier Wielkiej Brytanii Tony Blair, żona Billa Gatesa - Melinda Gates, czy Andrzej Olechowski. Według uczestników, ze względu na nieformalny charakter, spotkania pozwalają na swobodną wymianę poglądów niezależnie od aktualnych animozji politycznych. Niejawność spotkań i ogromne wpływy posiadane przez zaproszone osoby, spowodowały, że niektórzy komentatorzy przypisują członkom Grupy Bilderberga tworzenie nieformalnego rządu światowego, a w konsekwencji zamiar wprowadzania rozwiązań ekonomiczno-politycznych sprzecznych z wolą społeczeństwa. Niektórzy zwolennicy teorii spiskowej dotyczącej tzw. Nowego Porządku wskazują Klub Bilderberg jako bezpośrednich kontynuatorów idei zakonu iluminatów. Jednakże są także osoby które wskazują inne grupy wpływowych osób jako realizatorów Nowego Porządku.
Grupa Bilderberg nie jest organizacją, ponieważ nie istnieje w niej coś takiego jak członkostwo i nie wybiera się żadnej rady, chociaż posiada oficjalne biuro w Lejdzie w Holandii. Domniemani uczestnicy Grupy Bilderberg z Polski to m.in.: Andrzej Olechowski - od 1994 Hanna Suchocka - 1998 Sławomir Sikora (prezes Citibanku) - 2004 Jacek Szwajcowski (prezes Polskiej Grupy Farmaceutycznej) - 2005 Aleksander Kwaśniewski - 2008" Dlaczego ja się postanowiłem nagle zająć tym „klubem"? Z trzech powodów. Dwa z nich są wymienione w samym tekście w wikipedii. Pierwszy: „Konferencje Grupy Bilderberg odbywają się przy obecności wyselekcjonowanych dziennikarzy, lecz zgodnie z obietnicą dyskrecji, nie zdają oni relacji z przebiegu ani treści rozmów". Drugi: „Niektórzy zwolennicy teorii spiskowej dotyczącej tzw. Nowego Porządku wskazują Klub Bilderberg jako bezpośrednich kontynuatorów idei zakonu iluminatów. Jednakże są także osoby które wskazują inne grupy wpływowych osób jako realizatorów Nowego Porządku". Ci którzy czytają moje teksty z reguły sa osobami myślącymi, więc ani słowa już o tym. Po co?
Jest jednak jeszcze trzeci powód, dla którego się trochę wystraszyłem. Sam Olechowski. On ostatnio, nie wiadomo z jakiej cholernej okazji, pokazuje się publicznie dużo za często. Bardzo dużo za często. Przyłazi, gada i straszy. I ja autentycznie nie wiem, co on tu robi, a - co najgorsze - co on może. A boję się, że on akurat może więcej, niż nam się wydaje. No i wciąż się zastanawiam, czego on tu szuka. Wczoraj występował u Olejnikowej i ja po raz pierwszy w życiu widziałem ją w stanie takim, jaki osiągają tylko młode dziewczyny na pierwszej w życiu randce. Bardzo to było ciekawe. Na szczęście, w tym wszystkim są informacje, które każą nam się nie lękać. Nie lękać się i wierzyć, że jest coś, czego bramy piekielne nie przemogą. Wczoraj dotarła do nas informacja, że w Ameryce rozbił się samolot należący do człowieka nazwiskiem Irving Moore 'Bud' Feldkamp III, wielokrotnego milionera i właściciela największej w Stanach sieci klinik aborcyjnych. Samolot spadł na katolicki cmentarz, tuż przy grobie nienarodzonego dziecka. 14 znajdujących się na pokładzie osób - w tym dzieci i wnuki Feldkampa - zginęło. http://www.fronda.pl/news/czytaj/szokujacy_wypadek_ktorego_nie_opisza_wielkie_media
I tak to właśnie się plecie ten świat. Bohaterowie przychodzą, odchodzą, ci prawdziwi i ci zupełnie sztuczni. A świat się spokojnie i pewnie plecie. Czego sobie i Wam życzę.

3 komentarze:

  1. "Załóżmy nawet to, że Donald Tusk, razem ze swoim nowym kumplem Szmajdzińskim zlikwidują IPN?"

    Toyah, skoryguj swoją pomyłkę, Szmajdziński zginął pod Smoleńskiem.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten wpis, jak zaznaczyłem we wstępie, powstał ponad rok temu. Ale może faktycznie go zmienię.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten Wałęsa już mi się wydawał dziwny w 80 w stoczni. Ja się z tobą stuprocentowo zgadzam co do niego, ale mam duży dyskomfort. Moi koledzy i przyjaciele, niestety wszyscy zagraniczni, mają w zwyczaju, w dobrej wierze, od czasu do czasu pytać się: "Co tam z Wałęsą?". A ja: nie chcę już więcej malować czarnego, azjatyckiego obrazu mojego kraju, bo oni tego nie rozumieją, a i tak mają już dostatecznie czarny. Więc muszę kłamać, że z Wałęsą "wszystko OK!". No, albo jest czas i ochota na całonocne wyjaśnianie polskich zawiłości.

    OdpowiedzUsuń