środa, 12 maja 2010

O naszych, pisowskich wykształciuchach



Kiedy to się zaczęło? Nie bardzo pamiętam, ale wydaje mi się, że w pewnym momencie kampanii wyborczej roku 2005. Mam wrażenie, że już podczas pierwszej konwencji wyborczej Platformy Obywatelskiej pojawił się atak, którego szczególny charakter wtedy dopiero się rodził i kształtował, a który po latach miał przyjąć postać, z którą mamy do czynienia dziś. Ciekawe jest w tym wszystkim to, że choć wydawałoby się, że po tych wszystkich latach najbardziej podłej manipulacji, kłamstw i oszczerstw, jakie pod naszym adresem kierowano, powinniśmy się do tego wszystkiego przyzwyczaić, uodpornić się i w efekcie zacząć to wszystko lekceważyć, każdy nowy wybuch tej agresji wciąż robi na nas wrażenie.
Popatrzmy na to, co sztab wyborczy Bronisława Komorowskiego zrobił z tak zwanym „listem rodzin w sprawie niewykorzystywania smoleńskiej tragedii do walki politycznej”. Ktoś – nie wiemy kto – najpierw napisał ten list, następnie polazł do tych rodzin, które dawały szanse na to, że go podpiszą, zebrał te dziewiętnaście podpisów i opublikował gotowy list, żeby pokazać, jak to rodziny zabitych w Smoleńsku nie mogą już znieść sytuacji, w której Jarosław Kaczyński i jego polityczni kompani tak bezczelnie grają śmiercią. To zagranie jest tak niesłychanie ordynarne, a jednocześnie głupie, że według wszelkich wyobrażalnych standardów, powinno w najlepszym wypadku wywołać wzruszenie ramion. I to nawet wtedy gdy weźmiemy pod uwagę całą nagonkę, która została uruchomiona w następstwie tego szczególnego listu. A tu nic z tego. My w dalszym ciągu, jak przed wielu laty, martwimy się, że to kłamstwo jest coraz bardziej wyrachowane i na pewno okaże się jeszcze bardziej skuteczne, niż wszystkie poprzednie.
Zamieściłem dziś na tym blogu tekst, przy pomocy którego, z jednej strony pokazałem, w jaki sposób Platforma Obywatelska uprawia politykę nad grobami ludzi, do których śmierci w pewien bardzo szczególny sposób doprowadziła, a z drugiej strony, jak głupi ludzie dają się fatalnie nabierać kłamstwu tak jednoznacznemu i prymitywnemu, że aż wstyd je tłumaczyć. I kiedy się spodziewałem, że w odpowiedzi na to pojawią się głosy pogardy właśnie dla tych kłamców i manipulatorów, okazało się, że to co jest najbardziej pociągające to debata nad tym, jacy to samobójcy z tego naszego PiS-u i jaki to okropnie nieroztropny człowiek z tego Poncyliusza, który nie zdaje sobie sprawy, co go czeka za jego nadmierną szczerość i głupią gadatliwość. Domyślam się, że ten wyjątkowy brak dyskusji pod tym wpisem też jest spowodowany tym, że większość potencjalnych komentatorów, zamiast walczyć, siedzi z twarzami w dłoniach, i w kompletnej rozpaczy, że teraz się dopiero za nas źli ludzie wezmą.
Bo tak to własnie się dzieje. Zamiast zwyczajnie, głośno i dobitnie, z podniesioną głową, pokazać to kłamstwo, nazwać je, a następnie odwrócić się pogardliwie na pięcie i robić dalej swoje, boimy się odezwać, bo co będzie jeśli oni obrażą się na nas, że my mamy czelność protestować i nam jeszcze bardziej dołożą? A jeśli nawet któryś z nas nieśmiało zaprotestuje i powie, że to wszystko to przecież zwykła prowokacja, natychmiast wpadamy w panikę, że teraz to już naprawdę z nami koniec. Bo jakże to można się tak podkładać? Oni tylko na to czekają. Teraz cały świat już się dowie, jakie z nas chamy i jakie bydło. Tak jakby cały świat tego nie wiedział od lat.
Proszę spojrzeć na to, co się dzieje od dnia, kiedy Jarosław Kaczyński ogłosił, że będzie się ubiegał o prezydenturę po swoim zamordowanym bracie. Czy ktokolwiek z nich czekał aż on coś powie nieprzemyślanego, zrobi jakiś niemądry gest, skrzywi w złych intencjach twarz, wypowie jakieś nieprzemyślane słowo? Skąd! Biedny, pokaleczony, przygnieciony do ziemi śmiercią brata, ciężką chorobą mamy, nie dostał nawet marnej szansy, żeby się ogarnąć. Został bezlitośnie zmieszany z błotem nawet za to, że nie chce nic mówić. Nawet za to że udaje pokonanego. Nawet za to, że nie potrafi grac na pianinie! A my się cieszymy, że to strasznie dobrze i że to niezwykle skuteczna polityka ze strony jego sztabu, że siedzimy cicho i tylko uprzejmie się uśmiechamy. Tak jest dobrze, tak ma być, tak własnie trzeba. Bo jeśli wypowiemy choć jedno słowo protestu, to już po nas, to już nas rozszarpią, to już możemy się pakować.
Sztab Komorowskiego wypaskudził ten list, co w każdej innej sytuacji byłoby gwoździem do trumny każdego pojedynczego uczestnika takiej operacji. Sławomir Nowak nazywa Jarosława Kaczyńskiego kandydatem specjalnej troski. Kazimierz Kutz, publicznie ruga Elżbietę Jakubiak za to, że ona chodzi ubrana na czarno. Grzegorz Schetyna zapowiada jak najbardziej otwarcie, że Platforma będzie prowadziła swoją kampanię nie wskazując na pozytywne strony swojego kandydata, ale niszcząc Jarosława Kaczyńskiego za to że udaje smutek po stracie swojego brata. Stefan Niesiołowski szydzi Marty Kaczyńskiej, że ona niby poniosła tak wielką stratę, ale nie przeszkadza jej to w tym, żeby się lansować na czarno w różnych tabloidach. Wojciech Jaruzelski publicznie wychwala Bronisława Komorowskiego! Wreszcie Donald Tusk wraz ze swoim rządem i podległymi mu służbami wyzbywa się wszelkiej odpowiedzialności za wszystko to co się dzieje ze sprawą katastrofy pod Smoleńskiem i pokazuje całemu światu, że od nich ani nic nie zależy, ani że nie ma w ogóle takiej potrzeby, żeby cokolwiek od nich zależało, i bez mrugnięcia okiem doprowadza do sytuacji, kiedy jedyne co po tej tragedii nam zostało to kupa niekończących się podejrzeń. A my na to wszystko wzruszamy ramionami i mówimy, że to przecież i tak jest bez znaczenia, bo ludzie są głupi, a media sprzedajne, i jedyne co możemy, to cierpliwie milczeć, w nadziei, że może nikt na nas nie powie, że jesteśmy głupim bydłem.
Czasem obawiam się, że wielu z nas, gdyby tylko mogło, to by się zaszyło gdzieś w kącie i drżąc z przerażenia czekało na lepsze czasy. Bo jeśli nie daj Boże ktoś zauważy, że oni za wysoko podnoszą czoło, to dostaną burę i już nikt nigdy ich nie będzie traktował z szacunkiem. I jeszcze na dodatek jakiś dziennikarz powie coś okropnego i znów trzeba będzie wszystko odkręcać. A tego byśmy już nie znieśli!
Co za wstyd! I to wszystko mówią i robią ludzie, którzy tak niedawno byli tak dumni z tego, że tylu nas spędzało dzień za dniem i noc z nocą w kolejce pod Pałacem Prezydenckim, by oddać hołd zmarłym państwu Kaczyńskim. Że tak pięknie potrafiliśmy dawać świadectwo na filmie Solidarni 2010.Że z tak wielkim zaangażowaniem, w ciągu zaledwie jednego tygodnia, zebraliśmy te niemal dwa miliony podpisów dla naszego kandydata. Dziś ci sami ludzie, gdy Paweł Poncyliusz daje świadectwo prawdzie i mówi, że ten list to polityczna prowokacja, zaczynają beczeć z przerażenia, że jak można było zachować się tak nieroztropnie. Że teraz nas zniszczą, a Bronisław Komorowski zostanie prezydentem. Wstyd. Po prostu wstyd.
Jedyne co mnie w tym wszystkim pociesza, to przekonanie, że tak naprawdę to okropne wykształciuchostwo istnieje po obu stronach. U nich objawia się takim durnym przekonaniem, że cały świat jest po ich stronie, a u nas równie durną pewnością, że wszystko i tak jest przeciwko nam. Na szczęście, między jednymi a drugimi, jest cała masa zwykłych ludzi, którzy mają to wszystko, to całe zawracanie głowy, głęboko w nosie, wiedzą co wiedzą, myślą co myślą, mówią co mówią, a jak się komuś nie podoba, to niech idzie w cholerę! I to własnie dzięki nim 20 czerwca – nie 4 lipca, ale 20 czerwca – wygramy.

5 komentarzy:

  1. Toyahu
    Słuchaliśmy z mężem (Darkiem hahaha)Poncyliusza i on się wkurzył, że taka wypowiedź, że będą szczekać. Mnie szlag trafił, bo po raz kolejny PiS musi stąpać po polu minowym i ważyć nadmiernie słowa w obawie, że to będzie wykorzystane. Powie, czy nie powie i tak będzie. Powinni mówić prawdę i już.
    Jedyne o co chcę ich prosić, to niech przestaną udowadniać, że Jarosław się zmienił. On ma się nie zmieniać. Nie musi dopasowywać się do niczego i nikogo. To tak jakby kiedyś jakiś pijarowiec dopadł Piłsudskiego i powiedział "Panie Marszałku musimy ocieplić Pana wizerunek". Ta wizja śmieszy mnie bardzo.

    OdpowiedzUsuń
  2. Darek? Hm... I tak dobrze że nie Seba.
    Najśmieszniejsze jest to, że oni nam każa uważać na słowa, bo nie wolno się dać sprowokować. Podczas gdy cała ta ostrożność to oczywisty wynik prookacji.

    OdpowiedzUsuń
  3. Seba to melodia lat siedemdziesiąatych ( wpływ " Bella i Sebastian" ???)
    Wracając do tematu.
    PO po chwilowym wyciszeniu wraca do wypróbowanej metody - prowokacji. Dzięki niej udało im się stworzyć wirtualny, negatywny obraz PiS. Kreowanie pewnych wydarzeń, wypowiedzi było paliwem dla polityków PO, jak i przychylnym im dziennikarzom. W moim przekonaniu (modne hasło) nie należy dolewać "wachy" do zbiornika przeciwnika, tym bardziej, że jego zbiornik coraz bardziej suchy. Czemu PO się szarpie jak pies na łancuchu? Bo nie ma jak ugryźć.
    Pozdrawiam
    Dariusz
    Dariusz Krzysztof (miało być odwrotnie, ale mama chciała być modna ) :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Bez znaczenia. Kiedy wymyślałem te imiona chodziło mi tylko o to, że to musi być ktoś młody. Jakbym go podejrzewał o to że jest starszą panią w moherowym berecie, nazwałbym go Stefanią, lub Haliną.
    Tak czy inaczej, żartujemy sobie czasem.

    OdpowiedzUsuń
  5. Przecież, wiadomo jakie miałeś intencje. Tak tylko weszliśmy w tę konwencję. Właśnie dla żartu.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.