czwartek, 18 grudnia 2008

Ekipa poważna, ekipa niepoważna

Wczorajszą Kropkę nad i, którą, w miarę możliwości oglądam regularnie, obejrzałem dopiero po północy. Monika Olejnik tym razem rozmawiała z politykiem Platformy Obywatelskiej, Sławomirem Nitrasem, i szefem OPZZ, nazwiskiem Jan Guz. Rozmowa była o emeryturach, więc jako osoba mało zorientowana, nie powiem na ten temat nic. Inna sprawa, że ja dziś i tak zupełnie o czym innym. Mianowicie o chamstwie.
Jak ktoś sobie życzy posłuchać audycji, to niech sobie wejdzie na stronę TVN24 i dalej postępuje według instrukcji. Jak ktoś nie wie, gdzie tę stronę znaleźć, niech sobie poszuka w googlu. Ja i tak mam mocne podejrzenie, że, zajmując się dziś Sławomirem Nitrasem, mocno schodzę w rejony niebezpieczne, więc proszę ode mnie nie wymagać, żebym jeszcze wklejał jakieś linki, albo przepisywał fragmenty. Kto chce, niech sobie sprawdza sam.
Rozmawiali więc sobie, Olejnik, Guz i ten Nitras, program dobiegał końca i w pewnym momencie Nitras powiedział Guzowi, człowiekowi na pierwszy rzut oka dużo starszemu od siebie, żeby spytał może swojej mamy, to ona mu powie, jak to było za komuny. Tak jakoś. W każdym razie, zaproponował temu Guzowi, żeby porozmawiał ze swoją mamą. Guz uśmiechnął się (cały czas zresztą się uśmiechał - może taki ma wyraz twarzy) i powiedział tak: „Moja mama odeszła 50 lat temu". Na to Nitras coś tam pomruczał i powiedział co następuje: „Moja mama też odeszła, ale ja tym nie epatuję telewidzów".
Zdębiałem. Najpierw pomyślałem, ze mi się to zdawało. Ale, kiedy zobaczyłem, że Olejnik też wpadła w panikę i jęknęła: „Panowie, proszę", wyłączyłem telewizor i spróbowałem pójść spać.
Właściwie mógłbym w tym momencie zakończyć ten mój wpis i tylko zaapelować do czytelników, żeby zostawiali komentarze, albo mógłbym urządzić jakiś konkurs na obelgę pod adresem Nitrasa, albo sam zakończyć ten wpis jakimś mocnym słowem, które jeszcze przez jakiś czas będzie odpowiednio dźwięczało. Jednak po pierwsze, wolałbym nie popadać w nadmierną brutalność, a po drugie byłoby jakoś głupio poświęcać Nitrasowi cały wpis. I tak, jak już wspomniałem, czuję się nie najlepiej.
Więc powiem tak. Wczoraj był obchodzony gdzie niegdzie Dzień Walki z Chamstwem, czy tak jakoś. Jak mi zrelacjonował młody Toyah, w telewizji pokazano reportaż o przeklinaniu. W pewnym momencie reporter powiedział, że klną nie tylko prymitywy i chamy, ale nawet ludzie kulturalni, na poziomie. I jako przykład, wyciągnął Kazimierza Kutza. Według słów dziennikarza, Kutz jest tak kulturalny, że on potrafi kląć przez dziesięć minut, nie powtarzając ani razu tej samej obelgi. To mnie nie zaskoczyło. To znaczy, nie zaskoczyło mnie to, że Kutz potrafi rewelacyjnie kląć. To, że Kutz jest przez innych kulturalnych ludzi uważany za postać z wyższej półki, właściwie też nie bardzo. Na tej półce w ogóle musi być wesoło. Natomiast dziwi mnie to, ze Kutz funkcjonuje publicznie, jako osoba kulturalna. Do tego stopnia kulturalna, że nawet kiedy szpetnie klnie, to on nie klnie, tylko recytuje poezję. No ale, w końcu nie jest to pierwsza i ostatnia rzecz, która mnie dziwi.
Dziś w Salonie, Igor Janke denerwuje się na dziennikarza Tomasza Jastruna, że on też schamiał. Chodzi mianowicie o to, że Jastrun napisał, że dziennikarze, których poglądy polityczne Jastrunowi nie pasują są grubi i on jak ich widzi, to nie może jeść. W komentarzu przypomniałem panu Igorowi, że Jastrun się zwyczajnie rozwija, a jego rozwój został zapoczątkowany jakiś już czas temu, w momencie, kiedy on, tuż po śmierci Zbigniewa Herberta, uznał za stosowne zapoznać opinię publiczną z nazwą choroby psychicznej, na którą cierpiał poeta. Blogerka mona dodała, że tak naprawdę Jastrun nie jest żadnym pionierem. Z ludzi zbyt niskich, mających stare buty, albo cierpiących w dzieciństwie na choroby szydzili przed nim już inni. Ja tylko mogę poprawić monę, że nie przed Jastrunem, ale równolegle do Jastruna. Fakt pozostaje faktem. Po tamtej stronie, dzieją się rzeczy bardzo szczególne.
Ktoś się spyta, co to się z tymi ludźmi dzieje? Ktoś inny zacznie rzucać obelgi. Ja może odwołam się do rozmowy, jaką Dziennik przeprowadził w sobotę z Zytą Gilowską. http://www.dziennik.pl/polityka/article281436/Tusk_nie_jest_naiwna_dzieweczka.html
Minister Gilowska, w dwóch miejscach, zwraca uwagę na pewną, rzadko dość wspominaną, cechę ludzi polityki, mianowicie powagę. Raz Gilowska wspomina o tym, że Prezydent to poważny człowiek, a w innym miejscu mówi, że politycy PiS-u - w odróżnieniu od innych polityków - są po prostu poważni. Przyjmuję ten opis za swój. Uważam, że tak naprawdę tylko o to chodzi. To wszystko, to kwestia zwykłej powagi. Są ludzie poważni i są ludzie niepoważni. Jedni są poważni, inni już nie.
Żeby skończyć ten tekst czymś bardziej pocieszającym, opowiem Wam pewną rzecz. Poruszam się po mieście autobusami. Zauważyłem więc już jakiś czas temu, że na moim przystanku, zawsze rano na autobus czekają dwie młode matki. Zwykłe dziewczyny, zadbane, pewnie nawet można powiedzieć, że ładne. Z rozmowy, jaką prowadzą nie wynika, żeby były bardzo wykształcone - taka zwykła średnia klasa. Mają ze sobą swoich synów. Obaj synowie są już dość duzi, ale siedzą w specjalnych, wzmocnionych wózkach, bo są ciężko chorzy. Codziennie rano, obie te mamy wiozą swoich synów do jakiejś szkoły dla dzieci upośledzonych. Jeśli spojrzeć na twarze tych młodych kobiet, nie sposób nie dojrzej tej niezwykłej siły, tej wielkiej szlachetności. One są jak anioły.
Chciałbym, żebyście te matki z synami mogli zobaczyć. Wiedzielibyście, o czym mówię. Ale nic z tego. Jeśli Wam podam namiary, istnieje obawa, że tam też przylezie Nitras z Kutzem i Jastrunem i odstawią szopkę. I z pewnością nie będzie to szopka bożonarodzeniowa.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.