piątek, 5 grudnia 2008

O nieustraszonych krzyżowcach i wesołych doradcach

Właśnie dotarła do nas wiadomość, że Jarosław Kaczyński odebrał pierwszą karę za swój ohydny występek. Prezydium Sejmu ukarało tego złego człowieka, wprawdzie jedynie słowem, ale wiadomo, że słowo odpowiednio udekorowane i zaakcentowane potrafi często więcej, niż klaps nawet. Oto słowo: „Prezydium Sejmu wyraża zdumienie, że jeden z największych twórców polskiej niepodległości może być potępiany w taki sposób i można tak kwestionować jego osiągnięcia". I dalej: „Niedopuszczalnym jest, żeby dyskredytować takich ludzi i niszczyć polską dumę z walki o niepodległość".
Jestem porażony. Wygląda na to, że jeśli już najwięksi twórcy polskiej niepodległości mają być potępiani - a przecież nie ulega wątpliwości, że od czasu do czasu nawet powinni - to wpierw powinno się ich tej wielkości pozbawić, a później odpowiednio potępić. No i skoro potępiać, to nie w „taki" sposób, tylko w sposób inny. Instrukcje dla wszystkich chętnych, są dostępne w Prezydium Sejmu. Jeśli ktoś natomiast zapragnie potępić na przykład Annę Walentynowicz, państwa Gwiazdów, Krzysztofa Wyszkowskiego, lub Antoniego Macierewicza, to procedura pozbawiania wielkości już się odbyła, więc ten etap można pominąć. Podobnie zresztą jest z instrukcjami. W przypadku wymienionych osób, dopuszcza się pełną dowolność.
Jak mówię, Jarosław Kaczyński otrzymał pierwszą z zaplanowanych kar. Następną będzie deklaracja Komisji Etyki Poselskiej. Już odpowiedni wniosek do komisji złożyła macierzysta partia posła z Lublina Janusza Palikota, o którym inny znakomity poseł na Sejm, Kazimierz Kutz, powiedział, że jest wielki, wybitny i jedyny. Jestem pewien, że dalej pójdą kary kolejne, ale póki co, ich kształt i forma dopiero się wykuwa na odpowiednich salonach. Więc społeczeństwo jeszcze przez chwilę musi wstrzymać oddech.
Gdyby ktoś myślał jednak, że eksplozje oburzenia z powodu uczynku Jarosława Kaczyńskiego, można obserwować tylko po stronie ‘zdrajców, szpicli i tchórzy', jest w głębokim błędzie. Oburzenie jest daleko bardziej powszechne, a w miejscach, gdzie jest o nie może trochę trudniej, zamiast oburzenia, mamy bardzo solidnie formułowane deklaracje zaniepokojenia drastycznym obniżeniem poziomu kultury politycznej i ogólnie rzecz biorąc - rozsądku. I ja dziś o tym.
W Rzeczpospolitej, głos zabrał wybitny publicysta Piotr Semka. W swoim komentarzu, zatytułowanym „Polityczna agresja zaszkodzi Kaczyńskiemu" http://www.rp.pl/artykul/9158,229201_Piotr_Semka__Polityczna_agresja_zaszkodzi_Kaczynskiemu__.html , Piotr Semka pisze - tak, zgadliście - że polityczna agresja zaszkodzi Kaczyńskiemu.
Zanim przejdę do rzeczy, chciałem podzielić pewną refleksją. Czy zauważyliście, że wszystko co wybitne, rodzi się jednak z pewnej uczciwości? Ile razy próbujemy dojść do czegoś przez nieszczerość, kłamstwo, manipulacje, podstęp, nawet jeśli odniesiemy jakiś sukces, to ten sukces jest mało wybitny. Oglądamy jakiś marny film, czytamy kiepską książkę, kupujemy płytę naszego ulubionego wykonawcy i nagle widzimy, że to już nie jest to samo - i już wiemy, że pan reżyser musiał się bardzo spieszyć, bo chciał zdążyć na festiwal, pisarzowi zapłacili z góry i musiał się zmieścić w czasie, a z kolei nasz ulubiony artysta postanowił ostatnio zostać aktorem i tak naprawdę zabrakło mu czasu i przede wszystkim pasji.
To się właśnie przydarzyło Piotrowi Semce, jak mówię, dziennikarzowi dotychczas wybitnemu. On wprawdzie ani nie zaczął występować w Tańcu z gwiazdami, ani też najpewniej nie dostał rzepowego honorarium z góry i nie musiał pisać czegoś wbrew sobie. On po prostu zobaczył, że sytuacja jest zbyt napięta i niechybnie uznał, że jeśli i tym razem zachowa się zgodnie z własnym sercem i rozumem, to nie dość, że będą na niego mówić, że jest jak ‘publicyści marcowi' i że Kaczyński z Gosiewskim mu płacą - bo do tego się już zdążył przyzwyczaić - to jeszcze się dowie, że jest po prostu niepoważny, nie daj Boże przestaną go zapraszać do telewizyjnych rozmów z Jackiem Żakowskim i Dominiką Wielowiejską i skończy jak Rafał Ziemkiewicz, który jedyne co zrobił źle, to zorientował się zbyt późno.
Dlaczego oceniam Piotra Semkę, kiedyś mojego bohatera, a dziś jednego z moich ulubionych dziennikarzy, tak surowo? Już choćby za tytuł. Myślę bowiem sobie, jak bardzo trzeba stracić najbardziej podstawowy talent i poczucie swojego miejsca, żeby komentując ujawnienie przez Jarosława Kaczyńskiego popapranych losów Stefana Niesiołowskiego, napisać tekst taki, jaki napisał pan Piotr i jeszcze mu dać tak bezsensowny i niemądry tytuł. Przecież red. Semka jest już wystarczająco długo w branży, żeby doskonale wiedzieć, że zdanie: „polityczna agresja zaszkodzi Kaczyńskiemu" jest pozbawione jakiejkolwiek myśli, jakiejkolwiek logiki i jakiegokolwiek sensu. Przecież Semka powinien znakomicie wiedzieć, że przede wszystkim Kaczyńskiemu już nic nie zaszkodzi. Nie zaszkodzi mu nawet jakiś obyczajowy skandal, bo on na wszelkie obyczajowe pokusy jest odporny. Nie zaszkodzi mu nawet jakaś sprawa kryminalna, bo tu też Kaczyński jest kuloodporny. Jego wrogowie mieli się o tym okazję przekonać dziesiątki razy.
I co? I Semka nagle dziś się przeraził, że Kaczyński straci parę punktów, bo się okazał agresywnym chamem? Przepraszam bardzo, ale nie ma takiej możliwości, żebym uwierzył, że niepokój Semki jest autentyczny. O wiele bardziej jestem skłonny przypuszczać, że chodziło wyłącznie o wysłanie w odpowiednie miejsce sygnału: „Słuchajcie, mili państwo, jestem przeciwko agresji i - jak widzicie - potrafię też być obiektywny". Ale nie chodzi tylko o tytuł. Bardzo mocne jest też samo zakończenie. Pisze Piotr Semka tak: „Ktoś inny może zapytać, czy Kaczyński powinien mieć nerwy ze stali, skoro wciąż jest obrażany i kopany po kostkach. Odpowiedź brzmi: - Tak, powinien mieć nerwy ze stali. Jeśli nie chce być porównywany z Palikotem".
Szanowny Panie Piotrze! Jarosław Kaczyński doskonale wie, że na porównania z Palikotem on nie ma nawet co liczyć. Żeby być porównanym do Palikota, trzeba być kimś o wiele bardziej wybitnym, niż Jarosław Kaczyński. Prezesa Kaczyńskiego można porównać do Leppera, do Urbana (za łaskawym pozwoleniem Adama Michnika), do Adolfa Hitlera, do Feliksa Dzierżyńskiego... Ale do Janusza Palikota - posła z Lubelszczyzny??? Pan raczy żartować. A Pan jeszcze sugeruje, że aby nie być porównywanym do Palikota, trzeba mieć nerwy ze stali!
Panie Piotrze! Pański dzisiejszy tekst w Rzeczpospolitej jest intelektualnie na tak niezwykle niskim poziomie, że ja po prostu nie uwierzę, ze Pan go pisał z serca. To się po prostu nie da. Pan nie jest aż tak niemądry nawet przy temperaturze 41 stopni i wesołymi przyjaciółmi nad łóżkiem. Gdyby jednak chodziło tylko o to, ze Pan chciał się przypodobać swoim kolegom z branży i z okolic i napisał coś, czego się trzeba będzie wstydzić, można by było machnąć na to ręką. Raz, że się zdarza, a dwa, że i tak już nie da się tego nieszczęścia cofnąć. Problemem jest natomiast sprawa. Sprawa Stefana Niesiołowskiego i tego wszystkiego, co się wokół tej sprawy dzieje. Otóż zupełnie niedawno, przeżywając kolejny atak szaleństwa w wykonaniu pana marszałka, skierowałem pytanie do moich kolegów z Salonu, ze szczególnym wskazaniem na Venissę, jak to coś, co ma Niesiołowski się nazywa. Padło kilka propozycji, ale - powiem szczerze - nie do końca byłem usatysfakcjonowany. Ja wiedziałem oczywiście, że on może być rozgoryczony tym, że Kaczyński go nie wpuścił na listę; wiedziałem też nawet, że mówiło się to tu-to tam, że on był TW, ale jakoś, w całej tej masie rzekomych współpracowników i, całkiem realnych, rozczarowanych polityków, myślałem, że tam musi być coś większego. No choćby zwykła choroba psychiczna.
I nagle Jarosław Kaczyński, w - moim zdaniem - jak najbardziej ludzkim odruchu zniecierpliwienia, a jednocześnie zwykłego pragnienia dania świadectwa, wspomniał o tym ‘sypaniu kolegów' i się zaczęło. Jakie to szczęście - pomyślałem. Jak to pięknie jest nagle zobaczyć prawdę w pełnej krasie. A przecież Prezes tylko dał hasło. Dziś już czytam w Rzeczpospolitej - tej samej, w której Piotr Semka postanowił się troszkę obsunąć - artykuł o Stefanie Niesiołowskim http://www.rp.pl/artykul/16,229297_Mowil_juz_podczas_pierwszego_sledztwa.html . Czego się z tego tekstu dowiadujemy? Otóż Stefan Niesiołowski podczas pierwszego przesłuchania wysypał wszystkich kolegów, następnie ujawnił wszystkie pseudonimy, następnie obiecał współpracować za nadzwyczajne złagodzenie kary, wydał swoją ówczesną narzeczoną, która bardzo dzielnie odmawiała zeznań, dopóki nie pokazano jej zeznań Niesiołowskiego, a po jakimś czasie zaczął oskarżać innych członków grupy o to, że się złamali, między innymi właśnie tę kobietę, którą zdradził... i tak już mu zostało do dnia dzisiejszego. Czy Wy to słyszycie? To nie jest tak, że Niesiołowski okazał się być jeszcze jednym TW. Jakże bardzo chcieliby wszyscy jego poplecznicy teraz, żeby to była zwykła współpraca!
Oto w jednej chwili runęła legenda. Ale nie tylko runęła legenda. Światło dzienne ujrzała kolejna prawda. Prawda, której wielu jest spragnionych od tylu lat. I wiedzieliśmy, co teraz się będzie działo. Wiemy, że w sytuacji wojny totalnej, wojny przy użyciu wszelki dostępnych środków, wojny bezwzględnej i tak bardzo okrutnej, wojny w której przeciwko Polsce skierowano broń najstraszniejszą - mianowicie kłamstwo, siły ciemności zrobią wszystko, żeby to jedno słowo prawdy unicestwić, a przy okazji zniszczyć wszystko to, co temu słowu towarzyszy.
I ja mam teraz, przy tym wszystkim rozumieć, że my tej prawdy nie jesteśmy w stanie utrzymać? Czyżby miało być tak, że w tej sytuacji spuścimy pokornie głowy i, idąc za radą Piotra Semki, uznamy, że jest to „zbyt śliska materia"? Że mamy się teraz raczej skupić na budżecie i spokojnym odzyskiwaniu elektoratu? Bo ktoś nas oskarży o brak elegancji!!!!!
Bardzo przepraszam, ale ja bardzo dziękuję za takie rady. I jeszcze jedno, już jeśli idzie o udzielanie rad. Jeśli Piotr Semka nagle odkrył w sobie duszę doradcy, to ja bym go bardzo przed tym przestrzegał. Z doradzaniem jest jak z nauczycielstwem. Każde słowo odbija się stokrotnym echem. A jeśli, nie daj Boże, to słowo ktoś usłyszy i weźmie na poważnie, to my będziemy odpowiadać już za wszystko, co się stanie. Więc, Panie Piotrze, na Pańskim miejscu, ja bym, jednak nie doradzał Jarosławowi Kaczyńskiemu. Bo może dla Pana to igraszka, a tu walka idzie o życie. Że zacytuję klasyka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz