środa, 26 marca 2008

Co słychać po tamtej stronie Szkiełka?

Każdy z nas, o ile chce pamiętać i chce z tego co pamięta wyciągać wnioski, wie, że ile razy władza chciała, by obywatele zajęlii się na jakiś czas swoimi sprawami, musiała coś obywatelom dać do zabawy. Kiedyś było to albo stanie w kolejkach po pomarańcze, albo festiwal piosenki, albo jakiś ładny film w telewizji. Trochę później, choć wciąż dość dawno, dbając o to, by młodzież nie zrobiła sobie krzywdy władza dała im Lady Pank i radiową Trójkę.
Obecnie mamy w kraju dobrobyt i ogólny rozwój, więc nie jest już tak łatwo traktować ludzi jak idiotów. Stoją obywatele i się naradzają. Władza rzuca im jakiegoś Palikota. Bez reakcji. Rzucają im Kubicę. E tam. Stoją i dalej coś tam mruczą. Laptop. Było. A czas goni.
I nagle jest! Kolejny hit. Tym razem w roli okruchów rzucanych ptakom ponownie występuje rzecznik Sowińska. Typ idealny. Wygląda nieciekawie, mówi jakoś dziwnie, no i przede wszystkim uderza w prawdziwą świątynię postępu: wolny sex.
Nieważne, że całość jest całkowitym propagandowym wymysłem. Nieważne, że sprawa jest tak grubo szyta, że w normalnych warunkach i z normalną publicznością ta iluzja by po prostu najzwyczjniej nie przeszła. Żyjemy niestety w czasach postmodernistycznych, a tu prawdą nikt nie jest zainteresowany. To co się liczy, to dwie tylko rzeczy: dobry temat i odpowiednia osoba jako ilustracja. Jak już zostało powiedziane, zresztą niepotrzebnie, bo każdy to i tak wie, pani rzecznik Sowińska jest tu osobą idealną również z tego względu, że nie ma takiej siły, by ona akurat była się w stanie obronić. Może występować, może pokazywać dowody, może wysyłać swoich rzeczników. Na nic. Wystarczy, że stanie przed kamerą, a publiczność od razu zacznie tupać i żądać kolejnego komentarza. Ciekawa informacja jest ciekawą informacją i wara tym tam od naszych słodkich przyjemności.
Wczoraj większa część kultowego już Szkła Kontaktowego została poświęcona (a jakże!) właśnie tej sprawie i tej osobie. Było to już nawet po ukazaniu się informacji prostującej plotkę rozpuszczoną przez Dziennik. Absolutny bezruch. Najpierw red. Sianecki ponformował dla porządku o zmianie sytuacji, ale później wraz z zaproszonym komikiem już tyko strzelali dowcipami gdzie i jak popadnie.
Dziś również, choćby i tu w naszym Salonie, mimo faktów, mimo zupełnie nachalnej, wpychającej się drzwiami i oknami prawdy, pragnienie uczestnictwa w obrzucaniu śmierdzącymi jajami tak niebywałego obciachu jest dominujące.
Powstaje pytanie dlaczego. Dlaczego normalni ludzie, najzwyczajniej na świecie ciekawi życia i przecież w gruncie rzeczy tak bardzo lubiący prawdę, tak strasznie jednocześnie pragną ciągłego festynu?
Rozumiem starych, wyćwiczonych w bojach propagandzistów. Taki Grzegorz Miecugow, red. Sianecki, pani Monika Olejnik - oni doskonale wiedzą, jak się sprawy mają. Robią, że się tak wyrażę, w branży polegającej na mieszaniu ludziom w głowach wystarczająco długo, żeby znać swój każdy następny krok. A jak zapomną, to słuchawka w uchu im przypomni. Ćwiczyli tyle lat, musieli pokonać tyle przeszkód, że potrafią kłamać nawet przez sen. Z kolei te pajacyki zmieniające się w Szkle Kontaktowym każdego dnia w ogóle nie wiedzą nic. Nie muszą. Wystarczy, że mają uszy nastawione na głos mądrzejszych. A rechotać potrafią, bo taki ich fach.
Ale czemu zwykli ludzie? Jaki interes masz Ty i Twój kolega i Twoja sąsiadka, żeby dać się tak fatalnie obrabiać? Ja wiem. To jest bardzo ciekawe i bardzo śmieszne, że ktoś taki jak rzecznik Sowińska chce zakazać uprawiania seksu. No ale kiedy słyszysz, że to nieprawda, że wcale nie chce, że ktoś to sobie zwyczajnie wydumał, a ktoś inny postanowił wykorzystać to w gruncie rzeczy przeciwko Tobie, to przyjmij to. Odpuść. Z pewnością zdarzy się coś inego, może równie ciekawego. Po kiego czorta pławić się w kłamstwie tylko dla głupiej satysfakcji, że ktoś kogo nie lubimy ma niefajnie?
Właśnie włączyłem telewizor. Mówią coś o Sowińskiej. Sytuacja wygląda beznadziejnie.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.