środa, 12 marca 2008

Co nowego w Internecie? Co nowego u Was, moi mili?



No to prezes Kaczyński się doigrał. Dotychczas atakował ludzi i jakoś mu to uchodziło. Tym razem zaatakował nas wszystkich, czyli internautów, no a to tak jakby się rzucił z pięściami na samą esencję postępu i tego co nowe, przyszłe i wieczne. Nie ulega wątpliwości, że przez najbliższy tydzień bez przerwy, a z rzadka przez najbliższe kilka lat to szczególne chamstwo będzie mu starannie wypominane.
Internet jest wynalazkiem tak niebywale pięknym, że trudno go przecenić. I właściwie trudno znaleźć słowa, które byłyby w stanie to piękno oddać. Każdy kto korzysta z sieci czy to na codzień, czy tylko wtedy gdy szuka konkretnej pomocy doskonale wie, na czym polega wielkość tego medium.
Nie trzeba jednak przy tym mieć natury szczególnie refleksyjnej albo też z jakiegoś powodu nienawidzieć komputerów, żeby wiedzieć, że z Internetem jak z demokracją: prowadzi niekiedy do niepożądanych reakcji; czasem bardzo niepożądanych. To właśnie Internetu wielkość, dostępność, uniwersalność, zasięg sprawiły, stał się on jedynym praktycznie miejscem na Ziemi, w którym można znaleźć dosłownie wszystko. A jeśli wszystko, to należy się zawsze liczyć z pewnego rodzaju nadreprezentacją towarzystwa, które z braku oficjalnej oferty gdzie indziej, będzie się garnęło właśnie do Internetu.
To właśnie szczególnie stali użytkownicy Internetu wiedzą najlepiej na co się narażają zasiadając przed swoim komputerem. Jarosław Kaczyński woli normalny papier, więc to co wie, wie ze słyszenia. My to wszystko widzieliśmy na własne oczy. Więc nie oszukujmy się. Przecież nie trzeba odwiedzać pedofilskich, czy sadomasochistycznych, czy zoofilskich stron, żeby wiedzieć dla kogo Internet również jest przeznaczony. Wystarczy choćby siąść na chwilę na dyskusyjnym forum onet.pl. Najlepiej wtedy gdy informacją dnia jest czyjaś śmierć, albo jakaś większa tragedia. To wówczas wyłażą z mroków Internetu czarne dusze, a jest ich tak dużo, że wrażliwy choć trochę człowiek może poczuć niepokój. To właśnie w takich momentach Internet również pokazuje swą czarną duszę: nienawiść, szyderstwo, krew, zbrodnię (wtedy włączają się moderatorzy).
Zwróćmy uwagę. Przecież to właśnie osoby, ktore muszą bardziej niż inni korzystać z Internetu, lub z telefonu komórkowego, częściej też niż inni z czasem nabierają sceptycyzmu w stosunku do któregoś z tych wspaniałych osiągnięć społeczęństwa informatycznego. Może dlatego, że są zmęczeni tym co się nazywa "digital". Ale może też i dlatego, że naocznie mogą się przekonać, że wypełniające kolorowe magazyny oferty dzwonków, tapet, obrazków, dżwięków, gier - to nie fikcja, ale to fakt za którym stoi wielomilionowa publiczność.
Internet potrafi więc przestraszyć. Załóżmy jednak, że nie. Że tak nie jest. Załóżmy, że Jarosław Kaczyński nie ma pojęcia i jest starym zgorzkniałym pajacem, który coś tam bredzi. Załóżmy, że Internet jest zaledwie barwnym dodatkiem do naszego kolorowego przecież świata, a Ludwik Dorn siedzi rzeczywiście ze swoim piwkiem i przeglądając stroniczkę za stroniczką rośnie moralnie i intelektualnie. Załóżmy, że Jarosław Kaczyński postąpił, jak to on - brzydko.
W takim razie, jak postąpili i postępują nadal ci wszyscy mądrzy, wrażliwi, nowocześni ludzie, gdy szydzą z pań lubiących się wsłuchiwać w ton głosu Radia Maryja? Na jakie słowa zasługują ci wszyscy, którzy szyderstwo, nienawiść, obrzydzenie do tego akurat głosu Kościoła uczynili elementem kultury popularnej i sprawili, że słysząc słowo Maryja, w dobrym tonie jest zarżeć? Bo co? Bo Rodzina Radia Maryja to hołota? Hołota większa niż Święty Krąg Braci Internautów? Bo internauci są po prostu różni, a "berety" wszystkie takie same? Kto to powiedział? Redaktor Sianecki? Przepraszam, ale ten akurat autorytet jest taki sobie. Szczerze powiedziawszy wolę Wałęsę i jego Gadu-Gadu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz