sobota, 9 stycznia 2021

Czy Dr House miał rację twierdząc że wszyscy kłamią?

 

      Wprawdzie wszystko wskazuje na to, że wbrew naszym obawom System nie uznał za stosowne posadzić prezydenta Trumpa, niemniej pomyślałem sobie, że jeszcze im dam trochę czasu i z ostatecznym komentarzem na temat sytuacji w Stanach Zjednoczonych wstrzymam się przez przynajmniej jeszcze jeden dzień. Dziś natomiast chciałbym odpowiedzieć na skierowany pod moim adresem zarzut naszego wybitnego komentatora spraw istotnych, Integratora, jakobym zamiast wsłuchiwać się w głos osób poważnych oraz wykształconych, zawierzyłem mediom i ich kłamstwom. Muszę przy tym się zastrzec, że gdyby tu tylko chodziło o moją polemikę z choćby nawet kimś takim jak Integrator, to ja bym nie potrzebował do tego osobnej notki, ale wystarczyłby dłuższy komentarz.  Jeśli jednak zabieram się za dłuższy tekst, to dlatego, że uważam za stosowne zrobić coś znacznie więcej niż zadeklarować, że to co mówią media, ja mam w głębokiej pogardzie. Tym razem bowiem, czuję potrzebę powiedzenia czegoś więcej.

     Zanim jednak zacznę, chciałbym powrócić do początków, a więc do Katastrofy Smoleńskiej. Otóż, jak wiemy – a każdy może to sobie sprawdzić, sięgając do moich starych notek – moją pierwszą reakcją na to co się stało w Smoleńsku było to, że to co już wiemy bez konieczności dochodzenia szczegółow, to to że w tak zwanym cywilizowanym świecie tego typu katastrofy zwyczajnie się nie zdarzają, a zatem nie mieliśmy do czynienia z wypadkiem. Konsekwentnie więc, w ten czy inny sposób doszło do zabójstwa. W drugiej kolejności oświadczyłem, że moim zdaniem nigdy nie dowiemy się, co się stało, bo tego typu informacja – potwierdzona oficjalnie – musiałaby stanowić tak zwany game changer, a na to współczesny świat pozwolić sobie nie może. Wreszcie – a zdarzyło się to stosunkowo wcześnie – założyłem też taką ewentualność, że owej śmierci tak naprawdę nikt nie chciał, że chodziło wyłącznie o żart, który ostatecznie się nie udał. Mimo to, moje wyssane z mlekiem matki przekonanie, że na końcu musi się jednak okazać, że dobro i prawda zwycięża, kazało mi wierzyć, że skoro z jednej strony jesteśmy zalewani oczywistymi wręcz manipulacjami i ordynarnymi kłamstwami, a z drugiej działa oficjalna komisja nadzorowana przez samego Antoniego Macierewicza, to w końcu dojdziemy do prawdy i uzyskamy ową upragnioną satysfakcję. Tymczasem oto zbliża się jedenasty rok od tej strasznej rzezi i – jakież to żałosne – redaktor Pyza apeluje do Antoniego Macierewicza, by wreszcie nam powiedział, co się tam w tym cholernym Smoleńsku stało, na co ten odpowiada, że on powie, ale dopiero wtedy gdy... zwalczymy pandemię.

     Otóż, jeśli można, mam propozycję: dajmy sobie spokój z tym czekaniem. Z tego co wiem, nie dowiemy się nigdy nic więcej ponad to, że tak naprawdę tej śmierci nie chciał nikt, że ona się pojawiła zupełnie niespodziewanie przy okazji zwykłego żartu, natomiast cała wieloletnia praca tak zwanej „podkomisji”, z tym całym trotylem, bombami, oraz eksplozjami, od początku była kompletnym oszustwem, a my dziś możemy się już tylko modlić o to, by świat o tym co się tam działo jak najszybciej zapomniał, bo jeśli nie zapomni, to dopiero wtedy będziemy mieli zmartwienie.

     Do czego zmierzam? Otóż jak wiemy, my – w tym oczywiście ja – byliśmy od początku głęboko przekonani, że ci wszyscy profesorowie, eksperci, specjaliści z wszystkich możliwych dziedzin, przybyli w dodatku z całego świata, są na tyle kompetentni, że przy wszystkich tych dodatkowych ekspertyzach dostarczonych przez wielorakie instytuty badawcze, zapewnią nam dojście do ostatecznej prawdy. Dziś – a ja, jak mówię, węszyłem to od dawna – wiemy, że stoimy pod ścianą i jedyne co wiemy, to to, że ów wrak spoczywa bezpiecznie w Smoleńsku zapewne do końca świata. No i że to nie był wypadek. To jednak o czym myślę pisząc tę notkę, to to że kłamią wszyscy, a to co pozostaje nam, to liczyć na swoją czujność, rozsądek i przede wszystkim pełną dystansu nieufność do wszystkiego co ktoś nam pragnie powiedzieć, w tym osoba, lub grupa osób, z tytułem prof. dr hab. przed nazwiskiem.

     I oto pojawia się pandemia, za nią szczepionki, a na końcu emocje ludzi takich jak nasz Integrator. Otóż muszę przyznać, że przez pierwsze miesiące pandemii byłem głęboko przekonany, że mamy do czynienia wyłącznie z eksperymentem – społecznym, politycznym, medycznym... diabeł jeden wie. Był moment, że wymyśliłem sobie, że za tym całym koronawirusem stoi plan uniemożliwienia Donaldowi Trumpowi wygrania wyborów. Jednak przyszedł taki moment, kiedy musiałem dojść do wniosku, że tu w żaden sposób nie chodzi ani o Trumpa, ani o jakiekolwiek eksperymenty, ale że mamy do czynienia z autentyczną pandemią, na którą świat nie zna metody. Skąd się owa pandemia wzięła, kto ją nam przyniósł, tego oczywiście nie wiemy, natomiast dziś jestem przekonany, że ona istnieje, jest nadzwyczaj groźna i że zarówno maseczki jak i szczepionka to jedyna droga – swoją drogą kręta jak jasna cholera – do tego, by ją zakończyć. Skąd to przekonanie? Otóż wcale nie stąd że dowiedziałem się o tym z mediów. Gdybym miał polegać na mediach, to dziś prawdopodobnie nie byłbym w stanie wydusić z siebie słowa. A zatem skąd? Z tego mianowicie co moje i czego nikt mi nigdy nie odbierze. Ze wspomnianej wcześniej czujności, z rozsądku, oraz z odpowiedniej porcji nieufności skierowanej we wsystkie atakujące mnie strony. Otóż tego że mamy pandemię, po tych wszystkich miesiącach, nikt chyba nie kwestionuje. Nawet najbardziej zagorzali przeciwnicy szczepionek muszą się zgodzić, że nie ma mowy ani o jakimkolwiek eksperymencie, ani o próbie usunięcia Donalda Trumpa ze stanowiska, ale z autentyczną zarazą, która zatacza coraz większe kręgi, ani myśli ustąpić i pozostawia nas wciąż w tej samej niepewności, czy uda się nam pojechać w tym roku, czy w ogóle kiedykolwiek,  gdzieś na jakieś spokojne, normalne wakacje.

       Przepraszam Cię bardzo Mój Drogi Integratorze, ale do tego by wiedzieć, że ta szczepionka to fakt, a nie czarny projekt wypuszczony z rąk jakiegoś czarnego towarzystwa, ja nie muszę ani wsłuchiwać się w komunikaty rządu Prawa i Sprawiedliwości, ani też śledzić doniesień różnego rodzaju mediów; ale też nie muszę się zastanawiać nad opiniami bandy wariatów z profesorskimi tytułami, w głębokim przekonaniu, że skoro oni mają te wszystkie papiery, to znaczy że chyba jednak coś tam wiedzą. Ja już miałem wiele okazji doświadczyć ich zawodowstwa. A skąd to moje przekonanie, że droga, którą idę to droga słuszna? Stąd mianowicie, że przez te wszystkie lata, które za mną, udało mi się zrozumieć, że z tym jednym wyjątkiem kiedy kłamać akurat nie muszą, kłamią wszyscy, no i oczywiście też stąd, że po dziesięciu latach prac nadzorowanych przez Antoniego Macierewicza wiem to, że moje przekonanie co do tego, że nie ma jak wybór między dwoma kłamcami, to błąd.

       A zatem, szczepmy się i liczmy na to, że wreszcie się spotkamy.



      

 

3 komentarze:

  1. To jest uczciwe podejście. Ty się szczepisz bo sądzisz, że szczepionka zadziała i jest bezpieczna, ja się nie szczepie bo uważam, że nie do końca tak jest.
    Najgorzej jak ludzie zaczynają dorabiać do swoich wyborów ideologię. Wtedy pojawiają się z jednej strony zapiekli "antyszczepionkowcy", którzy nazywają tych co się szczepią baranami prowadzonymi na rzeź, a z drugiej zapiekli "szczepionkowcy", którzy najlepiej wszystkich by na siłę zaszczepili, a tych co nie chcą się szczepić zamykali w izolatkach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Mateusz
      Ja się nie szczepię dlatego, że sądzę że szczepionka zadziała. Prawdę powiedziawszy, od pierwszego dnia jak się pojawiła ta zaraza w ogóle nie myślę o tym, że mogę zachorować. O wiele bardziej boję się zawału serca, że już nie wspomnę o raku. Szczepię się, bo nie chcę stać w jednym szeregu z Braunem i jego ferajną.

      Usuń
    2. @toyah
      Nigdy bym na to nie wpadł, dlatego, że Braun i jego ferajna jest poza pasmem dźwięków słyszalnych przeze mnie.

      Usuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.