czwartek, 30 lipca 2020

Czy Onet kończy z szybkim seksem i narkotykami?


       Na samym początku dzisiejszej notki przyznać muszę bez bicia, że nigdy dotychczas o bokserze nazwiskiem Łukasz Janik nie słyszałem. A nie jest tak, że ja się sportem, choćby i tym bokserskim, nie interesują. Wiem kto to był Cassius Clay, Sonny Liston, a nawet Ingermar Johanson. Mało tego, ja wiem również, kim był Jerzy Kulej i Lucjan Trela. Co tam Trela i Kulej? Ja doskonale rozpoznaję nazwiska takie jak Artur Szpilka, czy Tomasz Adamek. O Łukaszu Janiku w życiu nie słyszałem. I oto dziś dowiaduję się, że ów Janik to nadzwyczajny wręcz talent, niemal kandydat do tytułu mistrza świata, tyle że jego nieszczęście polegało na tym, że on, zamiast trenować i walczyć, kurwił się, ćpał i chlał, no i tak jakoś mu na tym zeszło.
       Skąd zatem ja się o jego istnieniu dowiedziałem? Otóż, jak się okazuje, dziś po 20 latach łajdaczenia się, które w pewnym momencie doprowadziło go niemal do granicy śmierci, Janik poznał Chrystusa i to wydarzenie uczyniło z niego zupełnie nowego człowieka. Jak odczytuję dziś z jego osobistego świadectwa, Janik odnalazł drogę do Boga i w ten sposób wyznaje co następuje: Widzę, że mogę być dla innych przykładem i pokazać, że to Jezus Chrystus przemienił moje życie. Dlatego wolałbym chyba teraz poświęcić resztę swojego życia na walkę, ale nie na ringu, a o to, żeby ludziom żyło się lepiej”.
      Ktoś zapyta, jak to się stało, że zaćpany, nieprzytomny od wódy i przygnieciony owym, jak sam mówi „szybkim seksem”, nagle ujrzał Chwałę Bożą? Otóż któregoś dnia Janik ciężko zapadł na sepsę, ciężko do tego stopnia, że otarł się o śmierć i gdy odzyskał przytomność... oddajmy mu może głos:
      Kiedy wróciłem do swojego ciała, miałem świadomość, że przeżyłem bardzo długą podróż, ale jednak wróciłem na ziemię. Mimo że po sepsie przez dwa tygodnie przebywałem w śpiączce, to nie miałem takich odczuć. Po tym, jak wyszedłem ze śmierci klinicznej, musiałem poznać Boga. Powróciłem do medytacji buddyjskich. Nie było to jednak to, czego szukałem. W pewnym momencie przyznałem się przed swoją kobietą, że wstydzę się tego, że nie czytałem Pisma Świętego.
      Pamiętam jak dziś, gdy wahałem się, aby użyć słowa ‘wstydzę się’, ale przełamałem się. Powiedziałem jej dokładnie tak: Wstydzę się, że mam 33 lata i nigdy nie czytałem Pisma Świętego, a przeczytałem tyle książek. Czy to na studiach, czy podczas obozów sportowych. Próbowałem medytacji buddyjskich, a nigdy nie zapoznałem się z historią Jezusa Chrystusa. Następnego dnia znalazłem na ulicy... Pismo Święte. Przyciągnęło mnie do siebie na drugą stronę ulicy. Przez 100-200 metrów szedłem nie wiadomo gdzie. Pod przystankiem leżała broszura z Ewangelią świętego Mateusza i Pierwszy List do Koryntian”.
      No i pięknie. Nawrócenie, jak by powiedział bohater słynnej kreskówki dla dzieci Flop „to rzecz dla Binga”. Sprawa jednak polega na tym, że abyśmy mogli gładko przejść do całego sensu owego – jak wszyscy już pewnie teraz widzimy – szyderstwa, wrócę do czegoś, bez czego to wszystko pozostaje jakoś niepełne. Otóż kiedy przychodzi do momentu gdy Janik odpowiada na pytanie, jak w ogóle, pomijając przygodę z sepsą, doszedł do Boga i jaką widzi dla siebie przyszłość, pojawiają się następujące słowa:
       Od dziecka wierzyłem w Boga. Przeszedłem jednak kryzys, kiedy dorosłem i zobaczyłem, jak naprawdę wyglądają powszechne Kościoły. Księża potrafili tylko wyciągać pieniądze od ludzi, a do tego dochodziły afery z dziećmi. Ludzie potrafią pójść do kościoła, a zaraz po wyjściu z niego obgadywać drugą osobę. To wszystko zraziło mnie do Kościoła jako instytucji. Dlatego Boga starałem się szukać w innych miejscach. Najpierw w medytacjach buddyjskich, które chwilowo mnie wyciszały. [...]
      [Dziś] nie jestem katolikiem, a ewangelistą-protestantem. Kościół to nie gmach czy budowla, tylko ludzie w Chrystusie, wspólnota. Należę do ruchu zielonoświątkowego, do Kościoła Chrześcijańskiego ‘Słowo Wiary’. Niedawno brałem chrzest. Wierzę bardzo w Pismo Święte, a tam jest napisane, że człowiek powinien wziąć chrzest dopiero jako dorosła świadoma osoba, deklarując tym samym, że odchodzi od życia dla spełniania swoich cielesnych zachcianek. Dla mnie Kościół to są ludzie w Chrystusie. Ci, których mam wokół siebie. Wszyscy żyjemy dokładnie tak, jak to jest napisane w Piśmie Świętym. Jesteśmy życzliwi dla innych, szczerzy i pomocni. Dla nas liczy się dobro i słowo, które ma nas łączyć i budować, a nie dzielić. Odrzuciłem zatem cały świat przyjemności cielesnych, bo to już nie jest dla mnie. Nie ma to dla mnie żadnej wartości w tym momencie”.
       No , jak a w tej sytuacji Janiak widzi swoją przyszłość?
       Jeśli już [miałbym zostać kapłanem], to pastorem. Jak George Foreman. W Piśmie Świętym jest napisane, że pastor ma być nienagannym mężem jednej żony: wstrzemięźliwym, roztropnym, przykładnym, zdolnym do nauczania, miłym dla przybyszów. Nie pijakiem, nie awanturnikiem, nie skąpym na pieniądze, potrafiącym wychować dzieci w posłuszeństwie. Tak aby móc dawać przykład innym.
       No i znów, ktoś mnie spyta, czego ja się czepiam? Czy mało wśród nas byłych Szawłów? Proszę zatem dać mi jeszcze chwilę. Otóż w tekście, którego pochodzenie ujawnię pod sam koniec, znajduje się jeszcze coś. Otóż, jak się dowiadujemy, kiedy Janiak przebywał akurat we Wrocławiu i z tego szaleństwa w jakim był wówczas stale pogrążony dostał niespodziewanego ataku padaczki, która następnie przerodziła się w jak najbardziej solidną sepsę, do mieszkania w którym się akurat znajdował, zamiast lekarzy pogotowia „przyjechała wówczas do mnie policja, która mnie skatowała. To była ta sama ekipa, która zatłukła Igor Stachowiaka. Po tym, co się wydarzyło, przez trzy dni byłem w śpiączce. Leżałem na oddziale intensywnej terapii, a obok mnie ludzie, którzy byli podtrzymywani przy życiu. Zacząłem wyszarpywać cewnik. Lekarze usłyszeli, że coś się dzieje i przybiegli. Spytali mnie: ‘To pan żyje?!’. Byli w ciężkim szoku”.
      Aha! A więc jest i Stachowiak, a ja już myślałem, że się go nie doczekam. Czemu do Janika nie przyjechało pogotowie, tylko policja i czego oni od Janika chcieli w związku z owym atakiem padaczki, o to nikt już Janika nie pyta, a on sam też tego już nam nie wyjaśnia, ja natomiast wyjaśnię, skąd u mnie owo oczekiwanie, że tu musi wyskoczyć Stachowiak. Otóż proszę sobie wyobrazić, że ów reportaż o wielkim polskim bokserze Janiku ukazał się nie gdzie indziej jak w naszym ukochanym Onecie. To Onet, a nie kto inny, zdecydował się nam przedstawić ową fascynującą historię człowieka, który nie dość że przeżył najpierw piekło, a potem autentyczne nawrócenie, które go przeniosło z ognia piekielnego do Chrystusa, to jeszcze się w owej drodze nie pogubił i nie dał się zwieść tym wszystkim, których rozpoznał jeszcze we wczesnej młodości, jako tych co potrafią tylko wyciągać pieniądze od ludzi, a do tego dochodziły afery z dziećmi. Ludzie potrafią pójść do kościoła, a zaraz po wyjściu z niego obgadywać drugą osobę.
       Przepraszam bardzo, ale kiedy ja wchodzę na Onet i czytam coś takiego, to mam niemal pewność, że już za chwilę ktoś taki jak Stachowiak musi się pojawić. W końcu, co tych satanistów może obchodzić coś takiego jak pojedyncze nawrócenie, zwłaszcza w opowieści kogoś takiego jak jakiś Janik, niedoszły mistrz świata w boksie?
       Jak już pewnie wszyscy wiemy, grupa wychowanków między innymi owego portalu sprofanowała właśnie figurę niosącego Krzyż Jezusa, dekorując Go tęczową flagą ruchu LGBT, anarchistycznymi symbolami, oraz wulgarnymi napisami. Ktoś powie, że ja jestem przewrażliwiony, że przesadzam, że powinienem się uspokoić i spojrzeć na świat bardziej przyjaznym okiem. Owszem, może jutro. Dziś jednak czytam Onet i czuję swąd siarki. Ten sam dokładnie który czułem patrząc na Jezusa na Krakowskim Przedmieściu dzierżącego tęczową flagę.




2 komentarze:

  1. To jakaś kolejna "krucjata Onetu"? Wcześniej był taki tekst:
    https://sport.onet.pl/plywanie/agnieszka-czopek-sadowska-pierwsza-polska-medalistka-w-plywaniu-wywiad/8wfnrb0

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.