niedziela, 18 sierpnia 2019

Czy w Sejmie RP zostanie odsłonięta tablica pamięci męczeńskiej śmierci Dawida Kosteckiego?


       Miałem na dziś nieco inne, bardziej szerokie plany, jednak, jak wiemy, co ma wisieć, nie utonie, a my dziś się zajmiemy kwestią znacznie bardziej doraźną. Otóż nieopatrznie zajrzałem wczoraj na onet.pl, by zobaczyć, jak sobie te biedaczki radzą, i z miejsca trafiłem na tekst o długim i przeciągłym tytule: „Tajemniczy telefon znajomego Dawida Kosteckiego do ‘Gazety Wyborczej’. ‘Proszę przekazać Mariuszowi Kamińskiemu pozdrowienia’”. Gdyby ktoś nie wiedział, Kostecki to były bokser, a w ostatnich latach bezwzględny bandyta, który parę tygodni temu albo sami się powiesił, albo został w więziennej celi powieszony przez swoich kolegów, i w związku z tym Platforma Obywatelska z wszystkimi możliwymi przystawkami, oraz zaprzyjaźnionymi redakcjami, postanowiła wszcząć wokół tej sprawy ogólnopolską awanturę pod hasłem „Marek Kuchciński morduje świadków swojej przestępczej działalności”.
      Nie mam ani ochoty, ani też nie widzę potrzeby, by objaśniać wszystkie te drogi którymi wędrują myśli ludzi Platformy, poza tym uważam, że wszystko, na co chciałem dziś zwrócić uwagę znajdziemy w samym tekście Onetu. Proszę uważać, bo będzie trzęsło:
     Maciej M. jest bliskim znajomym Dawida Kosteckiego. Dwa tygodnie po śmierci pięściarza miał również podjąć próbę samobójczą. Wówczas władze więzienia postanowiły przewieźć go z Rzeszowa na oddział zamknięty szpitala psychiatrycznego w Krakowie.
     Podczas pobytu w Krakowie udało mu się skontaktować z dziennikarzami [‘Gazety Wyborczej’]. W swojej wiadomości podawał, że Dawid Kostecki nie popełnił samobójstwa, lecz zginął, bo miał dużą wiedzę o kulisach tzw. afery podkarpackiej. Dotyczy ona powiązań policji z właścicielami rzeszowskich domów publicznych.
      Po tym, jak Maciej M. skontaktował się z mediami, ponownie został przeniesiony, jednak nie podano dokąd. Dziennikarzom ‘GW’ udało się ustalić, że Maciej M. przebywa w szpitalu przy zakładzie karnym nr 2 przy ul. Kraszewskiego w Łodzi.
      Wczoraj Maciej M. wysłał do ‘Gazety Wyborczej’ wiadomość, w której twierdzi, że obsługa szpitala oraz służba więzienna próbują udowodnić, że jest niepoczytalny. Mężczyzna w swojej celi miał m.in. znaleźć gwoździe. Boi się, że zostanie oskarżony, że to on je przemycił, aby zrobić sobie krzywdę. W jego celi ma nie być również prądu.
       Jak informuje ‘GW’ dziś bliskim Macieja M. udało się go odwiedzić w zakładzie karnym. Uniemożliwiono im wyniesienia kartki z oświadczeniem dla mediów.
      Maciejowi M. udało się jednak dziś dodzwonić do ‘Gazety Wyborczej’. W krótkiej rozmowie powiedział, że grożono mu śmiercią. - W zakładzie karnym w Rzeszowie wychowawca powiedział mi "Lepiej, żebyś pier*** się na linę" - powiedział Maciej M. Dodał, że ma informacje, które mogą obciążyć Zbigniewa Ziobrę i Patryka Jakiego.
      - Proszę przekazać Mariuszowi Kamińskiemu pozdrowienia. Chodzi o spotkanie w hotelu. On będzie wiedział o co chodzi - po tych słowach Maciej M. się rozłączył”.
      Czy Państwo widzą to co ja widzę? Oto przed nami jeden z głównych portali informacyjnych w Polsce i jedna z najbardziej wpływowych gazet, a tam historia o jakimś gangsterze, który, jako świadek korupcji na szczytach władzy, drży o swoje życie, umieszczany jest w ściśle chronionych przed publicznym okiem celach, zamykany w zakładach psychiatrycznych to w Krakowie, to w Łodzi, skąd nie wiadomo jakim cudem wciąż się mu „udaje” albo dodzwonić do „Gazety Wyborczej”, albo wysłać im wiadomość z kolejnymi rewelacjami na temat zarówno gwoździ, które mu obsługa podrzuca, żeby go w odpowiednim dla siebie momencie oskarżyć o to, że chce sobie je wbić w skroń lub w sece, jak i grożenia mu śmiercią przez  więziennego wychowawcę.
      Zamknięty ten jakiś Maciej M. – a ja się domyślam, że „Gazeta Wyborcza” ukrywa swoje źródło za inicjałem, by władze Prawa i Sprawiedliwości nie domyśliły się, kto to taki chce zadenuncjować ministrów Jakiego i Ziobro, i go nie zabiły tak jak Kosteckiego – w którymś z pisowskich psychiatryków, łapie za telefon i dzwoni do redakcji „Wyborczej”, prosi redaktorów, by w związku z jakimś spotkaniem w hotelu przekazali Mariuszowi Kamińskiemu pozdrowienia, w tym momencie obsługa szpitala wyrywa mu z ręki telefon, no ale wiadomość zostaje przekazana i wspomniani redaktorzy w te pędy owe pozdrowienia przekazują dalej i, jak rozumiem, już tylko nastawiają czujnie uszu, by usłyszeć, jak minister Kamiński na te pozdrowienia zareaguje. Czy się tylko ze strachu porzyga, czy może ucieknie na Białoruś, lub, jeszcze lepiej, do Północnej Korei.
       Ktoś mi powie, że powinienem wiedzieć, czym jest Onet i w związku z tym traktować ich z należnym lekceważeniem. Otóż ja sam Onet traktuję jak najbardziej lekceważąco, tyle że gdy chodzi o ten akurat przypadek, to muszę przyznać, że oni jak najbardziej relacjonują gołe fakty. „Gazeta Wyborcza” w rzeczy samej opublikowała ową relację na temat telefonicznych rozmów, jakie odbyła ze wspomnianym Maciejem M., a owa publikacja w kręgach antyreżimowej opozycji wywołała takie poruszenie, że... proszę posłuchać:
       Posłowie PO-KO zaapelowali w środę do ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry o nadanie statusu świadka koronnego i objęcie szczególną ochroną w zakładzie karnym Macieja M.
      Na konferencji w Sejmie poseł PO-KO Arkadiusz Myrcha przypomniał, że w związku z okolicznościami śmierci Dawida Kosteckiego parlamentarzyści tego ugrupowania składali wnioski do prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobry i apelowali do marszałek Sejmu o podjęcie natychmiastowych działań w tej sprawie.
      - Tak jak wczoraj deklarowaliśmy, występujemy w trybie art. 152 do pani marszałek Sejmu o natychmiastowe zwołanie komisji sprawiedliwości i praw człowieka, na której posiedzeniu powinien być obecny osobiście pan minister sprawiedliwości i prokurator generalny Zbigniew Ziobro - powiedział Myrcha.
     - Wystąpimy również o ochronę dla ostatniego już, prawdopodobnie kluczowego świadka w aferze podkarpackiej - Macieja M. Wystąpimy o status osoby szczególnie chronionej w zakładzie karnym oraz o status świadka koronnego dla Macieja M. - zapowiedziała z kolei posłanka Agnieszka Pomaska (PO-KO)”.
      Minęły obchody Święta Wojska Polskiego, zostało po nich wszystko to co zostało i zostać musiało, przed nami dwa miesiące zanim ta straszna nędza zostanie rozbita w proch, a oni najwidoczniej są już w punkcie gdzie nie pozostaje im nic innego jak prowadzić tajne rozmowy telefoniczne z jakimiś wariatami, nawet jeśli za te rozmowy muszą owym wariatom odpowiednio płacić. No i jeszcze jest Lech Wałęsa, który dziś zapowiada krwawą walkę o demokrację, i który już za chwilę prawdopodobnie nawiąże kontakt z mieszkańcami Galaktyki Gama X„Gazeta Wyborcza” oraz Onet natychmiast nas o tym wydarzeniu poinformują, a TVN24 przeprowadzi z tego wydarzenia transmisję na żywo.
      I tak się skończy III RP. Nie hukiem, lecz skomleniem.



Pragnę przypomnieć, że mam jeszcze tylko 7 egzemplarzy książki z listami od Zyty Gilowskiej. Ona nie jest dziś już tak tania, jak była przez minione trzy lata, niemniej lepiej jest się nie spóźnić. Bo jest nadzwyczaj prawdopodobne, że to jest już koniec. Mój adres mailowy: k.osiejuk@gmail.com
 



3 komentarze:

  1. Myślę, że to dziwne, że nie mają żadnego świadka, który jest na wolności:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takiego świadka by było łatwiej zweryfikować. U Sekielskich też same mocno zaburzone osobowości.

      Usuń
  2. Taki cytat z wiki: "W I-III kwartale 2017 sprzedaż dziennika spadła o 21,19%. W kwietniu 2018 sprzedaż zmalała o 21,55 proc. i wyniosła 65 279 egz. Rozpowszechnianie płatne "Gazety Wyborczej", wydawanej przez Agorę, w czerwcu 2109 zmniejszyło się rok do roku o 10,47 proc. do 92,98 tys. szt."
    No więc siedzi sobie Blumsztajn, czy który tam redaktor naczelny naczelnego organu przewodniej siły narodu europejskiego, siedzi sobie, obgryza paznokcie i wyskubuje te resztki włosów ze swojej biednej łysiny, i myśli co by tu wymyśleć, żeby nas przewodnia siła narodów globalnych bardziej pokochała; Betlejewski półgłówek, policja za bardzo chroni marsze równości, z męczeństwa nici, co tu robić, ludzie, co tu robić. Siedzi tak i skubie się i dostaje już pypci na języku z tej nerwicy. A tu wchodzi elegancki pan w białej koszulce z portretem Jerzego Urbana i jakąś jego wiekopomną sentencją, np. o bł. Popiełuszce, że sam sobie był winny, czy cóś takiego, z wytatuowanym wężem albo smokiem od prawego przedradmienia aż po brodę i mówi: "Szanowny panie redaktorze, przychodzę do pana z niecodzienną propozycją ..."
    A dalej już wiesz.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.