piątek, 23 sierpnia 2019

Sześć wesołych kawałków na końcówkę lata


To jest rzeczywiście niezwykłe, jak te miesiące mijają. Ledwo starałem się zabawiać Państwa moimi poprzednimi kawałkami dla "Polski Niepodległej", a tu już pora na kolejne. Przyznaję, że część z tego my tu na blogu mamy już omówione, ale temat był tak nośny, że nie mogłem z niego zrezygnować. 


Pozwolę sobie zacząć nasz comiesięczny przegląd skeczów od spraw zagranicznych. Gdyby ktoś nie wiedział, to w tych dniach z wizytą na Ukrainę przybył premier Izraela Benjamin Netanjahu ze swoją najświeższą żoną i ledwo oboje wysiedli z samolotu, stało się coś zupełnie nieoczekiwanego. Oto na tę parkę Żydów czekała grupka ubranych w stroje regionalne dziewcząt z powitalnym bochenkiem chleba, Netanjahu urwał kawałek i zaczął przeżuwać, następnie ułamał kawałek dla żony, podał go jej, a ona zrzuciła go na ziemię gestem, jakby odganiała się od jakiegoś robactwa. Ktoś powie, że wystarczy spojrzeć na twarz tej kobiety, by dojść do wniosku, że ona zwyczajnie nie była w stanie nie tylko zrozumieć, o co chodzi z tym chlebem, ale mogła nawet pomyśleć, że to co jej podał jej Bibi, to jakiś ruski nowiczok i ona musi się bronić. Swoją drogą, to bardzo ciekawe. Nasi rodzice uczyli nas, by nie oceniać ludzi po wyglądzie, a tu okazuje się, że są sytuacje, gdy to jest pierwsze co powinniśmy robić, zwłaszcza w pewnych szczególnych bardzo przypadkach.

***

Pies drapał tę Żydówkę. Spójrzmy przez chwilę na człowieka, który jest jej mężem. Otóż zapytany przez dziennikarzy, co sądzi o zachowaniu żony, bez mrugnięcia okiem odpowiedział, że jego zdaniem ona się zachowała wzorowo, ponieważ, gdyby nie ten gest, jego wizyta na Ukrainie mogła pozostać niezauważona. Teraz natomiast, skoro wszyscy gadają o tym chlebie, on wie, że każdy Ukrainiec będzie wiedział, jak powinni być Żydom wdzięczni za te odwiedziny. A ja już tylko sobie myślę, że taki Netanjahu – a kto wie, czy tylko on – muszą być strasznie niezadowoleni, że historia nic nie wspomina o ich udziale w wielkim głodzie jaki Sowieci zgotowali Ukrainie w latach 30. W końcu nieważne jak gadają, byle gadali. A jeśli przy tej okazji złapie się kolejnego antysemitę, to tym lepiej.

***

W kwestii antysemityzmu, wcale nie jestem pewien, czy z nim pożegnaliśmy się już na dobre, bo w końcu cholera wie, kto jest kim. Weźmy choćby taką oto sytuację, że z okazji 75 rocznicy powstania Brygady Świętokrzyskiej odbyły się objęte patronatem Prezydenta RP uroczystości, na które został zaproszony rabin Schudrich. Czemu Prezydent go zaprosił, do końca nie wiemy, ale niewykluczone, że to ze względu na pokutujący tu i ówdzie mit, że rabini to mądrzy ludzie. W każdym razie Schudrich demonstracyjnie odrzucił zaproszenie, oświadczając, że wspomniane uroczystości „znieważają pamięć wszystkich obywateli Polski poległych w walce z Niemcami”, a zaproszenie go do wzięcia w nich udziału traktuje Schudrich jako „osobistą zniewagę”.
No i niech będzie. W końcu, może to i lepiej, bo kto wie, jaką on by tam demonstrację odstawił. Może przyniósłby ze sobą chleb i zaczął nim pluć? No ale, jak się okazuje, na gest Schudricha zareagowała pisarka Maria Nurowska następującym oświadczeniem:
Ja, Maria Nurowska, polska pisarka, przepraszam szczególnie naród żydowski, za obelgę, która nadeszła ze strony polskiego prezydenta. To nie jest mój prezydent, jak i obecne władze, Prezydent, premier i wysocy urzędnicy państwowi w rocznicę 100-lecia odzyskania niepodległosci szli w jednym marszu. z faszystowskimi bojówkami!
Z powyższego tekstu wynika, że Nurowska jest jeszcze głupsza od Schudricha. I ja bym chętnie dodał do tego jeszcze jakiś komentarz, ale się trochę boję, bo a nuż okaże się, że ona jest Żydówką i takiej porcji antysemityzmu nawet redakcja „Polski Niepodległej” nie zniesie.

***

Najwyższy czas, by zamknąć temat żydostwa i skupić się na tym co nasze i polskie, a do tego najlepiej nam się przyda sama prof. Magdalena Środa, która na swoim facebookowym profilu zamieściła następującą refleksję:
Po co udawać? Wszyscy mają Boga w dupie. Jędraszewski nie jest wyjątkiem. Coś jest na rzeczy. Moje pytanie brzmi: dlaczego to trafiło się Bogu a nie jego sługom? Dlaczego to Pana Boga spotkał tak podły los a nie jego fałszywych hierarchów. Prostak i nienawistnik Jędraszewski zostanie zaraz wielkim bohaterem narodowym (żołnierzem wyklętym, powstańcem, ‘Popiełuszką’ i pretendentem do beatyfikacji) a Pan Bóg zostanie zapomniany. Niesprawiedliwy jest ten świat”.
Właściwie w tej sytuacji, my ludzie, którzy od niedawna mamy Pana Boga, jak to subtelnie przedstawiła Środa, „w dupie” i skupiamy się już tylko na czczeniu „prostaka” abp. Jędraszewskiego, powinniśmy wyrazić wdzięczność dla tej czarownicy za to, że pod naszą nieobecność ona dba o to, by Pan Bóg nie utracił do końca Swojej pozycji. Ja natomiast nie jestem pewien, czy kiedy ona wspomniała księdza Popiełuszkę w kontekście najbliższej przyszłości Arcybiskupa, to tak tylko chlapnęła, czy może coś akurat wie. Oczywiście może być różnie, ja jednak bym radził odpowiednim służbom, by ją i jej towarzystwo miały na oku.

***

Swoją drogą, to co mnie w tak zwanej „sprawie Jędraszewskiego” mocno poruszyło, to fakt, że podczas gdy wszyscy się szalenie przejęli tą częścią wypowiedzi Arcybiskupa, w której ten wspomina o „tęczowej zarazie”, nikt, włącznie z najbardziej tępymi komunistami, takimi jak Leszek Miller, czy Włodzimierz Cimoszewicz jednym słowem się nie zająknęli w kwestii, w końcu wydawałoby się bardzo dla nich obraźliwych, słów Księdza o „zarazie czerwonej”. Czy to możliwe, że oni doskonale wiedzą, że podobnie jak słowa o „tęczowej zarazie”, również te o „zarazie czerwonej” w ogóle nie odnosiły się do ludzi, ale jak najbardziej do ideologii? Czy możliwe jest, że oni wszyscy – włącznie z wcześniej wspomnianą Magdaleną Środą – mają ową czerwoną zarazę we wspomnianej dupie, a dziś postanowili z pełnym, rewolucyjnym wręcz zapałem, bronić tej nowej, tęczowej, która, jak słusznie zauważył abp. Jędraszewski wyrasta bezpośrednio z tamtej i nadzwyczaj skutecznie stara się sprzedać, w o wiele bardziej atrakcyjnym opakowaniu.

***

Owo opakowanie musi być naprawdę atrakcyjne, skoro łapią się na nie również osoby duchowne. Oto właśnie porzucił stan kapłański pewien dość popularny ksiądz z Lublina nazwiskiem Łukasz Kachnowicz. Próbując wyjaśnić to co zrobił, stwierdził, że nie mógł znieść tego, jak Kościół traktuje jego „heteronienormatywnych przyjaciół”. Przy okazji też przedstawił nadzwyczaj oryginalny sposób wykazania, jak słuszne jest to, co zrobił. Proszę trzymać się foteli:
Od dawna miałem jeden problem z moimi włosami: zawsze po jednej stronie odstawały mi boki. Nawet zaraz po strzyżeniu. Żaden dotychczasowy fryzjer nie mógł sobie z tym za bardzo poradzić, choć miałem dobrych fryzjerów. I nagle, bam, Jurij, młody fryzjer z Białorusi, który od pół roku jest w Polsce, znajduje rozwiązanie. Zauważa, że w tej części włosy naturalnie układają mi się do przodu, w przeciwieństwie do tych po drugiej stronie przedziałka. Zaczesuje je do przodu i... tadaaam: wszystko się ładnie układa! I mówi mi: trzeba trochę pójść za nimi, posłuchać ich. Tyle lat traktowałem moje włosy na siłę, nie słuchając ich, więc odstawały. A wystarczyło trochę posłuchać.
I wiecie co? Tak, tak, od razu pomyślałem o swoim życiu i o tym, co się w nim ostatnio dzieje. Tyle lat traktowałem siebie jak swoje włosy. Nie słuchałem samego siebie. Próbowałem się ‘zaczesywać’, traktować rożnego rodzaju ‘pomadami’, które miały pomóc mi w ułożeniu życia. Tak naprawdę układałem je ciągle według oczekiwań innych. Ale to nie było naturalne. I ciągle coś w tym życiu odstawało. Ciągle gdzieś mi się to życie buntowało. A ja próbowałem je dalej układać na siłę. Aż tu nagle przychodzi moment, w którym pozwoliłem sobie pójść za prawdą, która jest we mnie. I przestało odstawać. Czuję, że zaczynam żyć w zgodzie z sobą samym”.
Pamiętam, jak nasi rodzice mieli zwyczaj, by usprawiedliwiać czyjeś występki, mówiąc, że lepiej by pił niż kradł, lepiej by kradł niż chuliganił, czy po prostu, że głupi on, ale zawsze powie „dzień dobry”. Choć w stosunku do osób duchownych niezmiennie zachowywałem pełny szacunek, przyznaję, że gdy chodzi o księdza Kachnowicza, i jak sądzę wcale niemałą grupę jemu podobnych, to uważam, że lepiej niech oni już chodzą w tych marszach niż mieliby obmacywać ministrantów.




Wszystkich zainteresowanych kupnem moich książek zachęcam do zaglądania do księgarni www.basnjakniedzwiedz.pl. Tam jest wszystko, czego potrzebujemy, by poczuć prawdziwą wolność.

1 komentarz:

  1. Uj! Falstart czy co? Brak koordynacji wyższych sił? Ks. Kachnowicz powinien zrobić kamingałt dopiero gdy zostanie sekretarzem swojego Biskupa, albo urzędnikiem watykańskim. A tak to tylko blada, że tak powiem, przedziałka czesana zgodnie z kierunkiem owłosienia.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.