sobota, 25 maja 2019

Prosimy o tabletkę dla pana W.


Ponieważ do wyborów został nam już tylko jeden dzień, staję przed pewnym dylematem. Otóż jeszcze wczoraj miałem plan, żeby po prezentacji hejtu, jaki wylał się jeszcze w roku 2009 na śp. Lecha Kaczyńskiego temat pociągnąć i przypomnieć tamten czas nieco szerzej, przedstawiając owego świętego człowieka, jako zdecydowanie najbardziej znienawidzoną postać w całej współczesnej polskiej historii. Ponieważ jednak wciąż siedzi w poczekalni mój najnowszy felieton z „Warszawskiej Gazety”, musiałem się zdecydować, co powinno pójść na pierwszy ogień, a co powinienem zostawić Czytelnikom na wyborczą niedzielę. No i ostatecznie zdecydowałem, że już dziś opublikuję wspomniany felieton z „Warszawskiej”, a o nienawiści w wydaniu turbo spróbuję coś napisać jutro. Zobaczymy, co z tego wyjdzie. Tymczasem, zapraszam.  


      Kiedy przedstawiałem swój poprzedni felieton, byłem szczerze przekonany, że w ten oto sposób ostatecznie kończę temat pedofilii, a tu nagle widzę, że Dobra Zmiana postanowiła powołać specjalną komisję badającą problem pedofilii nie tylko w odniesieniu do księży, ale w ogóle, ze szczególnym uwzględnieniem środowisk dotychczas nietykalnych, obejmujących, jak to ładnie wyraził Prezes, nawet laureatów Nagrody Nobla. A gdyby ktoś tego nie dosłyszał, uznając za stosowne tego Nobla głośno i wyraźnie powtórzyć. A my, jak to my prości ludkowie, natychmiast postawiliśmy uszy na sztorc i uwzględniając fakt, że zarówno Czesław Miłosz, jak i Wisława Szymborska już od pewnego czasu śpiewają w niewidzialnym chórze, skupiliśmy naszą uwagę na samym, że tak to elegancko ujmę, Panu Przewodniczącym.
       A ja, z drżącym sercem czekając na dalszy rozwój wypadków, wspominam rok 2008, kiedy to tematem numer jeden na pewien czas stał się występek pewnego ojca, który za zgodą matki i paru swoich kumpli gwałcił najpierw piętnastoletnią, a z biegiem lat, swoją dorosłą już córkę. Kiedy wiadomość o tym wyjątkowym przypadku ludzkiego upadku, dotarła do mediów, premier Tusk –  jak się zdaje, nadmuchany intelektualnie przez swoich odpicowanych w piękne garnitury doradców od wizerunku – zgłosił postulat, by pedofilów kastrować chemicznie, bo to zwierzęta nie ludzie.
      Dziś może nam się zdawać, że apel Donalda Tuska najpierw spotkał się z powszechnym entuzjazmem mainstreamu, by następnie na zawsze zniknąć w ścieku wypełnionym pamiętną ciepłą wodą, tymczasem nic podobnego. Otóż cała ta banda rzuciła się na biednego Donalda z zarzutem, że okrucieństwo tej kary dotyka nie nogi, nie ręki, nie głowy, ale tzw. seksualności. A dla nich seksualność jest wartością do tego stopnia najwyższą, że każda próba jej ograniczenia, stanowi zamach na najbardziej podstawowe prawo człowieka. Do dziś pamiętam ów nastrój histerii sprowadzający się do apelu, by nie dopuścić do tego, by powstało prawo, które ograniczy obywatelom prawo do uprawiania seksu. Do dziś pamiętam, jak Monika Olejnik w swoim kultowym już dziś programie TVN24 wykrzyknęła: „Przecież ten ojciec nawet nie był pedofilem”.
      A ja osobiście uważam, że jeśli po świecie chodzi jakiś typ, który uprowadza dzieci, a potem je gwałci, lub wyrządza im jakąś inną krzywdę, bo strasznie go podnieca ich strach, lub ich ból – i to niezależnie od tego, czy mamy do czynienia z pedofilem, czy jakimś zaćpanym durniem – to trzeba go złapać i postawić pod sądem, a jeśli wcześniej policja go skutecznie nie ochroni, to go po prostu zabić kijem, sztachetą, czy co tam okoliczni obywatele mają pod ręką.      
      No i tu wraca wspomnienie Donalda Tuska proponującego chemiczną kastrację pedofilów. Jemu akurat oczywiście dziś to już bez różnicy, ale przyznaję, że miałbym prawdziwą satysfakcję widząc, jak pana Bolesława panowie w białych kitlach przyciskają kolanem do ziemi i wciskają w jego słodkie usteczka tę tabletkę.



Jak zawsze, zwracam uwagę na książki, których okładki można zobaczyć tuż obok. Kliknięcie w niektóre z tych obrazków wprowadzi zainteresowane osoby do naszej księgarni, a tam już droga prosta. Jeśli ktoś woli jeszcze prościej, proszę napisać do mnie na adres k.osiejuk@gmail.com.

4 komentarze:

  1. To zdjęcie jest okropne. Na miejscu Wałęsy kazałabym, wzorem Stalina, wymazać to towarzystwo. Że też im nie wstyd. Wałęsie i jego żonie. O dzieciach nie wspomnę. O ich dzieciach, bo o moim pierworodnym Tomaszu chętnie coś powiem. W maju 2003 roku miał I Komunię Świętą w Ostrołęce, po czym w lipcu`03 przeprowadziliśmy się w końcu na wieś. W miejskiej szkole (dwa lata chodził) był zaczepiany, atakowany i znieważany. Tym młodocianym degeneratom chodziło o pieniądze. Zgłoszenie o karygodnym zachowaniu tylko trochę starszych kolegów z SP trafiło najpierw do najbliższych, a już na drugi dzień do dyrekcji szkoły. Rozmawiałam z jego wychowawczynią (nieprzeciętna, wspaniała, dziękuję pani, pani Honorato) i ona powiedziała mi, żebym nie spodziewała się cudów. Wystarczyło. Zapisałam dziecko do wiejskiej szkoły. I kłopoty się skończyły. Synek, po powtórce Komunii, został ministrantem, na własne życzenie. Któregoś dnia mieli popołudniową zbiórkę. Pewien starszy ministrant przyniósł niemieckie pornole z domu rodzinnego i epatował nimi, wręcz kazał na nie patrzeć dzieciom. I co? Mój Tomek przyleciał do domu, wszystko opowiedział i tego samego dnia ksiądz Paweł, do dziś bardzo milo przez nas wspominany, ukręcił Hydrze łeb. A gdyby tego nie zrobił? To są Pallotyni, zmieniają się co kilka lat. I co? i super. Teraz jest drugi ksiądz Andrzej, też świetny.

    OdpowiedzUsuń
  2. @Jola P.
    si veritatis requiris - circumspice... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @roxana
      Ten postanawiam zostawić. Dawaj następny.

      Usuń
    2. Lubię jak ktoś osądza innych po sobie. Wtedy wiadomo z kim ma się do czynienia.
      to powiedziałam ja.
      Jolanta Plucińska
      Laskowiec
      Polska
      a teraz na chwilę do szkoły i do Mamy na obiad

      Usuń